Urząd miasta wraz ze starostwem powiatowym przymierzają się do planowanej od wielu lat inwestycji: budowy łącznika ulic Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej i Sienkiewicza. Droga pobiegnie w miejscu, gdzie dziś znajduje się niewielki skwerek. Po co ten łącznik? Stworzy on wraz z planowaną ulicą Przytorową (od Nowej Stacji do tunelu w ulicy Działkowej) możliwość alternatywnego przejazdu przez Pruszków. Chodzi o zmniejszenie ruchu na al. Wojska Polskiego, a także ułatwienie poruszania się kilku tysiącom mieszkańców budowanych i planowanych kilkunastopiętrowych bloków w rejonie ulicy Staszica i urzędu skarbowego. Łącznik nie jest nowym pomysłem, narodził się już kilka kadencji temu, jest uwzględniony w planach zagospodarowania.

Puszczenie ruchu łącznikiem umożliwi jeszcze jedną ważną inwestycję w mieście: zwężenie ulicy Kościuszki, wprowadzenie tam jednego kierunku jazdy i przekształcenie ulicy w półdeptak – z szerokimi chodnikami, zielenią, meblami miejskimi. Kościuszki ma według zapowiedzi obecnych władz miasta stać się salonem Pruszkowa.

Przygotowania do budowy łącznika są mocno zaawansowane. Trwa projektowanie. W przyszłym roku mają tam wkroczyć drogowcy. Ale… nie jest to już dziś stuprocentowo pewne. Plany urzędu miasta wzburzyły grono pruszkowskich aktywistów z Arkiem Gębiczem, prezesem stowarzyszenia "Za Pruszków!", na czele. Jego sprzeciw wzbudziła zapowiedź wycięcia części drzew rosnących przy dworcu. – Ten łącznik ma powstać poprzez zdegradowanie bardzo ładnego skweru. Na tym zielonym kawałku miasta rosną wiekowe drzewa, kilka z nich ma ponad 100 lat, obwody pni są potężne, dochodzą do 350 cm. Te drzewa pamiętają czasy, kiedy Pruszków nie miał jeszcze praw miejskich! – mówił niedawno społecznik na konferencji prasowej. – Będziemy zbierać podpisy pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie ustanowienia tych drzew pomnikami przyrody – zapowiedział.

Plan Gębicza zyskał grono entuzjastów, wśród nich jest pruszkowska aktywistka Małgorzata Kochańska. – Jestem zdecydowanie przeciw prowadzeniu trasy pod zabytkowym dworcem kolejowym, z wycinaniem drzew, które powinny być pomnikami przyrody. Dziwi mnie, że nie ma na ten temat dyskusji publicznej – powiedziała Kochańska portalowi zpruszkowa.pl.

Arek Gębicz jest przeciwny łącznikowi nie tylko z powodu drzew. Zarzuca miastu i powiatowi, że nie zlecono profesjonalnej analizy ruchu, która odpowiedziałaby na pytanie, czy droga będzie miała komunikacyjny sens. Jego zdaniem nie rozwiąże ona problemów transportowych, bo momentalnie się zakorkuje z powodu niewielkiej przepustowości skrzyżowania ulicy Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej z aleją Wojska Polskiego. Zamiast niszczyć skwerek przy dworcu lepiej – jego zdaniem – powalczyć o budowę nowego węzła Brwinów na autostradzie A2, dzięki któremu mieszkańcy osiedla Staszica oraz bloków przy urzędzie skarbowym zyskaliby szybki dojazd do Warszawy przez Parzniew i dalej Paszkowianką, która powstanie w najbliższych latach. 

Zapowiedzi społecznika, czego można było się spodziewać, nie spotkały się nawet z cieniem akceptacji w urzędzie przy Kraszewskiego. – My na tę inwestycję patrzymy ze znacznie szerszej perspektywy, niż działacze. Oni zwracają uwagę na kilka drzew, my mówimy o udrażnianiu miasta, żeby ruch samochodów rozkładał się na więcej niż jednej przelotowej drodze. My mówimy o przebudowie ulicy Kościuszki, która stanie się możliwa dzięki łącznikowi, o stworzeniu reprezentacyjnego miejsca, z dużą ilością zieleni – mówi wiceprezydent Konrad Sipiera. – Łącznik przy dworcu to mniej samochodów w centrum Pruszkowa, mniej spalin dla mieszkańców bloków przy alei Wojska Polskiego. Ciężko mi pomysł społeczników komentować. Ja oceniam go jako próbę zablokowania ważnego dla całego miasta przedsięwzięcia, próbę, która nie niesie ze sobą żadnych korzyści.

Zielony teren przy dworcu PKP to pozostałości parku Bersohna sprzed ponad stu lat, który ciągnął się aż do Utraty, wówczas nieuregulowanej i tworzącej malownicze rozlewiska. Po parku pozostało nieduże skupisko drzew. Miejsce nigdy nie zostało uporządkowane, ławeczki całymi dniami okupują panowie z ciężkimi życiowymi doświadczeniami wyrytymi na twarzach, zostawiając po sobie puste butelki. Do 2018 roku przez skwerek wiódł popularny skrót do kładki pozwalającej wejść na peron PKP, ale odkąd kolejarze kładkę zlikwidowali, z uroków placyku poza wspomnianymi panami mało kto korzysta.

Czy zaniedbany dziś skwerek wart jest ocalenia, aby w przyszłości go uporządkować? Czy nadanie rosnącym tam drzewom statusu pomników przyrody warte jest rezygnacji z projektu rewitalizacji ulicy Kościuszki? Co na to wszystko mieszkańcy bloków przy alei Wojska Polskiego, którzy liczą, że wybudowany kosztem skweru łącznik choć w niewielkim stopniu zmniejszy natężenie ruchu w centrum Pruszkowa? A upraszczając problem: drzewa czy nowa droga? Piszcie w komentarzach.