1. Pruszków jedzie do Strzeniówki się popluskać.

Basen W Strzeniowce

Powstały w kilka miesięcy i z miejsca przyciągnęły uwagę pruszkowiaków. Całe lato mieszkańcy naszego grodu stanowili znaczącą część klienteli. Dlaczego? Dwa baseny na powietrzu, jacuzzi, brodzik dla dzieci, dwie zjeżdżalnie, wodny plac zabaw, piaszczysta plaża – wszystko w cenie 40 zł za cały dzień, bez limitu czasu (dzieci: 15 zł). Żal nie skorzystać.

Wójt Nadarzyna Dariusz Zwoliński zacierał ręce widząc sukces frekwencyjny, a goście zachwalali nowe, dostępne dla wszystkich atrakcje. Zdanie: „w Pruszkowie też powinno coś takiego być” padło niezliczoną ilość razy. Na szczęście, do Strzeniówki niedaleko, kilkanaście minut jazdy samochodem albo pół godziny rowerem, więc i w 2022 roku kompleks rekreacyjny będzie przyciągał setki, jeśli nie tysiące spragnionych ochłody pruszkowiaków.

Ciekawostka: budowa kosztowała niecałe 5 mln zł, niewiele mniej niż nasz megaplac zabaw w parku Sokoła. Czyli nas też byłoby na takie baseny stać. Ale po co wydawać pieniądze, skoro wójt Nadarzyna zaprasza nas do siebie?

  1. Budżet na 2022 rok uchwalony!

Pruszkow Z Gory

Wykrzyknik na końcu tytułowego zdania nie stoi przypadkiem. Rok temu budżet uchwalano w bólach, przerabiano, okrawano, bo pierwsza wersja przedstawiona przez prezydenta Pawła Makucha była rozbuchana i przewidywała monstrualne zadłużenie miasta aż do 2060 roku. Prezydent go poprawiał, a radni SPP i KO całymi seriami zgłaszali chaotyczne poprawki, coś zdejmując, coś dodając, coś głosując (chwilami sami już nie wiedzieli, za czym podnoszą rękę) – ostatecznie budżet na 2021 rok klepnęli w lutym 2021.

Tym razem poszło znacznie sprawniej, bo urzędnicy z Kraszewskiego przygotowali dokument na rok 2022 tak, że ciężko do czegoś na serio się przyczepić. Skromne plany inwestycyjne, niewielki deficyt, realistyczne prognozy wieloletnie.

Radnych opozycyjnych nieco to zdezorientowało, może dlatego na grudniowej sesji szef klubu SPP Karol Chlebiński wziął na celownik… Regionalną Izbę Obrachunkową. Za to, że dokumenty finansowe Pruszkowa zaopiniowała pozytywnie. Jego zdaniem, RIO zrobiła to z litości. Słowa zapewne przeszłyby bez echa, gdyby niepochlebnie o RIO – jednej z niewielu już w Polsce instytucji niepodporządkowanych partii rządzącej – wypowiedział się radny PiS, ale w ustach bezpartyjnego, doświadczonego samorządowca zabrzmiały szokująco.

W każdym razie, w nowy rok Pruszków wchodzi z sensownym budżetem, w którym są pieniądze nawet na legendarny autobus do Warszawy (powinien zacząć kursować w styczniu).

  1. Cały świat zazdrości nam lodów i Petera Bertotiego!!!

Bertoti

W tym przypadku każda liczba wykrzykników byłaby usprawiedliwiona. Informacja podana w kwietniu przez portal zpruszkowa.pl w błyskawicznym tempie obiegła okoliczne media, trafiła do portali czytanych w całym kraju. Peter Bertoti, prowadzący lodziarnię „Quattro si” w Pruszkowie, sklasyfikowany został na 42. miejscu TOP 100 najlepszych lodziarzy świata na dorocznym włoskim Gelato Festival! Gdyby z listy rankingowej usunąć lokale znajdujące się na innych kontynentach (Ameryka, Azja), to w Europie Bertoti znalazłby się na 30. pozycji. Co więcej, wyżej nie uplasował się żaden inny wytwórca lodów z naszego kraju, czyli w Polsce pruszkowianin to niekwestionowany mistrz!

Bertoti już wcześniej był nagradzany, w 2017 roku stworzone przez niego lody śliwkowe wygrały polską edycję Gelato Festival w kategorii Junior, dedykowanej lodziarniom, które dopiero weszły na rynek. W tym samym roku lody zdobyły wyróżnienie jury na Mistrzostwach Europy we Florencji. A w 2018 roku podczas kolejnej edycji Gelato Festival w Warszawie nowy smak – czarnej porzeczki – cieszył się największą popularnością wśród odwiedzających i zdobył Wyróżnienie oraz Nagrodę Publiczności.

Peter Bertoti urodził się w Tunezji, wychował na Węgrzech, uczył się we Francji, jego żona jest Polką, a ich dzieci urodziły się… w Moskwie. Do Pruszkowa trafił, jak sam mówi, przypadkiem, ale nasze miasto natychmiast przypadło mu do gustu. „Lubię to miejsce. Na Pruszków patrzę głównie przez pryzmat osiedla Staszica. Nie tylko dlatego, że tam znajduje się nasza lodziarnia, ale również dlatego, że przez długie lata wychowywałem się na bardzo podobnym osiedlu w Budapeszcie. Może właśnie dzięki temu, niemal od razu poczułem się tu jak u siebie” – pisał o sobie w projekcie „Pruszkowiak” Macieja Bochnowskiego.

Najbardziej stratni z powodu sukcesu Bertotiego są dziś chyba sami pruszkowianie. Do lodziarni na osiedlu Staszica całe lato zjeżdżali amatorzy z okolicy, w weekendy w kolejce po kulkę lodów śliwkowych trzeba było odstać nawet godzinę. Co prawda wyroby Bertotiego sprzedawane są jeszcze w kilku cukierniach, także w Brwinowie, ale te z kultowego lokalu przy Jasnej na osiedlu Staszica podobno smakują najlepiej.

  1. Panie starosto, pan tu nie stał.

Starosta Szczepienie

Początek 2021 rok to były inne czasy. Informacje o kolejnych grupach zawodowych uprawnionych do zaszczepienia się na COVID-19 elektryzowały miliony Polaków, setki tysięcy zrobiłyby wszystko, żeby dostać pierwszą dawkę już, natychmiast. Starosta pruszkowski Krzysztof Rymuza nie tylko szczepionki pragnął, ale postanowił swój plan wcielić w życie.

„14 stycznia otrzymaliśmy niepokojącą informację od jednego z pracowników Szpitala Powiatowego na Wrzesinie. Zgodnie z nią starosta pruszkowski Krzysztof Rymuza miał zjawić się w placówce 6 dni wcześniej (8 stycznia) w godzinach porannych żądając, aby zaszczepiono go przeciw COVID-19 poza kolejką. Miało to nastąpić w momencie, w którym do Pruszkowa dostarczono pierwsze 90 dawek szczepionki, które – zgodnie z oficjalnymi instrukcjami NFZ – miały zostać przeznaczone dla pracowników szpitala. Szczególnie tych, którzy z chorymi na COVID-19 mają do czynienia każdego dnia” – pisał Konstanty Chodkowski w portalu zpruszkowa.pl.

Według naszych informatorów, Rymuza, gdy odmówiono mu szczepienia, wpadł w gniew („gniew” to łagodniejsze określenie tego, co zostało nam zrelacjonowane) i zapowiedział, że w związku z zaistniałą sytuacją w szpitalu zostanie przeprowadzona kontrola przebiegu szczepień. Czy tak się stało? Jak najbardziej.

Artykuł odbił się echem w całej Polsce. Rzeczniczka prasowa starostwa tak dwoiła się i troiła, żeby wybielić swego szefa, że aż przekazała w krótkim czasie dwie – niepokrywające się – wersje zdarzeń. Z tej drugiej wynikało, że starosta mógł uzyskać skierowanie na szczepienie nie jako lekarz, lecz… wolontariusz w placówce swojej żony (sic!).

Lekarze wykonują zawód zaufania publicznego. Czy Krzysztof Rymuza, również lekarz z wykształcenia, tego zaufania nadużył – na to pytanie każdy musi sobie już sam odpowiedzieć.

  1. Wielkie palenie opon, czyli rajd Barbórki w Pruszkowie.

Barborka Pruszkow

Przez tydzień na pruszkowskich forach miejskich można było przeczytać katastroficzne wizje, co z naszym biednym miastem stanie się w piątek 3 grudnia. Matki wracając z pracy miały nie móc dotrzeć do czekających na nie w domu dzieci, droga spod dworca PKP do osiedla miała zostać odcięta na amen, kierowcy autobusów miejskich mieli pogubić się w plątaninie objazdów, a mieszkańcy budynków w rejonie dworca mieli zostać zmuszeni parkować samochody aż 100 metrów od swoich domów i następnie wędrować te sto metrów z siatami zakupów zrobionych na weekend. Jednym słowem, zgroza! W snuciu tych wizji przodował pewien mieszkaniec osiedla Grafitowego (vis a vis dworca PKP), bo obok jego bloku zaplanowano start wyścigu.

Kiedy w końcu nastał sądny dzień, nikt nie zginął, nikt się zagubił, żadne dziecko z głodu nie płakało (a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo), zaś trasę rajdu spod dworca w kierunku osiedla Staszica i dalej na Gąsin szczelnie obstawiło kilka tysięcy miłośników szybkich aut, adrenaliny, ryku silników i zapachu palonych na mokrym asfalcie opon. W internecie pojawiły się filmiki pokazujące przejazd przez Pruszków czołowych polskich mistrzów kierownicy.

Organizatorzy rajdu nie szczędzili naszemu miasta ciepłych słów, zapowiedzieli, że za rok znowu chętnie wpadną do nas zorganizować jeden z etapów, jeśli dostaną zaproszenie. Tylko czy mieszkańcy osiedla Grafitowego, znani z tego, że denerwują ich megafonowe zapowiedzi pociągów na stacji, trąbiące eskaemki, imprezy w restauracji „Ucieranie treści” oraz nisko przelatujące nad Pruszkowem samoloty – pozwolą na to?

  1. Sąd umorzył postępowanie przeciwko Arkowi Gębiczowi.

Sąd Rejonowy

Najbardziej znany pruszkowski społecznik nie trafi do więzienia, nie musi meldować się regularnie na komendzie, co więcej, nie zapłaci nawet złotówki grzywny. Może nadal robić to, z czego zasłynął. Tak stwierdził… sąd rejonowy.

Ukarania Gębicza domagał się deweloper budujący megablok przy ulicy Pawiej, tuż przy parku Potulickich, który pod swoją inwestycję wyciął dziesiątki drzew. FIB J. Murawski oskarżył prezesa stowarzyszenia „Za Pruszków!” o pomówienia rzekomo zawarte w postach zamieszczanych na Facebooku. Chodziło między innymi o wpisy, w których społecznik ujawnia dokumenty świadczące według niego o nieprawidłowościach w procesie zezwalania na budowę.

Sąd umorzył postępowanie zanim w ogóle do procesu doszło. Stwierdził, że „analiza wpisów i wiadomości zamieszczanych przez oskarżonego prowadzi do wniosku, że z całą pewnością zachowanie oskarżonego mieściło się w granicach dozwolonej krytyki, swobody wypowiedzi i formułowania opinii”.

W uzasadnieniu decyzji sąd zamieścił również niezwykle ważne nie tylko dla Gębicza, ale dla wszystkich aktywistów, dziennikarzy i osób krytycznie nastawionych do pruszkowskiej rzeczywistości zdanie: „Działanie oskarżonego w postaci kierowania zarzutów wobec organów, instytucji, urzędów czy też samego oskarżyciela prywatnego, nie stanowi pomówienia przestępnego”.

– Na szczęście dla wolności słowa i demokracji istnieją jeszcze w Polsce wolne sądy. Na szczęście dla Pruszkowa jeden z nich znajduje się przy ul. Kraszewskiego – komentował Arek Gębicz. Warto przypomnieć, że wezwania przedsądowe od dewelopera otrzymywali również inni mieszkańcy Pruszkowa, którzy – podobnie jak Gębicz – podejmowali się krytyki kontrowersyjnej inwestycji. Ich historie zostały opisane m.in. w magazynie „Interwencja” wyemitowanym w październiku 2020 roku na antenie Polsatu.

– Teraz najważniejsze to przekazać wszystkim mieszkańcom Pruszkowa, że nikt nie musi się bać tego pana, ani żadnego innego dewelopera. Mamy prawo mówić głośno co sądzimy o tej i innych inwestycjach. Mamy prawo robić co w naszej mocy, aby ochronić nasze miasto przed zabetonowaniem – dodał prezes stowarzyszenia Za Pruszków!.

  1. Pozatrudniała koleżanki, bo jej wolno. Sprawa Widery podzieliła Pruszków.

Widera Do Rankingu

Małgorzata Widera (klub radnych KO), przewodnicząca Komisji Oświaty, Kultury i Sportu, z zawodu nauczycielka języka angielskiego, w 2019 roku wygrała konkurs na dyrektora Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Michałowicach. To wydarzenie zapoczątkowało serię zaskakujących transferów kadrowych. Kierownikiem gospodarczym w szkole została klubowa koleżanka Widery, radna Dorota Kossakowska, która nigdy wcześniej w oświacie nie pracowała. Pracę znalazła również radna Katarzyna Wall z pozostającego w nieformalnej koalicji z KO klubu SPP – jako nauczycielka wychowania początkowego. Angaż otrzymał brat popularnego radnego powiatowego – został menedżerem ds. sportu, chociaż z powodu pandemii aktywność sportowa wszystkich szkół w Polsce była zawieszona albo ograniczona do absolutnego minimum.

W serii artykułów w portalu zpruszkowa.pl analizowaliśmy, czy zachowanie radnej Widery podpada pod określenia „kolesiostwo” i „nepotyzm”, czy podległość służbowa przekłada się na głosowanie projektów uchwał w Radzie Miasta Pruszkowa (Widera i Wall zasiadają w tej samej komisji). Dyrektorka szkoły odpowiadała, że zatrudniając radne kierowała się wyłącznie ich kompetencjami, że prawo oświatowe nie zabrania jej przyjmowania nawet osób z nią spokrewnionych.

Nasze artykuły podzieliły mieszkańców Pruszkowa. Niektórzy przypuścili atak na portal zpruszkowa.pl, pod postami pojawiła się ogromna ilość wpisów przepojonych nienawiścią do autora artykułów. Wyglądało to tak, jakby niektóre osoby zostały poproszone albo zainspirowane do hejtu, zdania typu „przestaję czytać ten (i tu obraźliwe stwierdzenie) portal” zamieszczali internauci, którzy naszego fanpejdża dotąd nawet nie śledzili.

W jednym z artykułów odsłoniliśmy też kulisy przygotowania naszych publikacji i opisaliśmy naciski, żebyśmy artykułów poświęconych radnej Widerze nie publikowali.

Nas interesował głównie problem nepotyzmu, jednak w michałowickiej szkole działo się o wiele więcej. Narastał konflikt pomiędzy dyrektorką a częścią nauczycieli i rodziców, do urzędu gminy płynęły skargi. W końcu rada pedagogiczna przegłosowała wniosek do wójt Michałowic o odwołanie Małgorzaty Widery, a na spotkaniu z wójt Małgorzatą Pachecką o to samo zawnioskowali rodzice uczniów – w spotkaniu wzięło udział blisko 200 osób, z tego około setki online. Zdesperowani i wściekli rodzice, nabrawszy przekonania, że władze gminy dyrektorki nie odwołają, zapowiedzieli w końcu uliczną zbiórkę głosów przed szkołą pod petycją o pozbawienie Widery funkcji. Jednak dyrektorka ich ubiegła i kilka godzin przed akcją poinformowała o swojej rezygnacji, motywując ją względami osobistymi i zdrowotnymi.

Szkołą w Michałowicach kieruje już nowy dyrektor. Po odejściu Małgorzaty Widery w placówce szybko zapanował spokój. Natomiast w Pruszkowie sprawa miała swój epilog w postaci wniosku, przygotowanego przez radnych PiS, o odwołanie Widery z funkcji przewodniczącej Komisji Oświaty. Wniosek przepadł w głosowaniu, za jego odrzuceniem zagłosowali solidarnie radni SPP i KO. Jak łatwo się domyśleć, za pozostawieniem Widery na stanowisku opowiedziały się też dwie radne, do niedawna jej podwładne w szkole: Dorota Kossakowska i Katarzyna Wall.

  1. Mamo, chodźmy do parku! – megaplac zabaw, jakiego jeszcze nie było.

Plac Zabaw

Inwestycji od początku towarzyszyły kontrowersje. Za wielka, niepotrzebna, jak będzie dużo dzieci, to zrobi się głośno, przyjdą i wydepczą trawę, nie będzie gdzie psa wyprowadzić, a w ogóle są pilniejsze potrzeby, na przykład parkingów brakuje. Krytyka zgasła, kiedy na Dzień Dziecka wielki plac zabaw w parku Sokoła otwarto, a setki mieszkańców przyszło obejrzeć atrakcję. Co więcej, zjawili się nie tylko na inaugurację, ale zaczęli odwiedzać regularnie.

Całość kosztowała ok. 6 mln zł, a ilości atrakcji mogą pozazdrościć nawet mieszkańcy Warszawy. Są trzy strefy: dla dzieci młodszych, starszych oraz na strefa do zabawy w piasku. Jest sześcioosobowa huśtawka, trampoliny, urządzenie stylizowane na duży zamek, mosty linowe, zjeżdżalnie rurowe i otwarte, poręcze wspinaczkowe, rury strażackie, ścianki wspinaczkowe, drabinki linowe i stalowe, bujaki, karuzela słupkowa oraz górki z tunelami. W części dla młodszych dzieci są urządzenie dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Jest 5 zadaszonych wież, łączący je pomost oraz wjazdy, trampoliny dla wózków, rozmaite zestawy manualne.

Hitem jest urządzenie o nazwie „Wyścig dwóch rowerów” – zestaw składający się z 2 rowerów i tablicy z trasą wyścigu. Elementy elektroniczne zasilane są dynamami. Dodatkowo powstała siłownia plenerowa dla dzieci.

Plac zabaw okazał się magnesem nie tylko dla rodzin z Pruszkowa. Entuzjastyczne posty ze zdjęciami pojawiły się na okolicznych internetowych forach, m.in. w Brwinowie czy Michałowicach z komentarzami typu „szkoda, że nie u nas”. O nowej atrakcji napisały regionalne portale, a nawet branżowy portal Sztuka Krajobrazu. Efekt? Nieprzebrane tłumy przez całe lato.

Plac zabaw ma jeden mankament: nie ma stacjonarnej toalety z umywalkami. Władze Pruszkowa zapowiedziały jej budowę w 2022 roku. Oby mimo skromnego budżetu pieniędzy wystarczyło.

  1. Pruszków jest kobietą.

Chełmicka Smak

Co są w stanie zrobić dwie aktywistki? Mogą zorganizować uliczne marsze przeciwko drakońskiemu zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Mogą zwołać „Marsz dla Izy” – pamięci 30-latki, która zmarła w szpitalu w Pszczynie, ponieważ lekarze nie zgodzili się na terminację ciąży. Mogą wypromować w Pruszkowie i okolicach akcję „Różowa skrzyneczka”, polegającą na instalowaniu w szkołach skrzyneczek z artykułami higienicznymi dla uczennic. Mogą też zebrać podpisy pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie nazwania ronda u zbiegu ulic Komorowskiej i Pogodnej rondem 100-lecia Praw Kobiet. Co więcej, nie tylko zebrać – także przekonać pruszkowskich radnych ze wszystkich klubów do jednomyślnego poparcia pomysłu.

Paulina Chełmicka i Dorota Smak to niezwykle pozytywne postaci. Zarażają energią, pasją i chęcią zmieniania świata. Choć ich pomysły nie wszystkim się podobają – nie atakują przeciwników, wolą tłumaczyć, dlaczego warto działać razem, a nie przeciwko sobie. Nie mają łatwo, bo w Pruszkowie każdy pomysł z miejsca napotyka czyjąś krytykę, nawet wydawałoby się tak oczywisty, jak różowe skrzyneczki w szkołach. Aktywistki zamiast piętnować staroświeckie dyrektorki, które na zawieszenie skrzyneczek się nie zgodziły (trudno uwierzyć, ale takie są), wolą jednak pokazywać te, które przyłączyły się do akcji. I z entuzjazmem opowiadają o panach dyrektorach szkół (w Pruszkowie jest ich raptem kilku), którzy jako pierwsi i bez wahania uznali, że skrzyneczki to świetne i potrzebne rozwiązanie.

Paulina i Dorota zapowiadają kolejne akcje, choć nie zdradzają jeszcze, jakie. Nie mamy wątpliwości: dzięki nim dużo się będzie działo i będą to ważne dla wszystkich osób ceniących wolność, otwartość, tolerancję, różnorodność, demokrację, prawa człowieka i idee społeczeństwa obywatelskiego inicjatywy.

  1. Panu tutaj jest zbyt dobrze, panie bobrze.

Bobrek

Jaki zwierzak stał się w 2021 roku symbolem Pruszkowa? Bynajmniej nie żbik, który jest co prawda w herbie, ale nie wiadomo, jakim cudem tam trafił – nigdy w okolicy nie występował (nazwa Żbików pochodzi raczej od nazwiska, nie od zwierzaka). Symbolem miasta jest dziś bez wątpienia bóbr. A nawet cała rodzina gryzoni, która zadomowiła się na kanałku doprowadzającym wodę z Utraty do stawów w parku Potulickich. Zbudowała solidną tamę i zatamowała przepływ wody.

Zmagania społecznika Arka Gębicza z bobrami, a tak naprawdę z urzędnikami z Kraszewskiego, żeby coś ze zwierzakami zrobili, śledziliśmy cały rok. Były pasjonujące. Urząd reprezentowany przez Wydział Ochrony Środowiska nie był specjalnie zdeterminowany do energicznych działań, jednak ten brak entuzjazmu był odwrotnie proporcjonalny do starań Gębicza, żeby bobrów w cywilizowany sposób się pozbyć. Poddawany nieustannej presji i krytyce urząd w końcu zaczął działać. Z jakim skutkiem? Raczej marnym.

Kiedy wynajęta przez urzędników firma rozebrała tamę, bobry w parę godzin ją odbudowały. Gdy rozebrano ją po raz drugi, bobry odtworzyły ją jeszcze szybciej – bo nabrały wprawy. Kiedy urząd wynajął speca, żeby doradził, co robić, spec okazał się… ekspertem od nietoperzy. Ów spec wymyślił, żeby w tamie zainstalować perforowaną rurę, której bobry rzekomo nie potrafią zatkać, dzięki czemu dopływ wody do stawów będzie zapewniony. Coś jednak z rurą poszło nie tak – Arek Gębicz na zdjęciach wkrótce pokazał, że kanałek nadal jest wyschnięty.

Spec od nietoperzy przekonawszy się, że zwierzaki są sprytniejsze od niego, na spotkaniu z radnymi z Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska zaproponował rozwiązanie, którego w sumie nikt się po nim nie spodziewał: zostawić bobry w spokoju, uczynić z nich lokalną atrakcję, postawić tablice informacyjne i przyprowadzać wycieczki szkolne (!!!).

Okey… załóżmy, że porażkę z bobrami przekujemy w sukces i damy zwierzakom obywatelstwo Pruszkowa. W takim razie, co z wysychającymi latem stawami w parku? Urząd miasta: To nie wina bobrów, tylko suszy. Co prawda przez dwa sezony lato było raczej mokre i deszczu w Pruszkowie spadło sporo, ale klimatolodzy i hydrolodzy piszą, że ogólnie w Polsce jest susza, a skoro tak piszą to tak musi być i dlatego wody w stawach brakuje.

Ale z powodu małej ilości wody ryby w stawach zdychają! Urząd miasta: Bo to złe ryby są. Trzeba innych gatunków, silniejszych i grzeczniejszych, które nie będą ryć gębami w mule i przyspieszać zakwitania wody, co pozbawia ją tlenu.

Przez cały rok można było odnieść wrażenie, że urzędnicy więcej czasu poświęcają polemikom z Arkiem Gębiczem, udowadnianiu mu, że nie ma racji, podważaniu jego kompetencji i zbywaniu wszelkich jego wniosków, niż na próbę rozwiązania bobrzego problemu. Gdyby zwierzakom poświęcili 10 procent tego czasu, co Gębiczowi, po tamie nie byłoby już śladu, a bobry siedziałyby sobie przy Utracie gdzieś w okolicach Żelazowej Woli.

Nie trzeba specjalnie puszczać wodzów fantazji, żeby przewidzieć wydarzenia w roku 2022. Mamy zimę i bobry chwilowo poszły spać, ale jak tylko się obudzą, pełne werwy zbudują jeszcze solidniejszą tamę i będą jej doglądać, rozmnożą się i zajmą wychowaniem kolejnego pokolenia bobrzątek (oczywiście nauczą je budować tamy), kanałek wyschnie, woda w stawach opadnie, zakwitnie na zielono i zacznie cuchnąć, ryby znów będą pływać brzuchami do góry. Urząd miasta zacznie snuć opowieści o suszy, może nawet wynajmie kolejnego speca od bobrów, a ten zacznie regularnie wystawiać miastu faktury za doradztwo, pełne miłych dla oka (speca) kwot. My zaś możemy już zacząć przyjmować zakłady, od czego ten spec faktycznie będzie – może od węży?

Wszystkiego najlepszego w nowym roku!