„Różowa skrzyneczka” to nazwa ogólnopolskiej inicjatywy walczącej, jak czytamy na stronie internetowej, „z wykluczeniem i tabu menstruacyjnym”. „Zabiegamy o powszechny dostęp do bezpłatnych środków higieny osobistej na czas menstruacji w przestrzeni publicznej. W różowych skrzyneczkach znajdziesz darmowe podpaski i tampony. W Polsce blisko 500 000 kobiet nie stać na zakup podpasek i tamponów. Staramy się o zniesienie tabu, którym obciążona jest w Polsce menstruacja, włączając do dyskusji zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Głośno mówimy potrzebie ekologicznych i zdrowych rozwiązań na czas miesiączki”.

Na stronie www.rozowaskrzyneczka.pl umieszczona jest mapa z zaznaczonymi miejscowościami, które przyłączyły się do akcji. Jest ich już dobrze ponad sto. Wkrótce może dołączyć Pruszków.

W naszym mieście pomysł podchwyciły dwie aktywistki prowadzące na Facebooku profil „WPR w walce o kobiety” Dorota Smak i Paulina Chełmicka – pisaliśmy o nich kilka dni temu, kiedy składały w urzędzie miasta projekt uchwały w sprawie nazwania ronda przy ulicy Komorowskiej mianem 100-lecia Praw Kobiet. Do dyrektorów wszystkich szkół w Pruszkowie – podstawowych i średnich – wysłały prośby o zgodę na zawieszenie na korytarzach różowych skrzyneczek. I jest już pierwszy odzew. Jaki?

– Pozytywny! – cieszy się Paulina Chełmicka. – W Pruszkowie szkołami w większości kierują dyrektorki, panów jest raptem kilku, ale to oni odpowiedzieli pierwsi i z ogromnym entuzjazmem chcą włączyć się do akcji. Czekamy na kolejne odpowiedzi, myślę że niedługo będziemy mogły już ogłosić, w których szkołach różowe skrzyneczki się znajdą.

Pruszków jest zamożnym miastem, leży pod Warszawą, ubóstwo nie jest tu specjalnie widoczne. Czy rzeczywiście zapotrzebowanie społeczne na bezpłatne artykuły dla kobiet jest duże? – Zapotrzebowanie jest w każdym polskim mieście, choć na pierwszy rzut oka go nie widać, bo o problemie kobiecej menstruacji na co dzień się nie mówi. To wciąż temat tabu – odpowiada Chełmicka. – Chodzi nam w pierwszej kolejności o wsparcie najuboższych dziewcząt, ale akcja jest adresowana do całej społeczności szkolnej.

Kto opiekuje się różową skrzyneczką, kiedy już zawiśnie w szkole, dba, żeby artykuły pierwszej potrzeby zawsze się w niej znajdowały? Chełmicka: – My inicjujemy akcję, podpowiadamy, doradzamy, ale opiekę nad skrzyneczką przekazujemy szkole. To dyrektor decyduje, czy będzie o nią troszczyć się pielęgniarka, konkretni nauczyciele, rada rodziców, czy może samorząd uczniowski pod opieką nauczyciela.

Aktywistki przyznają, że niektórzy dyrektorzy pruszkowskich szkół podeszli do pomysłu z pewną dozą rezerwy, padło nawet pytanie, czy skrzyneczka nie mogłaby być innego koloru, na przykład biała. Czekają, jak do pomysłu odniesie się urząd miasta.

O komentarz prosimy więc Beatę Czyżewską, wiceprezydent Pruszkowa ds. oświaty. Pani prezydent o akcji dowiaduje się od nas, dyrektorzy szkół pomysłu jeszcze z nią nie konsultowali. Czy poprze akcję? – Nie mam wątpliwości, że inicjatywa, której celem jest zapewnienie dostępności środków higieny i poczucia komfortu każdej kobiecie, jest pożyteczna. Jeśli dyrektor szkoły podejmie decyzję, że skrzyneczka będzie u niego funkcjonować w taki sposób, że spełni swoją funkcję, to z naszej strony będzie duża przychylność dla takich działań – zapewnia Beata Czyżewska. Podkreśla, że dyrektorzy muszą z rozwagą podejść do decyzji, w którym miejscu skrzyneczka się znajdzie, żeby korzystanie z niej było komfortowe i zapewniało dyskrecję. – Wiek dojrzewania jest trudny, dla wielu dziewczynek tematy z nim związane są bardzo intymne. Nie powinniśmy oceniać tej akcji jedynie przez pryzmat odczarowywania tabu, bo o łamaniu tabu możemy mówić w przypadku osób dorosłych, którzy nie potrafią na pewne tematy swobodnie rozmawiać. Pamiętajmy też, że w rodzinach różnie podchodzi się do problemów związanych z dojrzewaniem. Nastoletni uczniowie mają też bardzo zróżnicowane predyspozycje psychologiczne. Stąd moja wskazówka, żeby dyrektorzy wyważyli wiele argumentów. Ale mogą być pewni, że my jako organ prowadzący szkoły jesteśmy tej akcji przychylni – deklaruje Czyżewska.

Na mapie Polski, na której zaznaczono miejscowości, gdzie różowe skrzyneczki już trafiły, są duże miasta, jak Warszawa, Gdańsk czy Kraków, ale też niewielkie ośrodki nawet na uznawanej za konserwatywną Ścianie Wschodniej, na przykład Sokółka, Hrubieszów czy Tarnogród. Najwięcej różowego koloru jest na Dolnym Śląsku, bo tam akcja się narodziła. Wymyśliły ją miejscowe aktywistki i zdobyły poparcie Dolnośląskiego Kongresu Kobiet i wrocławskiego oddziału fundacji Centrum Praw Kobiet. „Każdego dnia stykamy się z trudnościami spowodowanymi niedostępnością środków higieny intymnej w instytucjach publicznych – szkołach, uczelniach, urzędach czy bibliotekach. Brak podpasek i tamponów w toaletach wyklucza nas i ogranicza nasze możliwości. Odbiera nam prawo do godnej i komfortowej menstruacji, która jest niezbywalną częścią naszej fizjologii” – napisały inicjatorki Adrianna Klimaszewska, Bożena Powaga i Lucyna Cwiach. – Różowa skrzyneczka to nie tylko bezpłatny dostęp do podpasek, tamponów i kubeczków menstruacyjnych. To symbol naszej walki o równą, przyjazną przestrzeń. Nie zgadzamy się na to, żeby dziewczynki opuszczały lekcje, a kobiety musiały wychodzić z pracy z powodu braku środków higieny intymnej – tłumaczyła Adrianna Klimaszewska.

Władze wielu miast bez namawiania włączyły się do akcji. –  Pilotaż zaczynamy od szkół. W damskich toaletach zawisną charakterystyczne skrzyneczki, które będą wyposażone w środki higieny osobistej dla kobiet. Myślę, że świadomość, że można skorzystać z wyposażenia takiej skrzyneczki, da wielu dziewczętom poczucie bezpieczeństwa – mówiła w kwietniu tego roku wiceprezydent Olsztyna Ewa Kaliszuk. W Gdańsku skrzyneczka znalazła się nawet w budynku magistratu. Z własnych pieniędzy sfinansowała ją przewodnicząca rady miasta Agnieszka Owczarczak. – Coraz częściej pojawia się takie sformułowanie, jak „ubóstwo menstruacyjne” i szczerze mówiąc nie wiedziałam, że jest to duży problem dotykający też polskie kobiety, które decydując, na co mają wydać pieniądze z domowego budżetu, rezygnują z zakupu środków higienicznych na rzecz innych, bardziej potrzebnych rzeczy – mówiła Agnieszka Owczarczak. – Są takie domy, gdzie dziewczęta mają wydzielane pieniądze, na te artykuły wcale nie dostają funduszy, a wstydzą się o tym powiedzieć czy poprosić o pomoc. Gdy zapoznałam się ze statystykami i dotarłam do akcji „Różowa skrzyneczka”, pomyślałam, że warto się w nią zaangażować – dodała. Skrzyneczki trafiły też m.in. do 6 szkół podstawowych w Kołobrzegu. Tam pomysł zgłosiła Młodzieżowa Rada Miasta, a prezydent miasta Anna Mieczkowska nie wahała się ani chwili. Choć w pierwszej kolejności skrzyneczki montowane są w szkołach, ale zainteresowane nimi są też biblioteki i domy kultury.

Aktywistki Dorota Smak i Paulina Chełmicka są przekonane, że także w Pruszkowie zainteresowanie będzie spore, zwłaszcza gdy akcja zostanie nagłośniona. Czy nie obawiają się, że może być identyfikowana politycznie? – Trochę czujemy polityczny bat nad sobą, ale żyjemy w takich czasach, że każde słowo jest analizowane pod tym kątem – przyznaje Paulina Chełmicka. – Ta akcja jest totalnie poza polityką. Chcemy skupić się na polepszaniu komfortu życia mieszkańców. Za moich czasów takiej inicjatywy w szkole nie było, a wiem, że i wtedy, i dziś jest ogromna potrzeba wspierania kobiet i na tym się koncentrujemy – dodaje Chełmicka.