Znicz zgasł w sobotni wieczór. Warto powalczyć, bo może...?
.jpg?key=full-jpg)
Zacznijmy od sobotniego starcia Znicza Pruszków z Polonią Bytom. Pruszkowianie wybiegli na to spotkanie mając krótką jak na warunki 1-ligowe ławkę rezerwowych. Na niej zasiąść może 9 graczy, a w szeregach Znicza było to jedynie 7 piłkarzy. Ciężko dostrzec tam również duże doświadczenie, które może pomóc szarpnąć i zmienić oblicze meczu. Raczej widzieliśmy młodość, która owszem, czasem może zaskoczyć, ale wtedy mówimy o piłkarskim objawieniu możliwego talentu.
W trakcie spotkania na murawę wchodzili właśnie ci najmłodsi - kolejny epizod zaliczył Antoni Bartoszewicz, a debiut w seniorskiej ekipie zanotował Aleksander Redliński. Najbardziej doświadczeni w ligowych bojach Kazimierczak i Moskwik nie weszli do gry.
Sam mecz zaczął się od bardzo pozytywnej uroczystości. Mecz numer 300 rozegrał symbol pruszkowskiej ekipy - Piotr Misztal. Liga zachwycała się jego interwencjami podczas rewelacyjnych sezonów za trenerów Misiury i Szoki. Kapitan Znicza jest już z nami 11 sezonów i zdecydowanie można uważać go za jedną z legend żółto-czerwonych. Ciekawe czy jeszcze jeden albo dwa sezony przed nim w roli doświadczonego zmiennika, czy może miejsce w sztabie drużyny? Ważne, aby wykorzystywać takie osoby.
Później już tak miło nie było. To znaczy było, ale jedynie przez niecałe 4 minuty, bo już po tym czasie stadion nieco zamilkł - 0:1. Taki stan rzeczy utrzymał się do przerwy i nie za wiele działo się z obydwu stron.
Po przerwie zgromadzeni na stadionie przy ul. Bohaterów Warszawy 4 oczekiwali odmiany oblicza gospodarzy, jednak rzeczywistość okazała się brutalna. Owszem, coś drgnęło. Więcej odważnych wyjść do przodu się pojawiło, ale to Polonia Bytom zadała celne ciosy. Gole zdobyli w 54', 60' i 68'. 0:4 i gdyby skończyło się to jeszcze wyżej, nikt nie mógłby powiedzieć, że to za dużo. Na otarcie łez w ostatniej akcji meczu sędzia podyktował rzut karny dla Znicza, który pewnie wykorzystał Dominik Sokół - 1:4.
źródło: 90minut.pl
Niezwykle szkoda takiego obrotu spraw. Wszystko przez możliwe gabinetowe rozgrywki i to na samej górze tabeli zaplecza ekstraklasy. Obiektem plotek i zamieszania jest Wieczysta Kraków, projekt niezwykle hojnie finansowany przez Wojciecha Kwietnia. Krakowski przedsiębiorca posiadający sieć kilkuset aptek przez kilka ostatnich lat wyłożył grube miliony w swój projekt, sprowadzając do drużyny, nawet do niższych lig, duże nazwiska. Obecnie Wieczysta znajduje się na trzecim miejscu w tabeli, ale kilka dni temu pojawiła się głośna medialna plotka o zakończeniu finansowania Wieczystej i przeniesienia swojego wsparcia dużo mocniej w stronę Wisły Kraków, która wywalczyła już awans do Ekstraklasy.
W tej sytuacji w grze mogą być dwa scenariusze. Jeden zakłada pozostanie Wieczystej na zapleczu najwyżej ligi i bliską współpracę z Wisłą Kraków. Model na zasadzie współpracy Legii Warszawa i Pogoni Grodzisk Mazowiecki polegający na ogrywaniu młodych piłkarzy większej akademii na wysokim ligowym poziomie. Drugi scenariusz, nazywany często atomowym, mówi o możliwym wycofaniu Wieczystej i zgłoszenie drużyny dużo niżej, nawet w IV lidze. W tym wypadku może ona zostać przesunięta na ostatnie miejsce w tabeli. Tym sposobem cala stawka zaliczy "skok" o jedną pozycję do góry. Gdy spojrzymy w tabelę, widzimy że to Górnik Łęczna mógłby być rywalem o utrzymanie w lidze. Właśnie z tej perspektywy niezwykle szkoda tego meczu z Polonią Bytom.
Walczyć należy jednak do samego końca. Przez Zniczem ostatnie dwa mecze. Najbliższy w sobotę 16 maja o 19.30 na wyjeździe z Chrobrym Głogów. Sezon zakończymy w niedzielę 24 maja o godzinie 16:30 w Pruszkowie - rywalem Ruch Chorzów. Zachęcamy do wsparcia drużyny w tym trudnym momencie. Pamiętajmy, że dla takiego klubu, jak Znicz, te 3 lata w I lidze to fajna przygoda. A może...?

.jpg?key=thumbnail-jpg)

