Instytucja „donosu” budzi w Polsce fatalne skojarzenia. Przywołuje pamięć zdrajców i współpracowników wrogich sił (państw zaborczych, hitlerowców, komunistów itd. itp.). Nawet dzieci w przedszkolach posługują się rymowankami godzącymi w donosicieli („Skarżypyta bez kopyta!”). Nic zatem dziwnego, że łatkę „donosiciela” próbuje się w polityce tym osobom, które zgłaszają nieprawidłowości instytucjom zewnętrznym. A chodzi tylko o to by takiego osobnika zohydzić w oczach opinii publicznej.

Taktyka ta jest ostatnio często stosowana przez przedstawicieli pruszkowskiego magistratu. Już na sesji absolutoryjnej prezydenci w pierwszej leszej chwili zapytywali Arka Gębicza: „Ile było tych donosów?”. Narracja ta powróciła na ostatniej sesji Rady Miasta, kiedy radni PiS oskarżali prezesa stowarzyszenia „Za Pruszków!” o złożenie donosu do rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Natomiast wczoraj wiceprezydent Konrad Sipiera wytknął Arkowi Gębiczowi, że ten wystąpił z pismem do PINB:

„Szanowny Pisarzu donosów, tych podpisanych oczywiście. Donosów na własne Miasto i realizowane w nim inwestycje. W kolejnych swoich donosach bardzo oszczędnie gospodaruje Pan prawdą.” (całość tekstu w poście poniżej).

https://www.facebook.com/ksipiera/posts/2704101936572163

Taka reakcja powinna budzić zdziwienie. Przedstawiciele władzy samorządowej, którzy oskarżają mieszkańców o „donosicielstwo”, narażają się na zarzut, że nie rozumieją na czym polega istota samorządu terytorialnego i nie wiedzą do czego służy prawo administracyjne.

Powszechnie przyjmuje się, że istotą prawa administracyjnego jest zapewnienie kontroli jednostki nad władzą publiczną. Jeśli przyjrzeć się z tej perspektywy działalności Arka Gębicza i stowarzyszenia „Za Pruszków!”, to mieści się ona w pojęciu „kontroli”.

Jakub Dorosz: “(…) czynienie zarzutu z faktu, że jakiś podmiot (radny lub mieszkaniec) chce doprowadzić do wszczęcia postępowania kontrolnego przewidzianego przepisami prawa, to nieporozumienie. Zwłaszcza w realiach w państwa demokratycznego.”

Arek Gębicz korzysta z możliwości jakie daje mu prawo: składa skargi i wnioski w rozumieniu działu VIII kodeksu postępowania administracyjnego. Jego organizacja przystępuje do postępowań administracyjnych w odpowiednim trybie. Kiedy trzeba, skarży działanie organu administracji do sądu administracyjnego. Warto przypomnieć, że na skutek działań aktywisty doszło do usunięcia nielegalnego parkingu wybudowanego przez miasto w okolicy Parku Mazowsze. To również w wyniku działań Gębicza Prezydent Pruszkowa przegrał jedną ze spraw dot. dostępu do informacji publicznej.

Istotą kontroli w prawie administracyjnym jest patrzenie na ręce władzy. Istnieją specjalne organy powołane do tego, jednak prawo wykonywania kontroli społecznej przysługuje również obywatelom i organizacjom społecznym. Jest to bardzo ważne, bo konstytucyjne prawo. Zostało ono zawarte w art. 63 Konstytucji RP.

Dlatego zdumiewające jest nazywanie obywatela, który korzysta ze swoich konstytucyjnych uprawnień, „donosicielem”. Zwłaszcza, że słowa te padają ze strony funkcjonariusza publicznego.

Sam Arek Gębicz w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl wyraził swoje zaskoczenie podejściem Konrada Sipiery: „W piśmie, do którego odnosi się Konrad Sipiera nie napisałem, że władze miasta działają niezgodnie z prawem.”. Prezes stowarzyszenia tłumaczy, że zauważył roboty budowlane prowadzone w okolicy toru kolarskiego i postanowił sprawdzić co zaplanowano w tym miejscu w wyszukiwarce pozwoleń na budowę prowadzonej przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. „Ponieważ nie znalazłem w niej stosownych informacji wystąpiłem do PINBu z prośbą o udzielenie mi stosownej informacji w sprawie. Nikogo nie oskarżyłem o nielegalne działanie.” – zaznacza Arek Gębicz.


Mówiąc o „donosach” w Pruszkowie warto przypomnieć sytuację sprzed roku. Na zpruszkowa.pl relacjonowaliśmy wtedy sprawę tzw. „elizagate”. Sprawa dotyczyła wiceprzewodniczącej Elizy Kurzeli. Tajemnicza osoba skierowała do wojewody pismo w którym twierdziła, że radna naruszyła przepisy ustawy o samorządzie gminnym i konieczne jest wygaszenie jej mandatu. Sama Eliza Kurzela próbowała ustalić kto był autorem pisma. Jednak wojewódzcy urzędnicy skutecznie uniemożliwi ujawnienie autora dokumentu. Ostatecznie oskarżenie okazało się bezpodstawne i radna zachowała mandat. Nie ulega jednak wątpliwości, że powodzenie tej akcji (o której Konrad Sipiera mógłby powiedzieć, że była oparta na donosie) byłoby rozstrzygnięciem korzystnym dla pro-prezydenckiej części Rady Miasta (w tym dla lokalnego klubu PiS).

Ocenę zachowania Konrada Sipiery należy pozostawić naszym czytelniczkom i czytelnikom. Niemniej czynienie zarzutu z faktu, że jakiś podmiot (radny lub mieszkaniec) chce doprowadzić do wszczęcia postępowania kontrolnego przewidzianego przepisami prawa, to nieporozumienie. Zwłaszcza w realiach w państwa demokratycznego. Osoby sprawujące funkcje publiczne muszą liczyć się z tym, że ich działalność może być bacznie obserwowana.