Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Wyluzowany wuefista czy przekroczenie granic? Skargi na nauczyciela w "Zanie" wpływały przez cały rok, ale rzecznik dyscyplinarny ich nie zobaczył

Przez cały rok szkolny 2025/2026 do dyrekcji Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie wpływały skargi na zachowanie nauczyciela wychowania fizycznego wobec uczennic: od niestosownych komentarzy, przez wizyty w żeńskiej przebieralni, po zamknięcie trzech uczennic w szkolnym magazynku. Dyrekcja ani razu nie zawiadomiła rzecznika dyscyplinarnego, choć wymaga tego Karta Nauczyciela. Rodzice załamują ręce z bezradności, nauczyciele mówią o zamiataniu sprawy pod dywan.
REDAKCJA POLECA
Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana w Pruszkowie
Ilustracja: Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana w Pruszkowie
Konstanty Chodkowski

Konstanty CHODKOWSKI

Niestosowne odzywki i niechciane “komplementy”, nagłe wizyty w żeńskiej przebieralni, niesmaczne żarty, wreszcie “masaż” pleców wykonany przez uczennicę na polecenie nauczyciela. Na te sytuacje uskarżają się uczniowie, rodzice, nauczyciele i pracownicy liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie. Wspólnym mianownikiem incydentów jest Jakub Biernacki - nauczyciel wychowania fizycznego, który dołączył do grona pedagogicznego szkoły we wrześniu 2025 roku. 

Pomimo napływających zgłoszeń o jego niestosownym podejściu do uczniów, społeczność szkolna nie jest w stanie skłonić dyrekcji do postąpienia zgodnie z obowiązującym prawem i dokonania stosownego zgłoszenia do rzecznika dyscyplinarnego. 

Starostwo Powiatowe w Pruszkowie zdaje się umywać ręce, dyrekcja liceum nie ma sobie nic do zarzucenia, rodzice odbijają się od ściany, a nauczyciele mówią o zamiataniu sprawy pod dywan. Oczekiwanie na stanowczą reakcję wobec zgłaszanych zdarzeń i zastrzeżeń wobec zachowań wuefisty przeciąga się niemal przez cały rok szkolny 2025/2026. W społeczności szkolnej narastają obawy, frustracja i poczucie bezradności. 

Tracąc wiarę w skuteczność działania instytucji, rodzice uczniów i uczennic liceum zwrócili się do redakcji zpruszkowa.pl z prośbą o zbadanie i nagłośnienie sprawy. Na szali jest komfort i bezpieczeństwo ich pociech. Zwłaszcza córek. 

Element chwilowego rozluźnienia cyklu lekcyjnego 

Do pierwszego zdarzenia, które wzbudziło szczególny niepokój wśród członków społeczności szkolnej, doszło pod koniec 2025 roku. Podczas zajęć wychowania fizycznego Jakub Biernacki położył się twarzą do ziemi, po czym zwrócił się do jednej z uczennic z prośbą o wykonanie mu masażu pleców. Masażu - warto dodać - z użyciem stóp, a nie rąk. 

- Ponieważ bardzo bolały mnie plecy, poprosiłem jedną z uczennic o to, żeby stanęła na moich plecach i trochę po nich pochodziła - mówi redakcji portalu zpruszkowa.pl sam  zainteresowany - działo się to w obecności całej ćwiczącej grupy i zupełnie nie miało podtekstu molestowania. Traktowałem to jako element chwilowego rozluźnienia cyklu lekcyjnego - tłumaczy, po czym w kolejnych wiadomościach dodaje - na koniec mam zastrzezenia co do nazywania 5 sekundowego wejścia na plecy w obecnosci innych uczniow “masażem stopami” [zachowana pisownia oryginalna - przyp. red.]. 

Warto dodać, że w treści zapytań prasowych skierowanych do Jakuba Biernackiego, słowo “molestowanie” nie padło ani razu. Co zaś dotyczy “5-sekundowego wejścia na plecy” - w rzeczywistości trwało ono ponad 40 sekund. Wiemy o tym, ponieważ zajście zostało uwiecznione przez obecnych na sali uczniów za pomocą telefonów komórkowych. Liczba mnoga jest tu nieprzypadkowa - ze zdarzenia miało powstać więcej niż jedno nagranie, a kadr każdego z nich miał ukazywać sytuację pod innym kątem. 

Na jednym z tych filmów widać jak uczennica, zmieszana i wyraźnie wahająca się, wykonuje prośbę Jakuba Biernackiego, który zachęca ją dodatkowo gdy słyszy, że ta ma wątpliwości. Uczennica staje na plecach leżącego nauczyciela i opierając się o drabinkę ścienną wykonuje kilka nieśmiałych kroków. Biernacki po chwili zwraca się do niej aby wykonała kilka kroków “na dole”, tj. bliżej odcinka lędźwiowego kręgosłupa bo, jak stwierdził, musi mu “odpyknąć”. Powtarzając później zwrot “na dole” wyraźnie nie może powstrzymać się od śmiechu. Gdy całe zajście dobiega końca, nauczyciel zwraca się do uczennicy słowami: “plusik za aktywność”. Brzmi na zadowolonego, co wyraża śmiejąc się.  

Nagrania bardzo szybko obiegły społeczność szkolną. Za pomocą telefonów trafiły do innych uczniów, a uczniowie przekazali je rodzicom. Jedno z tych nagrań dotarło do matki uczennicy pokazanej na filmie. Trafiło również do nas, do redakcji zpruszkowa.pl. 

Wszystko zgodnie z procedurą

O reakcji dyrekcji liceum na zajście niewiele dowiadujemy się z twierdzeń samej dyrekcji: 

- Mając na względzie nie tylko priorytetową wartość, jaką jest dobro osoby małoletniej i ochrona jej przed wtórną wiktymizacją w przypadku upubliczniania sprawy, ale także jasno przedstawioną wolę rodziców uczennicy, którzy nie życzą sobie nagłaśniania incydentu, nie mogę odnosić się do szczegółów sprawy, o którą Pan pyta - tłumaczy Renata Jakubiak, dyrektorka Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie, w odpowiedzi na zapytania prasowe portalu zpruszkowa.pl - Zapewniam Pana, że została ona wyjaśniona a podjęte działania uwzględniają również konsekwencje wobec nauczyciela - dodaje.

Podobnie o reakcji dyrekcji informować nie chce organ prowadzący szkoły, Zarząd Powiatu Pruszkowskiego, w którego imieniu pisze do nas Patryk Grabowski, Członek Zarządu Powiatu odpowiedzialny za edukację:

- Zostaliśmy poinformowani przez Panią Dyrektor Liceum o zaistniałej sytuacji. Mając jednak na względzie nie tylko priorytetową wartość, jaką jest dobro osoby małoletniej i ochrona jej przed wtórną wiktymizacją w przypadku upublicznienia sprawy, ale także jasno wyartykułowaną wolę rodziców dziewczynki, którzy nie życzą sobie nagłaśniania incydentu, nie mogę uczynić zadość Pana Redaktora oczekiwaniu i odnosić się do szczegółów sprawy, o którą Pan pyta - czytamy w odpowiedzi na zadane zapytania prasowe - wyjaśnienie tej sprawy i podjęcie decyzji co do jej charakteru i ew. konsekwencji należą do Dyrektor Placówki, nie zaś do Organu Prowadzącego.  

W dalszej części odpowiedzi czytamy: 

- Sprawy dotyczące osób małoletnich taka jak ta, o którą Pan redaktor pyta wymagają szczególnej odpowiedzialności i powściągliwości. Proszę zatem o poszanowanie prywatności małoletniej oraz stanowiska Jej rodziców, którzy nie wyrażają zgody na publiczne eskalowanie i medialne nagłaśnianie tej sprawy aby chronić Córkę [zachowana pisownia oryginalna - przyp. red.].  

Nieco więcej informacji na temat reakcji władz szkoły ujawnia sam Jakub Biernacki, który w wiadomości do redakcji pisze: 

- Żałuję tego i nigdy nie pomyślałbym, że może to zostać odebrane jako próba molestowania. Nigdy tego nie robiłem, a prowadziłem zajęcia zarówno z chłopcami jak i z dziewczętami. Przeprosiłem później uczennicę i jej rodziców. Nie sądziłem, że sprawa ta nabierze takiego rozgłosu. Otrzymałem już upomnienie od dyrektorki szkoły.

Za zamkniętymi drzwiami

Rodzice uczennicy uczestniczącej w zajściu faktycznie odbyli serię rozmów z personelem szkoły, w tym z Jakubem Biernackim, z wychowawczynią klasy oraz z dyrektorką placówki. Potwierdza to relacja mamy uczennicy. Tej samej mamy, która - zgodnie z twierdzeniami Starostwa - nie życzy sobie podnoszenia tematu przez media. 

W rozmowie z portalem zpruszkowa.pl potwierdza ona, że faktycznie nie chciała dalszego zgłaszania sprawy. Z drugiej strony wskazuje na opór, jaki napotkała, gdy zwracała się do dyrekcji o bardziej zdecydowane działania w stosunku do nauczyciela wychowania fizycznego: 

- Nawet chciałam, żeby po prostu była zmiana nauczyciela [wychowania fizycznego - przyp. red.]. Zapytałam, jak Pani Dyrektor sobie wyobraża, że te lekcje WF będą dalej wyglądały. - tłumaczy w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl - Pani Dyrektor odpowiedziała, że nauczyciel będzie monitorowany i że będą baczniej go obserwować.

Do dyrekcji liceum skierowaliśmy zapytanie o to, czy Jakub Biernacki nadal prowadzi zajęcia WF z uczennicami, w tym uczennicami nieletnimi. Do dziś nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi, jednak przedstawione nam relacje rodziców i nauczycieli wskazują jasno, że jak najbardziej prowadzi, oraz że od zajęć nie został w roku szkolnym 2025/2026 odsunięty. 

Sytuacji przyglądali się inni nauczyciele. Z relacji naocznych świadków wiemy, że rodzice uczennicy faktycznie pojawili się w szkole, gdzie odbyli serię rozmów. Ta z dyrektorką szkoły przez dłuższy czas miała odbywać się na osobności, tj. bez świadków i za zamkniętymi drzwiami. 

- Rodzice przyszli do szkoły wyraźnie wzburzeni. Na rozmowie z Panią Dyrektor spędzili kilka godzin. Po tym fakcie, jedyne czego udało nam się dowiedzieć, to że sprawa nie będzie zgłaszana nigdzie dalej. Podobno na życzenie rodziców - mówi redakcji zpruszkowa.pl jeden z nauczycieli liceum, świadek zdarzenia, którego życzeniem jest pozostać anonimowym - Co się działo za zamkniętymi drzwiami, tego nie wie nikt - dodaje, po czym wspomina - Potem wiele razy słyszeliśmy, że sprawa jest zamknięta, bo jeśli rodzice nie wnieśli o dalsze działania, to takich podejmować nie trzeba. 

Tymczasem mama uczennicy zwróciła się do nas z prośbą o przedstawienie w artykule całej, szerokiej perspektywy zajść z udziałem Jakuba Biernackiego w Liceum Ogólnokształcącym im. Tomasza Zana w Pruszkowie. W trakcie rozmowy okazało się bowiem, że tak do nas - do redakcji - jak i do niej, napływały sygnały mogące świadczyć o tym, że “incydent z masażem” nie był odosobnionym przypadkiem. 

Co się stało w Zanie, zostaje w Zanie

Postronni obserwatorzy mogą odnieść wrażenie, że reakcja dyrekcji liceum na zajście była jak najbardziej poprawna i adekwatna do problemu. Nauczyciele liceum, w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl, wyrażają zgoła odmienny pogląd. 

Jak wskazują, odpowiedź dyrekcji na zajście powinna być automatyczna i wynikać wprost z art. 75. Karty Nauczyciela. Zgodnie z tym przepisem dyrektor, który podejrzewa popełnienie przez nauczyciela czynu naruszającego prawa i dobro dziecka, jest obowiązany zawiadomić o tym rzecznika dyscyplinarnego w terminie maksymalnie 14 dni od powzięcia takiej informacji. 

Rzecznik dyscyplinarny jest organem wyspecjalizowanym (z odpowiednimi uprawnieniami) do przeprowadzania postępowań, w toku których mogą gromadzić informacje o przebiegu wydarzeń, przesłuchiwać świadków i analizować dokumenty. Oczywiście próba samodzielnego wyjaśnienia sprawy przez dyrekcję przed dokonaniem zgłoszenia uważana jest za dobrą praktykę. Władze szkoły mogą zgromadzić pewne informacje na rzecz przyszłego postępowania, co niewątpliwie może ułatwić pracę rzecznikowi. 

Prawo jednak nie przewiduje sytuacji, w której dyrekcja, podejrzewając popełnienie czynu naruszającego prawa lub dobro dziecka, nie dokonuje zgłoszenia do rzecznika. Tym bardziej żaden przepis Karty Nauczyciela nie stanowi, że zakres odpowiedzialności nauczyciela za niestosowne zachowanie wobec ucznia dyrekcja może konsultować z rodzicami poszkodowanego i na tej podstawie podejmować dalsze decyzje. 

Innymi słowy - opisywana sytuacja powinna być zgłoszona do rzecznika dyscyplinarnego bez względu na to, co sądzą na ten temat rodzice. “Co do zasady nie pytamy rodziców, czy możemy wstawić uwagę uczniowi. Tak samo dyrekcja nie powinna pytać rodziców, czy może zdyscyplinować nauczyciela” - mówi portalowi zpruszkowa.pl jeden z pracowników szkoły. 

Przytoczone wcześniej twierdzenie Zarządu Powiatu Pruszkowskiego o tym, że cyt.: “wyjaśnienie tej sprawy i podjęcie decyzji co do jej charakteru i ew. konsekwencji należą do Dyrektor Placówki” opisuje więc zaledwie część prawdy. Do dyrekcji szkoły należy jedynie wstępna ocena, czy zachodzi podejrzenie naruszenia porządku pracy (np. spóźnienia czy nieobecności nauczyciela lub uchybienia przepisom BHP), czy może uchybienia obowiązkom nauczyciela (art. 6. Karty Nauczyciela). W pierwszym przypadku dyrekcja może dokonać zgłoszenia do rzecznika dyscyplinarnego, w drugim zaś - musi. Wyjaśnienie sprawy i podjęcie decyzji co do konsekwencji nie jest zaś prerogatywą dyrekcji, lecz rzecznika dyscyplinarnego. 

W przypadku incydentu w Zanie wiemy, że do zawiadomienia rzecznika dyscyplinarnego nie doszło. Jak wspomina sam Jakub Biernacki, otrzymał on cyt. “upomnienie od dyrektorki szkoły”. Upomnienie, jako kara dyscyplinarna wymierzana z art. 108. kodeksu pracy, nie znajduje się w systemie gradacji kar opisanym w art. 76. Karty Nauczyciela (gdzie “najniższym” wymiarem kary jest nagana z ostrzeżeniem).

W wypowiedzi dla zpruszkowa.pl Renata Jakubiak zapewnia, że cyt. “W Liceum Ogólnokształcącym im. Tomasza Zana, od 1 września 2024 r. obowiązują Standardy Ochrony Małoletnich. W przypadku zgłoszenia naruszeń, odbywają się spotkania wyjaśniające, z których sporządzane są notatki. Zakładana jest karty interwencji. Procedury obejmują rozmowę z psychologiem. Kontynuacja wsparcia zależy od potrzeby i deklaracji uczniów oraz ich rodziców”.

Zdaje się zauważać przy tym, że Standard Ochrony Małoletnich jest dokumentem jej własnego [jako dyrekcji placówki - przyp. red.] autorstwa, którego treść i stosowanie nie może stać w sprzeczności z obowiązującym prawem. 

Tymczasem skutek stosowania “Standardów” w Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie jak dotychczas jest taki, że sprawa nie opuściła murów szkoły i budynku Starostwa Powiatowego w Pruszkowie. Brak postępowania dyscyplinarnego pozbawił społeczność szkolną szansy na rzetelne i bezstronne wyjaśnienie sprawy (która przecież nie musi zakończyć się orzeczeniem o karze), a na nauczycieli i rodziców padł strach, że jeśli problem nie zostanie potraktowany poważnie, to w przyszłości może dojść do kolejnych “incydentów”. 

Zgłaszajmy, ale bez przesady

Tak jak się obawiali, w ciągu roku szkolnego 2025/2026 do pracowników szkoły zaczęły napływać nowe zgłoszenia o kontrowersyjnych lub wprost niestosownych zachowaniach Jakuba Biernackiego wobec uczennic. 

W grudniu 2025 roku, na biurku dyrekcji szkoły wylądowało powiadomienie o niestosownym sposobie zwracania się Biernackiego do uczennic. Z relacji pracowników szkoły, którzy zastrzegli swoją tożsamość do wiadomości redakcji, wiemy, że chodzić miało o niepożądane i dwuznacznie odczytywane komplementy oraz komentarze dotyczące m.in. fizjonomii uczennic. 

Pracownicy szkoły wskazali redakcji zpruszkowa.pl na przykłady (dosłowne cytaty lub opisy) zwrotów, jakie z ust wuefisty miały padać w stronę uczennic. Postanowiliśmy nie przytaczać ich, mając na względzie bezpieczeństwo informatorów oraz uczennic zgłaszających zdarzenie (wskazanie na konkretne zwroty mogłoby pomóc ujawnić ich tożsamość i narazić ich na działania odwetowe). 

Zgodnie ze słowami informatorów, treść zawiadomienia miała traktować o naruszeniu granic osobistych uczennic, o powodowaniu wśród nich poczucia dyskomfortu oraz o zachowaniach mogących nosić znamiona molestowania. Według relacji pracowników powiadomienie miało zawierać też prośbę o podjęcie natychmiastowych działań wobec wuefisty, włącznie z odsunięciem go od nauczania dziewcząt.

Jak wspomniano wcześniej, do odsunięcia Jakuba Biernackiego od nauczania nie doszło, podobnie jak dyrekcja nigdy nie zawiadomiła w jego sprawie rzecznika dyscyplinarnego. Wiemy jednak, że osoba dokonująca zgłoszenia do dyrekcji doczekała się pisemnej odpowiedzi. 

Z jednej strony została zapewniona, że dyrekcja przyjęła zgłoszenie, traktuje je poważnie i zajmie się sprawą zgodnie z procedurami. Z drugiej jednak została pouczona, że zanim przeleje cokolwiek na papier, powinna najpierw porozmawiać z dyrekcją osobiście. Pominięcie etapu zgłoszenia ustnego miałoby bowiem ograniczyć zdolność dyrekcji do szybkiej i skutecznej reakcji. 

Sam Jakub Biernacki, w odpowiedzi na skierowane do niego zapytania, tłumaczy: 

- Jestem daleki od oceniania wyglądu uczniów, bo to nie dotyczy moich kompetencji jako nauczyciela.

Bez zapowiedzi

Na początku 2026 roku pojawiły się zgłoszenia dotyczące kolejnych zdarzeń. Tym razem chodziło o wizyty w żeńskiej przebieralni, których bez zapowiedzi i pod różnymi pretekstami miał dokonywać Jakub Biernacki w trakcie, gdy uczennice liceum zmieniały odzież. Sprawę tę uczniowie zgłaszali rodzicom, ci zaś poruszyli ją przed dyrekcją. Do takiej konfrontacji doszło podczas zebrania Rady Rodziców liceum z dnia 24 lutego 2026 roku, gdzie wizyty Jakuba Biernackiego w przebieralni stały się jednym z omawianych punktów. 

- Uczennice klasy [usunięto wskazanie klasy przez wzgląd na bezpieczeństwo uczniów - przyp. red.] poinformowały o tym, że wyżej wymieniony nauczyciel w trakcie jednej z przerw wszedł do dziewczęcej szatni - stwierdza prezydium Rady Rodziców w odpowiedzi na zapytanie portalu zpruszkowa.pl - Podczas zebrania Rady Rodziców temat ten zgłosiła przewodnicząca Rady na prośbę [usunięto wskazanie przez wzgląd na bezpieczeństwo uczniów - przyp. red.]. Obecne na zebraniu obie Panie Dyrektor poinformowały, że posiadają wiedzę na temat tego zajścia, które według Nich było przypadkowym incydentem. Poinformowały, że została przeprowadzona rozmowa z Panem Jakubem i ma być bardziej uważny. Rodzice obecni na zebraniu rozważali możliwość dodatkowego zabezpieczenia wejścia do szatni dziewczęcej, ale Pani Wicedyrektor Anna Bednarska zapewniła, że nie ma takiej potrzeby, a sytuacja była incydentalna, uspokajając w ten sposób zebranych - tłumaczą rodzice.

Co do incydentalnego charakteru zajścia wątpliwości wyrażają sami uczniowie. Jak twierdzą, “incydent” poruszony na Radzie to zaledwie wycinek całości, który akurat dotarł do rodziców i dyrekcji. 

- Jak dziewczyna z [tu wskazanie klasy, usunięto przez wzgląd na bezpieczeństwo uczniów - przyp. red.] prawie zemdlała, to on [Jakub Biernacki - przyp. red.] i jeszcze jedna koleżanka poszli do szatni, ta dziewczyna się położyła, a on zaczął jej “mierzyć puls” i kładł jej rękę na klatkę piersiową - twierdzi jedna z uczennic liceum. Jak dodaje inna - To nie jest tak, że to była jedna sytuacja, tylko to się notorycznie powtarza. Takich sytuacji było co najmniej z dziesięć. 

Obie zgodnie twierdzą, że powód wizyt wuefisty w przebieralni żeńskiej jest zwykle błahy i nigdy nie zdarzyło tak, aby sytuacja faktycznie wymagała jego obecności w szatni. 

Oprócz incydentu, który został zgłoszony rodzicom i poruszony na zebraniu, “ślad na papierze” zostawił jeszcze jeden przypadek wizyty w szatni. Nauczyciel miał zajrzeć do niej w trakcie, gdy przebierała się tak samotnie uczennica, która spóźniła się na zajęcia. 

O przypadki i przyczyny wizyt Jakuba Biernackiego w żeńskiej przebieralni skierowaliśmy zapytania prasowe zarówno do dyrektorki liceum, jak i do samego zainteresowanego. Ani dyrekcja, ani wuefista nie ustosunkowali się do nich, zwyczajnie pomijając je w nadesłanych odpowiedziach. Faktyczna skala zjawiska pozostaje więc niewiadomą. Jedyną znaną redakcji zpruszkowa.pl odpowiedzią dyrekcji na zgłoszenia pozostają doniesienia o rozmowach, które dyrekcja miała przeprowadzić z nauczycielem. 

Dopytywaliśmy rodziców, nauczycieli i uczniów, czy podobne zdarzenia mają miejsce również w przypadku innych nauczycieli wychowania fizycznego. Za każdym razem otrzymaliśmy odpowiedź zdecydowanie przeczącą. 

Dla podniesienia adrenaliny

Na tym zgłoszenia kontrowersyjnych zachowań Jakuba Biernackiego nie ustały. W lutym 2026 roku miało dojść do kolejnego zdarzenia. Tym razem trzy uczennice klas czwartych zostały przez niego zamknięte w pomieszczeniu służbowym przeznaczonym do przechowywania sprzętu sportowego. Sytuacja ta wypłynęła dopiero w kwietniu 2026 roku, podczas rozmowy jednego z nauczycieli z uczennicami. 

Zgodnie z jego słowami, do zdarzenia miało dojść 10 lutego 2026 roku, pomiędzy pierwszą a drugą godziną lekcyjną wychowania fizycznego. W wiadomości skierowanej do redakcji portalu zpruszkowa.pl czytamy: 

- Z relacji uczennic wynikało, że zostały one celowo zamknięte w pomieszczeniu służbowym przeznaczonym do przechowywania sprzętu sportowego (...). Próbowały wydostać się z pomieszczenia, jednak ich wołanie o pomoc nie było słyszalne z uwagi na hałas związany z przygotowaniami do szkolnej dyskoteki odbywającej się w sali gimnastycznej. Pomoc została im udzielona przez inną uczennicę, która otworzyła pomieszczenie kluczem - tłumaczy. 

Według naszego rozmówcy, uczennice przekazały również, że po otwarciu pomieszczenia miały usłyszeć od Jakuba Biernackiego, iż działanie to miało na celu „podniesienie im adrenaliny”. Jednocześnie zaznaczyły, że nie odebrały tej sytuacji jako żart. Zajście miało zostać zgłoszone do dyrekcji szkoły.

- Przekazana przeze mnie notatka miała charakter zgłoszenia wymagającego wyjaśnienia w kontekście bezpieczeństwa uczniów (...). Jednocześnie zwróciłem się z pytaniem, czy zostały już podjęte jakiekolwiek działania wyjaśniające w przedmiotowej sprawie - relacjonuje nauczyciel - do dnia dzisiejszego [stan na 21 maja 2026 roku - przyp. red.] nie otrzymałem odpowiedzi na to pytanie.

Zapytanie o okoliczności tego zajścia, skierowane do dyrekcji przez redakcję zpruszkowa.pl, również pozostało bez odpowiedzi. Do sprawy ustosunkował się jednak Jakub Biernacki, który stwierdził: 

- Zdarzyła się sytuacja, ze przez przypadek zamknąłem na minutę dziewczęta w magazynku sportowym, bo myślałem, że uczennice dawno odłożyły sprzęt sportowy i wyszły z tego magazynku [zachowana pisownia oryginalna - przyp. red.].

Aby zweryfikować to twierdzenie, zwróciliśmy się do nauczycieli liceum z pytaniem, czy przeoczenie obecności trzech dorosłych uczennic w magazynku sportowym i przypadkowe ich zamknięcie w pomieszczeniu jest technicznie wykonalne.

- To możliwe - odpowiada jeden z nauczycieli liceum - Ale jak się zakryje uszy i nie zajrzy do środka. Ten magazyn jest długi, to prawda, ale bez przesady. Nie ma tam jakiś ukrytych narożników ani elementów ograniczających widoczność. No nie da się tak naprawdę, nie da. Nikomu się to jeszcze nie zdarzyło. 

Dotarliśmy również do jednej z uczennic, która wraz z dwiema koleżankami, została zamknięta w magazynku. Pytamy, czy według niej możliwe jest, aby do zdarzenia doszło przez przypadek. 

- Absolutnie nie - odpiera. Zaznacza przy tym, że ten “żart” może z zewnątrz wyglądał na niewinny, ale w trakcie, gdy zostały tam zamknięte, nie było im do śmiechu. 

A jak “asertywność”, B jak “Biernacki”, C jak “ciszej tam, na korytarzu!”

Nauczyciele liceum, w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl, tłumaczą, że o wielu z opisywanych zajść dowiadywali się kanałami nieformalnymi i z dużym opóźnieniem. W grudniu 2025 roku jedna z nauczycielek rozmawiała na temat incydentów z udziałem Jakuba Biernackiego z inną pracownicą placówki, na szkolnym korytarzu. Zasłyszawszy tę rozmowę, wicedyrektorka Anna Bednarska postanowiła skierować do nauczycielki pismo. W jego treści miała stwierdzić, że zamiast cyt. “uczestniczyć w rozmowach z innymi nauczycielami w różnych przestrzeniach szkoły”, nauczycielki powinny po prostu przekazać dowody na nielegalne działania (z czyjejkolwiek strony) prokuraturze. 

Jednocześnie Anna Bednarska stwierdziła, że przeprowadziła z uczniami liceum rozmowę dotyczącą prewencji molestowania i pedofilii. Swoje wnioski z tej rozmowy przedstawiła w piśmie do nauczycielki: “Rozmowa z uczniami dotycząca tematu pedofilii wskazała mi, jako wychowawcy i nauczycielowi z prawie 20-letnim stażem, że mamy duże trudności z uczeniem naszych podopiecznych asertywności. W tym obszarze jest ogrom pracy przed nami”. 

Redakcja portalu zpruszkowa.pl zwróciła się do dyrektorki liceum, Renaty Jakubiak, z prośbą o skomentowanie tego cytatu. Spytaliśmy m.in., czy jej zdaniem opisane wyżej zdarzenie ujawnia problem po stronie kadry nauczycielskiej liceum, czy może po stronie uczniów? W odpowiedzi Renata Jakubiak potwierdziła, że cytat pochodzi z pisma skierowanego przez Annę Bednarską do jednej z nauczycielek liceum. Zaznaczyła również, że według niej cyt.: “kwestia asertywności naszych uczniów jest jednym z wielu ważnych elementów w całej złożoności problemu”. A jakie są jej pozostałe elementy? O tym już nie wspomniała.

Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca

Nieprzyjemne pisma z pouczeniami to tylko łagodniejsze następstwa, z którymi mierzyli się pracownicy szkoły, którzy próbowali zgłaszać lub w inny sposób podnosić problem zachowań Jakuba Biernackiego wobec uczennic liceum. 

Jeden z nauczycieli, widząc nieskuteczność podejmowanych wobec Jakuba Biernackiego kroków, postanowił osobiście zwrócić mu uwagę na niestosowne podejście do dziewcząt. Do rozmowy miało dojść w marcu 2026 roku. Krótko po tym fakcie nauczyciel miał otrzymać od dyrekcji formalne upomnienie. Oficjalna przyczyna? Dwa spóźnienia na zajęcia lekcyjne. Do pierwszego z nich miało dojść zimą, do drugiego wczesną wiosną 2026 roku. Żadne z nich miało nie przekroczyć 15 minut. 

Chociaż kwestia spóźnień pozostaje formalnie bez związku z działaniami nauczyciela wobec Jakuba Biernackiego, to nie da się nie zwrócić uwagi na koincydencję i kolejność zdarzeń. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że spóźnienia na zajęcia potrafią przydarzyć się każdemu z nauczycieli liceum. Nie tylko tym, którzy akurat postanowili zachować się przyzwoicie. 

Redakcja zpruszkowa.pl pyta innych nauczycieli, czy stosowanie upomnień w reakcji na spóźnienia nauczycieli jest standardem w Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie? I czy normą jest, że dyrekcja stosuje takowe dwa miesiące po fakcie? 

- To absurd i żart - odpowiada krótko jeden z nich. Zwraca przy tym uwagę na fakt, że ten sam środek dyscyplinarny - upomnienie - zastosowano zarówno wobec nauczyciela, który dwukrotne spóźnił się na zajęcia, jak i wobec Jakuba Biernackiego, który zwrócił się do uczennicy o wejście na jego plecy. 

Do Jakuba Biernackiego zwróciliśmy się z zapytaniem cyt.: “czy zdarzyło się, aby w trakcie Roku Szkolnego nauczyciele lub inni pracownicy szkoły zwracali Panu uwagę na Pana niestosowne zachowanie wobec uczennic Liceum?”. Jego odpowiedź na tę kwestię była lakoniczna i brzmiała: “Nigdy nie miałem żadnych skarg na swój stosunek do uczniów”.

Jeszcze mniej szczęścia niż nauczyciel, który zwrócił uwagę Biernackiemu, miał nauczyciel, który zgłosił dyrekcji incydent z zamknięciem trzech uczennic w magazynku na sprzęt sportowy. Ten bowiem, niedługo po złożeniu formalnego zgłoszenia, otrzymał od dyrekcji wypowiedzenie stosunku pracy. 

Nauczyciela pytamy, czy między zgłoszeniem incydentu (23 kwietnia 2026 r.), a otrzymaniem wypowiedzenia (12 maja 2026 r.) wydarzyło się cokolwiek innego, co mogłoby zaważyć na decyzji dyrekcji o zwolnieniu go z pracy. Nauczyciel wskazał, że nie, ponieważ w trakcie, gdy otrzymał wypowiedzenie, przebywał na zwolnieniu lekarskim. 

W reakcji na tę informację spytaliśmy dyrektorkę liceum, czy uważa upominanie, zwalnianie lub karanie w inny sposób nauczycieli i pracowników Liceum, którzy zgłaszali nieodpowiednie zachowania Pana Jakuba Biernackiego, za działanie pożądane?

- Stanowczo zaprzeczam insynuacjom, które Pan formułuje, jakobym podejmowała działania polegające na upominaniu, karaniu lub wywierania jakiejkolwiek presji wobec nauczycieli i pracowników szkoły zgłaszających nieprawidłowości - odpowiada Renata Jakubiak - Nie miały miejsca również żadne działania odwetowe ani próby zniechęcenia do zgłaszania takich sytuacji. Wszelkie podejmowane przeze mnie czynności miały charakter zgodny z obowiązującymi przepisami oraz wynikały z konieczności rzetelnego wyjaśnienia zgłaszanych spraw.

Wyluzowany nauczyciel czy przekraczanie granic? Ekspertka: takie sytuacje nie powinny mieć miejsca

Jakub Biernacki przedstawił się redakcji portalu zpruszkowa.pl tymi słowami:
 
- Jestem nauczycielem dyplomowanym z 12-letnim stażem pracy z dziećmi i młodzieżą.  Oprócz wykonywania zawodu nauczyciela wychowania fizycznego, prowadzę jako trener sekcję piłki siatkowej „Młode Wilki", z którą odnosiłem sukcesy. Ponadto, jako wychowawca kolonijny, od wielu lat  jeżdżę z młodzieżą na kolonie i obozy sportowe, jestem też ratownikiem i prowadzę zajęcia pływania na basenie - pisze - Ciągły kontakt z młodzieżą, którą lubię, sprawia, że mam partnerski stosunek do swoich wychowanków.

Wspomniany partnerski stosunek do uczniów jest zjawiskiem w polskiej oświacie powszechnym i niemal tak samo powszechne są problemy pojawiające się wtedy, gdy stosunek ten staje się zbyt partnerski. W mijającym roku szkolnym w liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie doszło do szeregu niepokojących sytuacji, opisywanych w niniejszym artykule, którym być może dało się zapobiec, weryfikując “stopień partnerskości” relacji wuefisty z uczennicami. 

O ocenie opisywanych przez nas zdarzeń, a także o roli kontaktu fizycznego nauczyciela z uczniem oraz o odpowiedzialności za kształtowanie relacji w szkole rozmawiamy ze specjalistką, psycholożką i psychoterapeutką Aleksandrą Sokolik z Pruszkowa. 

- Takie sytuacje absolutnie nie powinny mieć miejsca i trzeba to podkreślić z całą stanowczością. Takie rzeczy są po prostu złe. Jakakolwiek zależność, jakikolwiek kontakt fizyczny czy próba nawiązania kontaktu fizycznego między nauczycielem a uczniem jest przekroczeniem granic i powinno być wykluczone - mówi ekspertka w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl - Żadne dotykanie, żadne robienie masaży, niewinne - w sugestii nauczyciela - wygłupy, pokazywanie, budowanie jakichś dziwnych figur z udziałem nauczyciela (np. na zajęciach wychowania fizycznego), gdzie w grę wchodzi dotyk - to jest niesmaczne i niewłaściwe.

Jak twierdzi, “stopień wyluzowania” nauczyciela i uczniów nie powinien mieć tu znaczenia: 

- Nawet jeśli bierzemy pod uwagę, mówiąc potocznie, fajną, otwartą młodzież i “wyluzowanego” nauczyciela, wydawałoby się, że granice są płynne. Ale to absolutnie nie jest prawda - tłumaczy - Są pewne nieprzekraczalne zasady, które szkoły powinny, być może również dla swojego bezpieczeństwa, uregulować wewnętrznymi przepisami. Granice, których nie należy przekraczać. Taką granicą jest przede wszystkim kontakt fizyczny. Choć ważne jest też zaakcentowanie, że nadużycia mogą mieć również formę werbalną.

Aleksandrę Sokolik pytamy o to, kto ponosi odpowiedzialność za kształt relacji dorosłego z nieletnim? Czy można obwiniać osobę nieletnią, ucznia, za wykonywanie poleceń nauczyciela? 

- Odpowiedzialność za kontakt z uczniem leży po stronie dorosłego - stwierdza kategorycznie Sokolik - Młodzież wykształca osobowość do około 25. roku życia. Nie tylko w kontekście środowiskowym, ale również w kontekście biologicznym. Chociażby z tego względu osoby te nie są jeszcze gotowe do wzięcia pełnej odpowiedzialności za kontakt z dorosłym człowiekiem. Tę odpowiedzialność bierze na sobie dorosły: nauczyciel, władze placówki, pedagodzy, psycholodzy.

Na koniec zwracamy się do ekspertki z pytaniem: kto i jak powinien reagować, gdy spostrzeże lub chociaż zasłyszy informacje o potencjalnych nieprawidłowościach w kontakcie ucznia z nauczycielem? 

- Reagować powinni wszyscy. Wszyscy, którzy zauważają niepokojące zachowania, niesmaczne lub w ich ocenie niewłaściwe. Zawsze lepiej sprawdzić i działać prewencyjnie, niż miałoby dojść do bardzo nieprzyjemnych sytuacji - odpowiada, po czym dodaje: 

- I tu nawołuję do państwa, nawołuję do rodziców, do wychowawców, do nauczycieli i również do rówieśników, że jeżeli widzą takie niepokojące sceny czy zachowania ze strony dorosłych, to należy to bezwzględnie zgłaszać.

Kto stracił wiarę, a kto ją stracić powinien? 

W wiadomości nadesłanej do redakcji zpruszkowa.pl Jakub Biernacki stwierdza: 

- Boli mnie, że stałem się bohaterem tak uporczywych ataków rodziców. Ta sprawa odbiera mi wiarę w słuszność tego, co było powodem wybrania przeze mnie zawodu nauczyciela. A prowadzona przeciwko mnie krucjata odbiera mi wiarę w angażowanie się w sportowe kształtowanie młodych ludzi (...) Mam nadzieję, że moje wyjaśnienia spowodują niezbędną refleksję nad moją sytuacją jako zaangażowanego nauczyciela wf i działacza sportowego.

W kolejnych wiadomościach dodaje: 

- Dziwie sie, ze angazuje Pan swoj czas, energie i autorytet w zajmowanie sie sprawa, ktora wyjasnic mogla spokojna rozmowa z rodzicami, bądź zorganizować rozmowę wychowawcza z uczniami [zachowana pisownia oryginalna - przyp. red.]. 

W odpowiedzi zapytaliśmy go dlaczego uważa, że to akurat z uczniami należałoby przeprowadzić rozmowę wychowawczą? I w jakim obszarze wykazali oni braki braki? Do tego jednak Jakub Biernacki już się nie odniósł. Jednocześnie problemu dopatruje się w fakcie, że redakcji zpruszkowa.pl udało się pozyskać jego adres e-mail oraz numer telefonu. 

O tym, kto tak naprawdę powinien stracić wiarę w system, odrębne zdanie mają nauczyciele i rodzice uczniów liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie. 

- Nie wiem ile "incydentów" jeszcze trzeba, ile sygnałów o nieprawidłowościach, ile "skandali i afer" w szkole potrzeba, aby dyrekcja wreszcie zrobiła co do niej należy i przekazała zgłoszenia pedagogów do rzecznika dyscyplinarnego - mówi rodzic jednej z uczennic liceum w rozmowie z portalem. Wyraża też zniecierpliwienie faktem, że podobne sytuacje powtarzają się przez cały rok szkolny i za każdym razem kończy się komunikatem, że sprawa nie została nigdzie zgłoszona. 

- Nie możemy wiecznie żyć w stresie i strachu o nasze córki. Szkoła nie powinna być miejscem, do którego boimy się je wysyłać - dodaje. 

Od autora: reportaż, który oddajemy w Państwa ręce, to wynik trzech miesięcy wytężonej pracy całej redakcji zpruszkowa.pl oraz pokaźnej części społeczności szkolnej Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie. Jej członkom należą się ukłony za podjęcie próby walki z nieprawidłowościami oraz otwarte mówienie o sprawach, które nie zawsze znajdują szczęśliwe zakończenie.

 

Naszym czytelnikom polecam spojrzeć opublikowany materiał prasowy raczej jak na "czubek góry lodowej", niż kompletny i wyczerpujący obraz sytuacji. Zgłoszeń i skarg na wuefistę oraz informacji o incydentach z jego udziałem było więcej. Wątki, które ostatecznie znalazły się w treści artykułu, opisują jedynie najlepiej udokumentowane przypadki, to jest te, które zostawiły nie tylko tzw. "ślad na papierze", ale też pociągnęły za sobą zaangażowanie wielu osób. Każde opisane w reportażu zdarzenie znalazło potwierdzenie w dwóch, najczęściej trzech, a nierzadko czterech niezależnych, wiarygodnych i weryfikowalnych źródłach. Niektóre wątki, jak kwestia Standardów Ochrony Małoletnich funkcjonujących w liceum, czy interwencja poselska posła na Sejm RP, której dokonał w szkole poseł Marcin Józefaciuk, zostaną opisane w odrębnych publikacjach. Inne, z racji na bezpieczeństwo i ochronę interesu uczniów oraz naszych informatorów, być może nigdy nie ujrzą światła dziennego. 

 

W nadchodzących dniach spodziewamy się wystąpienia "oświadczeń", "sprostowań" lub innych publikacji ze strony dyrekcji szkoły, a być może i innych instytucji i podmiotów wspomnianych w reportażu, których przedstawiciele mogą zechcieć odnieść się do publikacji post factum. Pragnę zapewnić, że w toku przygotowania materiału każda ze stron miała pełne i nieskrępowane prawo odniesienia się do zadawanych przez redakcję zpruszkowa.pl kwestii. Z żalem donoszę, że nie każdy postanowił w pełni z tego prawa skorzystać. Zwłaszcza w przypadku dyrekcji liceum oraz głównego zainteresowanego - Jakuba Biernackiego - udzielone na nasze zapytania odpowiedzi były zdawkowe i niekompletne, a ich objętość każdorazowo była mniejsza, niż objętość zadanych pytań. Żałuję, że nie dane mi było (jak do tej pory) lepiej poznać ich perspektywy. 

 

Warto wspomnieć, że przed publikacją zaoferowaliśmy Pani Renacie Jakubiak, dyrektorce szkoły, możliwość swobodnego wyrażenia swojego spojrzenia na sprawę w odrębnym wywiadzie. Po wielokrotnie powtarzanych prośbach otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Po raz kolejny spotkaliśmy się również z sugestią, że wobec redakcji w cyt.: "odpowiednim przedziale czasowym" zostaną podjęte bliżej nieokreślone kroki prawne. Z jakiego tytułu i na jakiej podstawie? Tego nie wiemy. Mimo to pragnę zapewnić, że oferta przeprowadzenia wywiadu jest wciąż aktualna, a decyzja o tym, kiedy Renata Jakubiak zechce z niej skorzytać, należy tylko do niej.

 

Co zaś tyczy się antycypowanego "wysypu oświadczeń" - proszę Państwa o dokładne wczytywanie się w ich treść i zadanie sobie pytania: czy oby na pewno naczelną wartością w nich wyrażaną jest troska o dobro, bezpieczeństwo i komfort naszej zdolnej, odważnej i nadzwyczaj dojrzałej, pruszkowskiej młodzieży? Mam nadzieję, że w każdym takim przypadku odpowiedź będzie twierdząca. Życzyłbym sobie również, aby dobro i najlepiej rozumiany interes uczniów liceum były jedyną perspektywą i celem debaty publicznej o stanie pruszkowskiej oświaty, do której niniejsza publikacja stanowi niewątpliwie znaczącą kontrybucję.    

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

Dorota Kossakowska Z Nagrodą Ekologiczną Ekologia i Środowisko

Dorota Kossakowska odebrała nagrodę za rozwój terenów zielonych w latach 2022–2026. Tyle że to były lata ogromnego niszczenia przyrody w Pruszkowie

Sławomir BUKOWSKI

Likwidacja szpaleru lip przy Alei Wojska Polskiego, likwidacja parku Bersohna pod łącznik, ogromne wycinki na Żbikowie, a także pod pretekstem rewitalizacji doliny Utraty i zastępowanie naturalnej roślinności wierzbą. Nie przeszkodziło to władzom Pruszkowa zgłosić się do nagrody, a wiceprezydent Kossakowskiej – jej odebrać.