– Mam pytanie do Pani, czy widziała Pani, jak wyglądają słupki z rozkładem jazdy np. na przystanku 02 ulica Kościelna róg Bol. Prusa? Mimo moich interwencji od 7 miesięcy władze miasta udają, że tego nie widzą, jak też media lokalne – napisał na naszym profilu Jestem z Pruszkowa Mirosław Ejgel, mieszkaniec, do aktywistki Małgorzaty Kochańskiej. – Nie widziałam, przy okazji zobaczę – odpowiedziała dyplomatycznie Kochańska. Nie wiemy, czy zdążyła już spełnić obietnicę, ale jeśli jeszcze nie, może niech oszczędzi sobie wątpliwych doznań estetycznych. Gabloty wyglądają tak, jak na zdjęciu. Dlaczego urząd miasta nie reaguje?

– Doskonale znam ten przystanek. Czytałam komentarz pana Mirosława na waszym profilu, specjalnie pojechałam zobaczyć – odpowiada Monika Golędzinowska, naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju, któremu podlega pruszkowska komunikacja miejska. – Spróbujemy wyczyścić gablotę, ale jeśli się nie uda, trzeba będzie wymienić.

Naczelniczka opowiada, jak wygląda takie przedsięwzięcie. Najpierw urząd miasta musi znaleźć firmę, która podejmie się wymiany. Nie jest to łatwe, bo firmom nie chce się brać pojedynczych zleceń. Gdy już jakaś się zgodzi, wygląda to tak: przyjeżdża samochód z drabiną, robotnicy demontują znak, od góry wysuwają gablotę, wkładają w to miejsce nową, montują znak. Cała usługa, wraz z kosztem nowej gablotki, to wydatek… nawet 1 tys. zł! Koszty są kosmiczne. Ale jak wspomnieliśmy, wykonawcę znaleźć niełatwo. Firmy podejmują się zleceń, gdy do wymiany jest co najmniej kilka gablot. Podobnie jest z wybitą szybą we wiacie. Wymiana jednej? Chętnych brak. Gdy trzeba wymienić dziesięć, zainteresowana firma się znajdzie.

Kilka miesięcy temu urząd miasta chciał zatrudnić pracowników gospodarczych – właśnie do takich drobnych prac, jak awaryjne posprzątanie chodnika, wymiana tabliczki przystankowej, drobne naprawy. Naczelnik Wydziału Geodezji Andrzej Guzik, w którego wydziale komórka mogłaby działać, miał pomysł zakupu samochodu z paką do przewozu narzędzi. Jednak propozycja spotkała się z krytyką radnych SPP i KO, którzy uznali ją za fanaberię naczelnika i nie zgodzili się przyznać pieniędzy. W efekcie pracowników gospodarczych nie ma, urząd do najdrobniejszych prac szuka firm na rynku, te wybrzydzają, biorą tylko duże zlecenia i wystawiają słone faktury. A gabloty na przystankach, wymazane sprayem, straszą miesiącami…