Co łączy członków SamorządowegoPorozumienia Pruszkowa? Czy za rok kolejny raz nie udzielą prezydentowiPruszkowa wotum zaufania, co stworzy możliwość rozpisania referendum w sprawiejego odwołania? Pytamy radnego Olgierda Lewana, chyba najbardziej znanegomieszkańca Malich.

Jest pan pruszkowiakiem odurodzenia?

Nie.Urodziłem się w Warszawie, więc można powiedzieć, że jestem elementemnapływowym. Ale ponieważ napłynąłem tujuż 20 lat temu, twierdzę że Pruszków, a szczególnie Malichy – to moje miejscena ziemi!

Dlaczegowybrał pan akurat Pruszków?

ZMalichami miałem kontakt od dziecka, tu od lat 50. mieszkał mój wuj. Bardzoczęsto do niego przyjeżdżaliśmy. Malichy to było wtedy kilkanaście zabudowań.Pamiętam, jak do Utraty szło się przez ugory, stały zabudowania ze stodółkami.Wuj zmarł bezdzietnie, zostawił dom, który w ramach schedy rodzinnej przeszedłna mnie. W Warszawie mieszkałem przy ulicy Lwowskiej, w secesyjnej kamienicysprzed pierwszej wojny światowej. Jedyna zieleń, jaką tam widziałem, to byłczubek topoli wyrastającej z wewnętrznego dziedzińca. Dom w Malichach byłspełnieniem moich marzeń.

Tonie była degradacja? Znam rodowitych warszawiaków, którym przez myśl nieprzeszłaby wyprowadzka na prowincję, a takim mianem określają Pruszków.

Dziwięsię takim ludziom. Od małego chciałem mieć kawałek własnej zieleni, żeby z domuwychodzić do ogródka, a nie na klatkę schodową i betonowe podwórko. Dziś wPruszkowie mieszkam, w Pruszkowie pracuję, w Pruszkowie działam społecznie i odwielu lat żyję życiem tego miasta. Nie sądzę, żeby to, czy się jest rodowitymczy nierodowitym pruszkowiakiem, miało większe znaczenie. Znam wielu„rodowitych”, którzy czynią z tego swoją wielką cnotę, a jedyne co potrafią tonarzekać na miasto.

Większość pruszkowiaków zna Malichytylko z okien WKD. A gdyby tak wysiedli z kolejki, czym osiedle by ichzaskoczyło?

Na pierwszy rzut oka niczymspecjalnym. Ot, typowa podmiejska, ogrodowa zabudowa jednorodzinna. Spokój isporo zieleni, życie prawie jak na wsi. Ale są i plusy ujemne – wszędzie mamydaleko. Nie ma u nas szkoły, przychodni, kościoła, przedszkola miejskiego.Dopiero na granicy z Tworkami jest jedno przedszkole niepubliczne.

Dlatego moim zdaniem Malichy doPruszkowa nie pasują. Są zbyt willowe, zbyt spokojne, zbyt sielskie. Czy sątakie, bo władze Pruszkowa o nich zapomniały?

Nie zgodzę się z używaniemokreślenia „zbyt”. Są takie w sposób naturalny, to dalekie, peryferyjneprzedmieścia Pruszkowa. Historycznie rzeczywiście, w przekonaniu mieszkańców,Malichy były przez długi czas zaniedbywane, szczególnie pod względeminfrastruktury socjalnej. Z drugiej strony pozwoliło nam to odnaleźć zbiorowątożsamość. W 2010 roku założyliśmy stowarzyszenie mieszkańców, które skutecznieprzypomniało władzom o istnieniu dzielnicy i mam nadzieję, że do dzisiaj tęświadomość udaje nam się we władzach Pruszkowa utrzymywać. Malichy tospecyficzne osiedle. Ponad 80 proc. mieszkańców to ludzie napływowi. Znaleźlisię tu uciekając z Warszawy, albo przyjechali z kraju i szukając pracy wstolicy dostrzegli atrakcyjne miejsce do zamieszkania. Dojazd do pracy mająznakomity, kolejką WKD i Alejami Jerozolimskimi. To zazwyczaj ludzie, którzyjuż coś w życiu osiągnęli, dlatego ich świadomość społeczna i obywatelskaczęsto są wyższe od statystycznej średniej.

Coś takiego jak społeczność PodkowyLeśnej?

Tak. Przy okazji każdych wyborówrywalizujemy na frekwencję. Podkowa jest zawsze o punkt lepsza od nas, ale wnajbliższej okolicy to u nas frekwencja jest najwyższa. Tego poczucia wspólnotymieszkańcy innych dzielnic trochę nam zazdroszczą, wielu podpytuje, jak udałonam się to zrobić.

Jest w Malichach coś, co powinnostamtąd zniknąć, bo nie pasuje do osiedla?

O, tak! Zanim udało nam się doprowadzić do zmiany miejscowego planu zagospodarowania i uszczelnienia jego zapisów cwani deweloperzy zdążyli w kilku miejscach powstawiać jakieś koszmarki, które budynkami jednorodzinnymi są jedynie z zapisów w urzędowych papierach, a de facto pasują do osiedla jak skarpetki do sandałów. Chętnie byśmy się pozbyli paru budowli, na przykład „willi starościny” na rogu ulic Dolnej i Sadowej, nazwanej tak swego czasu przez mieszkańców „ku czci organu nadzoru” (pozwolenie na budowę zostało wydane, gdy starostą pruszkowskim była Elżbieta Smolińska – przyp. aut.). Bardzo nam zależy, żeby utrzymać ogrodowy charakter osiedla. Udało nam się przekonać poprzednie władze miasta, że Malichy mogą być zieloną wizytówką Pruszkowa. Mamy nadzieję, że nowe władze też będą tak na nas patrzyły.

Olgierd Lewan: “Jestem radnym niezależnym wybranym z listy SPP, a do startu z tej listy zmusiła mnie decyzja Sejmu o wycofaniu okręgów jednomandatowych i przywróceniu starej ordynacji wyborczej”

Jest pan radnym drugą kadencję. Wwyborach w 2014 roku wystartował pan z lokalnego komitetu założonego przezmieszkańców Malich. Dlaczego postanowił pan zostać radnym?

Byliśmy bardzo niezadowoleni, żeówcześni radni mieszkający w Malichach w niewystarczający sposób dbają o naszeinteresy. Tak naprawdę żaden się osiedlem nie interesował. Skoro nie mogliśmydoczekać się ich działania, postanowiliśmy wziąć sprawy we własne ręce. Wybórpadł na mnie, jako inicjatora i lidera stowarzyszenia mieszkańców.

I co dzięki panu Malichy zyskały?

Nie dzięki mnie, co najwyżej przymojej mojej pomocy. Nie chcę przypisywać sobie żadnych zasług, bo to, żeMalichy zyskały „swojego” radnego, to wybór i zasługa mieszkańców, a dla mnieoczywiste zobowiązanie, że nie mogę zawieść ich zaufania. Przede wszystkimudało nam się zbudować świadomość władz miejskich, że mieszkańcy peryferyjnychdzielnic mają swoje problemy i tych problemów nie można nie zauważać. Zpewnością sukcesem jest autobus miejski. Niezbędny, żeby dzieci mogły dotrzeć doszkoły, która znajduje się w Tworkach po drugiej stronie Alej Jerozolimskich.Gdy go nie było, część mieszkańców zapisywała dzieci do szkoły w gminieMichałowice. Do osiedla przy ulicy Czarnieckiego, które znajduje się już naterenie Reguł, przyjeżdża gimbus i dzieci z Malich korzystały z niego. Z koleiseniorzy dzięki linii autobusowej nr 5 mogą dziś szybko i bezpiecznie dotrzećdo kościoła. W poprzednich latach aż przykro było patrzeć, jak wędrowali naniedzielną mszę do parafii św. Edwarda, szczególnie zimą, w błocie i śniegu.Mogą też dostać się do lekarzy w centrum Pruszkowa. Od wielu lat walczymy, żebyna terenie szpitala tworkowskiego powstała przychodnia dla jego pracownikóworaz dla mieszkańców Malich i Tworek, ale konkretów wciąż nie ma.

W zeszłym roku wystartował pan już zlisty Samorządowego Porozumienia Pruszkowa. Skąd ta zmiana?

Jestem radnym niezależnym wybranym zlisty SPP, a do startu z tej listy zmusiła mnie decyzja Sejmu o wycofaniuokręgów jednomandatowych i przywróceniu starej ordynacji wyborczej, którapreferuje duże ugrupowania. Lokalny komitet mieszkańców Malich tym razem niemiałby szans, żeby przekroczyć pięcioprocentowy próg wymagany w ordynacji.

Powiedziałpan: radny niezależny.

Nigdy nie należałem bezpośrednio doSPP. Jestem natomiast członkiem tego klubu radnych, jako ludzi mających podobnepodejście do działalności samorządowej.

Dlaczego wybrał pan SPP, a nie naprzykład Koalicję Obywatelską?

My w Malichach działamy ponadpodziałami. W stowarzyszeniu mieszkańców są zwolennicy prawej i lewej stronysceny politycznej, ale o polityce w ogóle nie rozmawiamy i to nasz klucz dosukcesu w sprawach społecznych. Spoiwem, które nas wiąże ponad podziałami, jestchęć działania dla lokalnego wspólnego dobra. Nie mogłem przykleić się do jakiejkolwiekpartii. W poprzedniej kadencji jako radnemu niezależnemu z SPP współpracowałomi się dobrze i bez specjalnych zadrażnień, dlatego teraz przyjąłem propozycjęstartu. Do tego ugrupowania było mi z powodu mojej społecznej działalnościnajbliżej.

JakSPP przyjęło zmianę na stanowisku prezydenta Pruszkowa?

Jak taka wola nieba, to z nią sięzgodzić trzeba. Nie wiem, czy jestem osobą kompetentną do przedstawiania opiniiSPP, ale ponieważ stowarzyszenie popierało innego kandydata, myślę że wynikwyborów był dla SPP rozczarowaniem. Niemniej jednak początkowo dominowałanadzieja na dobrą współpracę z nowym prezydentem, który w kampanii podkreślałniezależność od polityki i układów. Proszę zauważyć, że mając do wyboru całyzestaw kandydatów z różnych opcji politycznych mieszkańcy Pruszkowa,opowiadając się za wymianą pokoleniową, zdecydowanie wskazali jedynego – opróczJana Starzyńskiego – kandydata apolitycznego. I to był dla SPP bardzo dobry prognostyk, prawie taki sam jaksilny mandat zaufania wyrażony dla SPP w wyborach do rady miasta. Jednakdecyzje personalne podjęte przez nowego prezydenta szybko zweryfikowałypoczątkowe nadzieje na dobrą współpracę. Oczywiście zmian nie należy się bać,ważne tylko, żeby to były zmiany na lepsze. A czy ta taka jest? Zobaczymy…Dajmy prezydentowi czas na działanie, a sobie na odpowiedzialne oceny.

Chodzi o powołanie na zastępcępolityka Prawa i Sprawiedliwości?

Funkcja prezydenta pochodzi z wyborumieszkańców, ale jego zastępcy są z mianowania. Prezydent niekoniecznie musibyć od razu ekspertem we wszystkich dziedzinach zarządzania samorządowego,dlatego może dobrać sobie do pomocy doświadczonych specjalistów. Takichprzykładów nie trzeba daleko szukać, wystarczy wskazać Brwinów, czyMichałowice. Ale nasz prezydent poszedł w zupełnie innym kierunku – sięgnął poświeżo wybranych radnych motywując to decyzją wyborczą mieszkańców. Aleprzecież ludzie wybrali ich na radnych, a nie na zastępców prezydenta. Tozupełnie co innego – inne zadania i oczekiwania wobec kompetencji. Dodatkowo,zamiast starać się utrzymać równowagę pomiędzy głównymi opcjami politycznymi,mianując zastępcą członka jednej z nich zrezygnował z deklarowanej wcześniejapolityczności. Tym posunięciem zyskał przeciwników jednocześnie na dwóchfrontach – zarówno wśród sympatyków pozostałych opcji politycznych, jak i wśródwyznawców idei samorządu apolitycznego. A to, jeśli posłużymy się wprostwynikami ostatnich wyborów, prowadzi do wniosku, że już na samym początkuurzędowania nowy prezydent zraził do siebie znaczną większość pruszkowskichwyborców. Sądzę, że właśnie dlatego obecna ocena tej sytuacji przez SPP niejest entuzjastyczna.

Czy to prawda, że podczas rozmówkoalicyjnych, zaraz po wyborach, SPP proponowało jako wiceprezydentaprzewodniczącego klubu KO Piotra Bąka?

Wiem, że takie informacje byłyrozpowszechniane, ale są całkowicie nieprawdziwe. My postawiliśmy dwa warunki.Pierwszy, to niedopuszczenie jakiejkolwiek opcji politycznej na szczebel władzywykonawczej w Pruszkowie. Dotyczyło to także Koalicji Obywatelskiej. Drugimbyła kandydatura Michała Landowskiego na stanowisko wiceprezydenta. O ilepierwszy warunek prezydent wydawał się akceptować, co jak czas pokazał byłozasłoną dymną, o tyle na drugi zareagował zdecydowanie negatywnie. Zgodziliśmysię więc nie forsować tej kandydatury, jednak nie ustąpiliśmy i do dziśpodtrzymujemy sprzeciw wobec upolitycznienia zarządu miasta.

Podczasgłosowania za wotum zaufania dla Pawła Makucha pan się wstrzymał. Dlaczego?

W tym głosowaniu mieliśmy jako radniocenić działanie prezydenta w 2018 roku. Dotyczyło więc ono zaledwie 40 dniprezydentury. Moim zdaniem w takiej sytuacji wymaganie od radnych oceny wformie wotum zaufania jest nieporozumieniem. Za co oceniać? Za wygląd? Zapierwsze kroki, których nie ma, bo nie było czasu ich zrobić? Dlatego sięwstrzymałem.

Wklubie SPP nie było jednomyślności. Jeden radny był za udzieleniem wotum, jedenprzeciw, pozostali, podobnie jak pan, wstrzymali się. Jak by pan tozinterpretował?

Niektórzy w ogóle nie wzięli udziałuw tym głosowaniu. Nikt w SPP jednomyślności od nas nie wymagał. Każdy decydowałna podstawie własnej oceny sytuacji. Myślę że w tej pozornej niejednomyślnościbyła jedna wspólna myśl – ocenialiśmy okres, w którym prezydent kompletowałzespół swoich zastępców i niestety w naszej ocenie obrał złą drogę.

Dlaczego w klubie SPP nie zostaławprowadzona dyscyplina podczas tego głosowania?

Bo u nas coś takiego jak dyscyplinagłosowania nie funkcjonuje. Odbyło się wcześniej spotkanie klubowe, na którympo prostu wymieniliśmy się opiniami, omówiliśmy i podsumowaliśmy sytuację, awnioski każdy wyciągał sam.

Jeśliprzez najbliższy rok nic się nie zmieni i Konrad Sipiera pozostaniewiceprezydentem, to za rok prezydent wotum znów nie dostanie?

Tonie tak. Powtarzam, że to głosowanie nad wotum zaufania dotyczyło roku 2018 iocenialiśmy prezydenta za 40 pierwszych dni, w tym za decyzje personalne.Kolejne wotum będzie dotyczyło całego roku 2019 i to będzie zupełnie osobna iznacznie szersza karta do oceny. Osobiście bardzo bym chciał, żeby wyborypodjęte przez prezydenta okazały się słuszne, a realizowane w tym czasiedziałania pozwoliły nam ocenić je właśnie poprzez udzielenie mu wotum zaufania.I mam nadzieję, że tak będzie, bo chodzi przecież o dobro naszego miasta, ajego elementem powinna być dobra współpraca między władzą wykonawczą iuchwałodawczą.

Ponownybrak wotum otwierałby radnym furtkę do rozpisania referendum w sprawieodwołania Pawła Makucha.

Teoretycznietak, ale my w tę furtkę nie celujemy. Wstrzymanie się od głosu przez większośćradnych SPP nie było podyktowane takim planem. Przypadła nam rola sędziego, abrak wotum zaufania dla prezydenta to tak, jak w piłce nożnej żółta kartka zanaruszenie reguł gry. Przecież nie oznacza zaraz konieczności wyciąganiaczerwonej. Opcja referendum to ostateczna ostateczność, o której w obecnejsytuacji nikt chyba nie myśli.

Czymw ogóle jest SPP? Co łączy radnych – członków tego klubu?

To dobre pytanie i niełatwaodpowiedź, bo SPP nie da się standardowo zaszufladkować. W mojej ocenie jest tozespół bardzo zróżnicowany, ale głęboko spojony przekonaniem, że naszym miastemnie powinni rządzić politycy, członkowie takiej czy innej partii. Uzasadnieniejest proste – samorząd, jak sama nazwa wskazuje, powinien rządzić na swoimterenie sam, a nie być dyspozycyjny wobec ideologii czy koncepcji płynących zjakiejś centrali. My, samorządowcy, powinniśmy kierować się przede wszystkimnaszym lokalnym dobrem i potrzebami mieszkańców, a nie dopasowywać tepowinności do poleceń z góry. I to bez względu na to, jaki kolor ma aktualnagóra i przy jakiej ulicy w stolicy urzęduje. Moim zdaniem partie polityczne wogóle nie powinny mieć prawa zgłaszania swoich kandydatów i list w wyborachsamorządowych na szczeblu gminnym. Przenoszenie polityki partyjnej na szczebelsamorządowy działa jak kij w szprychach koła rowerowego – czas i energiapotrzebne do rozwiązywania problemów są trwonione na jałowy, antagonizującyspór pomiędzy ludźmi, którzy mogliby wspólnie zrobić wiele dobrego dla mieszkańców,gdyby odłożyli na bok polityczne krucjaty.

Jakwygląda podejmowanie decyzji w SPP, odkąd Jan Starzyński, naturalny lider,przestał być prezydentem?

Toże obecnie nie ma zdecydowanego lidera nie znaczy, że ugrupowanie siędezintegruje. Na szczęście SPP nie jest ugrupowaniem typu wodzowskiego,upadającym po utracie jedynego pana i władcy.

Tokto dziś podejmuje decyzje?

Amogę uchylić się od odpowiedzi?

Interesujemnie to jako mieszkańca.

Poprostu nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma jednoznacznego lidera.Współpraca jest bardzo demokratyczna i decyzje, jeśli muszą być podjęte,zapadają po przedyskutowaniu. Jest wspólna idea, której wszyscy się trzymają isą w tym konsekwentni. Moim zdaniem dominuje przekonanie,że jesteśmy silni i możemy na sobie polegać. Były liczne próby przeciąganianaszych radnych do innych klubów, ale zespół okazał się skonsolidowany.

W obecnej, mocno podzielonej radziemiasta Pruszkowa, dostrzega pan możliwość pracy ponad podziałami?

Oczywiście, i chciałbym w to wierzyć,że tak będzie. Takie podejście deklaruje też SPP. U nas nie ma nastawienia, żetrzeba iść na zwarcie. Dominuje myślenie w kategoriach, czy dane rozwiązaniejest dobre dla miasta. Nie tylko doraźnie, ale i perspektywicznie. Mamnadzieję, że tak pozostanie do końca kadencji.

Dziękujęza rozmowę.

Ja również. Cieszę, że była okazjądo przekazania mieszkańcom informacji o naszym ugrupowaniu. Moim zdaniem SPPbrakuje dobrego przekazu medialnego, przybliżającego idee, które nas łączą itłumaczącego, dlaczego, jako siła wiodąca w radzie miasta, podejmujemy takie anie inne decyzje. W mediach, nie tylko społecznościowych, dominuje przekaz zdrugiej strony i wiem, że mieszkańcy oczekują od nas większej ilościinformacji. Będę namawiał kolegów, żebyśmy nad tym popracowali.