Szkoła w rodziców zakazem

(172)

Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 2 w Pruszkowie w ostrych słowach zabrania rodzicom przebywania w budynku. Wiceprezydent Beata Czyżewska: – Jeśli ktoś czuje się taką decyzją urażony, jestem w stanie to zrozumieć. 

Wprowadzane przez szkoły wewnętrzne regulacje porządkowe wywołują gorące spory. Emocje kolejny raz odżyły w piątek, kiedy mieszkaniec Pruszkowa Arkadiusz Gębicz umieścił na fejsbukowym forum zdjęcie tabliczki na korytarzu w „dwójce”. Napis brzmi: „Zakaz przebywania rodziców w budynku szkolnym. Rodzice mogą przebywać tylko w strefie rodzica”. Słowa „zakaz” i „strefa rodzica” zaakcentowano ostrą czerwoną czcionką.

W dyskusji, jaka momentalnie się wywiązała, pruszkowianie tradycyjnie podzielili się na dwa obozy. Zwolennicy tłumaczyli, że regulacja ma sens, bo nie ma możliwości kontrolowania, kto i w jakim celu kręci się po korytarzach. Nauczycielka Katarzyna Beata Szwec napisała: „Pewnie włożę kij w mrowisko, ale cóż… dopowiem. Informacje, które zamieszczane są jako tego typu komunikaty, mają być krótkie i jasne. Dzięki temu, choć niewerbalne, zyskują jeszcze jedną cechę: zdecydowanie. Mówią Państwo o kulturze, ale który z wyrazów w tej informacji Państwa dotyka? Zakaz? A jeśli przy drodze widzą Państwo znak z przekreśloną strzałką w lewo, to czy nie jest to przypadkiem zakaz skrętu w lewo? Bo przecież nie: uprzejmie prosimy, by zechcieli Państwo jednak w lewo tutaj nie skręcać (nie ironizuję!). Jestem pewna, że gdyby nie fakt, że rodzice rzeczywiście wielokrotnie nie przestrzegają – mówiąc najogólniej – pewnych szkolnych ustaleń, tabliczki w ogóle by nie było. A napisanie tej prośby w sposób łagodniejszy otworzyłoby niektórym furtkę do próby obejścia tego zakazu… bo skoro prosimy, to prośby można nie spełnić, skoro komunikujemy – to OK., usłyszałam komunikat, i? Wyraz zakaz jest chyba jasny, nie pozwala na dyskusję z podanym komunikatem. Mam ja, odbiorca, po prostu się dostosować”.

Przeciwników oburzyły zaś i sam zakaz, i forma komunikatu. Arkadiusz Gębicz: „Ja uważam, że napis jest chamski i nie powinien zaistnieć w przestrzeni publicznej”. Hanna Krawsz: „Dla mnie taki zakaz jest bez sensu i rodzi podejrzenia, że na terenie szkoły być może dzieje się coś nie tak, że dyrekcja chce przed rodzicami ukryć jakieś nieprawidłowości (…) To szkoła jest dla dzieci, a nie dzieci dla szkoły i rodzic powinien mieć prawo wejść wszędzie i sprawdzić, jak to wygląda od środka, od czasu do czasu przejść się z dzieckiem do klasy, do stołówki… Szkoła to nie ośrodek karny o zaostrzonym rygorze lub więzienie, gdzie można tylko wejść lub wyjść w asyście strażnika”.

Znany pruszkowski historyk Marian Skwara napisał nawet: „Tutaj zwraca uwagę sam styl, typowe VERBOTEN, żadne proszę, lecz: rodzice, znajcie swoje miejsce! Potwierdza to opinię o represyjnym modelu polskiej szkoły. Nie rozwój osobowości, ale tresura”.

Prawda jest taka, że zakazy podobne do tego w SP 2 od dawna funkcjonują w innych pruszkowskich szkołach, na przykład w „czwórce”, „jedynce” czy „dziewiątce” – na co zwracali uwagę sami dyskutanci. Zresztą w całej Polsce takie ograniczenia to powszechna praktyka, zwłaszcza w miastach – na wsiach, gdzie ludzie bardziej się znają, relacje między dyrektorami szkół a rodzicami uczniów są bliższe i w większym stopniu opierają się na wzajemnym zaufaniu.

Ministerstwo Edukacji Narodowej wielokrotnie pytane było o zgodność takich regulacji z polskim prawem. Rzeczniczka MEN w listopadzie 2019 roku, cytowana przez portal eDziecko, tłumaczyła: „Szczegółowe zasady dotyczące organizacji pracy szkoły należą do dyrektora danej szkoły i powinny znaleźć się w statucie. Dotyczy to także ewentualnych zapisów związanych z obecnością rodziców na terenie szkoły. O formie zapisów w statucie szkoły decyduje dyrektor szkoły. Statut szkoły określa między innymi organizację i formy współdziałania z rodzicami/opiekunami prawnymi w zakresie nauczania, wychowania i profilaktyki”.

Rzeczniczka jednoznacznie przyznaje, że prawo nie reguluje kwestii wchodzenia rodziców na teren szkoły, nie istnieje żaden przepis zakazujący im wstępu. Byłoby to rozwiązanie nielogiczne, bo rodzice są najważniejszym partnerem szkoły i stały kontakt z wychowawcami, nauczycielami oraz innymi pracownikami sprzyja budowaniu atmosfery współpracy i zaufania. Dodaje jednak zaraz: „Należy podkreślić, że do głównych zadań dyrektora szkoły należy zapewnianie uczniom i pracownikom szkoły bezpieczeństwa. Dyrektor zapewnia bezpieczne i higieniczne warunki pobytu w szkole i placówce, a także bezpieczne i higieniczne warunki uczestnictwa w zajęciach organizowanych przez szkołę i placówkę poza obiektami należącymi do tych jednostek. Warto podkreślić, że nieustanne, ciągłe przebywanie rodziców/opiekunów uczniów na terenie budynku szkolnego – wykluczając sytuacje, kiedy rodzic odbiera dziecko ze szkoły, bądź chce się spotkać z nauczycielami – może sprzyjać dezorganizacji pracy szkoły, jak również budzić sprzeciw innych rodziców”.

Rzeczniczka radzi: „Jeśli rozwiązania przyjęte przez dyrektora są zbyt restrykcyjne oraz budzą wątpliwości, można zainteresować sprawą radę rodziców, która zgodnie z przepisami ustawy może występować do dyrektora i innych organów szkoły, organu prowadzącego szkołę oraz organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach szkoły”.

Bardzo kategoryczny w ocenie ograniczeń dla rodziców był swego czasu Tomasz Elbanowski, członek zarządu Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. W dzienniku „Rzeczpospolita” tłumaczył: „Jeśli pracownicy szkoły ze względów organizacyjnych próbują pozbawić rodziców wpływu na to, co się dzieje z ich dziećmi, muszą mieć świadomość, że łamią prawo. Zgodnie z konstytucją i ustawą o systemie oświaty to rodzice są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci, a opieka szkoły ma charakter pomocniczy. System oświaty zapewnia w szczególności wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny. Tym samym obowiązek szkolny nie może być pojmowany jako ograniczenie praw rodziców z art. 48 ust. 1 konstytucji, ale jako ich potwierdzenie i instytucjonalne wsparcie”.

Czy racje rodziców i dyrekcji szkół da się jakoś pogodzić? – Mamy do czynienia z kontrowersyjnym tematem, ocieramy się o ograniczanie czyichś praw – przyznaje, poproszona o komentarz, wiceprezydent Pruszkowa Beata Czyżewska, której podlega oświata. – Dla każdego dyrektora szkoły priorytetem jest bezpieczeństwo uczniów. Podczas przerw na korytarzach dyżurują nauczyciele, ale w trakcie lekcji nie ma możliwości zaangażowania pracowników szkoły do pilnowania przestrzeni szkolnej, nie ma wtedy możliwości sprawowania skutecznego nadzoru, kto i w jakim celu kontaktuje się z uczniami. Ograniczenia nie są przejawem złej woli – podkreśla. –  Spotkałam się nawet z przypadkami, choć nie w samym Pruszkowie, że rodzice sami dopominali się o wprowadzenie wydzielonych dla nich stref.

Wiceprezydent przywołuje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie ze względów bezpieczeństwa budynki szkolne bywają całkowicie zamykane na czas lekcji dla osób z zewnątrz. Mówi też, że dyrektorzy pruszkowskich brali udział w specjalistycznych szkoleniach, na których omawiano możliwe do zastosowania procedury bezpieczeństwa w celu uchronienia uczniów przez ryzykownymi zachowaniami. – Jeśli ktoś czuje się w jakiś sposób urażony wprowadzeniem ograniczeń, jestem w stanie to zrozumieć. Spróbujmy jednak uświadomić sobie cel, jakiemu one służą – apeluje Beata Czyżewska.

Kilka lat temu w jednej z pruszkowskich podstawówek doszło do niebezpiecznego incydentu. Ojciec jednego z uczniów przyszedł podczas przerwy i próbował wymierzyć sprawiedliwość innemu, który zaczepiał jego syna. Interweniowała policja. Właśnie takim skrajnym zachowaniom mają przeciwdziałać zakazy wprowadzane w placówkach oświatowych.

Komentarz autora:

Moja córka chodzi do siódmej klasy. Przez te blisko siedem lat tylko dwukrotnie byłem zmuszony – poza dniami zebrań – do chodzenia po budynku szkoły. W obu szedłem do sekretariatu. Wpisywałem się wtedy do specjalnie wyłożonego zeszytu wejść. Dlatego nie widzę żadnego uzasadnienia dla systematycznego szwendania się rodziców po szkole. Kontakt z wychowawcą i nauczycielami mam przez Librusa. W trakcie zebrań, kilka razy w każdym semestrze, jest okazja spotkania się i porozmawiania z dowolnym nauczycielem. Z kolei rodzice na bieżąco utrzymują ze sobą kontakt, chociażby na zamkniętych klasowych forach na Facebooku, gdzie omawiają problemy i dyskutują, jak je rozwiązać. Dlatego ja – z uwagi na bezpieczeństwo uczniów – jestem zwolennikiem dyscyplinowania rodziców i ograniczania im wstępu na szkolne korytarze.

Zdumiewa mnie jedynie forma komunikacji. Wymalowane na czerwono w SP 2 słowo ZAKAZ na mnie również podziałałoby jak płachta na byka. Dyrekcja szkoły – mimo wszystko zakładam, że niechcący – niepotrzebnie stawia mur przed rodzicami, wali prosto w oczy, że są intruzami. Z ideą przyjaznej szkoły taki ton nie ma nic wspólnego.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Sławomir Bukowski

Rodowity pruszkowiak, dziennikarz prasowy, podróżnik. Pracował jako reporter miejski, redaktor, wydawca. Specjalizuje się w tematyce samorządowej. Interesuje się rozwiązaniami smart city, problematyką transportu i mobilności miejskiej. Prywatnie zwariowany podróżnik, jeździ tam gdzie dowiozą go tanie linie, uwielbia wędrówki z plecakiem od rana do nocy, lokalną kuchnię i wino.

PROFIL REDAKTORA