Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

To nie my, to oni – tak ekipa Piotra Bąka tłumaczy gigantyczne zadłużenie miasta. Jednocześnie pomija pytanie, dlaczego nie przestaje tego długu zwiększać

Sławomir BUKOWSKI
W sylwestra miasto zafundowało mieszkańcom barwną opowieść: finanse są bezpieczne, budżet realny, a winni są ci, którzy rządzili wcześniej. Tyle że z tej uspokajającej narracji wyparowały najważniejsze kwestie: skąd nagle potrzeba rekordowego zadłużenia i kto weźmie odpowiedzialność, jeśli optymistyczne dochody okażą się papierowe.
Polemika
Ilustracja: Polemika

„Pruszków idzie na rekord zadłużenia. Budżet na 2026 r. zakłada wzrost długu do 215 mln zł. Czy to już jazda po bandzie?” – zastanawialiśmy się w grudniowym artykule opisującym to, co wydarzyło się na sesji Rady Miasta Pruszkowa. „Do przegłosowania budżetu, zakładającego skokowy wzrost długu, zachęcał radnych nie tylko prezydent Piotr Bąk, ale także przewodniczący Rady Miasta Pruszkowa Karol Chlebiński. Obaj twierdzą, że finanse miasta są bezpieczne”.

Władze Pruszkowa postanowiły odpowiedzieć na krytykę w sylwestra 2025 r. Materiał opublikowany 31 grudnia na stronie miasta utrzymany jest w publicystycznej formie i przypomina artykuł prasowy, ale nie wiadomo, kto konkretnie jest jego autorem – nie został podpisany. Jest interesujący, bo z jednej strony broni obecnej ekipy, a z drugiej próbuje przerzucić odpowiedzialność za trudną sytuację finansową na władze z poprzednich kadencji. Co w nim znajdujemy?

Narracja dotycząca konstrukcji budżetu opiera się na dwóch filarach: realizmie oraz dziedziczonym zadłużeniu. Urząd podkreśla, że budżet nie jest wizją ani politycznym manifestem, lecz dokumentem wynikającym z twardych liczb. Co prawda, dochody na poziomie 574 mln zł przy wydatkach przekraczających 606 mln zł oznaczają, że miasto wydaje więcej niż zarabia, ale władze tłumaczą ten deficyt nie bieżącymi decyzjami, lecz zobowiązaniami zaciąganymi od 2016 roku, w tym kredytem z 2022 roku wziętym „z wolnej ręki”, ze spłatą zaplanowaną aż do 2045 roku. Wysyłają tym samym wyraźny sygnał: muszą sprzątać po poprzednikach.

Urząd wylicza zaplanowane na 2026 rok inwestycje, aby pokazać, że mimo finansowego gorsetu nie rezygnuje z działań na rzecz poprawy codziennego komfortu życia. Podkreśla, że najbardziej obciążającą pozycją budżetu pozostaje oświata, która pochłania niemal połowę wszystkich wydatków. Jeśli 47,5 proc. budżetu idzie na edukację, a kolejne miliony na transport publiczny, darmową komunikację i dopłaty do biletów ZTM, pole manewru jest ograniczone.

Kontrowersje wokół dofinansowania Centrum Kultury i Sportu władze Pruszkowa próbują rozwiać tłumaczeniami utrzymanymi w tonie technicznym, niemal instrukcyjnym, że nie jest to pokrywanie strat, lecz podniesienie kapitału i zwrot kosztów inwestycji w miejskim obiekcie. Chcą w ten sposób wytrącić krytykom z ręki argument o niegospodarności.

Generalnie nie obiecują w materiale cudów i nie kreślą wizji skoku cywilizacyjnego. Zamiast tego proponują narrację o odpowiedzialności, porządkowaniu finansów i powolnym odzyskiwaniu równowagi. Czy to wystarczy, by spojrzeć na budżet z innej perspektywy?

Czego w publikacji miasta zabrakło

Sylwestrowy artykuł to próba zastąpienia twardej debaty o pieniądzach miękką opowieścią o realizmie, kompromisie i odziedziczonych długach. Urząd oburza się na argumenty o finansowej katastrofie, bo wskaźnik zadłużenia mieści się w limitach. To jednak argument z rodzaju tych, które uspokajająco działają na Regionalną Izbę Obrachunkową, ale niekoniecznie na mieszkańców. Stwierdzenie, że „mieścimy się w dopuszczalnych 60%”, nie jest bowiem dowodem przygotowania przemyślanej strategii finansowej, zwłaszcza gdy w praktyce dług ma wzrosnąć do 215 mln zł, czyli o ponad 30 mln zł w jeden rok.

Urząd nie odpowiada na kluczowe pytanie: co takiego wydarzyło się, że potrzebny jest taki skok zadłużenia? Nie wyjaśnia mechanizmu tej zmiany – jakie konkretnie pozycje na nią wpłynęły, jakie ryzyka przyjęto, jakie były warianty alternatywne i dlaczego akurat taki scenariusz uznano za „realny”.

Miasto wystawia sobie alibi: to wszystko przez długi z przeszłości. Owszem, przeszłość ma znaczenie. Tyle że władze Pruszkowa używają jej jak tarczy i pałki jednocześnie: tarczy, by uzasadnić bieżącą sytuację (musimy spłacać długi), i pałki, by okładać poprzedników (kredyt z 2022 roku „z wolnej ręki”, marża, rekordowy koszt). A przy tym nie wyjaśniają, dlaczego nie można tego drogiego kredytu po prostu zrolować, czyli spłacić nowym i tańszym. Być może wolą ten wątek przemilczeć, aby móc bezkarnie zrzucać odpowiedzialność na tych, co rządzili wcześniej.

W materiale urzędu brakuje konfrontacji obietnic z ich realizacją. W programie wyborczym Piotra Bąka padały hasła o konieczności systematycznej redukcji zadłużenia, audytach wydatków, zintensyfikowaniu pozyskiwania środków zewnętrznych. Tymczasem dług rośnie, audyty – jeśli w ogóle były – nie zostały upublicznione, a przewodniczący rady Karol Chlebiński (ten sam, który usilnie namawiał do głosowania „za” budżetem) mówił na sesji o słabym wykorzystaniu potencjału dotacji zewnętrznych. Zamiast rzetelnego rozliczenia realizacji obietnic wyborczych dostajemy autoprezentację: „budżet kompromisu”, „nie budżet marzeń”. To retoryka, która może rozbroić krytykę na poziomie emocji, ale nie dotyka jej meritum.

Urząd do faktów podchodzi wybiórczo. Pomija uwagę, którą sformułowała Regionalna Izba Obrachunkowa po przeanalizowaniu projektu budżetu Pruszkowa na 2026 rok: „Z uwagi na znaczny wzrost planowanych dochodów na 2026 r. w stosunku do przewidywanego wykonania roku 2025 (9,92%) Skład Orzekający proponuje weryfikację realności planu dochodów na projektowany rok 2026, w szczególności w zakresie poszczególnych źródeł z tytułu dotacji oraz środków przeznaczonych na inwestycje”. W praktyce należy to rozumieć tak: ekipa Bąka optymistycznie zaplanowała dochody, one mogą się okazać niższe, a wtedy deficyt budżetu wzrośnie – i w ślad za nim może poszybować zadłużenie. Magiczne 215 mln zł w ciągu roku może zmienić się w 220 mln, 230 mln, a może i więcej. Choć to nie będzie kwestia magii, tylko efekt planistycznej beztroski.

Najbardziej jaskrawym przykładem wybiórczości jest wątek Centrum Kultury i Sportu. Owszem, urząd tłumaczy się z przekazania spółce 3,5 mln zł – 2 mln na podniesienie kapitału, 1,5 mln jako rekompensata za zrealizowaną inwestycję. Ale pomija rzecz fundamentalną: spółka prawa handlowego nie ma ustawowego „prawa do kroplówki” tylko dlatego, że jest jej ciężko. Skoro miasto, mimo zadłużenia, dobrowolnie transferuje do spółki ogromne środki, powinno przedstawić mieszkańcom twarde warunki tej operacji: plan naprawczy, harmonogram, oczekiwane efekty finansowe, konsekwencje dla prezesa, jeśli obiekt nadal będzie generował milionowe straty, wariant „co, jeśli nie dopłacimy”, analizę alternatyw. Tego jednak nie ma. Urząd tylko prosi, byśmy uwierzyli, że nie da się inaczej. To dokładnie ten moment, w którym publiczne pieniądze zaczynają pachnieć politycznym komfortem decydentów i prezesa CKiS.

Kolejny temat, który ekipa Piotra Bąka woli przemilczeć, bo psuje obraz odpowiedzialnego zarządzania: kryzys standardów i przejrzystości działań. Prezes CKiS Grzegorz Chwiłoc-Fiłoc, harcerz z Marek, posadę w Pruszkowie dostał bez konkursu, w tle są jego relacje towarzyskie z wiceprezydentem Michałem Landowskim. Prezes zasłynął próbą udostępnienia miejskich obiektów byłemu rosyjskiemu politykowi nacjonalistycznej partii, a gdy spadła na niego ogólnopolska krytyka, zamknął się na media i odmówił udostępnienia informacji o umowach. To są fakty, które powinny wywołać w urzędzie miasta natychmiastową reakcję: pokazujemy dokumenty, tłumaczymy procedury, wszczynamy kontrolę. Tymczasem urząd robi coś odwrotnego: usiłuje przeczekać, aż skandal przycichnie, a problem zapisanych w budżecie przelewów finansowych wpycha w bezpieczny retorycznie korytarz („czynsze niższe od komercyjnych”, „monitoring”), jakby problemem była wyłącznie księgowość, a nie zaufanie publiczne do sposobu zarządzania miejskim majątkiem.

I jeszcze jeden wątek, który urząd porusza w sposób wygodny dla siebie: wydatki bieżące. Owszem, oświata jest droga, transport publiczny kosztuje, obsługa długu boli. Tymczasem pytanie brzmi: co miasto robi, żeby te wydatki zracjonalizować? Gdzie jest plan jakiejkolwiek reformy? Gdzie są obiecywane audyty, mierniki efektywności, restrukturyzacje? Nie ma. Jest opowieść, że tak musi być.

Materiał opublikowany przez władze Pruszkowa faktycznie nie jest obroną budżetu – jest obroną narracji, która brzmi: to nie my, to oni. Jeśli Piotr Bąk, Michał Landowski i Dorota Kossakowska nie zgadzają się ze stwierdzeniem, że Pruszków jedzie po bandzie, proponujemy alternatywne: Pruszków jedzie nocą bez świateł, a jego władze oczekują braw za to, że jeszcze nie wpadliśmy do rowu.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

Znicz Basket - Żubry Białystok. Fot.: Jasiek Ochnio Sport

Raport Koszykarski: Ruszamy z rokiem 2026 w pruszkowskim baskecie!

Łukasz DMOCHOWSKI

Minął rok 2025. Zarówno dla koszykarek MKS-u Pruszków jak i koszykarzy Znicza Basket Pruszków - rok pełen wzlotów, a także bolesnych upadków. W obecnych rozgrywkach sezonu 2025/2026 wszystko zdaje się przebiegać wedle założonego scenariusza i jest jakby... spokojniej? Sprawdźmy co słychać w naszych koszykarskich drużynach, mniej więcej w połowie rozgrywek ligowych.

Grafika Ranking 2025 Społeczeństwo

Co naprawdę wydarzyło się w Pruszkowie? Subiektywne podsumowanie 2025 roku

Sławomir BUKOWSKI

Urząd miasta przez cały rok raczył nas dziesiątkami informacji: o spotkaniach, podpisywaniu umów, wręczaniu nagród, potańcówkach, konkursach. Czy te wydarzenia miały realny wpływ na nasze życie? My wybraliśmy 15 spraw, które po pierwsze, były ważne, a po drugie, faktycznie kreowały rzeczywistość Pruszkowa i jego mieszkańców – i zbudowaliśmy z nich ranking.