Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 2 w Pruszkowie w ostrych słowach zabrania rodzicom przebywania w budynku. Wiceprezydent Beata Czyżewska: – Jeśli ktoś czuje się taką decyzją urażony, jestem w stanie to zrozumieć. 

Wprowadzane przez szkoły wewnętrzne regulacje porządkowe wywołują gorące spory. Emocje kolejny raz odżyły w piątek, kiedy mieszkaniec Pruszkowa Arkadiusz Gębicz umieścił na fejsbukowym forum zdjęcie tabliczki na korytarzu w „dwójce”. Napis brzmi: „Zakaz przebywania rodziców w budynku szkolnym. Rodzice mogą przebywać tylko w strefie rodzica”. Słowa „zakaz” i „strefa rodzica” zaakcentowano ostrą czerwoną czcionką.

W dyskusji, jaka momentalnie się wywiązała, pruszkowianie tradycyjnie podzielili się na dwa obozy. Zwolennicy tłumaczyli, że regulacja ma sens, bo nie ma możliwości kontrolowania, kto i w jakim celu kręci się po korytarzach. Nauczycielka Katarzyna Beata Szwec napisała: „Pewnie włożę kij w mrowisko, ale cóż… dopowiem. Informacje, które zamieszczane są jako tego typu komunikaty, mają być krótkie i jasne. Dzięki temu, choć niewerbalne, zyskują jeszcze jedną cechę: zdecydowanie. Mówią Państwo o kulturze, ale który z wyrazów w tej informacji Państwa dotyka? Zakaz? A jeśli przy drodze widzą Państwo znak z przekreśloną strzałką w lewo, to czy nie jest to przypadkiem zakaz skrętu w lewo? Bo przecież nie: uprzejmie prosimy, by zechcieli Państwo jednak w lewo tutaj nie skręcać (nie ironizuję!). Jestem pewna, że gdyby nie fakt, że rodzice rzeczywiście wielokrotnie nie przestrzegają – mówiąc najogólniej – pewnych szkolnych ustaleń, tabliczki w ogóle by nie było. A napisanie tej prośby w sposób łagodniejszy otworzyłoby niektórym furtkę do próby obejścia tego zakazu… bo skoro prosimy, to prośby można nie spełnić, skoro komunikujemy – to OK., usłyszałam komunikat, i? Wyraz zakaz jest chyba jasny, nie pozwala na dyskusję z podanym komunikatem. Mam ja, odbiorca, po prostu się dostosować”.

Przeciwników oburzyły zaś i sam zakaz, i forma komunikatu. Arkadiusz Gębicz: „Ja uważam, że napis jest chamski i nie powinien zaistnieć w przestrzeni publicznej”. Hanna Krawsz: „Dla mnie taki zakaz jest bez sensu i rodzi podejrzenia, że na terenie szkoły być może dzieje się coś nie tak, że dyrekcja chce przed rodzicami ukryć jakieś nieprawidłowości (…) To szkoła jest dla dzieci, a nie dzieci dla szkoły i rodzic powinien mieć prawo wejść wszędzie i sprawdzić, jak to wygląda od środka, od czasu do czasu przejść się z dzieckiem do klasy, do stołówki… Szkoła to nie ośrodek karny o zaostrzonym rygorze lub więzienie, gdzie można tylko wejść lub wyjść w asyście strażnika”.

Znany pruszkowski historyk Marian Skwara napisał nawet: „Tutaj zwraca uwagę sam styl, typowe VERBOTEN, żadne proszę, lecz: rodzice, znajcie swoje miejsce! Potwierdza to opinię o represyjnym modelu polskiej szkoły. Nie rozwój osobowości, ale tresura”.

Prawda jest taka, że zakazy podobne do tego w SP 2 od dawna funkcjonują w innych pruszkowskich szkołach, na przykład w „czwórce”, „jedynce” czy „dziewiątce” – na co zwracali uwagę sami dyskutanci. Zresztą w całej Polsce takie ograniczenia to powszechna praktyka, zwłaszcza w miastach – na wsiach, gdzie ludzie bardziej się znają, relacje między dyrektorami szkół a rodzicami uczniów są bliższe i w większym stopniu opierają się na wzajemnym zaufaniu.

Ministerstwo Edukacji Narodowej wielokrotnie pytane było o zgodność takich regulacji z polskim prawem. Rzeczniczka MEN w listopadzie 2019 roku, cytowana przez portal eDziecko, tłumaczyła: „Szczegółowe zasady dotyczące organizacji pracy szkoły należą do dyrektora danej szkoły i powinny znaleźć się w statucie. Dotyczy to także ewentualnych zapisów związanych z obecnością rodziców na terenie szkoły. O formie zapisów w statucie szkoły decyduje dyrektor szkoły. Statut szkoły określa między innymi organizację i formy współdziałania z rodzicami/opiekunami prawnymi w zakresie nauczania, wychowania i profilaktyki”.

Rzeczniczka jednoznacznie przyznaje, że prawo nie reguluje kwestii wchodzenia rodziców na teren szkoły, nie istnieje żaden przepis zakazujący im wstępu. Byłoby to rozwiązanie nielogiczne, bo rodzice są najważniejszym partnerem szkoły i stały kontakt z wychowawcami, nauczycielami oraz innymi pracownikami sprzyja budowaniu atmosfery współpracy i zaufania. Dodaje jednak zaraz: „Należy podkreślić, że do głównych zadań dyrektora szkoły należy zapewnianie uczniom i pracownikom szkoły bezpieczeństwa. Dyrektor zapewnia bezpieczne i higieniczne warunki pobytu w szkole i placówce, a także bezpieczne i higieniczne warunki uczestnictwa w zajęciach organizowanych przez szkołę i placówkę poza obiektami należącymi do tych jednostek. Warto podkreślić, że nieustanne, ciągłe przebywanie rodziców/opiekunów uczniów na terenie budynku szkolnego – wykluczając sytuacje, kiedy rodzic odbiera dziecko ze szkoły, bądź chce się spotkać z nauczycielami – może sprzyjać dezorganizacji pracy szkoły, jak również budzić sprzeciw innych rodziców”.

Rzeczniczka radzi: „Jeśli rozwiązania przyjęte przez dyrektora są zbyt restrykcyjne oraz budzą wątpliwości, można zainteresować sprawą radę rodziców, która zgodnie z przepisami ustawy może występować do dyrektora i innych organów szkoły, organu prowadzącego szkołę oraz organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach szkoły”.

Bardzo kategoryczny w ocenie ograniczeń dla rodziców był swego czasu Tomasz Elbanowski, członek zarządu Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. W dzienniku „Rzeczpospolita” tłumaczył: „Jeśli pracownicy szkoły ze względów organizacyjnych próbują pozbawić rodziców wpływu na to, co się dzieje z ich dziećmi, muszą mieć świadomość, że łamią prawo. Zgodnie z konstytucją i ustawą o systemie oświaty to rodzice są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci, a opieka szkoły ma charakter pomocniczy. System oświaty zapewnia w szczególności wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny. Tym samym obowiązek szkolny nie może być pojmowany jako ograniczenie praw rodziców z art. 48 ust. 1 konstytucji, ale jako ich potwierdzenie i instytucjonalne wsparcie”.

Czy racje rodziców i dyrekcji szkół da się jakoś pogodzić? – Mamy do czynienia z kontrowersyjnym tematem, ocieramy się o ograniczanie czyichś praw – przyznaje, poproszona o komentarz, wiceprezydent Pruszkowa Beata Czyżewska, której podlega oświata. – Dla każdego dyrektora szkoły priorytetem jest bezpieczeństwo uczniów. Podczas przerw na korytarzach dyżurują nauczyciele, ale w trakcie lekcji nie ma możliwości zaangażowania pracowników szkoły do pilnowania przestrzeni szkolnej, nie ma wtedy możliwości sprawowania skutecznego nadzoru, kto i w jakim celu kontaktuje się z uczniami. Ograniczenia nie są przejawem złej woli – podkreśla. –  Spotkałam się nawet z przypadkami, choć nie w samym Pruszkowie, że rodzice sami dopominali się o wprowadzenie wydzielonych dla nich stref.

Wiceprezydent przywołuje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie ze względów bezpieczeństwa budynki szkolne bywają całkowicie zamykane na czas lekcji dla osób z zewnątrz. Mówi też, że dyrektorzy pruszkowskich brali udział w specjalistycznych szkoleniach, na których omawiano możliwe do zastosowania procedury bezpieczeństwa w celu uchronienia uczniów przez ryzykownymi zachowaniami. – Jeśli ktoś czuje się w jakiś sposób urażony wprowadzeniem ograniczeń, jestem w stanie to zrozumieć. Spróbujmy jednak uświadomić sobie cel, jakiemu one służą – apeluje Beata Czyżewska.

Kilka lat temu w jednej z pruszkowskich podstawówek doszło do niebezpiecznego incydentu. Ojciec jednego z uczniów przyszedł podczas przerwy i próbował wymierzyć sprawiedliwość innemu, który zaczepiał jego syna. Interweniowała policja. Właśnie takim skrajnym zachowaniom mają przeciwdziałać zakazy wprowadzane w placówkach oświatowych.

Komentarz autora:

Moja córka chodzi do siódmej klasy. Przez te blisko siedem lat tylko dwukrotnie byłem zmuszony – poza dniami zebrań – do chodzenia po budynku szkoły. W obu szedłem do sekretariatu. Wpisywałem się wtedy do specjalnie wyłożonego zeszytu wejść. Dlatego nie widzę żadnego uzasadnienia dla systematycznego szwendania się rodziców po szkole. Kontakt z wychowawcą i nauczycielami mam przez Librusa. W trakcie zebrań, kilka razy w każdym semestrze, jest okazja spotkania się i porozmawiania z dowolnym nauczycielem. Z kolei rodzice na bieżąco utrzymują ze sobą kontakt, chociażby na zamkniętych klasowych forach na Facebooku, gdzie omawiają problemy i dyskutują, jak je rozwiązać. Dlatego ja – z uwagi na bezpieczeństwo uczniów – jestem zwolennikiem dyscyplinowania rodziców i ograniczania im wstępu na szkolne korytarze.

Zdumiewa mnie jedynie forma komunikacji. Wymalowane na czerwono w SP 2 słowo ZAKAZ na mnie również podziałałoby jak płachta na byka. Dyrekcja szkoły – mimo wszystko zakładam, że niechcący – niepotrzebnie stawia mur przed rodzicami, wali prosto w oczy, że są intruzami. Z ideą przyjaznej szkoły taki ton nie ma nic wspólnego.