Nowa ekipa w urzędzie miasta kroczy od sukcesu doporażki. Właśnie zmierza do przerębla – jak wpadnie, może trochę ochłonie.

W tym roku w Pruszkowie lodowiska nie będzie! Będzie plastikowisko – na dachu Nowej Stacji. Oczywiście, da się po tym jeździć, na specjalnych łyżwach. Tylko co to będzie za jazda?

Na temat lodowisk z nawierzchnią ze specjalnegotworzywa zdania są podzielone. Ja z rodziną miałem okazję takie przetestować zetrzy czy cztery lata temu w Podkowie Leśnej. Pojechaliśmy wiedzeni ciekawością.Nieduże, estetyczne, bezpłatne, z muzyką. Tylko ten ślizg, a raczej jegobrak… Jeździło się tępo, twardo, wymagało to więcej siły, nie było finezji. Wdodatku nawierzchnia, a byliśmy pod koniec ferii, była już zużyta. W kilkumiejscach odstawała, trzeba było uważać, żeby nie fiknąć zaczepiwszy łyżwą owybrzuszony plastik. Zaliczenie gleby, owszem, było mniej bolesne niż nalodzie, jednak wróciliśmy do domu nieco zawiedzeni i stwierdziliśmy: to nie to.

Możliwe że od tamtej pory technika poszła naprzód, aplastikowe lodowiska są lepsze, trwalsze, lepiej udają te prawdziwe. Tylko poco nam coś, co jest podróbką?

Przez pruszkowskie social media przetoczyła się żywadyskusja. Argumentów, że pomysł jest fatalny, padło wiele. Po co zrywać ztradycją (przez lata lodowisko – prawdziwe – urządzano przy Szkole Podstawowejnr 2 na osiedlu Staszica), po plastiku jeździ się kiepsko, a tak w ogóledlaczego miasto zamierza napędzać klientów prywatnemu centrum handlowemu? Padłnawet tak absurdalny, że matki będą się bały puszczać dzieci same do NowejStacji (ja nie słyszałem, żeby tam napadali czy rabowali, przeciwnie, wedługmnie Stacja to dziś drugie – po komendzie policji przy Kraszewskiego – najbezpieczniejszemiejsce w Pruszkowie). Ale do mnie przemawia jeden argument: po co kończyć zczymś, co do tej pory cieszyło się popularnością?

Urząd miasta kierowany przez Pawła Makucha podjął wtym roku kilka ryzykownych decyzji związanych z ofertą czasu wolnego dlamieszkańców. Niektóre się opłaciły, kilka moim zdaniem okazało się wtopą. Dotych pierwszym zaliczyłbym zastąpienie czerwcowych „Pruszkowskich wianków”dynamicznym i energetycznym Holi Festiwalem, czyli Świętem Kolorów. Corocznezaproszenia na szukanie kwiatu paproci w parku Potulickich przyprawiały mniejuż o nudności. Tym razem wreszcie było wesoło, muzycznie, kolorowo, adzieciaki (i nie tylko) miały mnóstwo frajdy.

Genialnym pomysłem było zorganizowanie kinowychporanków dla dzieci w Centrum Dziedzictwa Kulturowego. Wejściówki rozchodzą sięna pniu, a CDK wreszcie otworzył się na statystycznych mieszkańców, którzy mogąskorzystać z jego oferty nie wydając jednorazowo kilkuset złotych. Przy okazjimożna się przekonać, że czarne monstrum od środka prezentuje się znacznielepiej niż oglądane od Alej Jerozolimskich. Aż się prosi, żeby od nowego rokutakie poranki odbywały się dwa, a nie tylko raz w miesiącu.

A wtopy? Mimo entuzjastycznych komunikatówgenerowanych przez urząd miasta tegoroczne Pruszkowskie Kino Letnie chyba nieprzyciągnęło tłumów. Skrytykowana na forach internetowych oferta w postacipolskich komedii, obejrzanych już dziesiątki razy przez każdego miłośnikafilmu, nie była wabikiem zachęcającym do wyjścia z domu. Ja w Kinie Letnim byłemraz. Przyszedłem mniej więcej pośrodku seansu „Lejdis”. Ciepły letni wieczór,ładna pogoda, a połowa leżaków… pusta. Na tych zajętych dwie trzecie widzówwgapionych w komórki, zamiast w akcję rozgrywającą się na ekranie. Ewidentniecoś poszło nie tak.

Taką wtopą – obym się pomylił, nie życzę mojemu miastuźle – może okazać się plastikowe lodowisko na dachu Nowej Stacji. Normalnyczłowiek nie lubi erzaców. Mając do wyboru szusowanie na nartach na GórceSzczęśliwickiej i w Alpach wybierze Alpy. Mogąc zjeść odmrażane pierogi zdyskontu i ręcznie robione z pierogarni zdecyduje się na te drugie. Mającprawdziwe lodowisko z lodem, nawet w sąsiedniej miejscowości, albo plastikowe –gdzie pojedzie? Mógłbym kupić sobie bieżnię do domu – efekt ten sam co długispacer po lesie, można spalić tyle samo, a nawet więcej kalorii. Sorry, jednaknie kupię. Wybieram las.

Szukanie zamienników na siłę mnie nie przekonuje.Jadam kotleta schabowego zamiast sojowego. Do niedzielnego obiadu pijamczerwone wino, a nie napój porzeczkowy. Nowy Rok chciałbym przywitać pokazemfajerwerków i szampanem, a nie… (wkrótce się okaże, co urząd miastawymyślił). A jeśli łyżwy, to tylko na lodzie.