Sprawa planowanej przebudowy ulicy Błękitnej w Malichach to typowy przykład konfliktu wygenerowanego przez Urząd Miasta Pruszkowa, który przy odrobinie dobrej woli ze strony władz miasta da się rozwiązać. Tym bardziej, że mieszkańcy osiedla, mimo twardo komunikowanych oczekiwań, do współpracy również są skłonni, choć pod jednym warunkiem: ona ma się odbywać na partnerskich zasadach.

Przypomnijmy: urząd miasta postanowił przebudować biegnącą wzdłuż torów WKD od Tworek aż do Malich uliczkę Błękitną. A w zasadzie zbudować ją od podstaw, bo miejscami to gruntowa droga, a miejscami wąska ścieżka. Urząd poszedł po całości – zaplanował normalną dwukierunkową jezdnię (a przynajmniej tak zapisał w dokumentach przetargowych na projekt inwestycji). Mieszkańców to rozsierdziło, bo po pierwsze, życzą sobie jedynie utwardzenia istniejących fragmentów, a na pozostałych stworzenia ścieżki rowerowej, a po drugie, nikt o zdanie ich nawet nie zapytał. Poczuli się zlekceważeni i postawieni przez faktem dokonanym.

Postanowili działać. Zaczęli od wystosowania petycji, w której wyrazili swój sprzeciw – zebrali pod nią ponad pół tysiąca podpisów. Jak na Pruszków, to bardzo dużo. Petycja trafiła do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji rady miasta i tam w drodze głosowania uznana została za zasadną.

Przyparte do ściany władze Pruszkowa ustąpiły. Na poniedziałek 4 kwietnia wiceprezydent Konrad Sipiera zaprosił maliszan na spotkanie z firmą, która przygotowuje projekt. Nie obeszło się bez zgrzytu – zaproszenia trafiły tylko do wybranych mieszkańców Błękitnej, a nie do osób rzeczywiście zaangażowanych w konflikt (petycję podpisywali mieszkańcy całego osiedla), pominięta została nawet dwójka maliszańskich radnych: Anna-Maria Szczepaniak i Olgierd Lewan. Mieszkańcy, którzy poczuli się wystawieni do wiatru po raz wtóry, zapowiedzieli, że na spotkaniu zjawią się wszyscy zainteresowani. Przyszło niecałe 20 osób, ale spotkanie było transmitowane w mediach społecznościowych.

Zaczęło się od awantury. Firma projektowa zakazała nagrywać i robić zdjęcia. Mieszkańcy odpowiedzieli, że się nie podporządkują. Próbowali dowiedzieć się, kto personalnie zlecił przebudowę Błękitnej i dlaczego nie odbyły się konsultacje przed przystąpieniem do prac. Odpowiedzi nie dostali, usłyszeli jedynie, że Błękitna przewidziana została w miejscowym planie zagospodarowania w poprzednich kadencjach, a skoro tak, to miasto nie musi pytać o zdanie. Wiceprezydent Konrad Sipiera tłumaczył, że regularnie dostaje od mieszkańców Błękitnej prośby o modernizację ulicy, ale dociskany nie potrafił wskazać, od kogo i jak często. To ciekawe, bo mieszkańcy własnymi kanałami próbowali ustalić owych wnioskodawców, ale nikt do słania próśb do urzędu miasta się nie przyznaje.

Przebieg spotkania przez dłuższy czas trudno było uznać za konstruktywny. Okazało się, że projektanci z firmy Robimart nie mają pojęcia, ile drzew trzeba wyciąć pod drogę, części z nich nawet nie nanieśli na swoje rysunki – a właśnie o ocalenie zieleni mieszkańcom najbardziej chodzi. W końcu zaprezentowali trzy warianty przebudowy drogi – od maksymalnego, zakładającego wytyczenie dwukierunkowej trasy na całym odcinku, do minimalnego, gdzie droga byłaby wąska (z mijankami) i z pominięciem newralgicznego odcinka na wysokości ogrodów działkowych, gdzie rosną dorodne drzewa. I ten ostatni mieszkańcy wstępnie zaakceptowali, jednak pod kilkoma warunkami. Po pierwsze, z ich udziałem w najbliższych tygodniach ma się odbyć inwentaryzacja roślinności w terenie, a po drugie, miasto skupi się tylko na przebudowie istniejących odcinków. Na pozostałych powstanie tylko ścieżka rowerowa, choć to oznacza skomplikowaną i czasochłonną, trwającą nawet kilka lat procedurę zmiany planu zagospodarowania przestrzennego w celu umożliwienia przeprowadzenia zadania w trybie lokalizacji inwestycji celu publicznego. Tę metodę podsunął urzędnikom, czy wręcz wymógł na nich, społecznik Jan Słupski. Gwarantuje ona bowiem spełnienie w największym stopniu oczekiwań mieszkańców.

Spotkanie zakończyło się więc kompromisem. Mieszkańcy wyszli usatysfakcjonowani, choć w kuluarowych rozmowach cały czas przewijało się pytanie, dlaczego urząd miasta nie podjął z nimi rozmów od początku, tylko dopiero, gdy konflikt rozrósł się do monstrualnych rozmiarów.

„Śpieszę donieść, że mamy to! Presja ma sens” – skomentował na forum dyskusyjnym Malich Piotr Skowron, jeden z inicjatorów protestu. „Zupełnie niespodziewanie dzisiejsze spotkanie w urzędzie miasta okazało się nad wyraz konstruktywne. Panowie projektanci zaprezentowali trzy koncepcje drogi. Skupię się na dwóch. Pierwsza zakładała budowę drogi dojazdowej o najniższej klasie od Sadowej do Dolnej. Mimo minimalistycznego projektu wiązało się to z wycinką dużej ilości drzew i krzewów (jakiej nie potrafili odpowiedzieć, bo nie została na wielu odcinkach zinwentaryzowana) oraz wywłaszczeniem sporego pasa działek. Trzecia to wariant minimum – obejmuje remont obecnych gruntowych odcinków Błękitnej oraz budowę jej na odcinku od Zecerskiej do Lotników. Tam drzewa zinwentaryzowano i pod topór pójdą pojedyncze sztuki. Odcinki za działkami i od Sadowej do Potrzebnej zostają nieruszone. Znaczna większość z nas, obecnych przychyliła się do trzeciej opcji, z tym, że rezygnujemy z odcinka Lotników–Zecerska, a jedynie remontujemy istniejący tam chodnik. Błękitna od Dolnej do Czarnieckiego nie zmienia się – zyska jedynie nową kostkę.

Swój post Skowron zakończył ważnymi słowami: „Po raz kolejny pokazaliśmy, że z Malichami wystarczy rozmawiać, a nie od razu iść na wojnę”. W komentarzu zwrócił się też do Arka Gębicza, prezesa stowarzyszenia Za Pruszków!: „Dla Ciebie Arek należą się szczególne podziękowania” – napisał. Na spotkaniu Gębicz dużo czasu poświęcił bowiem tłumaczeniu, jak zrealizować inwestycję nawiązując współpracę ze spółką WKD.

Inwentaryzacja drzew przy Błękitnej w obecności mieszkańców planowana jest na początek maja.