W pierwszych dniach zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę Pruszkowianki i Pruszkowianie tłumnie ruszyli na pomoc napływającym do Polski uchodźcom. 

Od początku wojny, największą popularnością w Pruszkowie cieszyła się powszechna zbiórka materiałów w hali sportowej Liceum im. Tadeusza Kościuszki. Głównymi inicjatorkami akcji były władze, samorząd uczniowski i praciwnicy liceum, oraz wolontariusze i wolontariuszki, w tym m.in. Dorota Smak i Paulina Chełmicka, które w poprzednich latach dały się poznać jako inicjatorki pruszkowskich marszów odbywających się w ramach ogólnopolskiego strajku kobiet. Ich zbiórka na rzecz uchodźców wojennych z Ukrainy spotkała się z natychmiastowym, ogromnym odzewem. 

W “Kościuchu” zaroiło się od ludzi. Uczniowie, rodzice, wolontariusze i wszyscy, którzy chcieli jakoś pomóc, stawiali się licznie przynosząc dary lub zwyczajnie zgłaszając gotowość do pracy. A tej było co niemiara - zgromadzone materiały trzeba było posegregować, ocenić ich zdatność do użycia, a następnie zapakować i zorganizować transport. Część udzielonej pomocy trafiła na granicę polsko-ukraińską, część została wysłana bezpośrednio do Ukrainy, jeszcze inna część była rozprowadzana po potrzebujących rodzinach w Pruszkowie. 

“To co dla jednych jest źródłem dramatu dla innych jest wspaniałym sposobem do lansu”

Ze skromnej inicjatywy akcja szybko przerodziła się w dobrze zorganizowaną maszynę do niesienia pomocy humanitarnej. Organizatorki coraz sprawniej pozyskiwały darczyńców i organizowały logistykę. Zbiórka pewnie działałaby do dziś, gdyby Starostwo Powiatowe nie postanowiło jej “usprawnić”. 

“Jednego dnia urzędnicy Starostwa przejęli kontrolę nad zbiórką. Dwa dni później pracownicy sztabu kryzysowego przyjechali aby zabrać rzeczy ze zbiórki” - opowiada nam jedna z wolontariuszek zaangażowana w akcję. Co dokładnie oznacza “przejęli?” - pytamy. “No przejęli. Efekt jest taki, że wszyscy rozeszli się do domów, zbiórka w Kościuchu została zakończona. Ale przynajmniej Starosta sobie zdjęcia porobił. Uczniom, pracownikom szkoły i wolontariuszom za pomoc nie podziękował”. 

I faktycznie - krótko po tych wydarzeniach na stronie Powiatu Pruszkowskiego na Facebooku pojawił się post opatrzony serią fotografii. Z jego treści dowiadujemy się, że oto “Zarząd Powiatu Pruszkowskiego dostarczył mieszkającym w przydzielonych miejscach uchodźcom, produkty pierwszej potrzeby”. Miał to zrobić “w imieniu samorządu uczniowskiego LO im. Tadeusza Kościuszki w Pruszkowie”. Na zdjęciach: Starosta Krzysztof Rymuza i Sekretarz Powiatu Michał Landowski dzielnie podają paczki z zaopatrzeniem dla potrzebujących. Paczki - dodajmy - zebrane siłą samorządu uczniowskiego i społeczności, która spontanicznie zgromadziła się wokół oddolnej zbiórki w Liceum Kościuszki.

🇺🇦 Obywatele Ukrainy, którzy uciekli przed wojną, znaleźli schronienie rownież na terenie powiatu pruszkowskiego. W...

Opublikowany przez Powiat Pruszkowski Piątek, 4 marca 2022

Nie trzeba było długo czekać, kiedy na Starostę i jego ludzi wysypała się fala krytyki. “To co dla jednych jest źródłem dramatu dla innych jest wspaniałym sposobem do lansu. Ponadto lans ten jest oparty na ciężkiej pracy innych, bo dobro czyni się po cichu - reszta to teatr. Bardzo brzydko Panie Krzysztof Rymuza i reszta ekipy” - napisała pod postem Starostwa Paulina Chełmicka.  “Z całym szacunkiem ale zbieranie laurów za organizatorów w trakcie tragicznych wydarzeń jest smutne” - dodała Paulina Grubek-Zatoń, która w trakcie trwania akcji pomagała w organizowaniu transportów darów w głąb Ukrainy. 

Według nieoficjalnych informacji do których dotarła redakcja zpruszkowa.pl, Starostwo miało próbować przeprowadzić podobną “operację” również wobec Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Sportowych przy ul. Gomulińskiego w Pruszkowie, gdzie społeczność szkolna również zebrała się do organizacji spontanicznych zbiórek darów dla uchodźców. Tam jednak - zgodnie z naszymi informacjami - Krzysztof Rymuza miał napotkać większy “opór materii” niż w Liceum Kościuszki. 

Finalnie, na Gomulińskiego, do “usprawnienia” i “poprawy koordynacji” miało nie dojść. Efekt? Prowadzone tam zbiórki przetrwały dłużej niż te w Liceum Kościuszki. Ostatni wysłany transport dotarł do miejsca docelowego w Ukrainie kilka dni temu - 31 marca - o czym poinformował publicznie dyrektor ZSOiS Łukasz Borkowski.

Kolejny transport pomocy dotarł na Ukrainę. Podziękowania dla wszystkich mieszkańców Powiatu Pruszkowskiego za...

Opublikowany przez Łukasza Borkowskiego Czwartek, 31 marca 2022

“Uchodźcy wypadli z ramówki w telewizji i ludzie przestali pomagać”

Kilka dni później Dorota Smak i Paulina Chełmicka postanowiły o kontynuacji zbiórki zapoczątkowanej w Liceum Kościuszki, jednak tym razem w innej lokalizacji. Dzięki uprzejmości władz Nowej Stacji udało się otworzyć takowy w pruszkowskiej galerii handlowej, tuż przy wejściu od strony ul. Sienkiewicza. Aktywistkom oddano tam w użytkowanie mały lokal, który przez kolejne tygodnie służył zarówno jako punkt zbiórki jak i punkt wydawania darów. 

Początkowo punkt działał bardzo prężnie, bo i nie było powodów do narzekania na niedobór towarów. Udzielanie pomocy odbywało się na zasadzie free-shop. Wolontariusze gromadzili, sortowali i wydawali towary pierwszej potrzeby gromadzącym się na miejscu uchodźcom z Ukrainy. Z czasem jednak lokalny entuzjazm w niesieniu pomocy zaczął słabnąć. Darczyńców było coraz mniej, a kolejki potrzebujących nie kurczyły się.

 “Uchodźcy wypadli z ramówki w telewizji i ludzie przestali pomagać” - mówi portalowi zpruszkowa.pl jeden z wolontariuszy zaangażowanych w pracę punktu. Trudno odmówić temu twierdzeniu racji - wojna nadal trwa, uchodźcy nadal napływają do Polski, jednak ogólnopolskie media zdają się przechodzić nad tym do porządku dziennego. Priorytet w codziennych wydaniach serwisów informacyjnych odzyskują mecze barażowe i połajanki rodzimych polityków. To z kolei przekłada się na zaangażowanie obywateli w sprawy naprawdę istotne. Również na poziomie lokalnym. 

Stan zaopatrzenia w punkcie pomocowym w Nowej Stacji zaczął szybko topnieć, łańcuchy dostaw urwały się. Zgromadzone produkty zaczęły wystarczać w najlepszym razie na pierwszą godzinę działania punktu każdego dnia, w ostatnich dniach nawet na krócej. Finalnie, utrzymujące się pustki na półkach punktu pomocowego doprowadziły jego organizatorki do podjęcia decyzji o tymczasowym wstrzymaniu pracy. 

"Nasze zasoby zostały wyczerpane i nie mamy skąd brać kolejnych" - czytamy w ogłoszeniu na stronie WPR w walce o kobiety zawiadywanej przez Dorotę Smak i Paulinę Chełmicką. "To nie znaczy, że nie będziemy pomagać" - piszą. 

Z bólem serca… To nie znaczy, że nie będziemy pomagać. Obserwujcie nas.

Opublikowany przez WPR w walce o kobiety Czwartek, 31 marca 2022

W rozmowie z portalem zpruszkowa.pl wyjaśniają, że postanowiły dać sobie chwilę czasu na przeorganizowanie akcji tak, by zapewnić jej “restart” w nowej, trwalszej i bardziej przemyślanej formie. Zapewniają, że o wznowieniu będą informowały opinię publiczną na bieżąco. 

Trend gaśnięcia oddolnej, spontanicznej pomocy niesionej przez polskie społeczeństwo na rzecz uchodźców jest dostrzegalny w całej Polsce. W momencie pisania tego artykułu, na grupie na Facebooku skupiającej wolontariuszy działających w punkcie pomocowym na stacji Warszawa Zachodnia pojawił się post o niepokojącej treści: “MAMY KRYZYS. Drodzy niestety dziś jest tragedia .. skończyło nam się dosłownie wszystko - kanapki, woda, chemia… Bardzo prosimy o wsparcie”.

Pieniędzy z rządu nie ma i nie wiadomo kiedy będą

Teoretycznie oddolna pomoc niesiona uchodźcom z Ukrainy w całym kraju miała być jedynie pierwszą reakcją, doraźną odpowiedzią na najpilniejsze potrzeby spowodowane wojną za wschodnią granicą. Teoretycznie, po krótkim czasie, ciężar odpowiedzialności za opiekę nad uchodźcami miało przejąć na siebie państwo polskie. Przynajmniej o tym zapewniał opinię publiczną rząd ogłaszając przyjęcie tzw. “specustawy o pomocy Ukrainie”. Teoretycznie. Bo czy tak się stało naprawdę? 

Nowe rozwiązania prawne przyjęte na okoliczność napływu uchodźców wojennych przewidują trzy formy wsparcia finansowego Ukraińców przebywających w Polsce: jednorazową pomoc w wysokości 300 zł “na start” (na każdego członka rodziny), objęcie ukraińskich rodzin programem 500+ oraz dopłaty dla polskich gospodarstw domowych, które zdecydowały się na przyjęcie uchodźców pod własny dach (słynne “40 złotych na jednego uchodźcę na dobę”). 

Tyle teorii. W kwestii faktów - spośród zapytanych przez nas pracowników okolicznych ośrodków pomocy społecznej nikt nie wie kiedy wypłacane będzie 300 złotych “na start” i czy rząd w ogóle ma na to pieniądze. Z kuluarów sejmowych dowiedzieliśmy się, że rząd planuje sfinansować to przedsięwzięcie ze środków z Planu Odbudowy dla Europy. Problem polega na tym, że nikt nie wie czy Polska będzie w ogóle w tym programie partycypować. 

Jeśli chodzi o kwestię “40 złotych na dobę” dla polskich rodzin opiekujących się uchodźcami - ustawodawca złożył obowiązek “obróbki” wniosków na barkach gmin zastrzegając, że gminy mogą scedować go na podległe sobie jednostki organizacyjne. I tu znów pojawił się problem, bo przepisy te stoją w otwartej sprzeczności z innymi ustawami, które określają dość precyzyjnie czym poszczególne jednostki organizacyjne mogą się zajmować, a czym nie. 

Z tym problemem rząd pozostawił samorządowców samych sobie. W praktyce stosowania “specustawy” już teraz - jak to w Polsce - kształtuje się szkoła “krakowska” i “częstochowska”. Niektóre gminy, chcąc uniknąć przyszłych problemów prawnych, biorą obsługę wniosków bezpośrednio na swoje urzędy (wiemy, że taką drogą ma zamiar podążać m.in. gmina Brwinów). Inne - zdając się wyłącznie na “specustawę” - zamierzają zlecić to zadanie którejś ze swoich jednostek, najczęściej wskazując Ośrodki Pomocy Społecznej (z informacji uzyskanej przez radnych na posiedzeniu ostatniej Komisji Prawa, Administracji i Bezpieczeństwa Rady Miasta Pruszkowa wynika, że taki kurs ma utrzymać m.in. Miasto Pruszków). 

Według najbardziej optymistycznych (i nie wiadomo, czy uzasadnionych) prognoz, pierwsze transze pomocy dla uchodźców mają być wypłacane w czerwcu, z wyrównaniem od marca. Obietnica wyrównania wypłat za trzy miesiące wstecz wydaje się niewielkim pocieszeniem wobec faktu, że najpierw te trzy miesiące trzeba za coś przeżyć. A - podkreślmy jeszcze raz - czerwiec podawany jest jako optymistyczny wariant nadejścia pierwszych wypłat. 

Polski PESEL? “Iditie na Stadion Narodowy”

Technicznym warunkiem koniecznym do spełnienia w celu udzielenia obcokrajowcom dostępu do polskich usług publicznych jest nadanie im numeru PESEL. Taką możliwość otworzyła przed polskimi urzędami tzw. “specustawa” - składanie wniosków w tej sprawie rozpoczęto w środę 16 marca, a obowiązkiem ich przyjmowania obarczono (a jakże by inaczej) samorządy. Od początku, poprzez regularne wizyty w godzinach pracy urzędu, doglądaliśmy przebiegu tego procesu w pruszkowskim magistracie. 

Kolejki po wydanie numeru PESEL w Urzędzie Miasta Pruszkowa

O ile pierwszego dnia w budynku przy Kraszewskiego było jeszcze relatywnie spokojnie, tak w dniach kolejnych, przy okienkach Biura Obsługi Mieszkańców zrobiło się całkiem już tłoczno. Pomieszczenia na parterze zapełniły się ludźmi, a urzędnicy i Straż Miejska musieli jakoś zapanować nad sytuacją. Wprowadzono więc system “numerkowania” kolejki, a funkcjonariusze Straży Miejskiej ustawieni przed wejściem do urzędu wyjaśniali interesantom zasady jego działania. Tłum jednak nie malał, a kolejki - zamiast po złożenie wniosku o PESEL - zaczęły ustawiać się po wydanie numerku.

Jedna z urzędniczek wpadła więc na pomysł, aby oczekujących w kolejce zniechęcić do ubiegania się o PESEL w Pruszkowie. Na moich oczach wyszła do dwóch pań oczekujących w kolejce po numerek przed wejściem do Urzędu od strony parkingu. “Iditie na Stadion Narodowy” - mówiła kalecząc rosyjski - “tam takaja sama bumaga nużna”. Próbowała przekonać kobiety, że w punkcie obsługi interesantów zorganizowanym na Stadionie Narodowym zostaną obsłużone sprawniej (i na podstawie tego samego formularza). “Gdzie wy żywiecie?” - urzędniczka dopytywała uchodźczynie. Gdy usłyszała, że te zakwaterowane są w domu przy ul. Andrzeja stwierdziła, że to doskonale, bo przecież stamtąd jest niedaleko do stacji WKD. 

W tym samym czasie pod Stadionem Narodowym tworzyły się już gigantyczne kolejki. Jak podaje TVN Warszawa, niektórzy, by zdołać złożyć wniosek o numer PESEL, czekają pod wejściem już od godziny czwartej nad ranem. 

Zagadałem do dwóch kobiet, które zniechęcone opuściły budynek Urzędu Miasta. Wyjaśniłem spokojnie, że zostały wprowadzone w błąd i nie muszą jechać na żaden Stadion Narodowy. Wytłumaczyłem, że mają pełne prawo bycia obsłużonymi w Pruszkowie, a za zaistniałą sytuację serdecznie przeprosiłem.

23 marca magistrat wydał komunikat mówiący, że w celu usprawnienia obsługi interesantów zgłaszających się z wnioskiem o nadanie numeru PESEL, “numerki o nadanie numeru PESEL będą wydawane w każdy piątek od godziny 8.00 na cały następny tydzień” - czytamy w jego treści. “Kreatywne zarządzanie czy sabotaż jakiś czy jak? Zamiast "drugiego okienka"? Usprawnienia dla kogo?” - skomentowała aktywistka Małgorzata Kochańska na swojej stronie na Facebooku. 

Europejskie standardy czy państwo z dykty? 

Przybywający do Polski uchodźcy wojenni z Ukrainy oczekują, że na miejscu zastaną zachodnie, europejskie standardy organizacji administracji publicznej. Niekiedy zdarza się jednak, że zamiast tego doświadczają na własnej skórze wypadkowej działania państwa z dykty i polityków z Faceebooka.