W ostatnich dniach na pruszkowskich forach pojawiły się o obcięciu dopłat dla przedszkoli miejskich. Jak się okazuje, władze miasta, w związku z trwającą pandemią, podjęły decyzję o ograniczeniu zajęć dodatkowych w placówkach. Oficjalnie tłumaczone jest to koniecznością ograniczenia liczby osób trzecich znajdujących się w przedszkolach. Zakaz ten nie ma jednak charakteru bezwzględnego.

Jednocześnie miasto dopuszcza możliwość funkcjonowania zajęć dodatkowych w przedszkolu pod warunkiem, że będą one finansowane przez radę rodziców i odpowiedzialność za nie będzie ponosiła dyrekcja przedszkola. To właśnie te warunki poddają w wątpliwość troskę o zdrowie dzieci jako rzeczywistą przyczynę obcięcia finansowania.

Sprawa ta wywołała dużo emocji wśród rodziców pruszkowskich przedszkolaków. W Internecie opublikowali petycję o przywrócenie miejskiego finansowania dla zajęć dodatkowych. Na chwilę obecną podpisało ją już 315 osób. (link tutaj).

O komentarz poprosiliśmy dwie osoby. Jedna z nich jest nauczycielką w jednym z pruszkowskich przedszkoli, druga matką przedszkolaka uczęszczającego do innej palcówki. Obie proszą o zachowanie anonimowości, ponieważ obawiają się, że ujawnienie informacji o nastrojach kadry pedagogicznej w obecnej sytuacji może spowodować nieprzyjemności wobec dyrekcji i personelu.

Nauczycielka potwierdziła, że od kilku lat miasto dofinansowywało zajęcia z korektywy, języka angielskiego i tańca. Niedawno władze przedszkola otrzymały informację, że miasto wstrzymuje dotację. Zajęcia mogą dalej być organizowane pod warunkiem, że będą dodatkowo płatne. W placówce, w której pracuje, trwa obecnie poszukiwanie wyjścia z tej nieciekawej sytuacji. Pojawił się pomysł, by angielski był prowadzony przez nauczycielkę w ramach etatu przysługującej jej w innej placówce oświatowej.

Z kolei mama przedszkolaka o zmianach dowiedziała się na zebraniu rodziców. Dyrektorka przedszkola poinformowała zebranych, że z uwagi na konieczność obniżenia ryzyka epidemicznego w przedszkolach zajęcia dodatkowe nie będą już finansowane z miejskich pieniędzy. Według niej, władze miasta miały zaproponować, aby zajęcia z korektywy i z angielskiego były prowadzone przez nauczycieli przedszkolnych w ramach ich etatów. Przedstawiciele magistratu mieli stwierdzić, że nie ma potrzeby zatrudniania specjalistów na ten cel. Ciekawi jednak fakt, że magistrat jednocześnie zezwolił na prowadzenie takich zajęć pod warunkiem, że będą one finansowane z pieniędzy rodziców. “Cała ta sytuacja sprawia wrażenie, że miasto bagatelizuje potrzeby edukacyjne dzieci.” – tłumaczy matka. Jej zdaniem założenie, że angielski (nawet na poziomie początkującym) może być nauczany przez osoby bez przygotowania w tym kierunku, może negatywnie wpłynąć na kształcenie dzieci.

O komentarz do sprawy poprosiłem przewodniczącą komisji oświaty rady miasta Pruszkowa – Małgorzatę Widerę. Radna wyraziła zaniepokojenie i zdziwienie całą sytuacją. Obiecała, że podejmie temat na najbliższym posiedzeniu komisji.