Nie trzeba być geografem miast, by zrozumieć, dlaczego pomysł budowy łącznika ulic Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej i Sienkiewicza jest całkowitą porażką i dowodem na krótkowzroczność lokalnych władz. Wiedza geograficzna może natomiast pomóc w wyjaśnieniu wielu zjawisk, które mają miejsce we współczesnych miastach.

Sprawę trzeba postawić jasno - ten kawałek drogi nie odkorkuje ani jednej pruszkowskiej ulicy. Więcej - mający powstać na miejscu skweru przy PKP łącznik od początku będzie mocno zakorkowaną drogą, podobnie jak dzisiaj ulica Sobieskiego, która jest główną drogą dojazdową do ulicy Miry Zimińskiej - Sygietyńskiej. Bardziej prawdopodobnym jest, że powstanie ten sam problem, który istnieje po drugiej stronie torów, gdzie część kierowców skraca sobie korek przez Królowej Jadwigi i próbuje jakoś wjechać w Waryńskiego z Elektrycznej. W tym wypadku skrótem będzie ulica Sobieskiego.

Wiele osób, próbując przywołać argumenty za łącznikiem, zakłada z góry, że każdy z nas jest “człowiekiem ekonomicznym”, który wszystkie swoje decyzje dogłębnie analizuje i wybiera to, co jest w danym momencie najbardziej opłacalne i logiczne. To błąd - nie ma takich ludzi, a nasze decyzje są w głównej mierze błędne i chaotyczne. Świadczy o tym fakt istnienia korków w miastach. “Człowiek ekonomiczny” zauważyłby, że skoro to auta powodują korki, to na drodze powinno być ich mniej. Budowa nowej drogi kosztem zieleni tylko zachęca do korzystania z auta, nie tylko w celu dojazdu do pracy, ale także ucieczki z miasta, w którym nie ma szansy na odpoczynek.

Jan Ochnio: Sprawę trzeba postawić jasno - ten kawałek drogi nie odkorkuje ani jednej pruszkowskiej ulicy.

Warto pochylić się też nad samym skwerem oraz sensem jego istnienia. Dzisiaj w oczach wielu mieszkańców, w tym również moich, miejsce to wydaje się być ostoją dla osób tkwiących w problemie alkoholizmu. Nie jest to jednak żadna przesłanka, by równać je z ziemią i zastąpić kolejnym korytarzem transportowym. Rozsądny samorządowiec powinien widzieć tu miejsce kryzysowe, które wymaga rewitalizacji (nie mylić z betonizacją). Dobrze opracowany plan naprawczy powinien zakładać rozwiązanie problemów społecznych, odświeżenie przestrzeni i sprawienie, by była atrakcyjna dla okolicznych mieszkańców.

Łącznik na pewno nie rozwiąże społecznego problemu alkoholizmu. Może jednak spłoszyć z tego terenu dotknięte nim osoby, które za swoje nowe terytorium mogą obrać okoliczny park Tadeusza Kościuszki. Tak, dokładnie ten, w którym włodarze tak bardzo chcą, za sprawą ostatniej inwestycji w plac zabaw, by bawiły się wszystkie nasze pruszkowskie dzieci. Postawmy sprawę jasno - likwidacja parku nie jest najlepszym pomysłem na rozwiązanie problemu spożycia alkoholu w parku. 

W środowisku naukowym coraz częściej podnosi się także temat hałasu i jego negatywnego wpływu na zdrowie nie tylko pod względem fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Spacer po hałaśliwej ulicy, zamiast rozluźnić nas po całym dniu ciężkiej pracy, tylko wzmaga panujący w nas stres. Roślinność, w tym duże drzewa, są doskonałymi pochłaniaczami hałasu. Ulica pełna samochodów - przeciwnie.

W tej kwestii najbardziej zastanawiające może być podejście najbliższych mieszkańców. Wydaje się, że jednym z argumentów za osiedleniem się w tej okolicy jest spokój, jaki panuje za skwerkiem. Za pewne tak reklamują tę okolicę deweloperzy, którzy ochoczo stawiają tam kolejne budynki wielorodzinne. Szkoda, że stan ten nie potrwa długo, bo gdy tylko ustąpią koparki i betoniarki, przyjadą hordy aut.

Pomijając fakt, że skwerek jest pozostałością po pierwszym pruszkowskim parku, warto walczyć o każdy fragment zieleni miejskiej, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy tak dotkliwe są dla nas tropikalne noce oraz podtopienia po większym deszczu. Drzewa dają cień i schładzają miasto, a po deszczu pobierają znaczne ilości wody, dlatego każde (wraz z otaczającą je powierzchnią biologicznie czynną) jest na wagę złota. Jednak nie tylko liczy się ochrona istniejących powierzchni zielonych, ale także staranie się o ich zwiększenie, gdzie tylko istnieje taka sposobność.

W oczy razi wielokrotnie przytaczany w debacie publicznej brak wykonania analizy dla tej inwestycji. Dlaczego jej nie wykonano? Być może dlatego, że okazałoby się, że nie ma żadnych przesłanek, by ją wykonywać? A skoro łącznik by nie powstał, nikt nie mógłby przeciąć wstęgi i powiedzieć "Mamy to!" oraz "Pruszków się rozwija!". Szkoda tylko, że tak naprawdę nie rozwija się miasto, ale dywany betonu.

Sytuacja ta tylko potwierdza to, co tydzień temu opublikował w swoim raporcie NIK: polskie samorządy nie tylko nie robią nic, by chronić zieleń, ale także aktywnie przyczyniają się do jej nieodwracalnego zniszczenia.