Wiemy, kto podpisał zgodę na fire show w Potuliku: odpowiedzialna za sprawy z zakresu ochrony środowiska Dorota Kossakowska

Do sprawy wielkiego pokazu ognia podczas Festiwalu Artefakty w zabytkowym Parku Potulickich wracamy po nowych ustaleniach. Przypomnijmy: pod koniec sierpnia na terenie parku odbył się fire show, podczas którego w niebo wystrzeliwały jęzory i kule ognia. Zorganizowało go Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego. Jak zapewniała później dyrektor placówki Dorota Słowińska-Kamasa, odbył się w miejscu pozbawionym drzew, trwał krótko i został zabezpieczony m.in. gaśnicami, piaskiem, kocami gaśniczymi i wodą.
Czy jednak pokaz odbył się legalnie? Czy organizator posiadał wymaganą przez regulamin Parku Potulickich pisemną zgodę prezydenta miasta? Od kilku tygodni szukamy odpowiedzi na te pytania. Regulamin, przyjęty dosłownie kilka tygodni wcześniej przez Radę Miasta Pruszkowa, stanowi bowiem, że bez takiej zgody nie wolno organizować ognisk poza miejscami wyznaczonymi. Ani regulamin, ani dołączona do niego mapa nie wskazują przy tym miejsca przeznaczonego na ogniska.
Jednoznacznej odpowiedzi do tej pory nie dostaliśmy. Rzecznik miasta, pytany wprost o pisemną zgodę, zamiast ją przysłać opisał… charakter festiwalu i znaczenie ognia w rekonstrukcjach historycznych. Z kolei dyrektor muzeum poinformowała o sposobie zabezpieczenia pokazu. Dopiero w kolejnej odpowiedzi przekazała, że „Prezydent Miasta Pruszkowa wyraził zgodę na organizację wydarzenia”, nie wskazując jednak, czy była to zgoda pisemna i czego dokładnie dotyczyła.
Dlatego wystąpiliśmy oficjalnie – w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej – o przesłanie stosownego dokumentu. Na reakcję urzędu miasta czekaliśmy kilkanaście dni, ale już wiemy: pisemna zgoda rzeczywiście została udzielona. Jednak treść dokumentu rodzi nowe pytania – przede wszystkim o to, na co właściwie miasto wyraziło zgodę?
Zgoda jest, ale nie pada w niej słowo „ognisko”
Urząd Miasta Pruszkowa przesłał nam dokument, który ma stanowić zgodę na wykorzystanie ognia podczas Festiwalu ARTEfakty w Parku Potulickich. Pismo datowane na 27 sierpnia 2026 r. zostało skierowane do dyrektor Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego i podpisane przez wiceprezydent Dorotę Kossakowską. W dokumencie, sporządzonym dwa dni przed wydarzeniem, czytamy: „W nawiązaniu do Państwa wystąpienia dotyczącego organizacji Festiwalu ARTEfakty w zakresie pokazów z wykorzystaniem ognia w dniu 29 sierpnia br. informuję, że wyrażam zgodę na tego typu działania”. Organizator został również zobowiązany do zachowania ostrożności w celu zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańców i obiektu parkowego.
Tymczasem obowiązujący regulamin zabytkowego Parku Potulickich posługuje się bardziej precyzyjnymi pojęciami. Zgodnie z § 9 na terenie parku bez pisemnej zgody Prezydenta Miasta Pruszkowa zakazane jest m.in. „organizowanie ognisk poza miejscami wyznaczonymi”.
W przedstawionej zgodzie nie pada słowo „ognisko”. Nie wskazano również miejsca, w którym ogień może zostać rozpalony, ani nie powołano się na § 9 regulaminu. Dokument mówi ogólnie o „pokazach z wykorzystaniem ognia” i zgodzie na „tego typu działania”. Na dokumencie przesłanym do redakcji nie ma również znaku sprawy. Jego brak na egzemplarzu pisma nie przesądza o skuteczności zgody, ale uzasadnia pytanie, pod jakim znakiem urząd zarejestrował wniosek muzeum i udzieloną na niego odpowiedź oraz jakie dokumenty znajdują się w aktach tej sprawy.
Podsumowując – dokument potwierdza, że przed festiwalem udzielono pisemnej zgody na „pokazy z wykorzystaniem ognia”. Nie daje jednak podstaw do jednoznacznego stwierdzenia, że była to zarazem zgoda na „organizowanie ogniska poza miejscami wyznaczonymi”, której wprost wymaga § 9 regulaminu Parku Potulickich.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że to właśnie Dorocie Kossakowska podlegają sprawy z zakresu ochrony środowiska. Kiedy pod festiwalu Artefakty zdjęcia pokazujące wybuchy ognia zaczęły krążyć po mieście i zaczęto stawiać pytania o bezpieczeństwo użytkowników imprezy, parku i zwierząt, bezpośrednio do wiceprezydentki wysłaliśmy pytanie: „Park jest najcenniejszym przyrodniczo fragmentem Pruszkowa, bytują tam dzikie zwierzęta, trwa okres gniazdowania ptaków. Pani odpowiada w Urzędzie Miasta Pruszkowa za problematykę ochrony środowiska” – napisaliśmy. I poprosiliśmy o komentarz, jak ocenia zorganizowanie pokazu ognia w takim właśnie miejscu z punktu widzenia ochrony przyrody.
Wiceprezydentka na prośbę o komentarz nie zareagowała.
Strażaków na pokazie ognia nie było
Kule i jęzory ognia na zdjęciach wyglądają równie spektakularnie, co groźnie. Czy pokaz został odpowiednio zabezpieczony? To kolejne pytanie, na które szukamy odpowiedzi. Dyrektor Słowińska-Kamasa zapewniła jedynie, że na miejscu były gaśnice, piasek, koce gaśnicze i woda. A czy byli strażacy? Nie, bo... nikt ich o to ani nie poprosił, ani nawet o zabawach z ogniem nie uprzedził.
„W odpowiedzi na zadane przez Pana pytania związane z wydarzeniem festiwalu Artefakty zorganizowanym przez Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie na terenie Parku Potulickich informuję, że: 1. Do Komendy Powiatowej PSP w Pruszkowie nie wpłynęła informacja na temat planowanego przedsięwzięcia. 2. Komenda Powiatowa PSP w Pruszkowie nie realizowała zabezpieczenia przeciwpożarowego” – poinformował nas Wydział Kontrolno-Rozpoznawczy i Organizacyjny Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej.
Ciągły niepokój o park
Czy władze Pruszkowa w wystarczającym stopniu dbają o Park Potulickich, największą przyrodniczą perełkę miasta? To pytanie powraca regularnie, a kolejne wydarzenia tylko stan niepewności podsycają.
Przypomnijmy: ostatniej zimy na zlecenie urzędu miasta przebudowano urządzenia regulujące przepływ wody przez stawy. Remont obejmował m.in. przepustozastawki oraz doprowadzalnik. Urząd wyjaśniał, że urządzenia wymagały remontu, a usunięcie nagromadzonych osadów miało poprawić przepływ. Sprawny system powinien pozwalać skuteczniej regulować poziom wody, szczególnie w czasie suszy.
Na czas prac przepływ w doprowadzalniku został zatrzymany, a poziom wody obniżony. Zbiegło się to z silnymi mrozami. Mieszkańcy obserwujący podnieśli alarm, że płytkie zbiorniki przykryte lodem mogą być narażone na niedobór tlenu. Jeden z członków Polskiego Związku Wędkarskiego mówił portalowi zpruszkowa.pl, że jeszcze przed nadejściem mrozów ostrzegał urzędników przed ryzykiem przyduchy i strat wśród ryb oraz innych organizmów wodnych.
Miasto odpowiadało, że prace wykonywane są na podstawie dokumentacji technicznej i pod odpowiednim nadzorem. Zapewniało, że okres realizacji został dobrany tak, aby ingerencja w środowisko była możliwie mała.
Niemal równolegle pojawił się nowy problem. Mieszkańcy zaczęli informować, że na alejki sypany jest nie tylko piasek, lecz również sól. To istotna różnica: w terenie parkowym chlorki stanowią zagrożenie dla roślinności i gleby. Sprawą zainteresował się radny Bartosz Brzeziński. Pobrał próbki i przeprowadził własne doświadczenia. Uzyskane przez niego wyniki wskazały, że podejrzeń mieszkańców nie można lekceważyć. Radny stwierdził, że wyniki „dają do myślenia” i że „coś jest na rzeczy”.
Urząd znów zaprzeczał. Wiceprezydent Kossakowska informowała, że firma odpowiedzialna za zimowe utrzymanie alejek została zobowiązana do stosowania wyłącznie piasku, a do urzędu nie wpłynęły potwierdzone informacje wskazujące na systemowe stosowanie soli.
Kiedy skończyła się zima, emocje wokół Potulika nie wygasły. Latem część stawów i doprowadzalnika pokryła gruba warstwa glonów i rzęsy. Mieszkańcy ponownie zaczęli przesyłać redakcji zdjęcia i pytać, dlaczego po zimowym remoncie, którego jednym z oczekiwanych efektów miała być poprawa funkcjonowania układu wodnego, park wygląda właśnie tak. Radny Bartosz Brzeziński przedstawił hipotezę, że zimowe obniżenie poziomu wody oraz ewentualne straty wśród organizmów wodnych mogły naruszyć równowagę biologiczną zbiorników i stworzyć warunki sprzyjające późniejszemu rozwojowi glonów.
Urząd Miasta Pruszkowa, jak można się domyśleć, takiego związku nie potwierdza. Dorota Kossakowska tłumaczyła, że zakwit glonów przy wysokich temperaturach i dużym nasłonecznieniu jest zjawiskiem naturalnym, któremu sprzyjają znajdujące się w wodzie substancje odżywcze. Jako jedno z ich źródeł wskazywała zanęty stosowane przez wędkarzy. Jednocześnie zapewniała, że remont przepustozastawek wykonano prawidłowo, a układ wodny działa właściwie. Na wiele pytań jednak nie odpowiedziała, m.in. dlaczego glony i rzęsa pojawiły się masowo w doprowadzalniku, gdzie wędkarze zanęt nie stosują.
„Żal patrzeć na ten park”
Najbardziej charakterystyczne dla całej historii Potulika nie są nawet techniczne spory o zastawki, jaz czy doprowadzalnik, ale emocje mieszkańców. W styczniu Krystyna Budzyńska, administratorka jednej z pruszkowskich grup internetowych, opisywała stan parku w dramatycznych słowach. „Żal patrzeć na ten park” – pisała. Latem komentarze były równie ostre – mieszkańcy pisali o niszczeniu, zaniedbaniach i obawach o przyszłość tego miejsca. Pojawiały się nawet znacznie dalej idące teorie dotyczące celowego osuszania terenu czy przyszłej zabudowy. Nie ma podstaw, aby przedstawiać takie przypuszczenia jako fakty, pokazują one jednak skalę braku zaufania części mieszkańców do osób, które za politykę ochrony przyrody odpowiadają.
Wokół Parku Potulickich powstał głęboki rozdźwięk między oficjalnymi zapewnieniami miasta a tym, co część mieszkańców widzi podczas codziennych spacerów i jak interpretuje zachodzące w parku zmiany.
Zorganizowany przez Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego pokaz ognia, na który pisemną zgodę podpisała osoba do troski o przyrodę zobowiązana – Dorota Kossakowska – dołożył kolejny element do toczącej się od miesięcy dyskusji o sposobie zarządzania Parkiem Potulickich. Do długiej listy pytań o miejską przyrodę można dopisać następne: jakie kryteria bierze pod uwagę ekipa prezydenta Piotra Bąka, próbując godzić organizację wydarzeń plenerowych, którym towarzyszą ogromne wybuchy ognia, z ochroną zabytkowego parku i żyjących w nim zwierząt? Czy liczy się przede wszystkim show i możliwość opublikowania fajnych zdjęć? Kolejne pytanie dotyczy skuteczności działań wiceprezydentki w zakresie ochrony przyrody w mieście. Co jeszcze wydarzy się w Parku Potulickich, gdy za sprawy ochrony środowiska odpowiadać będzie Dorota Kossakowska?


.jpg?key=thumbnail-jpg)