Biblioteczkę w parku Sokoła mijam niemal każdego dnia. Zaintrygował mnie ruch na półkach. Jednego dnia komplet książek, drugiego jest ich o połowę mniej. Raz stoją idealnie równo jakby ustawione przez pedantyczną bibliotekarkę, innym razem rząd jest rozchwiany, kilka leży, jak po nalocie uczniów szukających „Naszej szkapy”. Po przeciwnej stronie pałacyku jest filia biblioteki publicznej, tam kieruję podejrzenia. „Pracownicy każdeo dnia kombinują, żeby wyglądało, że ludzie biorą książki” – myślę sobie. I dzwonię do dyrektora Książnicy Pruszkowskiej zapytać, jak dużo pracy mu przybyło w związku z ulicznymi szafeczkami.

– Słucham??? Pierwsze słyszę, że moi pracownicy mają z tym coś wspólnego – nie kryje zaskoczenia Grzegorz Zegadło. – Książnica nie zajmuje się biblioteczkami ulicznymi!

– To kto przestawia i podmienia książki? – teraz i ja jestem zdziwiony.

– Mieszkańcy. Przynoszą i biorą, co ich zainteresuje. Sam ostatnio wypożyczyłem sobie dwie książki z biblioteczki na skwerku przy Kraszewskiego – śmieje się dyrektor. Opowiada, że wieczorami skwerek jest ulubionym miejscem spożywania trunków przez panów w różnym wieku, choć dyrektor określa ich mocniejszym słowem. – Otwierają biblioteczkę, wyjmują książki, siadają, czytają. Nie żartuję – mówi.

Postanawiam zasięgnąć informacji w urzędzie miasta. – Projekt został zrealizowany w ramach budżetu obywatelskiego. Mamy trzy plenerowe biblioteczki: w parku Sokoła, przy ulicy Kraszewskiego oraz w parku sensorycznym przy Wapiennej. Do nas też docierają informacje, że mieszkańcy chętnie korzystają z tej formy wymiany książek. Ja obserwuję ruch koło biblioteczki przy Kraszewskiego, jest spory, mieszkańcy przystają, przeglądają książki. Jeśli miałabym ocenić tę inicjatywę, to zdecydowanie na plus – mówi Małgorzata Makuch-Twarowska, kierownik Biura Promocji i Marketingu. – To był pomysł grupy inicjatywnej znanej jako Książkowe Wymianki – podkreśla.

Projekt do budżetu obywatelskiego oficjalnie zgłosiła mieszkanka Tworek Bożena Żyndul-Gabrysiak. – Miałam wątpliwości czy biblioteczki przetrwają, nie zostaną zdewastowane. Jak zobaczyłam, co stało się z plażą miejską w parku Anielin, w głowie pojawiły mi się same czarne scenariusze – mówi autorka projektu. – Całe szczęście, jest inaczej. Biblioteczki stoją, rotacja książek jest spora, mieszkańcy z nich korzystają.

Pani Bożena obserwuje tę w Tworkach przy parku sensorycznym. – Ktoś się nią opiekuje, układa książki, dziecięce na dole, dla dorosłych na górze. Wszystkie są w dobrym stanie – mówi. – W parku Sokoła z kolei widziałam ciekawą scenkę. Przy biblioteczce stało kilka osób, starszy pan szukał czegoś dla żony, dwie panie doradzały, jaką książkę powinien wziąć.

Wszystkie szafeczki są w znakomitym stanie. Gdy kilka miesięcy temu zobaczyłem tę w parku Sokoła moja pierwsza myśl była oczywista: „Zobaczymy, czy przetrwa chociaż dwa tygodnie”. Przyznaję się pani Bożenie, jak bardzo się myliłem. – Jestem terapeutką uzależnień, pracowałam w szpitalu tworkowskim, tam też mieliśmy biblioteczkę. Książki nie tylko pełnią funkcję terapeutyczną, ale otaczane są szacunkiem. To jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze i zapewne tłumaczy, dlaczego nic złego się nie dzieje – tłumaczy mi Bożena Żyndul-Gabrysiak. – Obserwowałam panów gromadzących się na skwerku przy Kraszewskiego, odniosłam wrażenie, że oni wręcz czują się zobowiązani do opieki nad książkami.

Czy sukces projektu zachęci ją do jego rozwijania? – Tak. Chciałabym, żeby kolejna biblioteczka stanęła na Żbikowie, mamy już upatrzoną działkę. Kolejna może na Ostoi? A może w Malichach, które są takim małym miasteczkiem, choć pozbawionym własnej szkoły, przychodni, biblioteki, jednak mieszkańcy są niezwykle zaangażowani społecznie – zastanawia się. – Moje serce bardzo się cieszy, kiedy widzę, że biblioteczki stają się miejscami spotkań, rozmów, że dają dużo pozytywnych emocji.

Koszt ustawienia jednej szafeczki z książkami to około 6 tys. zł, w to wliczona jest konserwacja. Macie pomysł, gdzie powinny stanąć kolejne?