W minionym tygodniu (24 i 25 sierpnia) odbyły się dwie części Walnego Zgromadzenia Członków Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Każde ze spotkań miało dość burzliwy przebieg - obrady trwały do późnych godzin wieczornych. 

Lokatorzy przeciwni działaniom Zarządu PSM nie zdołali zgromadzić odpowiedniej większości głosów. Wszystkie zaplanowane uchwały, w tym uchwały o udzieleniu zatwierdzeniu sprawozdań i udzieleniu absolutorium członkom Zarządu, zostały przegłosowane po myśli władz spółdzielni. Czy to oznacza ostateczne zwycięstwo Prezesa Andrzeja Sicko nad członkami spółdzielni? Nie do końca.

Rejestruj się kto może

Lokatorom udało się zgromadzić łącznie ponad stu członków spółdzielni gotowych rozważać ich postulaty i chętnych do podjęcia poważnej dyskusji nad sprawami PSM. To całkiem sporo, zważywszy, że ich kampania plakatowa i ulotkowa odbywała się w okresie wakacyjnym i w terminach narzuconych przez Zarząd Spółdzielni. 

Dlaczego mimo wszystko nie udało im się uzyskać większości nad głosami przychylnymi Zarządowi PSM? Odpowiedzi - zdaniem lokatorów - należy szukać w mobilizacji “żelaznego elektoratu” prezesa Sicko. Składają się na niego nie tylko zwykli lokatorzy spółdzielczych osiedli lecz również pracownicy i współpracownicy spółdzielni (a tych PSM ma niemało) oraz osoby mniej lub bardziej zależne od Zarządu i jego decyzji, w tym np. najemcy należących do PSM lokali użytkowych.

Lokatorzy co i rusz donosili, że wśród osób popierających Zarząd rozpoznają pracownice i pracowników administracji spółdzielni, administratorki i administratorów osiedli, czy nawet osoby trudniące się na co dzień utrzymaniem czystości na klatkach schodowych lub dokonywaniem drobnych, bieżących prac utrzymaniowych w spółdzielczych blokach. 

Zarządowi mogła pomóc nie tylko mobilizacja “swoich” lecz również sposób rejestracji i dopuszczania do głosowania uczestników zebrania. Liderzy ruchu sprzeciwu wobec władz spółdzielni wielokrotnie zgłaszali przypadki, w których tzw. “mandaty” do głosowania rozdawano bez weryfikacji. Wielu osobom - zgodnie z relacją lokatorów - nie sprawdzononawet dowodów osobistych. Innych nie weryfikowano pod kątem charakteru ich powiązania z PSM. 

Jeśli bowiem okazałoby się, że pracownicy spółdzielni brali udział w Zgromadzeniu i głosowali na podstawie udzielonego im pełnomocnictwa (np. przez innego członka spółdzielni, który akurat nie mógł być obecny na obradach), to - w myśl ustawy prawo spółdzielcze - mogli to uczynić tylko pod warunkiem, że sami również są członkami spółdzielni oraz że są zatrudnieni na podstawie spółdzielczej umowy o pracę. 

Zgodnie z literą prawa, na podstawie pełnomocnictw nie mogą głosować również członkowie Zarządu spółdzielni. Tymczasem pierwszego dnia Zgromadzenia pełnomocnictwo złożyła członkini Zarządu spółdzielni Magdalena Słobodzin. Informację na ten temat pojawiła się nawet na stronie internetowej PSM (co ciekawe - dwa dni później usunięto ją z sieci. Na szczęście zdąrzyliśmy to zdarzenie udokumentować).

Mało tego - lokatorzy aktywnie zbierali i dokumentowali przypadki, w których mandatów udzielano jednej osobie na podstawie kilku złożonych pełnomocnictw. Zdarzenie to jest o tyle istotne, że zgodnie z prawem jedna osoba może reprezentować na podstawie pełnomocnictwa tylko jednego członka spółdzielni. 

W tak zorganizowanym Zgromadzeniu łatwo o błędy w precyzyjnym określeniu liczby osób uprawnionych do głosowania. Nierzetelna weryfikacja zgromadzonych może z jednej strony otworzyć szerokie pole do matactw i nadużyć, z drugiej zaś - może prowadzić do unieważnienia podjętych uchwał przez sąd i konieczności powtórzenia zebrania. 

Ważne kto głosuje… i kto liczy głosy

Nie tylko rejestracja i weryfikacja osób uprawnionych do głosowania okazała się kwestią dyskusyjną. Zastrzeżenia zgłaszano również co do sposobu zliczania głosów. 

Głosowanie odbywało się poprzez podniesienie tabliczki (nazywanej podczas zebrania “mandatem”). Te były następnie zliczane - najpierw przez pracowników PSM, później przez wybraną w głosowaniu komisję skrutacyjną (w której każdorazowo większość mieli członkowie popierani przez Zarząd spółdzielni). Zliczanie odbywało się metodą “na palcach” połączoną ze sposobem “w pamięci”. 

Pracownice spółdzielni (a następnie komisja) po cichu liczyły na palcach podniesione tabliczki, uzyskane wyniki sumowały i zapisywały na tablicy. Nie używano do tego dostępnych narzędzi do głosowania elektronicznego. Nie zliczano głosów kilkukrotnie, chociażby w celu porównania wyników dwóch podliczeń. Nie weryfikowano, czy osoby podnoszące tabliczkę faktycznie mają do tego prawo. 

Efekt? Pierwszego dnia Zgromadzenia, podczas głosowania nad wyłonieniem przewodniczącego prezydium spotkania, kandydat wspierany przez Zarząd PSM zyskał oficjalnie 77 głosów “za”. Jego kontrkandydat - zgłoszony przez lokatorów Jakub Dorosz-Kruczyński - zyskał formalnie 75 głosów “za”. Równolegle z pracownicami PSM, głosy liczyli również lokatorzy i osoby postronne. Wyniki, do których doszli, różniły się od siebie. Wszyscy jednak (poza pracownicami PSM) zgadzali się co do oceny, że na Dorosza-Kruczyńskiego oddano przynajmniej 80 głosów. Lokatorzy próbowali zgłosić to spostrzeżenie do władz PSM, byli jednak ignorowani.

Zarząd zdawał się również nie przejmować za bardzo faktem, że za liczenie głosów odpowiedzialne są osoby od niego zależne lub jemu przychylne. Podobnie lokatorzy, z biegiem kolejnych głosowań, zarzucili zgłaszanie pretensji co do sposobu liczenia głosów tracąc nadzieję, że ktokolwiek z organizatorów Zgromadzenia gotów jest potraktować głosowania z należytą powagą i skrupulatnością. 

Ale bez dyskusji proszę!

W ciekawy sposób przebiegała dyskusja (lub jej brak) nad kolejnymi punktami porządku obrad. Prezes Andrzej Sicko zabierał głos wielokrotnie w ciągu Zgromadzenia, bez względu na to, czy mu go przydzielono, czy nie. Jego przewaga nad zebranymi polegała zaś na tym, że miał do swojej dyspozycji mikrofon i zestaw nagłaśniający Spółdzielczego Domu Kultury. Lokatorzy, którzy chcieli zgłosić zastrzeżenia co do przebiegu obrad lub zwyczajnie zabrać głos w dyskusji nierzadko musieli się z Prezesem przekrzykiwać. W lepszym razie byli zwyczajnie ignorowani.

Wspierane przez Zarząd PSM prezydium obrad robiło wiele, by nie dopuścić do dyskusji. W większości przypadków odmawiano lokatorom prawa do zabrania głosu podnosząc wciąż ten sam argument - miejsce na dyskusję przewidziane jest na końcu porządku obrad. Oznaczałoby to, że w wyobrażeniu zwołujących Walne Zgromadzenie oraz prezydium, uczciwym i zasadnym jest aby do dyskusji nad uchwałami mogło dojść dopiero po ich przegłosowaniu (sic!). 

Drugiego dnia Zgromadzenia lokatorom udało się wymusić (czyt. wykrzyczeć) na prezydium “liberalizację” stanowiska. W ten sposób, przed głosowaniem nad niektórymi uchwałami dopuszczono lokatorów do zadawania pytań. Pilnowano przy tym uważnie, aby pytania te nie przekształcały się w zdania twierdzące, a co za tym idzie - w wypowiadane głośno opinie.

Nie wiadomo jaką szkodę władzom spółdzielni wyrządziłoby dopuszczenie lokatorów do głosu i przeprowadzenie pełnej dyskusji nad każdym z przedłożonych projektów uchwał. Wiadomo jednak, że par. 115 ust. 1 Statutu PSM, który reguluje przebieg Walnego Zgromadzenia Spółdzielni, mówi jasno i wyraźnie o “dyskusji nad poszczególnymi punktami porządku obrad”. 

Polityka, spiski i plakaty

“Wisienką na torcie” zwieńczającą obydwa dni Walnego Zgromadzenia, były wystąpienia Prezesa Andrzeja Sicko w punkcie obrad “Sprawozdanie Zarządu PSM za okres od 01.01.2021 r. do 31.12.2021 r.”. 

W pierwszych słowach deklarował on, że z treścią sprawozdania Zarządu można zapoznać się w siedzibach administracji osiedlowych oraz w biurze Zarządu PSM. A skoro to już powiedział, to resztę “sprawozdania” poświęcał sprawom związanym ze sprawozdaniem, łagodnie mówiąc, bardzo luźno. 

Tak na przykład, dzięki przemówieniu Andrzeja Sicko, mogliśmy zapoznać się z doniesieniami na temat ogólnokrajowej sytuacji polityczno-gospodarczej lub z poglądami Prezesa na sposób realizacji art. 75 Konstytucji RP przez polski rząd. Niewiele było wprawdzie o sprawach typowo spółdzielczych, w tym o przeprowadzonych remontach, termomodernizacjach, ociepleniach czy naprawach. Dowiedzieliśmy się za to, że w Polsce szaleje inflacja oraz że ceny energii rosną. 

Niezwykle istotnym punktem wystąpienia (zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia) było zademonstrowanie zebranym egzemplarza plakatu nawołującego do odwołania Zarządu i stwierdzenie (z całą stanowczością), że zamieszczony na na nim napis “DOŚĆ BEZPRAWIA!” narusza dobre imię władz PSM. Przy tej okazji lokatorzy wytykali Prezesowi, że plakaty te były notorycznie zrywane przez pracowników spółdzielni. Andrzej Sicko odparł na to, że on tych plakatów przecież osobiście nie zrywał. Zdawał się nie zauważać przy tym, że jeden z egzemplarzy właśnie trzyma w ręku.

Nie poprzestając na wątku plakatów, Prezes przypuszczał ataki na przeciwnych mu członków spółdzielni. Zaprezentował m.in. CV Pani Joanny Zammel - lokatorki zaangażowanej w nagłośnienie sprawy sporu o działkę spółdzielczą zajętą przez parafię św. Józefa (pisaliśmy o tym tutaj). Jak stwierdził - Pani Zammel starała się niegdyś o pracę w spółdzielni, lecz jej kandydatura została odrzucona. Zdaniem Prezesa działania Pani Joanny miałyby być więc swoistym aktem zemsty na Zarządzie PSM i próbą wyrównania osobistych porachunków. 

Ta narracja wpisywała się również w późniejsze wypowiedzi Andrzeja Sicko. Przeciwnych mu uczestników zebrania określił raz jako “osoby z Warszawy, nasłane przez nie wiadomo kogo”, nieprzychylne wypowiedzi lokatorów klasyfikował jako nakierowane lub zmanipulowane, protestujących zaś - jako polityków prowadzących kampanię wyborczą.

Drugiego dnia Zgromadzenia do lansowanych przez siebie tez Prezes dodał jeszcze jedną. Stwierdził bowiem, że wszyscy uczestnicy Walnego Zgromadzenia są wprowadzani w błąd, ponieważ Walne Zgromadzenie nie jest w stanie go odwołać, jeśli tylko obrady prowadzone są dwóch częściach. Twierdzenie to jest oczywistą nieprawdą, a dowodzi tego wyrok Sądu Najwyższego z 7 grudnia 2017 r. (sygn. V CSK 206/17), w którym wykłada się dokładną procedurę i sposób odwoływania Zarządu w przypadku, gdy Walne Zgromadzenie organizowane jest w częściach. Wyrok ten do dziś nie został podważony i składa się na aktualny stan prawny w całym kraju. 

Warto wspomnieć również o innych, nie mniej zaskakujących wypowiedziach padających z ust Andrzeja Sicko w trakcie jego wystąpień. Łukaszowi Ruszczykowi, jednemu z liderów protestów na os. Bolesława Prusa z początku tego roku, zasugerował, że powinien rozważyć wyprowadzkę ze swojego osiedla. Osobom niezadowolonym z jakości utrzymania osiedlowej zieleni doradził, aby sami schylili się i wyrywali chwasty. Skarżył się również, że mieszkańcy oczekują od spółdzielni, że jej pracownicy będą utrzymywać porządek na klatkach schodowych. “Cukier się rozsypał, taki drobny, to trudno - przyjdzie pani Kasia i posprząta. Bo my już nie” - perorował. 

Drugiego dnia Zgromadzenia wystąpienia Prezesa Sicko zostały skwitowane przez Przewodniczącego Rady Nadzorczej PSM Euzebiusza Nowaka, jako “exposé Prezesa”. 

W Internecie zawrzało

Przebieg Walnego Zgromadzenia Członków nie przeszedł bez echa w “pruszkowskim Internecie”. Na grupie “Pruszków - forum mieszkańców osiedli PSM” na Facebooku (zrzeszającej ponad 4 tysiące członków) zawrzało od głosów oburzenia wobec sposobu organizacji i prowadzenia Walnych Zgromadzeń przez Zarząd. 

Internauci doliczyli się, że w sumie na miejscu mogło się zebrać ok. 140 lokatorów przeciwnych polityce PSM. “Przy takiej postawie PSM może nas być nawet 5000 a i tak oni głosy liczą i mają mikrofon” - skwitował ten fakt jeden z Internautów. “(...) Za każdym razem im inna ilość głosujących wychodziła, choć widać było, kto podnosi tabliczki” - dodała inna uczestniczka dyskusji. “Wspólnoty głosują w systemach elektronicznych. Dlaczego PSM nie da się do tego zmusić?” - czytamy dalej w wypowiedziach członków forum.

Nie zabrakło też komentarzy podsumowujących wypowiedzi Prezesa Andrzeja Sicko. “Byłam na tym walnym. To co zaprezentował prezes, ze swojej strony… to jedno wielkie chamstwo, w stosunku do nas pełnoprawnych członków PSM.” - napisała Mirosława Tuzek, mieszkanka osiedla przy ul. Lipowej i miejska aktywistka. “Co tu dużo pisać, prezes jak zwykle pokazał jak bardzo słoma z butów wystaje.” - skwitowała inna internautka, Pani Żaneta. 

Pomimo, że lokatorom nie udało się odwołać Zarządu PSM, to przebieg Walnego Zgromadzenia okazał się mieć też swoje dobre strony. Sądząc po komentarzach w Internecie, wielu nieaktywnych do tej pory członków spółdzielni dostrzegło potrzebę działań i samoorganizacji w obronie interesów lokatorów. Jak zgodnie twierdzą - to, co zobaczyli podczas zebrania zmotywowało ich do większej aktywności. 

“Ja do tej pory nie uczestniczyłam w Walnych a to dzisiejsze pokazało, że jednak nasza obecność jest kluczowa. Mam nadzieję że na następnym spotkaniu to nas będzie więcej, tylko wtedy mamy szansę mieć wpływ na cokolwiek. Poprzeglosowywali wszystko co chcieli i tyle.” - zadeklarowała członkini forum, Pani  Agnieszka. Inna internautka, Pani Karolina, zachęciła innych dyskutantów do żywego zainteresowania sprawami spółdzielni. “Jestem jeszcze w szoku po pierwszej części, byłam pierwszy raz i przyznaję, że postawa tzw. spółdzielców zmotywowała mnie do uczestniczenia w kolejnych spotkaniach” - napisała.

“Każdy powinien się przejść, oczy się otwierają. Szeroko.”