Koncert na scenie przed pałacykiem w parku Sokoła, widowiskowy pokaz teatru ognia, ale także… setki fajerwerków wystrzelonych w niebo przez mieszkańców. Sylwestrowa noc była wesoła i głośna.

Dobrym pomysłem okazało się przeniesienie miejskiej imprezy sylwestrowej do parku Sokoła. Jest tam znacznie więcej miejsca niż przed Pałacem Ślubów, a głośniki i hałas mniej przeszkadzają tym mieszkańcom, którzy wolą ciszę. Scena ustawiona została bokiem do pałacyku, dzięki czemu można było podziwiać jego pięknie iluminowaną elewację. Do tańca przygrywał Rudi Band i sądząc po reakcjach widzów, muzyka wpasowała się w sylwestrowy nastrój.

90 sekund – 01.01.2020

90 sekund – 01.01.2020

Opublikowany przez PR24TV Środa, 1 stycznia 2020
Pokaz Fire Show w Parku Kościuszki – videorelacja PR24TV

Nie do końca udany okazał się jednak pomysł występu teatru ognia przed pałacykiem. Kiedy po północy tłum pruszkowiaków wpatrzony w główną scenę oczekiwał na pokaz, dopiero po dłuższym czasie zorientowano się, że on już trwa… w innym miejscu. Brak podwyższenia spowodował, że tancerze byli widoczni tylko dla garstki widzów w najbliższym otoczeniu. Szkoda, można to było zaplanować znacznie lepiej.

Największym zaskoczeniem dla uczestników miejskiej imprezy była jednak kanonada fajerwerków odpalanych przez samych mieszkańców na terenie całego parku. Niebo rozbłysło kolorami tak, że tancerze teatru ognia przez kilka minut oczekiwali, aż uwaga zgromadzonych skupi się na artystach, których występ miał być gwoździem programu.

Komentarz autora:

To była pierwsza od wielu lat miejska impreza sylwestrowa bez profesjonalnego pokazu sztucznych ogni. Stało się dokładnie tak, jak przewidywałem. Zamiast 15-minutowego, efektownego pokazu przy muzyce, mieliśmy kilkakrotnie dłuższą kanonadę z wyrzutni ustawionych gdzie popadnie. Huk detonacji był znacznie większy, poziom zagrożenia wręcz niewyobrażalny. Do tego ilość decybeli, która wylała się w postaci basów z kolumn głośnikowych podczas koncertu znacznie przekroczyła ilość decybeli emitowanych przez fajerwerki. Podtrzymuję to, co pisałem do tej pory: rezygnacja z profesjonalnego pokazu niczego dla poprawy stanu środowiska naturalnego nie zdziała, a skutki uboczne są tak duże, że efekt końcowy jest odwrotny od zamierzonego. Może jednak warto wyciągnąć wnioski?