1. W Pruszkowie jest popyt na kulturę

Powiedzmy sobie szczerze - line-up dni Pruszkowa 2022 był naprawdę dobrze dobrany. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. W wielkim skrócie - piątek był dla tych, którzy na co dzień lubią potupać w klubie (DJ Insane, Hazel & Drum Live Show). Sobota była jak "Sylwester z Polsatem" tylko że w środku wiosny i w Pruszkowie. Gwiazdy popkultury (Natalia Kukulska, Lady Pank), muzyka masowa, rozrywka dla rodzin z dziećmi, dla starszych i młodszych, słowem - dla każdego. Niedzielny koncert był skierowany raczej do koneserów i do tych, którzy od muzyki wymagają czegoś więcej niż wpadającej w ucho melodii, prostych tekstów i śpiewanych refrenów. Pomysł zaproszenia do Pruszkowa Raya Wilsona powinien zostać doceniony zwłaszcza przez tych, którym Bajmy, Perfecty, Budki Suflera i gwiazdy disco polo na miejskich imprezach już dawno się przejadły.

Trzeba przyznać,  że podejście Urzędu Miasta do organizacji tegorocznych dni Pruszkowa było też dość ryzykowne. Wszak mogło się okazać, że któryś z trzech zaproponowanych koncertów zwyczajnie nie spotka się z zainteresowaniem szerszej publiczności (a takie imprezy miały już miejsce w tej kadencji samorządu). "Pruszkowski Internet" zaś wypełniony jest trollami, które od piątku czekały już w blokach startowych gotowe do obwieszczenia porażki magistratu i proklamacji wyższości ewolucyjnej poprzednich władz Pruszkowa nad resztą gatunku ludzkiego. Pustki pod sceną byłyby ku temu idealnym przyczynkiem.

Finalnie jednak, do udziału w koncertach chętnych nie zabrakło, a zorganizowane widowiska przyciągnęły naprawdę zróżnicowanych odbiorców. Co ciekawe - najmniejszą frekwencją ze wszystkich trzech koncertów cieszył się piątkowy występ DJ-a Insane oraz Hazel & Drum Live Show, największą zaś (tu chyba nie ma niespodzianki) sobotni koncert Natalii Kukulskiej i Lady Pank.

Cały "pruszkowski weekend" pokazuje dobitnie, że w Pruszkowie nie ma problemu z popytem na kulturę. Mieszkańcy - jeśli tylko przedstawi się im odpowiednią ofertę - zawsze chętnie z niej skorzystają. Problem polega na tym, że co większe wydarzenia organizowane są u nas średnio dwa-trzy razy do roku.

W przerwach między nimi pozostaje nam zadowolić się regularnym programem Centrum Kultury i Sportu lub wydarzeniami organizowanymi w Centrum Handlowym Nowa Stacja. Niby coś, a jednak trochę za mało. Zwłaszcza dla tych, którzy lubią nacieszyć oko wielkimi widowiskami lub tych, którzy lubią wyjść z domu o 22 i tańczyć dobiałego rana. Ci drudzy wiedzą doskonale, że "Pruszków jest dobry tylko na biforek". Oni zwyczajnie wsiądą w Ubera, pojadą do Warszawy i zostawią swoje pieniądze w stolicy.

2. W Pruszkowie brakuje miejsc do zabawy

Brak miejsc dedykowanych wyłącznie kulturze i rozrywce w Pruszkowie jest bezpośrednim skutkiem fatalnego zagospodarowania przestrzennego miasta. Przez trzy dekady kolejni włodarze dokładali wszelkich starań, by wyprać Pruszków z jego unikalnych cech i maksymalnie upodobnić go do dowolnej z sypialnych dzielnic Warszawy. Rozplanowując przestrzeń jakby nie przyszło im do głowy, że mieszkańcy Pruszkowa mogą mieć nieco więcej potrzeb, niż tylko dach nad głową i dobry dojazd do pracy.

W ten sposób w całym mieście nie powstał ani jeden deptak, czy nawet "mikrodzielnica rozrywki" rozplanowana w podobie chociażby do słynnej "OFF Piotrkowskiej" w Łodzi. Najlepsze działki w mieście oddano bez walki deweloperom, a cała misja zapewnienia rozrywki mieszkańćom blisko 70-tysięcznego miasta spoczywa dziś na Centrum Kultury i Sportu oraz Nowej Stacji. Mniejsi przedsiębiorcy, restauratorzy i właściciele zakładów gastronomicznych muszą szukać dla siebie miejsca w lokalach usługowych na parterach bloków mieszkalnych porozrzucanych po całym mieście. Tam z kolei metraże nie są zbyt duże, a goszczące ich wspólnoty mieszkaniowe niechętnie godzą się na działalność lokali otwartych do 6 nad ranem (i w sumie trudno im się dziwić). Pozostają więc zakłady czynne maksymalnie do 1 w nocy, choć częściej jest to godzina 22-24.

Nie brakuje w mieście przedsiębiorców próbujących otworzyć "coś na kształt klubu" lub baru z prawdziwego zdarzenia. Większość z tych prób rozbija się jednak o konflikty ze wspólnotami mieszkaniowymi (dość głośny przykład restauracji "Ucieranie Treści" opisaliśmy tutaj), operowanie na granicy funkcjonalności (przez brak przystosowanych do tego lokali) lub na granicy opłacalności (bo lokale są zbyt małe). W efekcie "zabawa w Pruszkowie" przebiega więc według utartego scenariusza  - najpierw Pruszków zarobi kilka groszy za dwie godziny spędzone w lokalnym barze, po czym Warszawa zarobi kilka złotych więcej za całą noc spędzoną na łażeniu po klubach. Pieniądze konsumentów płyną więc szerokim strumieniem stąd do stolicy, nie odwrotnie.

Wystarczyło pomyśleć w porę i wydzielić w Pruszkowie odpowiednio odizolowany od strefy zamieszkanej obszar, na którym głośne imprezy nikomu by nie przeszkadzały. Miasto zyskałoby swoje centrum rozrywkowe zdolne do przyciągania gości z okolicznych gmin, czy nawet z Warszawy. Dla lokalnych przedsiębiorców byłoby to świetne miejsce pod nowe lokale, a mieszkańcy nie musieliby jeździć do Warszawy, jeśli nie mieliby w planach zakończenia imprezy o 22.

Wygraliby na tym wszyscy. No, może poza deweloperami, bo dla nich każda kolejna wolna działka to okazja do zarobku na sprzedaży mieszkań. Za świetny przykład tego problemu może służyć teren po zamkniętej fabryce ołówków w Pruszkowie. Pozostałe po niej zabudowania świetnie nadawały się na organizację lokalnego centrum rozrywki, którego unikalność podkreślałyby XIX-wieczne budynki fabryczne. Tchnięcie w nie nowego życia mogłoby przyczynić się do trwałej zmiany wizerunku Pruszkowa.

Historia tego miejsca potoczyła się jednak zgoła inaczej. Działki po fabryce trafiły w ręce dewelopera (miasto nie skorzystało z prawa pierwokupu jednej z nich a drugą, której było właścicielem, sprzedało), a na ich miejscu uchwalono miejscowy plan sprzyjający intensywnej zabudowie wielorodzinnej. Większość starych zabudowań zrównano z ziemią pod nowe osiedle. Na koniec tej opowieści, zupełnym przypadkiem, brat współwłaściciela spółki deweloperskiej odpowiedzialnej za budowę osiedla "Grafitowego" został miejskim radnym startując z "jedynki" Samorządowego Porozumienia Pruszkowa Jana Starzyńskiego.

Cytując klasyka: "czego nie rozumiecie?"

3. W Pruszkowie brakuje miejsca na wielkie widowiska

Nie każdy pamięta, że dni Pruszkowa były organizowane niegdyś na trawie pod Halą Znicza. Miejsca było pod dostatkiem - scena była rozkładana na "górce" pod halą, a publiczność gromadziła się u jej stóp. Po bokach od sceny rozstawiano pawilony z pomniejszymi atrakcjami, a wejść na teren obiektu można było zarówno od strony Al. Jerozolimskich jak i od strony Prusa.

Dziś, po zainwestowaniu (lekką ręką) ponad 70 mln złotych na budowę gmachu Centrum Dziedzictwa Kulturowego, które w zamiarze miało być pruszkowskim "miejscem na kulturę", miejsca na kulturę jest jeszcze mniej. Tegoroczne koncerty trzeba było "upychać" na parkingu za gmachem CDK oraz na pozostałym przy życiu wolnym skrawku zieleni w tej części Parku Potulickich, którą obecne władze postanowiły mianować "Skwerem ZTL Pruszkowiacy".

Historia ostatnich lat pokazuje, że w poszukiwaniu miejsca na dobre widowisko władze miasta musiały sięgać po jeszcze bardziej oryginalne pomysły, np. zapraszając ludzi do oglądania widowisk zza fontanny przy Pałacu Ślubów (tzw. "koncert do północy" w lipcu 2021) lub do tłoczenia się w zupełnie nieprzystosowanym do tych celów Parku Żwirowisko, tuż pod oknami bloków mieszkalnych (koncert DJ-a C-Bool w czerwcu 2018 r.).

Dlaczego? Przyczyna pozostaje ta sama i można ją powtarzać w kółko, do znudzenia - metoda realizacji inwestycji publicznych w Pruszkowie pozostaje niezmienna od lat: najpierw robimy "na rympał", a myślenie pozostawiamy na potem.

Kto ma pojęcie o rynku eventowym w Polsce ten wie, jak bardzo w Warszawie brakuje dużych, krytych obiektów z dobrym nagłośnieniem, zaprojektowanych specjalnie pod wielkie imprezy muzyczne. Koncerty organizowane na Stadionie Narodowym (zwłaszcza w przypadku tych "głośniejszych" wykonawców), pod względem nagłośnienia wypadają fatalnie. Hala Torwar jest obiektem przewidzianym przede wszystkim pod imprezy sportowe. Słuchanie koncertów z większej odległości od sceny nie należy tam do najprzyjemniejszych rozrywek świata. Poza Stadionem narodowym i Torwarem na warszawskim rynku konkurują obiekty o znacznie mniejszych gabarytach, jak Stodoła, Proxima, Palladium czy Progresja, gdzie wielkiej widowni zgromadzić zwyczajnie nie sposób. To bardzo wątłe otoczenie konkurencyjne, zwłaszcza jak na stolicę blisko 40-milionowego, europejskiego państwa.

Dla osoby rozeznanej (i lubującej się) w scenie koncertowej, konieczność budowy nowej infrastrutkury rozrywkowej w Warszawie lub jej najbliższych okolicach wydaje się "oczywistą oczywistością". Na braku takowej wygrywają obiekty znacznie oddalone od stolicy, jak Atlas Arena w Łodzi (najbliższy dobrze pomyślany stadion, sprawdzający się równie podczas imprez sportowych jak i koncertów) lub Spodek w Katowicach (z fantastyczną akustyką i archutekturą, zaprojektowany i wybudowany stricte pod wydarzenia kulturalne).

Na budowie hali koncertowej z prawdziwego zdarzenia Pruszków mógłby wygrać pokaźną część rynku, gwarantując sobie dodatkowe źródło dochodów i moc samonakręcających się atrakcji przez cały rok. Bez kompleksów moglibyśmy gościć gwiazdy światowego formatu nawet po kilka razy w miesiącu, a na budowę obiektu wcale nie trzeba było wydawać dużo więcej, niż do tej pory wydano na budowę i utrzymanie niefunkcjonalnego gmachu CDK.

Wystarczyło najpierw zadać sobie pytanie "co chcemy osiągnąć?", potem "czy to ma sens?" a dopiero na końcu "co chcemy wybudować?". 

DNI PRUSZKOWA 2022 - dzień 1

Przeżyjmy to jeszcze raz😍 ZAPRASZAMY do obejrzenia filmu z pierwszego dnia DNI PRUSZKOWA 2022❤️ Podczas imprezy przy Centrum Kultury i Sportu w Pruszkowie grali dla nas Dj Insane i Dj Hazel🔥 Dziękujemy, że byliście z nami😍 #miastopruszków #pruszkówpoznaszpolubisz #dnipruszkowa2022

Opublikowany przez Miasto Pruszków Poniedziałek, 30 maja 2022