Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Tydzień od reformy komunikacji miejskiej w Pruszkowie. Skok jakościowy w atmosferze skandalu

Sławomir BUKOWSKI
Zawiodło przygotowanie, zabrakło dialogu i elementarnej uczciwości wobec pasażerów. Na ulice wyjechał nowoczesny tabor, ale władze miasta wykorzystały ten moment do autopromocji w takim stopniu, że można odnieść wrażenie, iż zapomniały, że celem reformy była poprawa jakości usługi publicznej, a nie budowanie własnego wizerunku.
Nowa Komunikacja W Pruszkowie
Ilustracja: Nowa Komunikacja W Pruszkowie

To miała być jedna z najważniejszych – jeśli nie najważniejsza reforma w kadencji Piotra Bąka. W mieście trudno dziś wskazać spektakularne inwestycje, realizowanych jest wiele punktowych przedsięwzięć, z których część została zaprojektowana jeszcze za rządów Pawła Makucha i Konrada Sipiery. W stronę Bąka coraz częściej kierowane są zarzuty dotyczące niespełniania obietnic wyborczych. Reforma komunikacji miejskiej mogła stać się przełomem dla tej prezydentury. Wiele wskazuje jednak, że nim nie będzie.

Zbyt dużo rzeczy poszło nie tak. Skala krytyki okazała się na tyle znacząca, że zwolennicy teorii spiskowych mogliby wręcz próbować doszukiwać się celowego „sypania piasku w tryby” całego przedsięwzięcia. Nieudolni urzędnicy? Nieprzychylne media? Źli doradcy? Faktem jest, że zmiany, które miały być sukcesem władz miasta, weszły w życie w atmosferze skandalu.

Spróbujmy dziś ocenić je na chłodno. W Pruszkowie rzeczywiście doszło do jakościowej rewolucji. Taboru, który 1 lipca wyjechał na ulice, zwyczajnie nie da się porównać z ukraińskimi MAZ-ami, które od 2019 roku obsługiwały linie i których standard od dawna nie spełniał oczekiwań pasażerów (nazywano je jednoznacznie: złom). 

Tureckie Otokary są przestronne, pojemne i nowoczesne. Klimatyzacja niemal zawsze działa – owszem, zdarzały się pojedyncze awarie, ale operator stara się je usuwać. Prawidłowo funkcjonują zapowiedzi przystanków, sprawdzają się elektroniczne tablice informacji pasażerskiej. Z kolei chińskie elektryczne Golden Dragony, które można spotkać na liniach 2, 10 i 10B, okazały się ciche, zwrotne i wygodne. Można zaryzykować opinię, że z perspektywy komfortu podróży przewyższają Solarisy Urbino, które przez ostatnie lata uchodziły w Pruszkowie za wzorzec nowoczesnego taboru.

Od strony technologicznej komunikacyjna rewolucja się udała, nawet jeśli niektórzy kierowcy wciąż nie radzą sobie w pełni z obsługą nowoczesnych pojazdów, szarpią podczas jazdy albo hamują tak gwałtownie, że pojazd niemal dęba staje. Widać, że część z nich potrzebuje praktyki lub szkoleń z techniki płynnej jazdy. To jednak uwaga kierowana do przewoźnika – konsorcjum PKS-ów z Gostynina i Skierniewic. Warto zainwestować w doskonalenie kierowców, bo to oni każdego dnia budują wizerunek operatora i w największym stopniu odpowiadają za jakość świadczonej usługi publicznej.

Autobus 2 Z Uszkodzoną Tablicą

Na zdjęciu: autobus linii 2 z niedziałającym wyświetlaczem czołowym – to sytuacja kłopotliwa dla pasażerów zwłaszcza na przystanku przy WKD, gdzie z jednego stanowiska odjeżdżają autobusy zarówno do Komorowa, jak i na osiedle Staszica.

Co więc poszło nie tak, skoro zamiast głosów uznania pod adresem prezydenta Piotra Bąka internetowe fora i media społecznościowe zalały uwagi, pretensje i zarzuty? Odpowiedź tkwi w sposobie przygotowania i przeprowadzenia całej reformy.

Część mieszkańców poczuła się oszukana

Afera wybuchła w poniedziałek 29 czerwca, zaledwie dwa dni przed wejściem reformy w życie. To wtedy pasażerowie, analizując świeżo opublikowane rozkłady, odkryli, że w niedziele i święta władze miasta pozostawią im właściwie komunikacyjny ogryzek. Częstotliwość kursowania linii 2, 4, 5, 6 i 7 zmniejszono z 60 do 90 minut.

Dla wielu mieszkańców to było duże zaskoczenie. Trudno zrozumieć tę decyzję w kontekście wcześniejszych, szeroko nagłaśnianych deklaracji władz miasta o wejściu Pruszkowa w nową erę transportu publicznego, zwiększeniu atrakcyjności komunikacji miejskiej i poprawie jej oferty.

Rozczarowanie było tym większe, że władze Pruszkowa tłumaczyły reformę postulatami pasażerów oraz wynikami konsultacji społecznych. Trudno uwierzyć, by mieszkańcy Ostoi, Żbikowa czy Gąsina domagali się rzadszego kursowania autobusów i pogorszenia dostępności transportu publicznego w dni wolne od pracy.

Co równie istotne, zarówno podczas konsultacji z mieszkańcami, jak i później – w trakcie obrad Komisji Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta Rady Miasta Pruszkowa – przedstawiciele władz miasta nie eksponowali informacji o planowanym zmniejszeniu częstotliwości kursowania autobusów. Dyskusja koncentrowała się na przebiegu tras oraz uruchamianiu nowych połączeń.

Dlatego pasażerowie dopiero po publikacji rozkładów jazdy uświadomili sobie, że reforma nie idzie w pełni w kierunku, który im obiecano. Ich złość na prezydenta Bąka i rozczarowanie są zrozumiałe.

Urząd miasta zamiast wyjaśnień obrał strategię ataku

Ani prezydent Piotr Bąk, ani jego zastępcy, ani rzecznik urzędu miasta nie odnieśli się wprost do zarzutów dotyczących pogorszenia oferty komunikacyjnej w niedziele i święta. Na stronie internetowej miasta opublikowano jedynie „sprostowanie”, którego autor nie został ujawniony. Dokument koncentrował się na polemice dotyczącej daty opublikowania nowych rozkładów jazdy – anonimowy pracownik urzędu przekonywał, że nastąpiło to w piątek, a nie w poniedziałek. Nie odnosił się natomiast do zasadniczego problemu podnoszonego przez pasażerów, czyli zmniejszenia częstotliwości kursowania autobusów.

Treść „sprostowania” utrzymana była w agresywnym tonie wobec dziennikarza, którzy opisał problem – że nie zapytał o nowe rozkłady podczas konferencji prasowej poświęconej reformie. Trudno uznać ten argument za przekonujący, skoro w tamtym momencie ani dziennikarze, ani mieszkańcy nie znali szczegółów nowych rozkładów jazdy i nie mieli świadomości planowanego ograniczenia liczby kursów w weekendy.

Publikacja „sprostowania” nie spotkała się z pozytywnym przyjęciem mieszkańców Pruszkowa. W komentarzach pod facebookowym wpisem urzędu miasta wielu zarzuciło władzom unikanie odpowiedzi na najważniejsze pytania i brak merytorycznego odniesienia się do przedstawianych argumentów. Pojawiły się ironiczne komentarze, że skoro ograniczenie liczby kursów miało wynikać z oczekiwań mieszkańców wyrażonych w konsultacjach, to „najwyraźniej sami poprosili o zabranie im autobusów”.

Na krytyczne komentarze zamieszczone pod wpisem urząd miasta nie odpowiedział.

Pytania do prezydenta i odpowiedzi, które nie rozwiały wątpliwości

Przez ponad tydzień redakcja zpruszkowa.pl bezskutecznie czekała na rzeczowe odpowiedzi na pytania, dlaczego władze Pruszkowa nie uprzedziły mieszkańców, że reforma będzie oznaczała pogorszenie oferty komunikacyjnej w niektóre dni. Rzecznik miasta Krzysztof Olszewski przesłał jedynie mail, w którym stwierdził, że odpowiedzi znajdują się w oficjalnym „sprostowaniu” opublikowanym na stronie Urzędu Miasta Pruszkowa. Tyle że de facto ich tam brak.

Rzecznik dodał również, że „nowa oferta przewozowa została przygotowana przez firmę PTC Marcin Gromadzki, m.in. w oparciu o przeprowadzone badania popytu. Wyniki tych badań wykazały, że w niedzielę popyt na usługi pruszkowskiej komunikacji miejskiej ukształtował się na poziomie 2343 pasażerów, co stanowi 23,8 proc. wielkości popytu w dniu powszednim oraz 65,1 proc. popytu w sobotę”.

Odpowiedź ta nie wyjaśnia, dlaczego mieszkańcy nie zostali wcześniej poinformowani o cięciach. Nie tłumaczy również, jaki związek mają przytoczone dane o liczbie pasażerów z decyzją o zmniejszeniu częstotliwości kursowania autobusów. Przecież trudno oczekiwać wzrostu liczby pasażerów, jeśli autobusy kursują rzadko. W praktyce to mechanizm samonapędzający się – cięcia oferty prowadzą do spadku liczby pasażerów, a to z kolei staje się argumentem za kolejnymi ograniczeniami. Czy w przyszłości podobna argumentacja nie posłuży ekipie Piotra Bąka na przykład do nawet całkowitej likwidacji komunikacji miejskiej w niedziele i święta?

Odpisaliśmy Krzysztofowi Olszewskiemu, że przesłany mail nie zawiera odpowiedzi na zadane pytania. Ponownie poprosiliśmy też o wyjaśnienia prezydenta Bąka. Do chwili publikacji tego artykułu odpowiedzi nie nadeszły.

Przewodniczący rady Karol Chlebiński o zmianach, że są „zrównoważone, optymalne i efektywne”

Jedną z twarzy reformy komunikacji miejskiej był przewodniczący Rady Miasta Pruszkowa Karol Chlebiński. Podczas konferencji prasowej zapozował do wspólnego zdjęcia z prezydentem Bąkiem i prezesem spółki PKS Gostynin, która jest wykonawcą usług przewozowych dla miasta. Dlatego także do przewodniczącego wysłaliśmy pytania o brak uczciwego dialogu z mieszkańcami.

Autopromocja Przy Autobusach

Chlebiński odpowiedział polemiką z każdym z twierdzeń zawartych w naszych pytaniach. Oto treść korespondencji:

1. Dlaczego niedzielne ograniczenia w kursowaniu komunikacji miejskiej nie zostały skonsultowane z mieszkańcami Pruszkowa?
Karol Chlebiński: „Oferta przewozowa przygotowana przez firmę PTC Marcin Gromadzki jest wynikiem analizy funkcjonowania komunikacji miejskiej, w tym liczby pasażerów korzystających z przewozów w dni wolne od pracy oraz przeprowadzonych konsultacji społecznych. W związku z tym nie jest zasadne twierdzenie, że zmiany zostały wprowadzone bez konsultacji z mieszkańcami”.

2. Dlaczego informacja o cięciach nie została podana do publicznej wiadomości i pasażerowie odkryli je dopiero po opublikowaniu nowych rozkładów?
Karol Chlebiński: „Informacje dotyczące częstotliwości kursowania linii nr 2, 4, 5, 6 i 7 pozyskałem z dokumentów przekazanych przez Prezydenta na posiedzenie Komisji Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta, które odbyło się 28 stycznia 2025 r. Brał Pan udział w tym posiedzeniu, a następnie w artykule opublikowanym 31 stycznia 2025 r. sam odsyłał Pan mieszkańców do materiałów z tej komisji. W związku z tym nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, że informacje te były ukrywane. Dokumenty były i nadal są publicznie dostępne na portalu eSesja, dlatego sugerowanie, że mieszkańcy nie mieli do nich dostępu, jest niezgodne z faktami”.

3. Czy był Pan świadomy, że reforma spowoduje pogorszenie dostępności komunikacji miejskiej dla mieszkańców większości pruszkowskich osiedli?
Karol Chlebiński: „Nie zgadzam się z tą tezą. Właśnie po to przeprowadzono badania popytu na komunikację, aby wprowadzane zmiany w komunikacji miejskiej były zrównoważone, optymalne i efektywne”.

4. Czy podejmie Pan pilną interwencję, aby przywrócić dotychczasowy 60-minutowy takt kursowania w niedziele autobusów wymienionych linii?
Karol Chlebiński: „W chwili obecnej będę monitorował funkcjonowanie nowej organizacji komunikacji. Jeśli analiza wykaże taką potrzebę, podejmę stosowne działania”.

Marcin Gromadzki: Możemy pomóc przywrócić kursy co 60 minut

Ponieważ zarówno rzecznik miasta, jak i przewodniczący rady podkreślają, że współautorem zmian była firma doradcza z PTC Marcin Gromadzki, zwróciliśmy się z pytaniami do jej właściciela.

Marcin Gromadzki, w przeciwieństwie do władz Pruszkowa, nie odpowiedział na nasze pytania atakiem na dziennikarzy. Przesłał do redakcji obszerne wyjaśnienie, w jaki sposób reforma była planowana. 

Tłumaczy, że ograniczenie częstotliwości kursowania autobusów w niedziele i święta w Pruszkowie nie było celem reformy, lecz konsekwencją wcześniejszych decyzji władz Pruszkowa o wydłużaniu tras oraz dostosowania rozkładów do obecnych warunków ruchu. Impulsem do zmian były przeprowadzone badania marketingowe wśród pasażerów. Mieszkańcy zwracali uwagę przede wszystkim na dwa problemy: zjawisko tzw. stad autobusów, czyli odjazdów kilku linii niemal jednocześnie, po których następowała długa przerwa, oraz narastające opóźnienia.

„Podczas badań marketingowych prowadzonych w pruszkowskiej komunikacji miejskiej pasażerowie dość powszechnie zwracali uwagę ankieterom na istotną uciążliwość, jaką były kursy różnych linii realizowane na wspólnych odcinkach tras w bardzo krótkich odstępach czasowych, po których następowały relatywnie długie przerwy do kolejnych odjazdów. Postulat likwidacji stad pojazdów i następujących po nich długich przerw był artykułowany bardzo często. Drugim zgłaszanym problemem były powtarzające się opóźnienia, występujące w tak dużej skali, że wpływały już na brak możliwości punktualnej realizacji kolejnych kursów” – tłumaczy Marcin Gromadzki.

Jak podkreśla, kiedy w 2020 roku wprowadzano poprzednią dużą reformę komunikacji, autobusy większości linii wykonywały pełny obieg w ciągu 60 minut, co pozwalało planować przejrzyste rozkłady z kursami co godzinę lub co 30 minut. Z czasem jednak, na skutek postulatów mieszkańców dotyczących obsługi nowych ulic i wydłużania tras, sytuacja uległa zmianie.

„W rezultacie wdrożenia części z tych postulatów doszło do sytuacji, w której wskutek wprowadzonych zmian autobusy kilku linii przestały mieścić się w czasie kółka równym 60 minutom. Sytuacja ta wystąpiła w szczególności na linii 2, do której obsługi – ze względu na opóźnienia – konieczne było wprowadzenie trzeciego autobusu. Czas kółka wzrósł na tej linii z 60 do aż 90 minut” – wyjaśnia.

Według Gromadzkiego największy problem pojawił się właśnie w niedziele. W dni robocze wydłużone czasy przejazdu można było rekompensować większą liczbą autobusów, natomiast przy weekendowej obsłudze całej sieci konieczne było wypracowanie jednego wspólnego rytmu kursowania. Projektanci przedstawili podczas konsultacji dwa możliwe warianty. Pierwszy zakładał kursowanie wszystkich linii co 90 minut, ale z pełną koordynacją rozkładów, dzięki czemu na wspólnych odcinkach autobus pojawiałby się naprzemiennie co 45 minut. Drugi przewidywał częstsze kursy części linii – co 45 minut – ale wymagałby zwiększenia liczby autobusów i kierowców.

„Oba rozwiązania zostały poddane dyskusji i wspólnie postanowiono, ze względu na specyfikę niedzielnych przewozów oraz bardzo niski popyt na usługi komunikacji miejskiej w tym dniu, na razie wdrożony zostanie wariant mniej kosztowny, czyli kursy co 90 minut. Przyjęcie wyższej częstotliwości wymagałoby bowiem zaangażowania znacznie większej liczby pojazdów i kierowców” – wskazuje.

Gromadzki przyznaje jednocześnie, że z punktu widzenia pasażerów rozwiązanie jest to mniej korzystne niż wcześniejszy takt godzinny. Jak podkreśla, samorząd stanął przed wyborem między zachowaniem dotychczasowej częstotliwości a realizacją zgłaszanych przez mieszkańców postulatów wydłużenia tras. Jednocześnie zaznacza, że możliwy jest powrót do częstszych kursów weekendowych, jeśli miasto zdecyduje się zwiększyć finansowanie komunikacji. Jak deklaruje, jego zespół jest gotowy pomóc we wdrożeniu takiego rozwiązania.

***

Urząd Miasta Pruszkowa, prezydent Piotr Bąk oraz rzecznik urzędu nie zdali egzaminu z komunikacji z mieszkańcami. Zamiast otwarcie powiedzieć, że reforma oznacza nie tylko nowoczesne autobusy i nowe połączenia, ale również rzadsze kursowanie części linii, zdecydowali się informować niemal wyłącznie o korzyściach. Negatywne aspekty – przemilczeli. Gdy sprawa wyszła na jaw, zabrakło jasnych, uczciwych wyjaśnień, przyznania, że część pasażerów rzeczywiście straci na zmianach, oraz informacji, czy i kiedy miasto się z nich wycofa.

Nie bez znaczenia pozostaje postawa Karola Chlebińskiego. Gdy w przestrzeni publicznej pojawiły się głosy rozczarowania i krytyki, mieszkańcy mogli oczekiwać, że przewodniczący rady stanie się pośrednikiem między nimi a władzami wykonawczymi i będzie zabiegał o rzetelne wyjaśnienie kontrowersji. Tak się nie stało.

Największym błędem nie była sama decyzja o ograniczeniu liczby kursów. Każdą zmianę w komunikacji miejskiej można merytorycznie uzasadniać – względami finansowymi, organizacyjnymi czy wynikami badań potoków pasażerskich. Problem polega na tym, że mieszkańcy mają prawo znać pełne konsekwencje takich decyzji jeszcze przed ich wdrożeniem.

Strategia informacyjna przyjęta przez urząd po wybuchu kryzysu była fatalna. Zamiast skoncentrować się na wyjaśnieniu podjętych decyzji, Urząd Miasta Pruszkowa wszedł w zdumiewającą polemikę z mediami. Wręcz przypuścił atak na dziennikarzy, że opisali stan faktyczny, choć ich rolą zadawanie pytań i opisywanie problemów zgłaszanych przez mieszkańców. Rolą urzędu zaś jest udzielać odpowiedzi i wyjaśniać.

Nowy tabor to bez wątpienia sukces reformy. Komfort przejazdów wzrósł. Ale transport zbiorowy to nie tylko pojazdy. Równie ważna jest przewidywalność planowanych zmian i zaufanie mieszkańców do władz. To zaufanie zostało właśnie poważnie nadwyrężone.

Najważniejsze pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego mieszkańcy nie zostali wcześniej jasno poinformowani, że reforma będzie miała również negatywne aspekty? Dopóki władze Pruszkowa będą stosować strategię chowania głowy w piasek i agresji wobec dziennikarzy, dopóki rzecznik zamiast współpracować z mediami będzie obrzucał je epitetami i zarzucał pisanie kłamstw – zamiast udzielać rzeczowych wyjaśnień, dyskusja o tej reformie będzie toczyć się nie wokół nowoczesnego taboru, lecz sposobu, w jaki potraktowano mieszkańców.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

REDAKCJA POLECA
Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana w Pruszkowie Edukacja i Oświata

Wyluzowany wuefista czy przekroczenie granic? Skargi na nauczyciela w "Zanie" wpływały przez cały rok, ale rzecznik dyscyplinarny ich nie zobaczył

Konstanty CHODKOWSKI

Przez cały rok szkolny 2025/2026 do dyrekcji Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie wpływały skargi na zachowanie nauczyciela wychowania fizycznego wobec uczennic: od niestosownych komentarzy, przez wizyty w żeńskiej przebieralni, po zamknięcie trzech uczennic w szkolnym magazynku. Dyrekcja ani razu nie zawiadomiła rzecznika dyscyplinarnego, choć wymaga tego Karta Nauczyciela. Rodzice załamują ręce z bezradności, nauczyciele mówią o zamiataniu sprawy pod dywan.