Od dwóch tygodni społecznicy z Malich czekają na możliwość spotkania z Pawłem Makuchem i Konradem Sipierą i porozmawiania o projekcie rewitalizacji Utraty. Zakłada on budowę ścieżki rowerowej wzdłuż pruszkowskiego odcinka rzeki, stworzenie kilku parków edukacyjnych z altanami, postawienie wieży z lornetkami do obserwacji ptaków, a także udostępnienie mieszkańcom parku tworkowskiego graniczącego ze szpitalem – wytyczenie tam alejek. Społecznicy obawiają się zbytniej ingerencji w przyrodę, proszą, żeby ścieżkę rowerową odsunąć o kilka do kilkunastu metrów od rzeki, nie stawiać wzdłuż niej latarni, na terenie Malich poprowadzić ją uliczkami osiedlowymi, a prace porządkowe w parku tworkowskim ograniczyć do minimum, żeby dziki zakątek nadal bardziej przypominał rezerwat, niż miejski park.

Mieszkańcy kilkanaście dni temu otrzymali deklarację, że prezydenci Pruszkowa spotkają się z nimi. Do dziś jednak bezskutecznie czekają na zaproponowanie terminu. – Spotkanie będzie, obiecuję, ale po rozstrzygnięciu przetargu na wykonawcę projektu – mówi teraz wiceprezydent Konrad Sipiera. Dlaczego nie może dojść do niego wcześniej? – Wykonawca będzie miał za zadanie przygotować projekt na podstawie koncepcji, którą dysponujemy. To będzie czas na wysłuchanie wszystkich postulatów, ich ocenę, sprawdzenie, czy są możliwe do realizacji, czy da się uzyskać od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który przekazuje dofinansowanie unijne, odstępstwa od pierwotnej koncepcji i w jakiej skali – dodaje. – Proszę, żeby mieszkańcy nie odbierali naszego milczenia w ten sposób, że ich unikamy. Publicznie deklaruję, że zorganizujemy nawet cykl spotkań, także w terenie, z moim udziałem, podczas których będziemy wspólnie analizować różne rozwiązania.

Czy możliwe jest wskazanie choć orientacyjnego terminu pierwszego spotkania? – Nie, bo to zależy od przebiegu procedury przetargowej – odpowiada wiceprezydent Sipiera. A z przetargiem… jest problem. Ma zostać unieważniony, ponieważ wszystkie firmy, które się zgłosiły, zażądały więcej pieniędzy niż opiewa kosztorys miasta. Urząd zaplanował 10,4 mln, tymczasem najtańsza oferta jest o 2,4 mln zł droższa. Co ciekawe, dwie kolejne firmy zażądały aż 22,8 i 26,5 mln zł. – Rozstrzał kolosalny. Wygląda to, że albo specyfikacja warunków zamówienia została napisana bardzo nieprecyzyjnie, albo temat po prostu się nie nadaje na formułę „projektuj i buduj” i stąd kłopoty w wycenie – skomentował społecznik Jan Słupski na fejsbukowej grupie dyskusyjnej Rewitalizacja Utraty.

Zaraz po unieważnieniu pierwszego przetargu miasto rozpisze kolejny z – jak mówi wiceprezydent Sipiera – niewielkimi poprawkami w specyfikacji. Na rozstrzygnięcie trzeba będzie czekać kilka tygodni. Do pierwszego spotkania ze społecznikami z Malich może więc dojść, w optymistycznym wariancie, dopiero w drugiej połowie czerwca.

W urzędzie miasta – nie ma co ukrywać – są obawy przed tym spotkaniem. Na korytarzach można usłyszeć, że inicjatywa mieszkańców ma wymiar polityczny. Oliwy do ognia w piątek dolał aktywista Arek Gębicz pisząc na profilu kierowanego przez siebie stowarzyszenia Za Pruszków!, że o projekcie związanym z Utratą rozmawiał z radnymi sejmiku mazowieckiego prosząc ich o interwencję. Pojawiają się głosy, że nie o ochronę przyrody tutaj chodzi, ale o okazję do zbicia kapitału politycznego.

Społecznicy z Malich przy każdej okazji podkreślają, że konfrontacja nie jest ich celem, tylko wspólna praca nad projektem tak, aby końcowy efekt był zadowalający dla maksymalnie dużej grupy osób. Są wśród nich zwolennicy wszystkich opcji politycznych. Czy uda im się przekonać prezydentów Pruszkowa, że nie ma się co bać własnych mieszkańców? Czas pokaże.