Rada przegłosowała anonimowe dokumenty, z pominięciem przepisów statutu miasta, które w dodatku mogą ośmieszać prezydenta Bąka

Jak powinien wyglądać lokalny proces legislacyjny, wynika z kilku ustaw – m.in. o samorządzie gminnym, a także ze statutu miasta (który bywa nazywany konstytucją miasta). Ten ostatni nakłada na przewodniczącego rady oraz samych radnych szereg obowiązków. To statut rozstrzyga, kto ma prawo do inicjatywy uchwałodawczej oraz co dzieje się z projektem uchwały, zanim zostanie ostatecznie przegłosowany.
W Statucie Miasta Pruszkowa istotny jest paragraf 28. Jego ustęp 2 stanowi: „Projekty uchwał winny być zaopiniowane przez właściwe komisje, z zastrzeżeniem punktu 3”. Ustęp 3 przewiduje bowiem wyjątek: „Projekty uchwał zgłaszane przez Prezydenta w trybie pilnym, w szczególnie uzasadnionych przypadkach lub dotyczące wewnętrznej organizacji Rady nie wymagają opinii komisji”.
Proste? Dla statystycznego mieszkańca Pruszkowa – z pewnością tak. Oczywiste? Tak samo.
Dla porządku wyjaśnijmy jeszcze, czym jest uchwała. Najprościej: to decyzja podjęta przez radę miasta w głosowaniu, która ustala zasady lub rozstrzyga konkretne sprawy. Uchwała może zmieniać stawki podatków lokalnych, ale uchwałą jest również stanowisko rady w określonej sprawie. A zatem powinny one przejść klasyczny proces legislacyjny przewidziany w statucie.
To również jest oczywiste i niebudzące wątpliwości – oczywiście z punktu widzenia mieszkańców.
Wrzutka, szybka dyskusja – i oto jest… Ale co konkretnie?
Sesja Rady Miasta Pruszkowa, czwartek 23 kwietnia. Przewodniczący Karol Chlebiński zgłasza propozycję zmiany porządku obrad i wprowadzenia trzech projektów stanowisk rady. Dwa z nich uderzają wprost w starostę pruszkowskiego Adriana Ejssymonta – z jednego wynika, że powiat realizuje za mało inwestycji na terenie Pruszkowa, z drugiego – że niedostatecznie wywiązuje się z obowiązków dotyczących organizacji transportu publicznego. W trzecim stanowisku radni sprzeciwiają się rozbudowie Lotniska Chopina, argumentując, że wygeneruje to większy ruch samolotów nad miastem.
Radni akceptują zmieniony porządek obrad. Gdy przychodzi do debaty nad stanowiskami, oczy niektórych mieszkańców śledzących obrady otwierają się szeroko ze zdziwienia. Nie wiadomo, kto przygotował dokumenty. Mówiąc wprost, nie wiadomo, kto je napisał – przewodniczący Karol Chlebiński nie podaje autora. Czy stworzył je sam? A może prezydent Bąk? A może jego zastępczyni Dorota Kossakowska? Któryś urzędnik? A może jakiś mieszkaniec podesłał?
To nie wszystko. Okazuje się, że stanowiska, które mają zostać przyjęte jako uchwały, nie przeszły obowiązkowego – jak stanowi statut – opiniowania w komisjach Rady Miasta Pruszkowa. Karol Chlebiński nawet nie odczytuje ich treści na sesji ani nie omawia. – Nie wiem, czy jest sens odczytywania tego. Wydaje mi się, że nie, bo to jest chyba powielanie i chodzi o oszczędność naszego czasu – kwituje.
Radni kolejno przegłosowują stanowiska, rozkład głosów jest podobny: proprezydenckie kluby Pruszków Obywatelski oraz Pruszkowska Wspólnota Samorządowa są „za”, podobnie klub PiS. Przeciw głosują radne Koalicji Obywatelskiej – Katarzyna Włodarczyk i Magdalena Sawicka – oraz niezrzeszony Bartosz Brzeziński. W przypadku uchwał uderzających w powiat od głosu wstrzymuje się Paweł Makuch.
Dlaczego doszło do złamania zasad legislacji?

Zwracamy się do Karola Chlebińskiego. Pytamy, kto konkretnie przygotował treść stanowisk, dlaczego nie zostały one zaopiniowane przez komisje oraz dlaczego nie zostały nawet odczytane podczas sesji, aby mieszkańcy mogli – choćby pobieżnie – zapoznać się z ich treścią.
Przewodniczący w zasadzie nie odpowiada na nasze pytania. Najpierw wylicza, kto ma prawo do inicjatywy uchwałodawczej, choć nie o to pytaliśmy – ta kwestia jest jasno określona w Statucie Miasta Pruszkowa. Następnie stwierdza, że stanowiska „zostały przygotowane w trybie pilnym”. „Były one wynikiem przebiegu posiedzeń komisji: Gospodarki Komunalnej i Finansów Rady Miasta Pruszkowa, a przede wszystkim Komisji Inwestycji i Ochrony Środowiska Rady Powiatu Pruszkowskiego, której posiedzenie odbyło się kilka dni przed Sesją Rady Miasta Pruszkowa. Powyższe projekty uchwał zostały zaopiniowane przez radcę prawnego, legislatora, a także Prezydenta Miasta Pruszkowa”.
Dalej Karol Chlebiński pisze: „Dokumenty zawierające stanowiska zostały przesłane drogą elektroniczną wszystkim radnym Miasta Pruszkowa w dniu 22 kwietnia 2026 r. oraz w dniu Sesji zamieszczone w portalu eSesja. Przedmiotowe uchwały nie miały charakteru prawa miejscowego ani aktu o charakterze normatywnym. Stanowiły one formę wyrażenia woli przez organ kolegialny, będącą dopuszczalnym sposobem prezentowania opinii, ocen lub postulatów Rady w określonej sprawie”. I tłumaczy: „Tego typu uchwały nie wywołują skutków prawnych o charakterze powszechnie obowiązującym. Procedowanie przedmiotowych uchwał odbyło się na sesji Rady Miasta. Podczas sesji Rady Miasta przeprowadzono debatę nad projektami uchwał, zgodnie z obowiązującym porządkiem obrad. Radni mieli zapewnioną pełną możliwość zgłaszania wniosków, uwag oraz autopoprawek. Każdy z Radnych mógł zabrać głos i przedstawić swoje stanowisko, z czego skorzystano. Tym samym zachowano również zasadę kolegialności działania organu stanowiącego oraz zapewniono udział wszystkich Radnych w podejmowaniu rozstrzygnięcia”.
Czego w odpowiedzi Karola Chlebińskiego nie znajdujemy
Przewodniczący nie udziela odpowiedzi ani na podstawowe pytanie, kto przygotował dokumenty, ani nie rozstrzyga, kto był autorem inicjatywy uchwałodawczej. Nie wyjaśnia również, dlaczego nie przeszły opiniowania w komisjach. Wspomina co prawda o „trybie pilnym”, jednak Statut Miasta Pruszkowa dopuszcza pominięcie opiniowania wyłącznie w odniesieniu do niektórych projektów zgłaszanych przez prezydenta. Przewodniczący tłumaczy, że stanowiska nie wywołują skutków prawnych – co jest prawdą – ale statut nie przewiduje dla takich projektów wyjątku.
Większość swojej odpowiedzi Chlebiński poświęca wyjaśnieniom, że rada ma prawo przyjmować takie stanowiska (co nie budzi wątpliwości i nie było przedmiotem naszych pytań), a także podkreślaniu, że zachowano zasadę kolegialności (co w tym kontekście pozostaje bez znaczenia).
Dokumenty pełne niejasnych sformułowań
Stanowiska chwilami sprawiają wrażenie pisanych „na kolanie”. Są chaotyczne. Na przykład w stanowisku dotyczącym transportu czytamy: „Rada Miasta Pruszkowa stanowczo sprzeciwia się postawie Zarządu Powiatu Pruszkowskiego, który żąda od Miasta Pruszkowa dodatkowych środków finansowych w wysokości około 1,3 mln zł rocznie”.

Problem w tym, że to nie jest już aktualne. Co prawda, takie żądanie pojawiło się we wrześniu 2024 roku, jednak powiat go nie podtrzymał i obecnie spór dotyczy kwoty 428 tys. zł, którą miasto Pruszków miałoby przekazać. Autor stanowiska (podkreślamy: nieznany) nie wykazał się więc zbytnią dokładnością.
Najciekawsze jest zamieszczone w dokumencie wezwanie Zarządu Powiatu Pruszkowskiego „do rzetelnej realizacji zadań własnych, w szczególności – zgodnie z art. 4 ust. 1 pkt 6 ustawy o samorządzie powiatowym – do organizowania publicznego transportu zbiorowego o charakterze ponadgminnym”. Tymczasem powiat pruszkowski – jako członek GPA – właśnie to robi!
Dokument jest miejscami tak chaotyczny, że ustalenie, czego konkretnie radni miasta oczekują od powiatu, jest trudne, a momentami niemożliwe.
Zastrzeżenia do drugiego stanowiska – adresowanego do Polskich Portów Lotniczych – zgłosił na sesji radny Bartosz Brzeziński. – Dotyczą przede wszystkim części środkowej dokumentu. Jest ona niespójna, miejscami wprowadzająca w błąd i sugerująca scenariusze, które wydają się nierealne lub nie znajdują potwierdzenia w dostępnych analizach. Być może zastosowano w niej skróty myślowe, które jednak nie są wystarczająco czytelne – mówił. I wyliczał niespójności w przytaczanych w stanowisku liczbach.
– W jednym z fragmentów dokument łączy wzrost liczby operacji z potencjalnym rozszerzeniem „okna czasowego”, jednak nie jest jasne, o jakie okno chodzi – tłumaczył. – Wątpliwości budzi także spójność niektórych sformułowań. W jednym miejscu hałas określany jest jako ciągły, a w innym jako występujący co kilka minut. Rozumiem intencję autorów, jednak wymaga ona doprecyzowania – dodał Brzeziński, ale jego uwagi w stanowisku nie zostały uwzględnione.

Całe stanowisko utrzymane jest w tonie tak alarmistycznym, jakby lotnisko zagrażało istnieniu Pruszkowa i życiu jego mieszkańców. Czy przyjmowanie takich dokumentów licuje z powagą samorządu lokalnego?
Czy radni ośmieszyli prezydenta Bąka?
Dwa stanowiska adresowane do powiatu pruszkowskiego, w zamierzeniu wspierające prezydenta Piotra Bąka, w rzeczywistości mogą go publicznie ośmieszać – przede wszystkim obnażając jego negocjacyjną nieskuteczność w rozmowach ze starostą Adrianem Ejssymontem. Obaj – prezydent i starosta – są przecież politykami tej samej partii: Koalicji Obywatelskiej.
Skomentował to na sesji radny Paweł Makuch: – Panowie, może usiądźcie razem, uśmiechajcie się do siebie i może coś z tego w końcu będzie – mówił, zwracając się do Piotra Bąka.
Z politycznego punktu widzenia dokumenty są na rękę politykom Prawa i Sprawiedliwości – mając w rękach uchwały mogą swobodnie rozgrywać i komentować nieskuteczność działaczy KO, zbijając punkty przed kolejnymi wyborami. Stanowiska Rady Miasta Pruszkowa dobitnie potwierdzają bowiem to, o czym od dawna mówiło się w kuluarach: różnice zdań w pruszkowskiej Koalicji Obywatelskiej są tak duże, że utrudniają sprawne zarządzanie miastem i powiatem. Nic dziwnego, że radni PiS tak ochoczo poparli oba dokumenty, nawet nie próbując dociekać, kto je przygotował. Partia Jarosława Kaczyńskiego dostała idealny prezent – w całym kraju może teraz wskazywać Pruszków jako przykład wręcz awanturniczych, a na pewno bezproduktywnych rządów KO.
Przypomnijmy, że o tym, że starosta Ejssymont i prezydent Bąk nie są w stanie ustalić elementarnych kwestii, pisaliśmy niedawno w artykule „Jak starosta pruszkowski (z KO) i prezydent Pruszkowa (też z KO) nie potrafią się ze sobą dogadać”, ujawniając zadziwiającą korespondencję, jaką obaj prowadzą w sprawie współfinansowania linii autobusowych. W jednym z maili starosta grozi nawet likwidacją linii GPA, jeśli prezydent Pruszkowa nie będzie skłonny przeznaczyć na ten cel środków.
Europosłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz uchwały radnych nazywa „eskalacją”. A starostę i prezydenta pyta: Po co zostaliście wybrani?

Konflikt w łonie pruszkowskiej KO jest coraz szerzej komentowany. Europosłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz (Koalicja Obywatelska), zarazem szefowa struktur lokalnych partii w Pruszkowie, ocenia go tak:
„Mieszkam w Pruszkowie. I tak jak wielu mieszkańców obserwuję od miesięcy spór, który ma bardzo konkretną cenę. Nie abstrakcyjną. Ludzką. Ktoś nie dojechał na czas do pracy. Dziecko czekało na przystanku. Starsza osoba zrezygnowała z wizyty u lekarza, bo połączenie jest niepewne. To są skutki tej „zimnej wojny”. Nie nagłówki, lecz zwykłe, codzienne życie” – napisała do redakcji zpruszkowa.pl. „Fakty są proste: miasto i powiat nie mogą dojść do porozumienia w sprawie wspólnego finansowania linii autobusowych GPA. Kwota w grze to 428 tysięcy złotych rocznie. Przy budżetach obu jednostek to nie jest suma nie do udźwignięcia. W odpowiedzi na propozycję rozmów Rada Miasta przyjęła uchwałę krytykującą powiat. To nie jest negocjacja. To jest eskalacja kosztem mieszkańców. Mam jedno pytanie do obu stron: po co zostaliście wybrani? Samorządowcy nie są wybierani po to, żeby prowadzić spory. Są wybierani po to, żeby rozwiązywać problemy, nawet trudne, nawet gdy wymagają ustępstw. Rozmowa za pomocą uchwał jest niepoważna. Grożenie likwidacją linii (GPA – przyp. red.) od 2027 roku jest nieodpowiedzialne. Napisałam do obu stron konfliktu, stanowczo oczekując porozumienia. Mieszkańcy Pruszkowa i powiatu na nie zasługują. I będą o tym pamiętać przy urnach” – dodaje Gasiuk-Pihowicz.



.jpg?key=thumbnail-jpg)