Poważny dokument czy humor z zeszytów szkolnych? Magistrat opublikował raport o stanie gminy za 2019 rok.

Kiedyś, w zamierzchłych, licealnych czasach bywało tak, że „facetka zadała prezentację z biologii na jutro” i trzeba było coś z tym fantem zrobić. Byłoby łatwiej nie tracić czasu na głupoty i zasiąść do komputera od razu po lekcjach ale wiadomo jak jest – wypad ze znajomymi na kebaba, powrót do domu, rodzinny obiad („nie mamo, oczywiście, że nic nie jadłem po lekcjach”), rodzicielska pogadanka, gra na komputerze i tak z godziny 15 robi się 21:30, a my w folderze „szkoła/biologia” mamy okrągłe zero bajtów.

I tak właśnie robiło się zbyt późno, żeby „przysiąść na serio” do przygotowań i czegoś naprawdę się nauczyć. Trzeba było improwizować! No to do boju! Do tematu wprowadza nas niezastąpiona Wikipedia. Tam też znajdujemy kilka akapitów którymi – w połączeniu z bardzo dużymi obrazkami – zapełnimy jakieś pięć slajdów. Do tego trochę tekstu z encyklopedii Onet WIEM (czy ona jeszcze w ogóle istnieje?), trochę linijek z jakiejś strony przyrodniczej, kilka diagramów, grafów i schematów, potem jeszcze więcej bardzo dużych obrazków i… gotowe!

Prezentacja na 30 slajdów czeka na swój wielki dzień w szkole, a my, nie przyswajając po drodze nawet grama wiedzy, możemy położyć się spać przed północą. Nazajutrz czeka nas 10 minut wstydu, trója w dzienniku (lub trója z plusem, jeśli tuż przed lekcją doczytamy kilka „ciekawostek” na Wikipedii) i o biologii na jakiś czas możemy zapomnieć.

Te wspomnienia przywodzi na myśl lektura zaprezentowanego przez magistrat „Raportu o stanie gminy 2019”. Czytając go bowiem, trudno uniknąć wrażenia, że był przygotowany dokładnie w ten sam sposób, jak ta nieszczęsna prezentacja na biologię.

Trochę Wikipedii, trochę obrazków i 300 stron gotowe

Na wstępie warto zaznaczyć jasno i wyraźnie – z lektury raportu o stanie gminy za 2019 rok niewiele dowiemy się o stanie naszej gminy w 2019 roku. Znajdziemy tam mnóstwo obrazków, zdjęć, cytatów z wikipedii, nic nie wnoszących tabelek i całą masę innych bajerów. Jednak rzadko który z nich powie nam cokolwiek o tym, czym Pruszków Anno Domini 2019 różni się od Pruszkowa w latach poprzednich. Dowiemy się natomiast wielu rzeczy, co do których będziemy zachodzić w głowę: „jak one w ogóle się tutaj znalazły?”.

I tak na przykład raport informuje nas o tym, ilu radnych zasiada w Radzie Miasta Pruszkowa. Dowiadujemy się też który radny bądź która radna zasiada w której komisji Rady albo jakie organy uczestniczą w zarządzaniu gminą i jakie mają kompetencje. Wszystkie te rewelacje niosą ze sobą niewiele ładunku poznawczego, ale mają za to inną zaletę – udało się nimi zapełnić prawie 20 stron.

Zaznaczanie losowych akapitów tej tyrady i wklejanie ich do paska wyszukań Google pozwala odkryć, że całe strony raportu są niemal identyczne z odpowiadającym im hasłom na Wikipedii (chociaż, kto wie? Może to Wikipedia cytuje obszernie raport o stanie miasta Pruszkowa?). A dzięki sprytnemu listowaniu wszystkiego, czym gmina zarządza (patrz na przykład: spis jednostek organizacyjnych Miasta lub – to nie żart – lista wszystkich ulic na terenie gminy) – sukcesywnie zapełniono dziesiątki stron dokumentu tekstem pozbawionym treści.

W raporcie możemy też liczyć na mniej wyrafinowane formy tzw. „wodolejstwa”, jak na przykład informacje o tym, że noworodkom nadaje się w Pruszkowie cyt.: „numery PESEL, które są niezbędne do dokonywania wszelkich czynności w późniejszym życiu”, albo że pracownicy Urzedu Stanu Cywilnego „swoją wiedzą, postawą, wysoką kulturą osobistą i empatią kształtują wizerunek Urzędu Miasta Pruszkowa”.

Nie brakuje też stron poświęconych w całości fotografiom z pruszkowskich ceremonii ślubnych. W ogóle – fotografie, w tym w szczególności fotografie Pawła Makucha, to to, na co w raporcie nie można narzekać.

Czy ktoś to w ogóle przeczytał przed publikacją?

Poza wspomnianymi powyżej technikami seryjnego zapełniania stron tekstem i obrazkami, rzuca się w oczy niespójność logiczna tekstu lub nawet brak sensu poniektórych zdań lub całych akapitów i stron.  

Tak oto, w pierwszym akapicie rozdziału „Demografia” czytamy, że „Miasto Pruszków zajmuje powierzchnię 19,2 km2 i położone jest na Równinie Łowicko-Błońskiej, nad rzeką Utratą, na południowy zachód od Warszawy. Zlokalizowane jest w zachodniej części województwa mazowieckiego, w powiecie pruszkowskim”. Powraca pytanie: jak to się ma do stanu gminy w 2019 roku? I jak to się ma do demografii?

Jeszcze ciekawszą konstatację znajdziemy w informacji o realizacji strategii ochrony zdrowia psychicznego dla Miasta Pruszkowa. Wyczytamy z niej głównie kilka nazw aktów prawa krajowego, definicję zdrowia psychicznego według WHO i… tyle. Zupełnie, jakby autor odszedł od klawiatury w połowie akapitu i nigdy nie powrócili.

Warto zauważyć, że jeśli objętość i szczegółowość materiału zawartego w raporcie miałaby świadczyć o wadze, jaką magistrat przywiązuje do poszczególnych problemów, to można dojść do ciekawych wniosków. Okaże się bowiem, że w 2019 r. miasto włożyło więcej wysiłku w profilaktykę antynarkotykową, niż w zarządzanie spółkami miejskimi oraz że imprezy okolicznościowe i pikniki cieszyły się większą uwagą miejskich urzędników niż np. zabezpieczenie przeciwpowodziowe miasta.

Autorzy dokumentu nie zadali sobie trudu wyjaśnienia czytelnikowi na czym dokładnie polegały zmiany kapitałowe w spółce CKiS, do których doszło w 2019 roku. Nie omieszkali jednak zamieścić informacji o druku bajki „Żbik Pruszek i dzielny maluszek” (aż w 2000 egzemplarzy). Co więcej – relacji z pikniku „Czyste powietrze dla zdrowia najlepsze” (na którym – ważna informacja – wręczano mieszkańcom magnesy) poświęcono więcej miejsca, niż chociażby zmianom, do których w minionym roku dochodziło w spółce MZO.

O istnieniu klubu sportowego PTS „Lider” nie zająknięto się choćby w jednym zdaniu, a wkład miasta w rozwój społeczeństwa obywatelskiego (tj. jeden z celów strategicznych dla rozwoju miasta) streszczono w dwóch punktach o „realizacji szeregu (bliżej nieokreślonych – przyp. K.Ch.) zadań”. Co ciekawe – do tego podpunktu zakwalifikowano również działania „z zakresu sztuki, ochrony dóbr i dziedzictwa narodowego” (sic!).

Gdyby tego było mało – w raporcie nie brakuje też lapsusów rodem z humoru ze szkolnych zeszytów. Co chwila napotykamy zwrot typu: „Pruszków to Miasto, a przede wszystkim ludzie”, lub „Jednym słowem POZNASZ – POLUBISZ”. Wpadając na nie co chwila możemy tylko wyobrażać sobie potencjalne reakcje pruszkowskich polonistek i polonistów.

Nie wszystko źle

Rozdział o inwestycjach miejskich zdecydowanie odstaje jakością od reszty dokumentu. W pozytywnym znaczeniu tego zwrotu.

Może i brakuje w nim obrazków, zdjęć sylwetki Prezydenta oraz list wszystkich pruszkowskich ścian i chodników, ale za to zawiera dobrze zsyntetyzowany, zwięzły i przejrzysty spis inwestycji zakończonych przez magistrat w 2019 roku. Bez zbędnego lania wody, począwszy od 157. strony raportu każdy zainteresowany mieszkaniec Pruszkowa może zapoznać się z najważniejszymi realizacjami infrastrukturalnymi, robotami budowlanymi i remontami zeszłego roku. W tym rozdziale zmianie ulega stylistyka wypowiedzi, co sugeruje, że spisywała go osoba bardziej biegła w języku polskim, niż choćby autorzy rozdziału o demografii.

Mamy w nim również do czynienia z większą ilością konkretnych i przydatnych informacji (koszt, terminy realizacji, źródła finansowania inwestycji), niż w reszcie dokumentu. To wszystko sprawia, że rozdział ten zajmuje tyle, ile powinien, tj. „zaledwie” 8 stron. Oraz że nawet nie umywa się do 20-stronicowego i raczej niedorzecznego spisu radnych i komisji miejskich zawartych w rozdziale „Zarządzanie samorządowe”.

To była szansa na zrobienie czegoś porządnie

Ustawa o Samorządzie Gminnym nakazuje wójtom, burmistrzom i prezydentom miast przedstawienie raportu o stanie gminy raz do roku, jednak nie precyzuje, co w takim raporcie powinno się znaleźć. W ten sposób przed włodarzami polskich gmin otwarto doskonałą okazję na pochwalenie się swoimi osiągnięciami i wykorzystanie raportu jako doraźnego środka na podreperowanie wizerunku. Aby to się jednak udało, raport powinien spełniać jakieś, chociażby minimalne standardy. Mógłby na przykład być przejrzysty, łatwy do przyswojenia i odpowiednio atrakcyjny dla odbiorców, którymi w tym przypadku są wszyscy mieszkańcy gminy.

Okazji na taki wybieg nie zmarnowała Małgorzata Pachecka, Wójt Gminy Michałowice, która niedawno zaprezentowała raport sporządzony w formie atrakcyjnej prezentacji multimedialnej dostępnej online. W jej zawartości znajdziemy wyłącznie relewantne informacje o objętości wyważonej zgodnie z priorytetami gminy i utrzymane na odpowiednim poziomie ogólności. Całość została ubrana w atrakcyjną szatę graficzną i stanowi przyjemny dla oka album rzeczy, z których Urząd Gminy chce być dumny i którymi chce się swoim mieszkańcom pochwalić. Bez punktów, podpunktów i pod-pod-podpunktów, bez zbędnych informacji i bez analizy położenia geograficznego gminy – jedynie suche fakty zaprezentowane w sposób napawający czytelnika wrażeniem, że rok 2019 był jaki był, ale na pewno nie został zmarnowany.

Raport pruszkowski zdaje się być przeciwieństwem michałowickiego. Nawet czytelnik o przeciętnej wrażliwości na słowo pisane szybko zorientuje się, że najprawdopodobniej był on tworzony w pośpiechu, “na kolanie” i bez głębszego zamysłu co do treści, jakie faktycznie powinny się w nim znaleźć. A niechlujstwo i “naodwalsizm” nigdy nie robi dobrego wrażenia. Zamiast tego zniechęca do przeczytania dokumentu “od deski do deski”, co w przypadku tak skomponowanego materiału nie jest zadaniem ani prostym, ani przyjemnym. Wystarczy wspomnieć, że autorowi niniejszego artykułu analiza całego dokumentu zajęła tydzień, podczas gdy raport michałkowicki daje się przyswoić w godzinę (i przy okazji wynieść z niego więcej wiedzy).

A szkoda, bo to właśnie raport o stanie gminy jest punktem wyjścia dla Rady Miasta do głosowania nad votum zaufania dla prezydenta Pawła Makucha.