Julia i Salvatore, Małgorzata i Michele. Dwie polsko-włoskie rodziny otworzyły w Pruszkowie restauracje i serwują autentyczną kuchnię z serca Italii.

Salvatore pochodzi z Kalabrii i od zawsze marzył o własnej restauracji. Kiedy poznał pruszkowiankę Julię, jego życie, podobnie jak jego wybranki, zmieniło się o 180 stopni. Julia studiowała w Warszawie, nie chciała przerywać nauki, więc zimy spędzała w Polsce. Za to w każde lato siedzieli na skąpanym słońcem południu Włoch. – W Polsce dużo prościej otworzyć restaurację, dlatego po wielu rozmowach postanowiliśmy, że tutaj się osiedlimy. Znaleźliśmy lokal przy Armii Krajowej. No i jesteśmy – śmieje się Julia. Restaurację nazwali Piccola Calabria.

To była rewolucja dla całej rodziny, bo Salvatore… zabrał ją do Pruszkowa. Teraz on przygotowuje pizzę i inne włoskie wspaniałości, brat Giampaolo jest szefem kuchni, młodsza siostra Antonella pomaga we wszystkim, ich mama Anna specjalizuje się w deserach, a Julia obsługuje zamówienia. Tych nie brakuje. Gdy dzwonię w środku tygodnia o dziewiętnastej, pracy jest tyle, że nie mają czasu porozmawiać. Chwila wytchnienia jest dopiero o 22.

– Stawiamy na klasykę i wszystko od podstaw robimy sami. Makarony, desery, ciasto na pizzę. Nie ulegamy prośbom klientów, żeby coś zmienić. Tylko klasyczne składniki, żadnego ananasa czy kurczaka. Chcemy pokazać prawdziwą włoską kuchnię z nadzieją, że pruszkowiacy ją docenią. Kto woli pizzę polską, ten w Pruszkowie ma dużo innych lokali, jest wybór, u nas są Włochy w oryginalnym wydaniu – mówi zdecydowanie Julia. Na co szczególnie zaprasza pruszkowiaków? – Polecam scialatielli alla nduja, czyli makaron kalabryjski z ndują (nduja to miękka i pikantna kiełbasa, która jest raczej bazą lub dodatkiem do dań, niż wędliną do samodzielnego jedzenia – przyp. aut.). Do tego różowe kabaryjskie Ciro. Różowe wina nie są w Polsce zbyt popularne, ale my zachęcamy, żeby spróbować – dodaje Julia.

W menu faktycznie wspaniałości. Paccheri spada e melanzana (makaron z miecznikiem i bakłażanem), spaghetti cozze e vongole (spaghetti z małżami) i coś dla prawdziwych smakoszy: morzello, czyli flaki wołowe w gęstym pomidorowym sosie. Włosi nigdy nie zgodzą się z sugestią, że flaki to specjał północnej Europy. Są w stanie pokłócić się, że to oni je wymyślili (ale Grecy w sumie twierdzą to samo). Ja w Piccola Calabria mogę polecić braciole di riso con mozzarella, czyli fenomenalne kulki ryżowe faszerowane mozzarellą, przypominające sycylijskie arancini. Trzy sztuki świetnie zaspokoją nieduży głód. Ciekawe są też olive all’Ascolana, czyli panierowane oliwki. Z kieliszkiem białego wina – idealna przekąska na letni wieczór.

A pizza? W neapolitańskim stylu, na cienkim cieście, z brzegami grubszymi i wspaniale chrupiącymi. Kto spróbuje, być może już nigdy nie zamówi pizzy z sieciówki. – To autentyczna pizza, z oryginalnymi składnikami. Nie idziemy na kompromisy – podkreśla Julia. A jak klient zażyczy sobie sos czosnkowy czy pomidorowy? – Nie dostanie. We Włoszech do pizzy używa się oliwy z oliwek i to samo rekomendujemy naszym gościom. Niektórzy się dziwią, ale jak spróbują, najczęściej przyznają nam rację – pada odpowiedź. Na samą myśl o dodatkach do pizzy ślinka cieknie: karczochy, borowiki, tuńczyk, szynka cotto, nduja, pikantne salami, pieczarki, mozzarella, czarne oliwki.

Miłośnicy aromatycznej włoskiej kuchni mogą dziś mieć duży problem. Bo raptem sto metrów dalej, przy ulicy Kraszewskiego, otworzyło się Bistro Milano. Malutka, przytulna knajpka wita włoską muzyką, plakatem z Duomo, czyli mediolańską katedrą i niedużym ogródkiem. Prowadzi ją Małgorzata z mężem Michele. On jest zawodowym kucharzem, ona obsługuje gości. – Pochodzę z Łęczycy pod Łodzią, ale przez kilkanaście lat mieszkałam na południu Włoch, Michele przyjeżdżał tam do swojej rodziny i tak się poznaliśmy. W Pruszkowie z kolei mieszka moja siostra ze szwagrem. To miasteczko bardzo nam się spodobało. 60 tysięcy mieszkańców, blisko Warszawy, tu wszystko jest idealne – opowiada Małgorzata, a ja słucham z lekkim niedowierzaniem. Pruszków naprawdę może się aż tak podobać?

Bistro ulokowało się we wnęce przy Domu Rzemiosła, gdzie wcześniej działały bary, ostatnio chyba indyjski, jednak żadnemu na dłuższą metę się nie poszczęściło, bo i miejsce wydaje się… takie sobie. – Ja to wszystko wiem – śmieje się Małgorzata. – Ale dzięki temu, że miejsca malutko, mogliśmy stworzyć ciepłą, butikową restaurację, gdzie każdy gość będzie traktowany tak, jakby przyszedł do naszego domu. Gotujemy z miłością, z sercem. Chcemy, żeby każdy, kto spróbuje, wrócił do nas.

W menu same specjały. Makarony własnej roboty, w tym ręcznie nadziewane ravioli – codziennie czymś innym, na przykład ricottą, szpinakiem, borowikami, albo szynką parmeńską. Znakomity paccheri in crema di zafferano (makaron z szafranem, parmezanem i kiełbaską), albo lasagne. Na większy głód dobrym wyborem będzie aromatyczne risotto z warzywami odpowiadającymi porze roku, albo orata o branzino al cartoccio (dorada lub okoń morski z pomidorkami, szałwią, rozmarynem, miętą, pieczone w białym winie). Uwagę przykuwa carpaccio z pieczarek (carpaccio di funghi champignon – pieczarki, rukola, parmezan, orzeszki). No i oczywiście wspaniałe pizze. Ja wziąłem prosciutto crudo (sos pomidorowy, mozzarella, szynka parmeńska), który maestro Michele z dumą zaprezentował mi zaraz po wyjęciu z pieca. Szynka wybornej jakości, aromatyczna, idealnie słona, rozpływająca się w ustach, na chrupiącym cienkim cieście… Dokładnie taką pizzę parę lat temu jadłem w Mediolanie w pobliżu Łuku Triumfalnego Arco della Pace, przy parku Sempione. Wspomnienia wróciły.

– Michelle przygotowuje świetne homary. Kto ma ochotę, wystarczy, że zadzwoni dwa dni wcześniej i zamówi, złapiemy, przywieziemy i przygotujemy wedle życzenia – mówi Małgorzata. – W ogóle uwielbiamy owoce morza, w naszym menu zawsze coś się znajdzie.

Dla dzieci – wybór butelkowanych sycylijskich oranżad i lemoniad. Ja polecam mandarynkowo-opuncjową albo cytrynową. No i lody. – Też robimy je sami, z pistacji, orzechów. U nas wszystko jest prawdziwe – podkreśla właścicielka.

Włoska kuchnia w Pruszkowie święci triumfy. Od paru lat restaurację przy ul. Ceramicznej prowadzi Fabrizzio z żoną, który pochodzi z Genui. Są też lokale założone przez Polaków: interesująca trattoria Erbario przy Pogodnej, albo stawiająca na jakość i włoskie składniki pizzeria Pomodoro Verde przy Jasnej na osiedlu Staszica. Do niedawno pizzą uwodził też Francesco, jego lokal działał w budynku dworca PKP i jako jedyny oferował pizzę w porcjach – Francesco nie uznawał kompromisów i także stawiał na klasykę, ale miał pecha. Lokal nie był korzystnie położony, dodatkowo pandemia spowodowała, że pruszkowiacy przestali korzystać z pociągów i na dworzec mało kto zaglądał. Francesco, który mieszka z żoną w Piastowie, zwinął interes i próbuje teraz szczęścia u naszych sąsiadów.

„Gotowanie to akt miłości, podarunek, sposób na dzielenie z innymi małych sekretów” – mówi napis nad wejściem do Bistro Milano. A ja jestem w kropce, bo nie mam pojęcia, do której włoskiej knajpki mam teraz wybrać się w weekend na pastę i wino.