Środowa sesja Rady Miasta Pruszkowa była niezwykła z dwóch powodów. Po pierwsze, trwała tylko 40 minut, co mocno odstaje od „pruszkowskiego standardu” oznaczającego siedzenie do pierwszej w nocy. Po drugie, radni skupili się na merytorycznej dyskusji, co doprowadziło do całkowitego przemieszania się ich politycznej identyfikacji.

Poszło o zakup nowych tabletów. Urządzenia, na których radni dziś pracują, mają już cztery lata, są wysłużone, informatycy w urzędzie miasta skarżą się, że oprogramowanie nie daje się zaktualizować, w efekcie radni korzystają podczas komisji i sesji z tego, co mają pod ręką: prywatnych laptopów i telefonów komórkowych. Jakość transmisji, jak łatwo się domyśleć, bywa kiepska. Kogoś ledwie słychać, ktoś inny wydaje dźwięki jakby coś przeżuwał, jednego słychać, ale nie widać, drugiego widać w stopklatce, bo transmisja obrazu się zerwała. Z propozycją zakupu nowych tabletów wyszedł prezydent Paweł Makuch, ale spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem – jednego radnego. Edgara Czopa z KO.

Czop podszedł do sprawy ideologicznie. Tłumaczył, że zużyty sprzęt trafia na składowiska elektroodpadów przyczyniając się do skażenia środowiska. Zamiast go wyrzucać, lepiej serwisować, wymieniać baterie. Przedstawił się jako ekspert IT i jako taki poświadczył, że oprogramowanie da się zaktualizować, trzeba po prostu skontaktować się z producentem.

Zaangażowane wystąpienie rzadziej ostatnio zabierającego głos Edgara Czopa zaskoczyło chyba nie tylko Pawła Makucha, ale i pozostałych radnych. Przewodniczący Krzysztof Biskupski (SPP) odparł, że nikt nie mówi o wyrzucaniu starych tabletów, bo można je przekazać placówkom oświatowym, gdzie sprzętu komputerowego nigdy za wiele. W podobnym tonie wypowiedział się Olgierd Lewan (SPP). Zniesmaczony przedłużającą się wymianą zdań Józef Moczuło (SPP) złożył wniosek o zakończenie dyskusji. Zdenerwowany Czop oświadczył wtedy, że nowego tabletu nie weźmie i prosi o skreślenie go z listy zakupowej. A w sukurs przyszedł mu… Paweł Zagrajek (PiS), który poparł propozycję zakupu urządzeń tylko dla chętnych.

Ostatecznie tablety zostaną kupione w ilości wcześniej planowanej, bo pieniądze na nie zapisane zostały w zbiorczym projekcie uchwały dotyczącej zmian w budżecie miasta. Radni przyjęli całość za jednym zamachem. Uchwała przeszła 13 głosami „za”, przy 1 „przeciw” i 6 wstrzymujących się.

Rozkład głosów był arcyciekawy. W klubie KO: Piotr Bąk „za”, Edgar Czop „przeciw”, Dorota Kossakowska się wstrzymała. Małgorzata Widera była nieobecna. W klubie SPP: „za” na przykład Józef Moczuło i Eugeniusz Kulpa, ale już Karol Chlebiński i Katarzyna Wall byli niezdecydowani.

Ranga całego tematu nie jest duża, na zakup tabletów zaplanowano raptem 30 tys. zł, co jest ułamkiem promila budżetu Pruszkowa, do tego pieniądze pochodzą z wygospodarowanych w tym roku oszczędności, nie trzeba ich więc nikomu zabierać. Do dyskusji można by podejść wręcz w humorystycznych kategoriach, gdyby nie unaoczniła wyraźnie ciekawego zjawiska. Otóż radni nie umówili się co do sposobu głosowania. Każdy kierował się własnym rozumem, bez oglądania się na lidera swojego ugrupowania. To ogromny kontrast w stosunku do poprzedniej sesji, kiedy członkowie klubów SPP i KO, naradziwszy się uprzednio, solidarnie wcisnęli przycisk „wstrzymuję się” podczas decydowania o absolutorium dla Pawła Makucha, przez co ten absolutorium nie dostał. To była stricte polityczna decyzja. Co więcej, radni jej nijak mieszkańcom nie uzasadnili. W przeciwieństwie do sposobu głosowania, za przeproszeniem, pierdoły, czyli tabletów.

Jaki z tego wniosek? Prowadzenie rozgrywek politycznych na poziomie samorządu lokalnego działa destrukcyjnie, buduje bariery i nie służy publicznej debacie. Czy nasi radni to zrozumieją? Okaże się podczas prac nad budżetem Pruszkowa na 2021 rok.