Przypomnijmy. Instytut Technologiczno-Przyrodniczy w Falentach złożył do Urzędu Gminy Raszyn wniosek o zmianę miejscowych planów zagospodarowania w sposób umożliwiający zasypywanie stawów i przeznaczanie gruntu pod zabudowę. Dzięki mieszkańcom i aktywistom – także z Pruszkowa – sprawa nabrała ogólnokrajowego rozgłosu. Na Facebooku zawiązała się grupa Ratujmy Rezerwat Stawy Raszyńskie. „Grupa powstała w celu uratowania przed zagładą bezcennego przyrodniczo obszaru, jakim jest Rezerwat Stawy Raszyńskie, wraz z jego otuliną w obecnym kształcie” – czytamy w jej opisie. „Instytut Technologiczno-Przyrodniczy w Falentach, instytucja podlegająca bezpośrednio Ministerstwu Rolnictwa, który jest wieczystym użytkownikiem rezerwatu i otaczającego go terenu o całkowitej powierzchni około 370 ha. ITP wnioskuje do gminy zmianę przeznaczenia 26 działek o łącznej powierzchni ponad 200 ha. W miejsce ostoi ponad 130 gatunków ptaków powstać mają... m.in. hale magazynowe i osiedle domków jednorodzinnych. Nie możemy pozwolić, aby ten absurdalny, skandaliczny pomysł doszedł do skutku!”.

Raszynem zainteresowały się media. Efekt? Na dzień przed sesją rady gminy w Raszynie Instytut wycofał złożone wnioski. Problemu chwilowo nie ma. Z akcentem na chwilowo, bo placówka ma poprawić dokumenty i zgłosić się z nimi do urzędu ponownie. Mimo wszystko protest odniósł skutek i pokazał siłę społeczeństwa obywatelskiego. Jest jednoznacznym ostrzeżeniem dla lokalnych władz, od których mieszkańcy oczekują zdecydowanego przeciwstawiania się presji deweloperskiej.
Wielka akcja obrony stawów w Falentach z udziałem pruszkowskich aktywistów to jednoznaczny komunikat również dla władz Pruszkowa, że mając na jednej szali interes deweloperów, z drugiej oczekiwania mieszkańców, muszą dokonywać niebudzących wątpliwości wyborów. Mogą być pewne, że mieszkańcy będą twardo egzekwować złożone w 2018 roku deklaracje, że wraz z usunięciem ze stanowiska ekipy SPP przedstawiciele firm deweloperskich nie będą już dyktować ani sposobu zagospodarowania atrakcyjnych działek, ani kierunku rozwoju miasta polegającego na zabetonowywaniu każdego wolnego skrawka przestrzeni.

W Pruszkowie w 2019 roku mieszkańcy pod wodzą Arka Gębicza zorganizowali protest przeciwko ogromnej inwestycji zaplanowanej przy parku Potulickich. Ta walka zakończyła się porażką. Deweloper wyciął kilkadziesiąt drzew, budowa trwa w najlepsze. Wygląda jednak na to, że była to ostatnia przegrana przez mieszkańców walka o ocalenie cennej przyrody, której w Pruszkowie ubywa w zastraszającym tempie. Że doświadczenia zdobyte wtedy przez aktywistów uda się spożytkować w ramach społecznej kontroli decyzji podejmowanych w urzędzie przy ulicy Kraszewskiego. Że ta kontrola już trwa.

Dowód na to, że władze Pruszkowa zdają sobie sprawę, że decyzje dotyczące zagospodarowania miasta znalazły się na cenzurowanym, mieliśmy kilkanaście dni temu, kiedy na fejsbukowym profilu Jestem z Pruszkowa opublikowaliśmy informację o planach budowy 17-piętrowego bloku przy ulicy Staszica. Materiał zilustrowaliśmy zdjęciem niewłaściwego placu – obiecanego mieszkańcom na cele rekreacyjne. Już kilkadziesiąt minut po publikacji do redakcji zadzwonił zdenerwowany wiceprezydent Konrad Sipiera domagając się sprostowania, że chodzi o inną działkę. Ta sytuacja pokazała, że bezpiecznik, zainstalowany i obsługiwany przez mieszkańców – działa. Że władze miasta zdają sobie sprawę, że mają obowiązek działać w interesie społecznym, a czasy pozbywania się miejskich działek na rzecz deweloperów i wydawania im zezwoleń, jakich żądają, nie wrócą.

Mieszkańcom gminy Raszyn i wszystkim aktywistom zaangażowanym w obronę unikatowej przyrody w Falentach gratuluję. I mam nadzieję, że na ich rewanż będzie można liczyć, jeśli w Pruszkowie zagrożone będą jakiekolwiek cenne tereny – choć wolałbym, żeby do takiej sytuacji nigdy już u nas nie doszło.