Cofnijmy się do roku 2002. W Tworkach zostaje oddany do użytku nowoczesny budynek Szkoły Podstawowej nr 1. Urodą specjalnie nie grzeszy, ale najważniejsze, że jest. Pozwala prowadzić lekcje w klasach, w których nie ma grzyba, a lekcje WF organizować w sali gimnastycznej. Chodź z perspektywy czasu trudno w to uwierzyć, jeszcze w latach 80. poprzedniego stulecia „jedynka” funkcjonowała w dwóch budynkach – jeden ogrzewano kaflowymi piecami, a zamiast toalet były sławojki. Nowy gmach był spełnieniem marzeń mieszkańców Tworek i Malich, którzy nie mogli pogodzić się z tym, że pod koniec XX wieku ich dzieci uczą się w urągającym podstawowym standardom warunkach – i to w mieście leżącym pod Warszawą.

W kolejnych latach władze Pruszkowa z prezydentem Janem Starzyńskim na czele zajęły się modernizacją bazy oświatowej, jednak oczkiem w głowie stała się budowa dużych sal gimnastycznych, uwieńczona w 2015 roku otwarciem ostatniej – przy Szkole Podstawowej nr 6 przy ulicy Lipowej. O ile warunki uprawiania sportu znacząco się poprawiły, a lekcje wf w przestano organizować na korytarzach, o tyle nie rozwiązano najbardziej prozaicznego problemu: przeludnienia szkół, którego najbardziej odczuwalnym skutkiem jest praca na dwie zmiany. Co ciekawe, zasadę zmianowości władze miasta zaczęły tłumaczyć… potrzebą racjonalnego wykorzystania pomieszczeń (sic!). – W organizacji pracy oświaty generalnie przyzwyczailiśmy się, że szkoła to obiekt, który funkcjonuje do godziny 14, a potem zapada cisza. Ale to nieekonomiczne, pozbawia szkoły walorów środowiskowych. Nie widzę powodu, aby obiekty nie funkcjonowały do godz. 16 czy nawet 17. Nie można budować szkół o wysokim standardzie, dobrze wyposażonych, za ciężkie miliony złotych z publicznych pieniędzy, po czym o godzinie czternastej je zamykać – tłumaczył w 2014 roku wiceprezydent Andrzej Królikowski.

Do władz miasta nie trafiały argumenty rodziców, że dwuzmianowość utrudnia korzystanie przez dzieci z zajęć pozalekcyjnych, że potrafi całkowicie wyeliminować możliwość szlifowania języków w szkołach języków obcych czy naukę w szkole muzycznej, gdzie zajęcia zaczynają się około godziny 15 i są nieprzesuwalne. Generalnie – że taki system już na starcie zmniejsza szanse młodych ludzi na dostanie się do lepszych liceów w Warszawie, wymagających wiedzy wykraczającej poza podstawowy kanon nauczania. Polityka wyciskania z budynków szkolnych ile się da przez całe lata wygrywała w Pruszkowie z potrzebą zapewnienia młodzieży jak najlepszych warunków, a urzędnicy koncentrowali się na punktowym gaszeniu pożarów.

Od momentu oddania w 2002 roku nowego gmachu SP 1 do dziś w Pruszkowie powstały od zera tylko dwie szkoły: SP 5 na Bąkach oraz SP 10 na Gąsinie. Tę pierwszą otwarto w roku wyborczym 2018 jako spełnienie oczekiwań mieszkańców peryferyjnej dzielnicy i jak wiele wskazuje, w celu zdobycia tam głosów przez Samorządowe Porozumienie Pruszkowa. Szkołę zaprojektowano i zbudowano z ogromnym pośpiechem popełniając szereg błędów: już w momencie otwarcia okazała się za mała, na ścianach po paru miesiącach użytkowania zaczęła wkradać się wilgoć, a bieżnia pofalowała. Do dziś użytkowanie tej placówki oznacza nieustanne usuwanie defektów. Z dużo większym wyczuciem i rozwagą zaplanowano nowy kompleks SP 10 na Gąsinie – może dlatego, że spóźnionej o wiele lat inwestycji nie udało się skorelować z wyborami. Powstała najnowocześniejsza podstawówka w Pruszkowie, ze sporą rezerwą miejsc dla uczniów, których z upływem lat będzie przybywać w wyniku budowy osiedli deweloperskich.

Mamy więc rok 2021, blisko 20 lat od oddania pierwszej po przemianach ustrojowych lat 80. i 90. nowej szkoły w Pruszkowie. I sytuację taką, że spośród 9 miejskich podstawówek tylko dwie (nr 1 i 10) nie wołają o pomoc. Reszta jest za ciasna, niefunkcjonalna, nie licząc tej na Bąkach ulokowana w mniej lub bardziej zdekapitalizowanych PRL-owskich obiektach. Generalnie sześć z nich kwalifikuje się do tego, żeby je zburzyć i w ich miejsce postawić obiekty zgodne ze standardami XXI wieku. Dziś projektuje się zupełnie inaczej – szerokie korytarze, duże pracownie dające możliwość swobodnej aranżacji ustawienia ławek, recepcja przy wejściu pozwalającą kontrolować, kto wchodzi, windy na wyższe kondygnacje, parkingi podziemne, na których nauczyciele mogą zostawiać samochody, boiska na zielonych dachach. Współczesna szkoła w niewielkim stopniu przypomina pruszkowską „dwójkę” czy „szóstkę”. Prawda jest taka, że świat poszedł do przodu, a nasza oświata w znakomitej większości pozostała w ubiegłym stuleciu.

Postępującą dekapitalizację budynków spotęgował rozwój osiedli deweloperskich. Problem przez 20 lat przez władze miasta jakby niezauważany. Z decyzją o budowie szkół w Tworkach, na Gąsinie i Bąkach trudno polemizować, ale kompletnie niezrozumiałe było zaniechanie rozbudowy bazy oświatowej w dzielnicach zmagających się z presją deweloperską: w centrum, w rejonie Lipowej czy na osiedlu Staszica. Efekt? Szkoły nr 2 przy Plantowej, nr 3 przy Wojska Polskiego czy nr 6 przy Lipowej dziś zwyczajnie się duszą. W „trójce” świetlicę wygospodarowano z fragmentu klasy i korytarza, tworząc dwa maleńkie pomieszczenia: jedno 3 na 3, drugie 2 na 5 metrów. Do obu zapisanych jest w sumie 300 uczniów! (tak, to nie jest pomyłka). W największej w Pruszkowie podstawówce – nr 2 na osiedlu Staszica – blisko 1200 uczniów musi pomieścić się w 35 salach (część pomieszczeń wynajmowana jest od parafii).

Doszliśmy w Pruszkowie do momentu, że kompleksowa przebudowa szkół, połączona ze zwiększeniem ich pojemności oraz podwyższeniem standardu, nie jest jedną z wielu równorzędnych potrzeb, którą można traktować na równi z koniecznością zapewnienia dostępu na przykład do dóbr kultury, ale potrzebą na tu i teraz.

Nowa ekipa, która w 2018 roku przejęła władzę w mieście, dość trafnie diagnozująca potrzeby mieszkańców, już po kilku miesiącach złożyła obietnicę: skomunalizowana działka przy ulicy Lipowej zostanie wykorzystana na cele oświatowe. Ludzie odebrali to jednoznacznie: oto miejsce na nowy kompleks – szkołę, przedszkole, może także żłobek. Jednak po półtora roku mieszkańcom zaprezentowano inny plan. Przy Lipowej stanie budynek z mieszkaniami komunalnymi, z usługami na parterze, w tym na przykład z przedszkolem i przychodnią zdrowia. Ale będzie coś w zamian – potężna przebudowa PRL-owskiej „trójki” przy skrzyżowaniu al. Wojska Polskiego z ul. Kubusia Puchatka. Przebudowa oznaczająca tak naprawdę postawienie nowego gmachu, realizowana etapowo, w systemie modułowym, który polega na tym, że na plac budowy przywożone są gotowe prefabrykaty i montowane na miejscu. Upieczono by w ten sposób kilka pieczeni na jednym ogniu: powiększona placówka rozwiązałaby na jakiś czas problem niedostatku miejsc w tej części miasta, „rozluźniłyby się” szkoły nr 2 i 6, no i powstałaby nowa „trójka” nieprzypominająca obecnej – z dwunastoma dodatkowymi klasami, nowymi szatniami (obecne boksy są z lat 60. poprzedniego stulecia), szafkami dla uczniów, z podziemnym parkingiem dla 39 samochodów i boiskiem na jego dachu, z nowoczesnym pokojem nauczycielskim (obecny ma kilka metrów kwadratowych, a musi pomieścić aż 70 nauczycieli!).

Pomysł spotkał się z ogromnym entuzjazmem rodziców dzieci uczęszczających do obecnej SP 3 i kadry pedagogicznej, ale z drugiej – z rozczarowaniem mieszkańców rejonów Lipowej i z Ostoi, którzy liczyli na nowoczesną placówkę bliżej swojego miejsca zamieszkania. Rzecz jasna, najlepiej byłoby zrealizować marzenia wszystkich i w jednym czasie postawić szkołę przy Lipowej oraz przebudować „trójkę”, tylko skąd pieniądze? Koszt każdej z tych inwestycji to 20–40 mln zł (bardziej precyzyjny kosztorys „nowej” SP 3 dopiero zostanie opracowany, na razie jest koncepcja).

Nie ulega wątpliwości, że stan pruszkowskiej oświaty, zastany przez ekipę Pawła Makucha, powoduje konieczność dokonywania wyborów. Tak samo zrozumiałe, jak oczekiwania mieszkańców Ostoi, są przecież oczekiwania mieszkańców centrum przypisanych do SP 3 i SP 6 czy tych z osiedli Staszica i Bolesława Prusa skazanych na ciasnotę w SP 2. W perspektywie kilku lat tykającą bombą stanie się też rejon SP 8 przy Obrońców Pokoju z powodu boomu deweloperskiego w okolicach ulic Staszica i Stalowej. Która część miasta jest ważniejsza? Od przebudowy której szkoły zacząć? Każdy mieszkaniec odpowiedzi udzieli zapewne z własnej perspektywy, podobnie jak każdy radny.

Można postawić tezę, że rozwiązanie problemów oświatowych Pruszkowa, narosłych przez 20 lat, nie będzie możliwe nie tylko w ciągu najbliższych 10, ale może i kolejnych 20 lat. Dlatego czynienie z oświaty oręża politycznego i używanie jej do bieżących rozgrywek jeszcze pogarsza perspektywę uczniów, ich rodziców oraz nauczycieli. Próbkę tego możemy oglądać, niestety, na komisjach i sesjach rady miasta. Radną Elizę Kurzelę, członkinię Komisji Oświaty, spośród inwestycji w oświacie najbardziej wydaje się interesować… nazwa stypendium dla uzdolnionej młodzieży i temu problemowi jest skłonna poświęcać najwięcej czasu. Bezpośredni szturm na propozycje modernizacji szkół i przedszkoli przypuszcza zaś szef klubu SPP Karol Chlebiński. Totalnej krytyce poddał na przykład plan przebudowy przedszkola nr 9 przy ul. Moniuszki, nie proponując niczego w zamian. Na Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Miasta kpił, że parking podziemny przy Szkole Podstawowej nr 3 stanie się schronieniem dla wagarowiczów. Czyżby zapomniał, że obecny stan oświaty w mieście to spuścizna rządów jego formacji?

Do radnych z apelem na ostatniej komisji zwróciła się dyrektor SP 3 Urszula Augustyniak: – Wokół nas rozbudowują się osiedla, to bardzo dobrze, że my, nauczyciele, będziemy mieć pracę, ale pamiętajmy, że wszystkie dzieci z bloków wokół naszej szkoły przychodzą do nas. Już dziś zastanawiam się, czy będę miała miejsce dla wszystkich – powiedziała. Odniosła się też do pytań tych radnych, których zamiast przebudowy szkoły bardziej interesuje, ile drzew zostanie przy okazji wyciętych: – To są topole, puste w środku, wystarczy większy wiatr i mogą się przewrócić stwarzając zagrożenie dla przechodniów i dla naszych uczniów – skwitowała pani dyrektor.

Na dziś plan władz miasta jest taki: w 2021 roku przygotowanie projektu przebudowy „trójki”, opracowanie kosztorysu i zaplanowanie pieniędzy na budowę. Jeśli radni ich nie zabiorą na „pilniejsze wydatki”, typu zasypywanie wiecznej dziury w kasie spółki Centrum Kultury i Sportu administrującej gmachem Centrum Dziedzictwa Kulturowego, to przyszłej wiosny urząd miasta mógłby rozpisać przetarg na wykonawcę robót. Optymistyczny scenariusz zakłada oddanie do użytku „nowej” SP 3 na początku roku szkolnego 2023/24, realny – w 2024 roku. Prace mają być prowadzone etapami, bo w szkole cały czas odbywałyby się lekcje. Inwestycja na pewno będzie uciążliwa, ale konia z rzędem temu, kto wymyśli lepszy sposób – dokąd można by przenieść 650 uczniów na czas przebudowy?

Zakładając optymistycznie, że radni nie zablokują tej inwestycji, już dziś warto, żeby prezydent Pruszkowa zaczął szukać odpowiedzi na pytanie, co dalej. Przebudowa „ósemki”, czy może „dwójki”? Tylko długofalowy plan na oświatę – którego nigdy w profesjonalnej postaci w Pruszkowie nie było – jest w stanie zapobiec problemom mieszkańców z zaplanowaniem edukacji ich dzieci. Żadne Centrum Dziedzictwa Kulturowego ani żaden podwójny nawet wiadukt w hierarchii problemów społeczności lokalnej nie powinny zajmować pozycji tak wysokiej, jak nowoczesna szkoła.