Miasto podpisało kolejną umowę z byłą wspólniczką Pawła Makucha

(77)

Zmiana władzy w Pruszkowie to coraz bardziej intratny biznes dla znajomych Prezydenta.

W czerwcu na łamach zpruszkowa.pl ukazał się list otwarty skierowany do Prezydenta Pruszkowa. Autor listu, Sławomir Bukowski, dopytywał o okoliczności zawarcia umowy pomiędzy Urzędem Miasta a kancelarią adwokacką Bożeny Zawadzkiej – byłej wspólniczki Pawła Makucha. Umowa (numer w rejestrze: 53/2019/ORA) została podpisana 8 marca 2019 r., opiewa na kwotę 25.830 złotych, a jej przedmiotem jest obsługa prawna miejskiego Wydziału Edukacji.

Bożena Zawadzka do niedawna prowadziła z Pawłem Makuchem kancelarię prawną zarejestrowaną w biurze przy ulicy Jana Pawła II w Warszawie. Niedługo po tym, jak Paweł Makuch został wybrany na prezydenta Pruszkowa, wspólna kancelaria została wykreślona z Krajowego Rejestru Sądowego, zaś na jej miejscu (tj. pod tym samym adresem) powstała nowa – tym razem prowadzona wyłącznie przez Zawadzką. Paweł Makuch nie figuruje w papierach nowego podmiotu, toteż formalnie nie jest z nim w żaden sposób powiązany. To zaś otwiera mu drogę do zawierania umów między Urzędem Miasta, którym kieruje, a kancelarią swojej byłej wspólniczki.

Na odpowiedź na list otwarty Sławomira Bukowskiego przyszło nam czekać ponad miesiąc. Gdy w końcu napłynęła, opublikowaliśmy jej treść. Znajdujemy w niej następujące tłumaczenie zaistniałej sytuacji: “(…) na wcześniejszej drodze zawodowej nie współpracowałem z kancelarią prowadzoną przez Panią Adwokat Bożenę Zawadzką, natomiast z samą Panią Adwokat współpracowałem (…)”, co w świetle prawa jest prawdą. Prezydent w istocie nigdy nie współpracował z kancelarią Bożeny Zawadzkiej, zarejestrowaną od stycznia 2019 r. pod tym samym adresem, pod którym wcześniej operowała kancelaria Bożeny Zawadzkiej i Pawła Makucha. Wszak nowa kancelaria to nowy byt, z którym Makuch faktycznie nigdy nie był związany. Co – jak wspomina w swojej wypowiedzi sam Prezydent – nie oznacza jednak, że z Bożeną Zawadzką absolutnie nic go nie łączy.

Potrzebę skorzystania z usług Bożeny Zawadzkiej Paweł Makuch tłumaczy nadzwyczajnymi okolicznościami panującymi w mieście. Wszak przełom lutego i marca 2019 r. to czas strajku nauczycieli. Jak czytamy w odpowiedzi na nasz list: “W związku z zapowiedzianym przez Związek Nauczycielstwa Polskiego ogólnopolskim strajkiem nauczycieli (…), w trybie pilnym rozpoczęte zostały poszukiwania wykwalifikowanej pomocy prawnej na ten kryzysowy moment (…)”. I dalej: “Raz jeszcze zaznaczam, że przyczyną objęcia ww. umową Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Pruszkowa była nagła potrzeba uzupełnienia obsługi prawnej w związku z zapowiedzianym ogólnopolskim strajkiem nauczycieli (…)”.

Czy Pruszkowskie szkoły lub nauczyciele odczuli skutki działalności Bożeny Zawadzkiej na rzecz miasta? Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że paląca kwestia wynagrodzeń dla strajkujących nauczycieli nie została rozwiązana. Ani na korzyść, ani na niekorzyść nauczycieli. Pieniądze z niewypłaconych pensji pozostały w budżetach szkół i do dziś nie ma pomysłu na to, co z nimi zrobić. Ponieważ natura tego problemu jest czysto prawna, to wydawałoby się, że pomoc wykwalifikowanego prawnika byłaby tu jak najbardziej na miejscu. Czy zajęcie się tą sprawą wchodziło w zakres umowy między Urzędem Miasta, a kancelarią Bożeny Zawadzkiej? Na usta ciśnie się również pytanie – jakie w ogóle problemy prawne w trakcie strajków zostały przez kancelarię Bożeny Zawadzkiej rozwiązane?

Wszystko przebiega zgodnie z prawem – argument tego typu słyszymy nazbyt często, gdy władze Pruszkowa próbują wyjaśnić mieszkańcom motywy swoich działań. Zwłaszcza tych budzących wątpliwości etyczne. Warto jednak pamiętać, że nie wszystko, co odbywa się w zgodzie z obowiązującym prawem, jest jednocześnie dobre i etyczne. Przykładu nie trzeba daleko szukać – całkiem niedawno znany dziennikarz uniknął odpowiedzialności za potrącenie staruszki na drodze. Nie posiadał prawa jazdy ani ważnego ubezpieczenia. Sąd uniewinnił go, a ten podarował poszkodowanej książkę o drzewach. Proces szczegółowo opisywały media, zaś uniewinnienie jest prawomocne. I całkowicie zgodne z obowiązującym prawem.

Zapewne równie zgodna z prawem jest kolejna umowa zawarta między Urzędem Miasta, a kancelarią Bożeny Zawadzkiej. Ta, podpisana 1 sierpniu tego 2019 roku, opiewa na kwotę 36 900 złotych (nr w rejestrze: ORA 159.2019). Nie wiemy jaka nadzwyczajna sytuacja dotknęła pruszkowską oświatę tym razem. Nie wiemy ile czasu czekalibyśmy na odpowiedź, jeśli ponownie zdecydowalibyśmy się na wystosowanie listu otwartego do Prezydenta. Osobiście jednak jestem w stanie założyć się o każdą kwotę, że Paweł Makuch ponownie nie miałby sobie nic do zarzucenia.

Postscriptum

Moją uwagę zwróciły jeszcze trzy inne umowy w BIP-owym rejestrze: (ORA 64/2019, ORA.138.2019 oraz WOA159.2019). Wszystkie zostały zawarte między Urzędem Miasta, a Kancelarią Radcy Prawnego Agnieszki Ciarkowskiej. Ich wartość to kolejno: 3 600 złotych, 24 600 złotych oraz 29 520 złotych. “Guglując” nazwy kancelarii przewijające się w rejestrze, trafiłem na ciekawy dokument, w którym zwróciłem uwagę na pozycję nr 10 w tabeli. Z jej zawartości wynika, że kancelaria Pawła Makucha wraz z kancelarią Agnieszki Ciarkowskiej występowały w przeszłości ze wspólną ofertą wobec urzędu, jako konsorcjum wykonawców. Czy jest to wystarczający fakt do zakwalifikowania Ciarkowskiej, Zawadzkiej i Makucha jako “znajomych”? Być może. Jeśli jednak ktoś zechciałby odpowiedzieć twierdząco, to mogłoby się okazać, że “znajomi” prawnicy Makucha zgarnęli z Urzędu Miasta Pruszkowa umowy o łącznej wartości 120 450 złotych.

Niezły wynik, jak na 9 miesięcy prezydentury Pawła Makucha.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA