23 radnych miasta Pruszkowa to pełen przekrój charakterów i pomysłów na wykonywanie mandatu radnego. Najaktywniejsi radni niekiedy narzekają, że ich aktywności są zbyt krytycznie oceniane. Wszak „cichociemni” radni nie spotykają się z taką surową oceną swoich działań. Dlatego przeddzień półmetka kadencji, to dobry czas by oddać sprawiedliwość radnym, którzy robią „coś” i przyjrzeć się tym, którzy nie robią „nic”.

Głęboko zakonspirowanymi agentkami wywiadu (tylko pracą w służbach można wytłumaczyć całkowity brak aktywności) są Anna Maria Szczepaniak i Marta Dziudzi. Obie panie łączy to, że są członkiniami klubu PiS i swoje mandaty uzyskały „dziełem przypadku”.

Anna Maria Szczepaniak uzyskała w wyborach 97 głosów i do rady miasta weszła w zastępstwie… Małgorzaty Kochańskiej, która miała zastąpić Macieja Roszkowskiego kiedy ten objął funkcję prezesa pruszkowskiego TBS. Symptomatyczne jest to, że dla Kochańskiej możliwość objęcia mandatu była okazją by wyrazić swój sprzeciw wobec poziomu debaty publicznej i następnie (z pozycji społecznika) rozwijać swoją lokalną aktywność. Natomiast dla Anny Marii Szczepaniak objęcie mandatu stało się okazją do wciskania guzika za/przeciw/wstrzymuje się i podreperowania domowego budżetu.

Radna Szczepaniak robi w Radzie (łagodnie mówiąc) „niewiele” – nie zabiera głosu na sesjach i komisjach, nie pisze interpelacji. Na zpruszkowa.pl pani radna wymieniana jest wymieniana tylko w jednym kontekście: „I tylko jedna radna nie uczestniczyła w tym teatrze, przysłuchując się awanturze z kamienną twarzą: Anna Maria Szczepaniak (PiS), ale ona w tej kadencji prawdopodobnie ani razu nie zabrała głosu na żadnej komisji i sesji.” – pisał rok temu Sławek Bukowski. Podobny styl wykonywania mandatu prezentuje radna Marta Dziudzi. Uzyskała ona 86 głosów i do rady miasta dostała się na miejsce Konrada Sipiery, który został zastępcą prezydenta miasta Pruszkowa.

W przypadku obu pań nie widać chęci załatwienia czegokolwiek w mieście. A przynajmniej nie na forum Rady Miasta. Radne nie podejmują nawet najprostszych aktywności. Głos zabierają rzadko albo wcale. Nie wyjaśniają swojego stanowiska i nie tłumaczą, dlaczego akurat w tym punkcie zagłosowały “za” lub “przeciw”. Nie padają z ich ust zapytania w sprawach dotyczących przysłowiowego „śmietnika” lub „chodnika”. Być może jednak jest tak, że Anna Maria Szczepaniak i Marta Dziudzi są skuteczne w działaniu zakulisowym. Wszystkie sprawy załatwiają poza sesjami i poza oficjalnym obiegiem dokumentów.

Mało aktywnym radnym jest również Grzegorz Szachogłuchowicz (niezrzeszony), który do Rady dostał się z ramienia prezydenckiego ugrupowania SWPR. Radny potrafi podjąć interwencje w sprawach dotyczących swojego najbliższego otoczenia – np. w sprawie stanu chodników na osiedlu Śródmieście. To cieszy – takie „drobne” sprawy bywają najistotniejsze dla mieszkańców. Skuteczne interwencje na tym poziomie znajdują realne przełożenie na komfort życia. Smuci natomiast brak wypowiedzi na komisjach i sesjach ze strony. Uważni obserwatorzy pruszkowskiej polityki mogą usłyszeć głos radnego kiedy wypowiada on słowa votum separatum, kiedy chce zaprotestować przeciwko jakiejś perfidnej uchwale wymierzonej w Prezydenta Pawła Makucha. Takie votum separatum dołączone jest potem do protokołu z sesji, a mieszkaniec może je sobie przeczytać. Niewątpliwie to bardzo uprzejmie ze strony pana radnego, że ogranicza się tylko do votum separatum i nie krzyczy liberum veto (mógłby wówczas chwycić za karabelę by dodać sobie powagi). Obie te instytucje są, jak wiadomo, bardzo poważnie traktowane w polskim prawie samorządowym (nie ma czegoś takiego; „zdanie odrębne” przysługuje w RP tylko sędziom – przyp. JDK).

Radnym, który przez znaczną część kadencji uchodził za „cichociemnego”, po czym nagle przeistoczył się w awanturnika jest Andrzej Kurzela (niezrzeszony). Początkowo radny nie zabierał głosu na komisjach i sesjach, ani nie pisał interpelacji. Zniknął nawet z sesji rady miasta na początku pandemii. Jednak jego powrót, po trwającej kilka miesięcy nieobecności, był powrotem w wielkim stylu. Radny nagle, ni tego, ni z owego zaczął zabierać głos i pisać interpelacje.

Odkąd po Pruszkowie rozniosły się plotki, że radny Kurzela nawiązał współpracę ze Stowarzyszeniem “Za Pruszków!” i Arkiem Gębiczem, liczba składanych przez niego interpelacji wzrosła dodatkowo. Można sobie wyobrazić, że pojawienie się na kancelarii pruszkowskiego magistratu pisma z podpisem„Andrzej Kurzela” w nagłówku musi sprawiać urzędnikom wiele radości z uwagi na konieczność odpowiadania na bardzo szczegółowe pytania.

Niestety wadą pana radnego jest brak umiejętności „trzymania nerwów na wodzy”. Z jednej strony widać, że przygotowuje się on do sesji i ma konspekty oświadczeń które wygłasza, to znacznie gorzej wypada w polemice. Na ostatniej komisji gospodarki komunalnej radny uniósł się (zresztą zupełnie bez powodu – przyp. JDK) i powiedział naczelnikowi wydziału geodezji Andrzejowi Guzikowi, że „guzik mu wyjdzie” z jednego z planowanych działań. Supozycje odnoszące się do nazwisk nie są specjalnie eleganckie, stąd słuszne było oburzenie naczelnika. Niestety w repertuale Andrzeja Kurzeli znajdujemy też wiele zaczepnych sformułowań takich jak: „matactwo”, czy „krętactwo”. Ich używanie niepotrzebnie tylko podnosi emocje w dyskusji. Radny na koniec obrad przeprosił naczelnika wydziału geodezji. Jest to rzadka umiejętność w pruszkowskiej polityce.

Niezaprzeczalną „gwiazdą”, czy raczej „słoneczkiem” pruszkowskiej rady miasta pozostaje Józef Osiński (SPP). To kolejny radny-weteran w tym zestawianiu. Jego styl sprawowania mandatu jest ciężki zarówno w formie i treści. Radny Osiński jest osobą sprawiającą wrażenie osobby wyjątkowo opornej zarówno na przyswajanie wiedzy o samorządzie jak i kompletnie nieświadomej tego jak bywa męczący dla otoczenia. Niepojętym kuriozum jest, że uzyskuje on reelekcje w kolejnych wyborach.

Na ostatnim posiedzeniu komisji gospodarki komunalnej radny Józef Osiński popisywał się nieznajomością przepisów dotyczących planowania przestrzennego. Rajca oczekiwał, że inwestor będzie łaził do magistratu konsultować projekt budowlany dla planowanej przez siebie inwestycji. Pan radny nie rozumie zatem w jakim celu uchwala plany miejscowe. Z kolei na marcowej sesji rady miasta Pruszkowa radny z uporem godnym lepszej sprawy i nie mógł zrozumieć dlaczego władze miasta nie mogą usunąć wraków samochodów znajdujących się na terenie Brwinowa. Popisowym numerem Józefa Osińskiego pozostaje pokrzykiwanie w losowych momentach i przerywanie interlokutorom (przypadek Józefa Osińskiego jest zresztą tym przypadkiem, kiedy należy zadać sobie pytanie czy lepszej wizji sprawowania mandatu nie mają Anna Maria Szczepaniak i Marta Dziudzi).

Pozostaje mieć nadzieję, że wyżej wymienieni radne i radni zreflektują się i kolejne 2,5 roku będą sprawowali swój mandat bez takich mankamentów (albo w zupełnie innym stylu). Zaś Czytelnikowi warto w tym miejscu przypomnieć, że konieczne jest indywidualne ocenianie radnych w toku kadencji. Do urn chodzimy raz na pięć lat, a decyzje które podejmują radni zostaną z nami na pokolenia. Warto też przypomnieć samym radnym, że obejmując swoje mandaty składają następującą przysięgę: “Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców“. Niestety nieraz z „godnością” i „rzetelnością” sprawowanie tego mandatu nie ma za wiele wspólnego.