Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Radny Łukasz Ruszczyk: Przyłączmy część Parzniewa do Pruszkowa. Burmistrz Brwinowa: Radny wyciąga rękę po nie swoje dobro

Sławomir BUKOWSKI
Może i radny chciał dobrze, ale o mały włos nie wywołał wojny między Pruszkowem a Brwinowem. Jego pomysł zmiany granic administracyjnych wywołał zdecydowaną reakcję obu włodarzy. Temat został ucięty. Czy inicjatywa radnego Ruszczyka w ogóle miałaby ekonomiczny i polityczny sen?
Parzniew
Ilustracja: Parzniew

Łukasz Ruszczyk to przewodniczący klubu Pruszków Obywatelski, zarazem przewodniczący jednej z najważniejszych komisji Rady Miasta Pruszkowa – rewizyjnej. Jego interpelację do prezydenta Pruszkowa należałoby więc traktować nie tylko jako formalny wniosek o korektę granic administracyjnych, ale również mocny polityczny głos w sprawie tego, jak w praktyce funkcjonuje dziś Pruszków. W piśmie z 23 marca 2026 roku, skierowanym do prezydenta Pruszkowa Piotra Bąka, radny zaapelował o rozpoczęcie działań zmierzających do zmiany granic administracyjnych Pruszkowa poprzez przyłączenie części Parzniewa, należącego dziś do gminy Brwinów.

Chodzi o teren między ulicami Przyszłości, Solidarności i Działkową. Do interpelacji dołączona została mapa proponowanego obszaru, który – według radnego – już dziś pozostaje w ścisłym związku z Pruszkowem. Radny argumentuje, że „w praktyce stanowi jego naturalne przedłużenie urbanistyczne”, a granica administracyjna ma tam „charakter sztuczny i nieodzwierciedlający rzeczywistych powiązań przestrzennych”.

Mapa Parzniew

Łukasz Ruszczyk przekonuje, że układ drogowy, komunikacyjny i społeczny analizowanego terenu został faktycznie podporządkowany Pruszkowowi. Jak pisze, „istniejąca infrastruktura drogowa oraz układ komunikacyjny są w całości zorientowane na miasto Pruszków”, przez co codzienne życie mieszkańców – dojazdy do pracy, szkół, usług i instytucji publicznych – odbywa się „niemal wyłącznie w relacji z miastem”. W jego ocenie powiązania z resztą gminy Brwinów mają znaczenie marginalne i „nie tworzą spójnego układu funkcjonalnego”.

Radny wskazuje na praktyczny wymiar problemu. Mieszkańcy korzystają przede wszystkim z infrastruktury społecznej w Pruszkowie, w tym ze szkół, poczty i komunikacji miejskiej. Jednocześnie rozwijająca się zabudowa mieszkaniowa będzie zwiększać presję na miejskie usługi publiczne. Dynamiczny rozwój zabudowy „oznacza rosnące obciążenie infrastruktury miejskiej Pruszkowa, przy jednoczesnym braku adekwatnego udziału tego obszaru w dochodach miasta, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do nierównowagi finansowej i organizacyjnej”.

Jednym z mocniejszych fragmentów pisma jest porównanie dostępności do szkół. Ruszczyk wylicza, że z rejonu ulic Przyszłości i Solidarności do najbliższych szkół podstawowych w Pruszkowie, w tym do SP 2, jest około 1,4 km, co oznacza czas dojazd rzędu kilku minut. Dla porównania, dostęp do podstawówek po stronie Brwinowa wiąże się z koniecznością pokonania około 7 km. Ta sama logika dotyczy urzędów, instytucji kultury i infrastruktury sportowej. Do Urzędu Miasta Pruszkowa jest około 4 km, podczas gdy do Urzędu Miejskiego w Brwinowie – około 7 km, zaś do pruszkowskiego Centrum Kultury i Sportu – około 3,5 km, wobec niemal 8 km do Gminnego Ośrodka Kultury w Brwinowie.

W interpelacji pojawia się również wątek społeczny. Ruszczyk zauważa, że obecny stan granic bywa nieczytelny dla samych mieszkańców, którzy często funkcjonują w przekonaniu, że mieszkają już na terenie Pruszkowa. Ma to świadczyć o „faktycznym zakorzenieniu społecznym tego obszaru w strukturze miasta” i potwierdzać istniejące więzi społeczne, gospodarcze oraz komunikacyjne.

Najmocniejsze politycznie zdanie pada na końcu uzasadnienia. Radny stwierdza: „utrzymanie obecnego przebiegu granic administracyjnych nie znajduje uzasadnienia w rzeczywistych uwarunkowaniach funkcjonalnych i przestrzennych”. I formułuje konkluzję: „racjonalnym rozwiązaniem jest włączenie opisanego obszaru w system planowania i zarządzania usługami publicznymi miasta Pruszkowa, który już obecnie pełni faktyczną funkcję ośrodka obsługującego jego mieszkańców”.

Łukasz Ruszczyk zauważa, że zmiana granic nie wymaga zgody sąsiedniej gminy, choć możliwe są konsultacje społeczne, a ostateczna decyzja należy do Rady Ministrów. Wskazuje również na termin: aby ewentualna zmiana mogła wejść w życie 1 stycznia 2028 roku, wniosek powinien zostać złożony najpóźniej do 31 marca 2027 roku. Dlatego zwraca się do prezydenta Bąka o „podjęcie skutecznych działań” oraz przedstawienie radzie miasta informacji o harmonogramie dalszych prac.

Czego w interpelacji zabrakło?

Uzasadnienie przygotowane przez Łukasza Ruszczyka pomija kilka istotnych elementów. Po pierwsze, w Parzniewie gmina Brwinów buduje szkołę podstawową. Koszt inwestycji przekracza 60 mln zł. Czy więc Pruszków, dokonując ewentualnego przejęcia części Parzniewa wraz ze szkołą, nie powinien zapłacić na rzecz gminy Brwinów określonej kwoty tytułem spłaty tej inwestycji? Takie właśnie pytanie przesyłamy radnemu.

Szkoła W Parzniewie Fot Budicor Invest Gropu

Łukasz Ruszczyk: „Budowa nowej szkoły w Parzniewie to oczywiście dobra i potrzebna inwestycja, ale nie rozwiązuje sedna problemu. Mówimy o placówce na ok. 450 uczniów. Skala potencjalnej zabudowy w tym rejonie dość szybko może doprowadzić do przepełnienia jednostki. Już w tej chwili większość dzieci z Parzniewa pobiera naukę w pruszkowskich jednostkach oświatowych i to samo będzie miało miejsce w momencie wyczerpania chłonności nowej szkoły. Co ważniejsze, sama placówka nie zmienia tego, jak ten obszar funkcjonuje na co dzień. Ludzie i tak jeżdżą do Pruszkowa do pracy, szkół, przedszkoli, usług. Korzystają z pruszkowskiej infrastruktury i tam koncentruje się ich życie. To jest szersze zjawisko niż jedna inwestycja. Ewentualne rozliczenia finansowe to osobny temat, który wymaga analiz i rozmów pomiędzy gminami na późniejszym etapie gdy, sprawa się rozwinie”.

Pytamy też radnego, jak rozumieć przytoczony przez niego w interpelacji argument, że mieszkańcy Parzniewa korzystają w dużej mierze z komunikacji miejskiej uruchamianej przez Pruszków, skoro Parzniew obsługiwany jest przez linię autobusową GPA nr 66 (Pruszków – Parzniew – Brwinów) finansowaną przez gminę Brwinów?

Łukasz Ruszczyk odpisuje: „Pragnę zwrócić uwagę, że oprócz linii 66 są jeszcze 68 i 78, oraz linia miejska 4. A w bezpośredniej okolicy liczne inne linie miejskie. Wszystkie one (z liniami GPA włącznie) prowadzą do centrum Pruszkowa. I to właśnie ten kierunek jest dla mieszkańców naturalny. Tam jadą załatwiać sprawunki, spędzać czas wolny, czy na pociąg. W praktyce żyją "po pruszkowsku" niezależnie od tego, kto formalnie finansuje komunikację. To dobrze pokazuje, gdzie ten obszar jest faktycznie przyklejony”.

I wreszcie najważniejsze: czy interpelacja nie przyczyni się do pogorszenia relacji sąsiedzkich pomiędzy gminami Pruszków i Brwinów? Łukasz Ruszczyk: „Ta interpelacja nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek. Jest próbą nazwania rzeczy po imieniu i uporządkowania sytuacji. A jest ona od lat trochę sztuczna, bo granice administracyjne nie pokrywają się z tym, jak ten teren naprawdę funkcjonuje. Udawanie, że problemu nie ma, również nie poprawia relacji. Wręcz przeciwnie, lepiej o takich rzeczach rozmawiać otwarcie i spokojnie szukać rozwiązań, które mają sens dla mieszkańców po obu stronach”.

Burmistrz Brwinowa: Nie rozumiem ludzi, którym łatwo przychodzi wyciągać ręce po nie swoje dobro

Powiedzieć, że interpelacja pruszkowskiego radnego zirytowała Arkadiusza Kosińskiego, burmistrza Brwinowa, to nic nie powiedzieć. „Ubolewam, że pan radny zamiast zajmować się rzeczywistymi problemami swojego samorządu pragnie zaistnieć w przestrzeni publicznej w dość dyskusyjny sposób: wyciągając ręce po zadbaną część sąsiedniej gminy, w którą w ostatnich latach mocno zainwestowaliśmy wiele milionów złotych” – komentuje Arkadiusz Kosiński.

I wylicza: załatwienie budowy przystanku kolejowego PKP Parzniew, wybudowanie dróg, pozyskanie nieruchomości dla gminy, budowa szkoły itp. Podkreśla, że wspólnota samorządowa wszystkich mieszkańców gminy Brwinów zaciągnęła na inwestycje w Parzniewie spore kredyty, które będą spłacane w kolejnych latach.

„Wystarczy wspomnieć, że w latach 2023–2025 na budowę szkoły w Parzniewie zaciągnęliśmy kredyty w łącznej wysokości 58,2 mln zł. Dodam, że w tym roku na ten cel musimy wziąć kolejny kredyt. Te zobowiązania będziemy spłacać do 2034 roku. Muszę przyznać, że nie rozumiem ludzi, którym łatwo przychodzi wyciągać ręce po nie swoje dobro, które zostało wypracowane wysiłkiem i kosztem kogoś innego” – dodaje Kosiński.

Burmistrz nie poprzestaje na krytyce pomysłu radnego. Idzie krok dalej i poleca mu… zająć się rozwiązywaniem aktualnych i pilnych problemów Pruszkowa, bo tych nie brakuje: „W swojej odpowiedzi nie mógłbym pominąć oceny stanu finansów miasta Pruszkowa, wystarczyło mi szybkie spojrzenie na państwa budżet na 2026 r. i wieloletnią prognozę finansową rozpisaną aż do 2045 roku, żeby uzmysłowić sobie, że miasto Pruszków już zjada swój własny ogon. Jeśli wasz samorząd nie zmieni polityki finansowej, to w perspektywie kilku, kilkunastu lat stanie przed wizją niewypłacalności i braku inwestycji”.

Kosiński zauważa, że na koniec tego roku dług Pruszkowa przekroczy 215 mln zł, tylko w tym roku zwiększy się o blisko 33 mln zł, a co gorsza, zapisane w WPF wydatki na obsługę zaciągniętych kredytów (odsetki i prowizje bankowe) to kolejne 123,5 mln zł. „Jeśli miasto Pruszków nie zmieni swojej polityki finansowej, to taki poziom zobowiązań dłużnych w kontekście szybko rosnących wydatków bieżących może być bardzo niebezpieczny, a dla mieszkańców Pruszkowa odczuwalny w postaci mniejszych inwestycji w kolejnych latach” – zauważa Kosiński. – „Gdybym miał wpływ na funkcjonowanie Pruszkowa, to na miejscu pana radnego zająłbym się rozwiązywaniem problemów własnego podwórka, a nie bawiłbym się w Janosika, który napada na bogatszych i grabi bardziej przedsiębiorczych. Dzisiaj na Parzniew... a jutro na Komorów, Nową Wieś i Granicę?”.

Prezydent Pruszkowa Piotr Bąk: Nie popieram tej zmiany granic

Na odpowiedź na interpelację radny Łukasz Ruszczyk czekał ponad dwa tygodnie. Niewiele krócej czekała redakcja zpruszkowa.pl na reakcję prezydenta Pruszkowa na przesłane mu pytania. Odpowiedź Piotra Bąka jest krótka i wydaje się definitywnie zamykać temat. Otrzymaliśmy ją za pośrednictwem rzecznika prasowego miasta Krzysztofa Olszewskiego:

„Przekazuję odpowiedź, która została skierowana również do Pana Radnego Łukasza Ruszczyka. Zgodnie z nią Prezydent Miasta nie posiada kompetencji do wystąpienia z wnioskiem o zmianę granic administracyjnych gminy. Piotr Bąk, Prezydent Miasta Pruszkowa, nie popiera również postulowanej w interpelacji zmiany granic administracyjnych Miasta Pruszkowa”.

Dla porządku trzeba jednak zauważyć, odpowiedź Piotra Bąka jest w części niezgodna z prawdą. Otóż prezydent jak najbardziej ma kompetencje, aby wnioskować o zmianę granic administracyjnych – to on zarządza przeprowadzenie konsultacji społecznych na terenie miasta (to obligatoryjny element procedury wnioskowania) i przygotuje projekt uchwały rady miasta, adresowanej do MSWiA, właśnie z wnioskiem o korektę granic administracyjnych jednostki samorządowej. Adresatem wniosku jest Rada Ministrów, a składany jest on na ręce wojewody.

Czy przejęcie Parzniewa byłoby dla Pruszkowa opłacalne?

Z perspektywy politycznej, finansowej i instytucjonalnej sprawa zmiany granic wydaje się znacznie bardziej złożona, niż wynikałoby to z samej interpelacji Łukasza Ruszczyka. Nawet jeśli argumenty o faktycznych powiązaniach funkcjonalnych tego obszaru z Pruszkowem są trafne, to wszczęcie formalnej procedury zmiany granic mogłoby dla władz miasta oznaczać więcej kosztów niż realnych korzyści.

Po pierwsze – koszty finansowe. Przejęcie terenu oznaczałoby nie tylko przyszłe dochody z podatków płaconych przez mieszkańców, ale również konieczność przejęcia infrastruktury, jej utrzymania oraz potencjalnych rozliczeń z gminą Brwinów za już poniesione nakłady inwestycyjne. W sytuacji, gdy – jak wskazuje burmistrz Brwinowa – inwestycje w Parzniewie były i są finansowane kredytami sięgającymi dziesiątek milionów złotych, trudno sobie wyobrazić, aby zmiana granic odbyła się bez jakiejś formy rekompensaty. To zaś oznaczałoby dodatkowe obciążenie dla budżetu Pruszkowa, który już dziś balansuje na granicy wytrzymałości.

Po drugie – ryzyko polityczne. Wszczęcie procedury zmiany granic, choć formalnie możliwe bez zgody sąsiedniej gminy, niemal zawsze prowadzi do poważnych napięć między samorządami. Ostre stanowisko burmistrza Brwinowa pokazuje, że konflikt byłby nieunikniony i długotrwały. Z sąsiednimi samorządami bardziej opłaca się współpracować, niż z nimi walczyć.

Po trzecie – niepewność efektu. Ostateczna decyzja w sprawie zmiany granic należy do Rady Ministrów i jest uzależniona od szeregu czynników, w tym opinii wojewody, konsultacji społecznych oraz szeroko rozumianego interesu publicznego. W praktyce część takich inicjatyw kończy się niepowodzeniem. Dla władz Pruszkowa oznaczałoby to zaangażowanie czasu, zasobów administracyjnych i kapitału politycznego w proces, którego wynik jest niepewny.

Wreszcie – bilans wizerunkowy. Podejmowanie inicjatywy postrzeganej przez burmistrza Brwinowa jako „sięganie po cudzy majątek” mogłoby być trudne do obrony w oczach części mieszkańców.

W tym kontekście ostrożne stanowisko prezydenta Piotra Bąka, który jednoznacznie zdystansował się od inicjatywy zmiany granic, nie dziwi. Niezależnie od merytorycznej wartości argumentów zawartych w interpelacji, uruchomienie całej procedury mogłoby okazać się dla Pruszkowa przedsięwzięciem szalenie ryzykownym, a do tego politycznie i finansowo nieopłacalnym.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

REDAKCJA POLECA
31 marca kończy się umowa dzierżawy budynku przy ul. Stanisława 30 w Pruszkowie. Fot.: Google Street View/KnowYourMeme.com Gospodarka Komunalna

Nie ma i nie będzie - władze Pruszkowa wycofały się z planów otwarcia świetlicy przy ul. Stanisława 30

Konstanty CHODKOWSKI

To już pewne. Plan otwarcia świetlicy środowiskowej w budynku przy ul. Stanisława 30 trafia do śmietnika. Obiekt dzierżawiony przez miasto od 1 stycznia 2025 roku wraca pod zarząd Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z początkiem kwietnia. Nieruchomość miała służyć mieszkańcom pruszkowskiej Ostoi.