Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Stawy w Parku Potulickich przypominają zielony ściek. Wiceprezydent Kossakowska: To zjawisko naturalne

Sławomir BUKOWSKI
Zimą w parku urząd miasta przeprowadził prace, które miały zwiększyć przepływ wody i ograniczyć zjawisko zakwitania glonów. Tymczasem tego lata stawy przykrył chyba rekordowy zielony kożuch. Odpowiedzialna za ochronę środowiska wiceprezydent Dorota Kossakowska nie ma w tej sprawie ani sobie, ani urzędnikom, nic do zarzucenia.
Stawy W Parku Potulickich
Ilustracja: Stawy W Parku Potulickich

Alarm w sprawie Parku Potulickich znów podnieśli mieszkańcy. W sobotę na jednym z forów dyskusyjnych pani Wiktoria opublikowała zdjęcia stawów pokrytych grubym zielonym kożuchem i napisała: „Od dłuższego czasu jako mieszkańcy Pruszkowa mogą Państwo zauważyć pogarszający się stan naszego pięknego Parku Potulickich. Szczególny niepokój budzi śmierć coraz większej liczby zwierząt. Woda jest zaniedbana, powierzchnię pokrywają warstwy glonów, osadów i zanieczyszczeń, które świadczą o pogarszającej się kondycji całego ekosystemu. Tak odrażający obraz miejsca, które powinno być wizytówką Pruszkowa, powinien budzić sprzeciw mieszkańców i miłośników przyrody”.

Mieszkanka słusznie zdiagnozowała, że nadmierny zakwit prowadzi do ograniczenia ilości tlenu w wodzie, co stanowi poważne zagrożenie dla ryb oraz innych organizmów. Cierpi cały ekosystem, również ptaki, które znajdują tu pożywienie i miejsca lęgowe. „Taki stan rzeczy nie powinien mieć miejsca w parku o tak wyjątkowych walorach przyrodniczych. Dlatego apeluję do Prezydenta Miasta Pruszkowa Piotra Bąka o pilną reakcję. Oczekuję podjęcia działań mających na celu oczyszczenie zbiorników wodnych, uporządkowanie terenu oraz wdrożenie skutecznych rozwiązań, które przywrócą właściwy stan środowiska. Park Potulickich zasługuje na należytą opiekę, a jego bogata natura wymaga zdecydowanych działań” – komentowała.

Glony Na Stawach (3)

Dzień po publikacji postu redakcja zpruszkowa.pl wybrała się na miejsce. Stan stawów okazał się gorszy od tego, którego się spodziewaliśmy. W miarę dobrze prezentował się jedynie ten największy, z wyspą, po którym pływają kajaki i rowery wodne. Pozostałe w znacznej części przykrywał zielony kożuch przypominający szlam – tak gruby, że kaczki spacerowały po nim jak po alejkach. Ale nie tylko stawy prezentowały żałosny widok. Pokrytym zielonym kożuchem okazał się też doprowadzalnik pomiędzy torami WKD a parkiem (ten fragment oglądaliśmy).

Glony Na Stawach (1)

Na zdjęciu: doprowadzalnik tuż przed pierwszym stawem

Czy przyczyną jest niski stan Utraty? Tę tezę można odrzucić. Utrata płynie wartko, zasilana wodami opadowymi – w ostatnich tygodniach deszcze były na tyle znaczące, że rzece wyschnięcie nie groziło.

Szukając odpowiedzi trzeba wskazać istotny kontekst problemu. Zimą odbyła się przebudowa urządzeń odpowiadających za doprowadzanie, zatrzymywanie i odprowadzanie wody ze stawów. Inwestycję zleciło miasto, a jej bezpośrednim celem było odzyskanie możliwości skutecznego regulowania poziomu wody w całym parkowym układzie hydrologicznym. Według urzędu miasta sprawne urządzenia miały ograniczyć ryzyko wysychania stawów podczas letnich susz oraz poprawić przepływ i wymianę wody między poszczególnymi zbiornikami.

Wykonanie robót wymagało czasowego zatrzymania przepływu oraz obniżenia poziomu wody w części doprowadzalnika, aby możliwe było usunięcie i wywiezienie namułu zalegającego w doprowadzalniku. Jak tłumaczył Urząd Miasta Pruszkowa, nagromadzone osady ograniczały przekrój kanału i utrudniały swobodny przepływ wody. Ich usunięcie miało więc zwiększyć ilość wody docierającej do stawów i usprawnić działanie całego systemu.

Zimowe Prace

Przebieg prac, prowadzonych podczas dużych mrozów, wzbudził obawy części mieszkańców. Alarmowali o ryzyku przyduchy, która może wybić nie tylko ryby, ale i bezkręgowce zimujące na dnie stawów. Aby temu zapobiec Polski Związek Wędkarski wykonał nawierty, a wykonawca prac przepompowywał wodę na taflę lodu, aby przez powstałe otwory spływała pod spód i poprawiała natlenienie zbiorników.

Czy zimowe roboty mogły mieć wpływ na to, co właśnie stało się stawami? O komentarz poprosiliśmy radnego Bartosza Brzezińskiego, znanego z zaangażowania na rzecz ochrony przyrody i Parku Potulickich.

Radny potwierdza, że problemów nie należy upatrywać w poziomie Utraty. – Były gorące dni, ale bez przesady – to nie jest tak, że przez miesiąc utrzymywały się upały i cała woda po prostu odparowała. Poza tym takie tłumaczenie nie ma sensu. Wielokrotnie wyjaśniałem, że Utrata nie wysycha i zawsze stanowi źródło zasilania. Jeżeli spiętrzy się wodę na jazie, rzeka będzie płynęła wolniej, ale nadal będzie płynęła. Utrata jest zasilana przez swoje źródła i przestałaby płynąć chyba tylko w przypadku absolutnego kataklizmu – mówi.

Jego zdaniem możliwa jest teoria, zgodnie z którą obecna sytuacja jest bezpośrednią konsekwencją przeprowadzonego remontu. – Nie chodzi przy tym o sam projekt. Zakładając, że przebudowa przepustozastawek i pogłębienie kanałów zostały właściwie zaplanowane, problemem mogło być wykonanie tych prac. Zwracałem uwagę, że sposób realizacji inwestycji był niewłaściwy. Ze stawów spuszczono znaczną część wody, a później przyszła zima, która dodatkowo pogorszyła sytuację. Jest duże prawdopodobieństwo, że w wyniku obniżenia poziomu wody i niewystarczającego zabezpieczenia zbiorników doszło do zniszczenia znacznej części organizmów odpowiadających za równowagę biologiczną stawów – mówi Brzeziński. – Mogły wyginąć drobne organizmy, bezkręgowce i inne elementy ekosystemu, które ograniczały rozwój glonów. Pozostały natomiast organizmy najbardziej odporne i ekspansywne, które w sprzyjających warunkach zaczęły się masowo rozmnażać. Nikt ich już nie zjada ani w naturalny sposób nie ogranicza. Możliwe jest również, że została zaburzona równowaga związków azotowych. Każdy akwarysta wie, że jeżeli w wodzie jest zbyt dużo substancji odżywczych i jednocześnie dociera do niej dużo światła, szybko pojawiają się glony. Prawdopodobnie właśnie taki ciąg przyczynowo-skutkowy wystąpił w parkowych stawach – tłumaczy.

Co na to władze Pruszkowa? Postanowiliśmy zapytać, dlaczego efekt przeprowadzonych zimą prac okazał się odwrotny do tego, którego oczekiwali mieszkańcy. Dlaczego stawy pokryła warstwa glonów w ilości chyba w Parku Potulickich dotąd nie widzianej? Czy przyczyną mogły być błędy w projekcie, niewłaściwy nadzór nad pracami ze strony Wydziału Ochrony Środowiska, a może jakieś inne czynniki? Kto poniesie za to odpowiedzialność? Jakie działania podejmie Urząd Miasta Pruszkowa, aby rozwiązać problem i aby zapobiec mu w kolejnych miesiącach?

Z takimi pytaniami zwróciliśmy się do Doroty Kossakowskiej, wiceprezydent Pruszkowa, której podlegają sprawy z dziedziny ochrony środowiska. W związku z zarzutami kierowanymi pod adresem naszej redakcji ze strony władz miasta, że publikujemy artykuły zanim jeszcze urząd przyśle nam odpowiedzi, tym razem wyjątkowo postanowiliśmy publikację opóźnić (powinna była ukazać się już w poniedziałek 20 lipca; w sprawach wymagających pilnej interwencji na odpowiedzi urzędu nie czekamy, gdyż rzecznik przysyła je nam po kilku, a w niektórych przypadkach dopiero po kilkunastu dniach). Oto odpowiedź wiceprezydent Kossakowskiej – publikujemy ją w całości:

„W nawiązaniu do Pana wystąpienia dotyczącego zaniedbania stawów na terenie Parku Potulickich informuję, że zakwit glonów w wysokich temperaturach i przy dużym nasłonecznieniu jest zjawiskiem naturalnym. Procesowi temu sprzyja przede wszystkim występowanie w wodzie znacznych ilości substancji odżywczych, które pochodzą ze stosowanych zanęt wędkarskich. Prace remontowe przepustozastawek w zespole wodnym Parku Potulickich zostały wykonane właściwie, a układ wodny działa prawidłowo. Jednocześnie informuję, że jaz znajduje się na odpowiednim poziomie piętrzenia, a nadzór jest sprawowany na bieżąco zgodnie z występującymi potrzebami”.

Do Doroty Kossakowskiej wysłaliśmy kolejnego e-maila. Poinformowaliśmy, że nie uzyskaliśmy od niej odpowiedzi na przesłane wcześniej pytania. Przecież w poprzednich latach mieszkańcy o zakwitach glonów w takiej skali w stawach w Parku Potulickich oraz doprowadzalniku nie alarmowali – alarmują zaś teraz, po zrealizowaniu przez Urząd Miasta Pruszkowa prac na doprowadzalniku i przy urządzeniach hydrologicznych. Zapytaliśmy panią wiceprezydent wprost:
1. Jaki był sens tych prac, skoro jakość wody pogorszyła się? To przecież może oznaczać niegospodarność w wydatkowaniu środków publicznych. Cel inwestycji nie został osiągnięty.
2. Jakie działania podejmie teraz Urząd Miasta Pruszkowa, aby doprowadzić do oczyszczenia stawów i zapobiec zakwitom glonów w przyszłości?

Do momentu publikacji tego artykułu odpowiedzi na powyższe pytania od wiceprezydent Kossakowskiej nie otrzymaliśmy.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

Dorota Kossakowska Z Nagrodą Ekologiczną Ekologia i Środowisko

Dorota Kossakowska odebrała nagrodę za rozwój terenów zielonych w latach 2022–2026. Tyle że to były lata ogromnego niszczenia przyrody w Pruszkowie

Sławomir BUKOWSKI

Likwidacja szpaleru lip przy Alei Wojska Polskiego, likwidacja parku Bersohna pod łącznik, ogromne wycinki na Żbikowie, a także pod pretekstem rewitalizacji doliny Utraty i zastępowanie naturalnej roślinności wierzbą. Nie przeszkodziło to władzom Pruszkowa zgłosić się do nagrody, a wiceprezydent Kossakowskiej – jej odebrać.

REDAKCJA POLECA
Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana w Pruszkowie Edukacja i Oświata

Wyluzowany wuefista czy przekroczenie granic? Skargi na nauczyciela w "Zanie" wpływały przez cały rok, ale rzecznik dyscyplinarny ich nie zobaczył

Konstanty CHODKOWSKI

Przez cały rok szkolny 2025/2026 do dyrekcji Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie wpływały skargi na zachowanie nauczyciela wychowania fizycznego wobec uczennic: od niestosownych komentarzy, przez wizyty w żeńskiej przebieralni, po zamknięcie trzech uczennic w szkolnym magazynku. Dyrekcja ani razu nie zawiadomiła rzecznika dyscyplinarnego, choć wymaga tego Karta Nauczyciela. Rodzice załamują ręce z bezradności, nauczyciele mówią o zamiataniu sprawy pod dywan.