Coraz więcej miast w Polsce w spalarniach odpadów upatruje remedium na wzrost kosztów ich przetwarzania. Także dla Pruszkowa byłaby to szansa na rozwiązanie problemu szalejących podwyżek. Obowiązująca od 1 czerwca stawka 35 zł od osoby za odbiór odpadów jest powyżej progu akceptacji chyba większości mieszkańców. Czteroosobowa rodzina płaci co miesiąc aż 140 złotych!

Określenie „spalarnia” wywołuje kontrowersje, a takie podejście do unicestwiania śmieci budzi sprzeciw niektórych ekologów. Warto więc wyjaśnić, co się w rzeczywistości pod nim kryje. Spalarnia to tak naprawdę zakład termicznego przetwarzania odpadów, które przerabia energię zawartą w nich na prąd i ciepło. Śmieci stają paliwem – substytutem węgla. Ale nie wszystkie.

Wiele osób wyobraża sobie, że to, co wrzucimy do koszy, w spalarni trafia do wielkiego pieca. To mit. Każda gmina, także Pruszków, ma obowiązek wysegregować i oddać do dalszego przerobu 50 proc. makulatury, plastiku, szkła i metalu. Jeśli tego nie zrobi, grożą jej wysokie kary. A co się dzieje z resztą śmieci? Zazwyczaj trafiają na składowiska i tam zostają na zawsze. Tymczasem część z nich ma wysoką wartość kaloryczną i mogłaby zostać przetworzona termicznie. Fachowcy frakcję nadającą się do spalenia nazywają RDF (z ang. Refuse Derived Fuel), jej wartość kaloryczna to około 18 MJ na kilogram masy i może pełnić rolę paliwa dla elektrowni. W Polsce działa tylko 8 spalarni odpadów i 14 cementowni, które spalają RDF. W efekcie na rynku jest nadpodaż tego paliwa, z którym nie wiadomo, co robić i ostatecznie trafia na zwałki.

– Na Mazowszu powstaje dziś około 630 tys. ton RDF-u. Spalarnia w Warszawie, po rozbudowie, ma spalać około 300 tys. ton. Spalarnia w Płocku i planowana w Radomiu wykorzystają około 110 tys. Pozostaje ponad 200 tys. ton niewykorzystanej, wysokokalorycznej frakcji – mówi Jakub Kotelecki, radny Pruszkowa, który zainteresował się problemem odpadów komunalnych i szuka sposobu na obniżkę cen dla mieszkańców. – Samo MZO, które odbiera dziś śmieci w pięciu gminach, jest w stanie wygenerować 45 tys. ton RDF-u rocznie.

Czy jednak spalanie odpadów jest bezpieczne dla otoczenia? Doświadczenia miast, które w tym kierunku poszły, pokazują, że tak. Choć trudno w to uwierzyć, zakład przetwarzający termicznie śmieci wypuszcza do atmosfery mniej toksycznych związków niż jeden piec w mieszkaniu opalany węglem! Świetnym przykładem tego, że obawy związane ze spalarniami nie znajdują potwierdzenia w praktyce, było uruchomienie elektrociepłowni, w której paliwem są śmieci, w Białymstoku. Kiedy w 2016 roku mieszkańcy, którzy przez wiele lat próbowali zablokować budowę, zostali zaproszeni na otwarcie, okazało się, że zakład już działa, bo rozruch nastąpił kilka miesięcy wcześniej. Żaden z okolicznych mieszkańców nie zaobserwował ani emisji odoru, ani zwiększonego hałasu powodowanego przez samochody dowożące paliwo do pieców.

Czy jednak spalanie odpadów jest bezpieczne dla otoczenia? Doświadczenia miast, które w tym kierunku poszły, pokazują, że tak.

„Śmieciowa” elektrociepłownia w Białymstoku jest dziś jedną z najnowocześniejszych w Polsce. Zastosowano w niej szereg ekologicznych systemów podnoszących wydajność procesu termicznej obróbki. Jednym z nich jest odzysk wody – cała woda opadowa z terenu zakładu (dachy, drogi, place) jest odzyskiwana i zużywana do procesu technologicznego. Woda z miejskiej sieci używana jest na minimalnym poziomie, jedynie na potrzeby socjalne. Ciepło odzyskiwane jest nawet ze spalin powstających w procesie spalania – podgrzewa ono wodę krążącą w układzie wodno-parowym instalacji. W hali, do której przywożone zostają odpady do spalenia, zastosowano antyodorowe rozwiązania, które powodują, że nieprzyjemne zapachy nie wydostają się na zewnątrz – dzięki wytworzonemu podciśnieniu są zasysane do wewnątrz budynku. Nie są uciążliwe dla otoczenia.

Jakub Kotelecki podkreśla, że zgodnie z polskim prawem – identycznym zresztą jak europejskie – system oczyszczania spalin w spalarni odpadów musi być znacznie bardziej wydajny od systemów stosowanych przy spalaniu węgla czy biomasy. Przykładowo, dla typowego węglowego kotła ciepłowniczego (30 MW mocy cieplnej) dopuszczalne stężenie dwutlenku siarki w spalinach wynosi 1300 mg na metr sześcienny, a pyłu – 100 mg na metr sześc. Dla spalarni jest to odpowiednio 50 mg na metr sześc. i 10 mg na metr sześc.

Uruchomienie elektrociepłowni, w której paliwem są odpady, ma dla okolicznych mieszkańców dużą zaletę: z reguły płacą mniej za odbiór śmieci. W Białymstoku stawka, która jest tam naliczana od gospodarstwa, wynosi: 16 zł miesięcznie (gospodarstwo o powierzchni do 40 mkw.), 36 zł (40–80 mkw.) i 45 zł (powyżej 80 mkw.). To oczywiście stawki dla śmieci posegregowanych. W przypadku braku segregacji przez mieszkańców opłaty są podwajane.

Gdzie w Pruszkowie taka elektrociepłownia mogłaby powstać? Miasto dysponuje działką na Gąsinie w rejonie skrzyżowania ulic Parzniewskiej i Południowej, z dala od zabudowy mieszkaniowej, w pobliżu cmentarza komunalnego. Nie ma więc obaw, że zwiększony ruch samochodów dowożących śmieci byłby źródłem hałasu.

A teraz minusy. Budowa zakładu oznacza konieczność rozwiązania szeregu problemów organizacyjnych. Przede wszystkim, powinno tam trafiać paliwo RDF z gmin z terenu mniej więcej dwóch powiatów, aby zagwarantować stałe „źródło zasilania”. Czyli co najmniej kilkanaście gmin powinno stworzyć związek komunalny, którego celem byłaby budowa elektrociepłowni. Druga kwestia to zorganizowanie odpłatnego odbioru wyprodukowanej energii elektrycznej i cieplnej – zakład byłby konkurentem dla działających już na rynku elektrociepłowni. – Odbyłem rozmowy z Wydziałem Strategii spółki PGNiG Termika, która jest właścicielem elektrociepłowni w Pruszkowie i Warszawie. Usłyszałem, że spółka inwestycjami w spalarnię w Pruszkowie nie jest zainteresowana, bo będzie przebudowywać dwa kotły węglowe na Siekierkach na zasilane paliwem RDF – mówi Jakub Kotelecki. Czy można by Termikę nakłonić do zakupu energii i ciepła wyprodukowanego w pruszkowskiej spalarni? Zapewne tak, ale wymagałoby to rozmów na szczeblu Ministerstwa Klimatu oraz Skarbu Państwa – Termika jest spółką państwową.

Wreszcie, sfinansowanie inwestycji. Budowa „od zera” to koszt rzędu 200–300 mln zł. Nie do udźwignięcia nawet dla związku gmin. Na dotacje unijne nie ma co liczyć – Unia promuje ideę gospodarki o obiegu zamkniętym, w której wytworzone odpady stają się surowcem i podlegają ponownemu przetworzeniu i odmawia dziś dotowania zakładów termicznego przetwarzania odpadów. Będą jednak granty w ramach funduszy norweskich na tzw. instalacje wysokosprawnej kogeneracji, czyli takie, która pozwalają produkować jednocześnie energię elektryczną i cieplną. Dostępne są też środki krajowe. Spółka MPEC w Tarnowie, która buduje elektrociepłownię na paliwo RDF, dostanie od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska ponad 145 mln zł niskooprocentowanej pożyczki i 20 mln zł dotacji. Całkowita wartość inwestycji to 200 mln zł i polega na zamianie pieców węglowych w działającej już elektrociepłowni na kotły, w której spalane będą śmieci.

Radny Kotelecki wskazuje na jeszcze inne rozwiązanie, czyli partnerstwo publiczno- prywatne (PPP), choć przyznaje, że to byłoby trudne zadanie. Podaje ciekawy przykład instalacji spalarni poznańskiej, gdzie miasto przekazało grunt i zapewniło dostarczanie odpowiedniej ilości odpadów rocznie, a także odbiór energii, zaś partner prywatny sfinansował, zaprojektował, wybudował i przez 25 lat będzie zarządzał instalacją.

Budowa elektrociepłowni na paliwo RDF to proces obliczony na około 10 lat. Ośmiu lat potrzeba na stworzenie związku gmin, przygotowanie analiz, projektów, opracowanie systemu finansowania, zdobycie wszystkich wymaganych zgód. Sama budowa to ostatnie dwa lata. Kiedyś taki proces należałoby jednak rozpocząć. Może właśnie teraz, kiedy ceny odpadów dla mieszkańców Pruszkowa i okolicznych gmin szaleją, niemal przebijając sufit?
– Warto by zacząć od zorganizowania w sali CKiS w Pruszkowie konferencji naukowej z udziałem ekspertów z branży odpadowej oraz przedstawicieli gmin z okolicy – mówi Jakub Kotelecki. – Nawiązałem kontakt z Grzegorzem Wielgosińskim, profesorem Politechniki Łódzkiej z Zakładu Technik Inżynierii Środowiska, który ma ogromną wiedzę z zakresu termicznego przekształcania odpadów komunalnych. Wstępne zainteresowanie konferencją wyraziła też spółka Abrys z Poznania, specjalizująca się w takich wydarzeniach i dysponująca zapleczem eksperckim. Rozmawiałem oczywiście też z prezydentem Pawłem Makuchem, wyraził zainteresowanie rozpoczęciem prac zmierzających do budowy spalarni.

Termiczne przetwarzanie odpadów jest popularne w Europie. Tylko we Francji działa 128 dużych spalarni, w Niemczech – 66, w Szwajcarii – 30. Łącznie w Europie jest ich ponad 400. W stawiającej na ekologię Skandynawii spaleniu poddawana jest ponad połowa śmieci. I nic nie wskazuje, żeby Europa od spalarni odeszła. W Niemczech w ostatnich latach w budowie było kolejnych 14, ponad 10 jest w planach. Niemcy zresztą są jednym z dwóch krajów, obok Słowenii, które spełniają najbardziej wyśrubowane unijne normy – 67 proc. śmieci poddawanych jest segregacji, 31 proc. – termicznemu przekształceniu (czyli jadą do spalarni), a tylko 2 proc. trafia na składowiska.

Jedna z najsłynniejszych spalarni działa w Kopenhadze. Nazywa Amager Bakke i może unieszkodliwić rocznie nawet 400 tys. ton odpadów produkowanych przez 700 tys. mieszkańców i ok. 46 tys. firm, dostarczając energię dla 50 tys. gospodarstw domowych oraz ogrzewanie dla kolejnych 120 tysięcy. Jej dach pełni rolę całorocznego stoku narciarskiego. W Wiedniu spalarnia ulokowana jest zaledwie 3 km od katedry św. Szczepana! Jej emisyjność dla otoczenia jest bliska zeru.

Artykuł ilustrujemy zdjęciem ekospalarni śmieci w Krakowie. Chcielibyście, żeby taki zakład powstał na Gąsinie?