Jakiś czas temu Adrian Zwoliński (pruszkowski fan Star Warsów) wpadł na pomysł, by fragment Parku Kościuszki nazwać imieniem Luke'a Skywalkera. Co pomyślał, to zrobił i skierował odpowiednie dokumenty do rady miasta. Pomysł spodobał się mieszkańcom i władzom miasta. Zyskał nawet ogólnopolską famę. Napisały o nim onety i inne telewizje polskie.

W końcu nadszedł moment w którym pomysł powinien zostać skonsumowany. Lukea Skywalkera wzięły na warsztat komisje pruszkowskiej rady miasta. Ku zaskoczeniu wszystkich przedstawiono rajcom projekt uchwały, by imieniem najlepsiejszego z najlepszych protagonistów nazwać... skatepark... Jak wywodzą autorzy uchwały (czyt. prezydent i urzędnicy) skatepark to miejsce "futurystyczne" odpowiadające postaci patrona.

Nietrudno było się domyślić, że w dyskusji rozpęta się piekło. Oczywiście stało się tak i komisja prawa międliła wczoraj przez godzinę problem z Lukiem Skywalkerem. Problem, który wszyscy popierają i uznają za świetny. Strach pomyśleć co by się działo jeżeli w składzie komisji byliby zwolennicy Galaktycznego Imperium.

Z toku dyskusji można było dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Na przykład, że nie można wyodrębnić skweru w parku. Dlaczego? "Bo trzeba korzystać ze słownikowe znaczenia słowa >>skwer<<". Aha. Fun fact: ci sami urzędnicy, którzy teraz skwer w parku uznają za aberrację dwa lata temu pisali, że trzeba zrobić skwer im. ZTL Pruszkowiacy w Parku Potulickich. Jak widać przez dwa lata dużo w słownikach się zmieniło.

Ponieważ Adrian Zwoliński jest osobą sympatyczną i ugodową, to postanowił wyjść na przeciw oczekiwaniom miłych pań odpowiadających w Pruszkowie za planowanie przestrzenne. Pomysłodawca dopuścił możliwość nazwania imieniem Lukea Skywalkera innego fragmentu miejskiej infrastruktury. Zacną lokalizacją mogłaby być na przykład alejka w Parku Potulickich prowadząca od Urzędu Stanu Cywilnego do dużego stawu z wyspą. Niestety. Koncepcja ta także okazała się potencjalnie kontrowersyjna. Ktoś słusznie zauważył, że prowadzi ona od placu Jana Pawła II do posągu Najświętszej Maryi Panny na wyspie. Czy godzi się by taki wytwór wyobraźni łączył punkty posiadające tak znamienitych patronów?

Bardzo to wszystko inspirujące. Być może niektórzy z Czytelników i niektóre z Czytelniczek zauważyli, że na ulicy Kraszewskiego przed wejściem do magistratu jest odrobinę szerszy chodnik. Taki fragment trotuaru mógłby z powodzeniem nosić imię "Monty Pythona".