Tę informację władze Pruszkowa trzymały w tajemnicy. Wyszła na jaw w ostatni wtorek, kiedy radna Dorota Kossakowska (KO) podczas posiedzenia Komisji Gospodarki Komunalnej zapytała, dlaczego w projekcie budżetu miasta na 2023 rok nie ma zapisanych wydatków na Pruszkowski Rower Miejski. Odpowiedziała jej Monika Golędzinowska, naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju. Miasto nie planuje uruchamiać systemu. Powód? Brak pieniędzy.

Decyzja zdumiewa tym bardziej, że jeszcze kilka miesięcy temu naczelnik Golędzinowska mówiła, że system rowerów powinien być rozbudowywany, zgodnie z oczekiwaniami radnych. Nie padło nawet słowo o planach rezygnacji z niego. Co więcej, gdy miasto zlikwidowało w tym roku stację wypożyczeń w Malichach z powodu remontu ulicy Spacerowej, na osiedlu rozpętała się awantura. Urząd miasta solennie obiecywał mieszkańcom, że to tylko na jeden sezon i w kolejnym, czyli w 2023 roku, maliszańska stacja powróci. Dziś okazuje się, że nie powróci, a z ulic Pruszkowa znikną wszystkie pozostałe.

Rowery cieszyły się w Pruszkowie dużą popularnością. Ostatnie pełne dane mamy od firmy Nextbike za 2021 rok. Wynika z nich, że jednoślady były w naszym mieście wypożyczane ponad 18 tys. razy w ciągu sezonu! Największym zainteresowaniem cieszyła się stacja na ul. Kościuszki przy dworcu PKP – odnotowano tam 2789 wypożyczeń. Na ulicy Plantowej (osiedle Staszica), przy stacji WKD oraz przy parku Sokoła – było po 1800–1900 wypożyczeń. Nawet na wydawałoby się oddalonej od budynków mieszkalnych stacji przy Centrum Kultury i Sportu rower wypożyczono w 2021 roku aż 1228 razy.

Rowery miejskie pełniły w Pruszkowie nie tylko funkcję rekreacyjną, ale też – a może przede wszystkim – stricte komunikacyjną. System był kompatybilny z warszawskim Veturilo. Pruszkowskim rowerem można było pojechać do stolicy i zwrócić go tam na dowolnej stacji (najbliższa była na osiedlu Niedźwiadek w Ursusie). Podobnie w drugą stronę – Veturilo można było przyjechać do Pruszkowa i tu go oddać. O tym, że z tej funkcjonalności mieszkańcy Pruszkowa korzystali, świadczy fakt, że „nasze” rowery można było spotkać na warszawskiej Woli i Ochocie, a nawet na Pradze, po prawej stronie Wisły. Tak samo powszechne były rowery Veturilo w Pruszkowie, bywały dni, że np. na osiedlu Staszica większość jednośladów wpiętych do zamków stanowiły rowery warszawskie, a nie pruszkowskie.

Pruszków nie jest jedyną gminą pod Warszawą, która postanowiła rowery zlikwidować. Kilka lat temu to samo zrobiły Michałowice. Ale tam proces podejmowania decyzji wyglądał inaczej. Wójt Małgorzata Pachecka przeprowadziła ankietę – zapytała mieszkańców, co sądzą o przyszłości roweru gminnego. Większość respondentów odpowiedziała, że w Michałowicach są pilniejsze wydatki i jednośladów może nie być. Tymczasem władze Pruszkowa ani nie zapytały mieszkańców o zdanie, ani nawet nie uprzedziły o swoich planach. Decyzja zapadła w zaciszu gabinetów przy Kraszewskiego.

Likwidacja rowerów miejskich wpisuje się w ciąg decyzji pod tytułem: zaciskanie pasa. Dwa dni temu pisaliśmy, że w tym roku znów nie będzie w Pruszkowie ani miejskiej imprezy sylwestrowej, ani lodowiska. Rok temu prezydent Paweł Makuch na pytania o przyczyny braku lodowiska odpowiadał, że jest pandemia (choć innym miastom te same obostrzenia w uruchamianiu ślizgawek nie przeszkadzały). W tym roku zakomunikował radnym, że miasto nie ma pieniędzy.

Podczas gdy Pruszków rowery miejskie likwiduje, nasz sąsiad – Grodzisk Mazowiecki – swój system rozbudowuje. Do tej pory funkcjonowało tam 12 stacji wypożyczeń. Od marca 2023 roku będzie ich 16. Grodziszczanie oprócz klasycznych rowerów mają do dyspozycji także takie z fotelikami dziecięcymi. Swój system co roku rozbudowuje także Warszawa. W tym roku podpisała z firmą Nextbike aż 5-letnią umowę. 10 proc. floty rowerowej stanowić będą „elektryki”. Pisząc o jednośladach władze stolicy używają sformułowania: „Warszawiacy kochają Veturilo”. Władze Pruszkowa o likwidowanym Pruszkowskim Rowerze Miejskim nie piszą nijak.

We wtorek wieczorem wysłaliśmy do prezydenta Pawła Makucha zestaw pytań. Chcemy dowiedzieć się, kto konkretnie jest autorem decyzji o nieuruchamianiu Pruszkowskiego Roweru Miejskiego w 2023 roku. Jakie były przyczyny jej podjęcia. Jaka kwota w budżecie byłaby potrzebna, żeby w 2023 roku system działał na zbliżonych zasadach jak w 2022 r. Odpowiedzi nie ma. Do tematu będziemy wracać.

Komentarz autora:

Zaciskanie pasa zaczyna przybierać w Pruszkowie coraz gwałtowniejsze rozmiary. Potrzeba oszczędzania jest oczywista i niebudząca wątpliwości, ale wybór wydatków do obcięcia – już tak. Najłatwiejsza do przełknięcia będzie rezygnacja z miejskiego sylwestra. Tym bardziej, jeśli uświadomimy sobie, że zaledwie kilkugodzinna impreza, na której bawi się paruset mieszkańców (tak było w 2019 roku) oznacza „przepalenie” kilkudziesięciu tysięcy złotych z budżetu miasta. Większe niezadowolenie mieszkańców wzbudzi zapewne rezygnacja ze sztucznego lodowiska. Ale okey, prawdziwych zim już w Polsce nie ma, temperatury w styczniu potrafią dochodzić do dziesięciu stopni na plusie, lodu utrzymać wtedy się nie da, a wynajętej firmie płacić trzeba. Zresztą, kto chce pojeździć na łyżwach, z pewnością znajdzie ofertę w sąsiednich gminach. Szkoda, że nie w Pruszkowie, ale widać, taki mamy (w naszym mieście) klimat.

Jednak rezygnacja z rowerów miejskich to już coś więcej niż tylko oszczędności. To likwidacja elementu systemu transportowego miasta, który od kilku lat był rozwijany. To krok w tył w procesie budowy miasta nowoczesnego i przyjaznego mieszkańcom. To działanie na szkodę mieszkańców. Jeśli dodać do tego styl, w jakim na Kraszewskiego podjęto decyzję – brak konsultacji, brak choćby prostego komunikatu – to znaczy, że albo na szczytach władzy w Pruszkowie zapanowała panika na widok rosnących wskaźników zadłużenia i zaczęto podejmować chaotyczne decyzje o cięciach, albo zabrakło długofalowej strategii planowania wydatków i po prostu wymknęły się one spod kontroli. A może jedno i drugie.