Gelato Festival to stworzony przez Włochów z Toskanii projekt, którego celem jest wynajdywanie i promowanie najlepszych producentów lodów rzemieślniczych na świecie. Oprócz konkursów organizowanych na poszczególnych kontynentach, Gelato Festival przygotowuje ranking mistrzowskich lodziarni. W najnowszym zestawieniu, na 2021 rok, „Quattro Si” z Pruszkowa znalazła się na 42. miejscu! Gdyby odjąć lokale znajdujące się na innych kontynentach (Ameryka, Australia, Azja), to w Europie jest na 30. pozycji. Co więcej, wyżej nie uplasował się żaden inny wytwórca lodów z naszego kraju, czyli w Polsce „Quattro si” jest niekwestionowanym numerem jeden!

Złota passa pruszkowskiego cukiernika Petera Bertotiego zaczęła się w 2017 roku, kiedy stworzone przez niego lody śliwkowe wygrały polską edycję Gelato Festival w kategorii Junior, dedykowanej lodziarniom, które dopiero niedawno weszły na rynek. Jak tłumaczył Bertoti, śliwkę wybrał dlatego, że chciał stworzyć lody orzeźwiające, charakterystyczne i niebanalne, bo skoro pełno jest smaków mlecznych, to warto stworzyć coś nietypowego. A śliwka raz, że to polski owoc, dwa, że raczej niekojarzący się z lodami. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i od 2017 roku lody śliwkowe są przebojem pruszkowskiej lodziarni.

Bertoti szybko potwierdził, że wygrana nie była przypadkowa. Jeszcze w 2017 roku jego lody śliwkowe zdobyły wyróżnienie jury na Mistrzostwach Europy we Florencji. A w 2018 roku podczas kolejnej edycji Gelato Festival w Warszawie kolejny smak – tym razem czarnej porzeczki – cieszył się największą popularnością wśród odwiedzających oraz zdobył Wyróżnienie i Nagrodę Publiczności. „Jesteśmy szczególnie dumni z tego wyróżnienia, ponieważ jest to nagroda od konsumentów, a w tym roku ze względu na pogodę i lokalizację festiwalu, było naprawdę bardzo wielu odwiedzających” – pisał wtedy nasz mistrz.

Polskie sukcesy Bertotiego zostały teraz dostrzeżone przez jury Gelato Festival i w zestawieniu TOP 100 najlepszych lodziarzy świata został sklasyfikowany na 42. miejscu. Na wyższych pozycjach dominują Włosi – jest ich aż 30. Zwycięzcą rankingu jest Sycylijczyk Eugenio Morrone, zapraszający na swoje lody do dwóch lokali w Rzymie.

Kim jest Peter Bertoti i jakim cudem znalazł się w Pruszkowie? Mistrz opowiedział o sobie Maciejowi Bochnowskiemu, twórcy projektu „Pruszkowiak”. Pierwsze zaskoczenie: choć wszyscy sądzą, że przyjechał do nas wprost ze słonecznej Italii, a jego pruszkowską lodziarnię potocznie nazywa się „U Włocha”, to… z Włoch pochodzi jedynie jego dziadek. „Urodziłem się w Tunezji, wychowałem na Węgrzech, uczyłem się we Francji. Moja żona jest Polką, a nasze dzieci urodziły się w Moskwie. To brzmi dziwnie, prawda? Wydaje się, że chodzi o jakąś bardzo skomplikowaną historię, lecz wszystko jest proste. Opowiadając w dużym skrócie: nasz dziadek – Włoch, ożenił się z Węgierką, gdzieś pod koniec I wojny światowej. Moi rodzice z kolei urodzili się na Węgrzech, a ponieważ oboje byli sportowcami, na dodatek członkami reprezentacji Węgier w siatkówce (Mama była również w reprezentacji świata — „Dream Team”), po aktywnej karierze dostali kontrakty trenerskie w Tunezji. Spędzili tam 7 może 8 lat i podczas tego pobytu postanowiłem przyjść na świat. Urodziłem się w Kartaginie” – opowiadał Bertoti. „Skończyłem studia z handlu zagranicznego w Budapeszcie, natomiast we Francji, a dokładniej w Normandii, studiowałem w dziedzinie handlu artykułów spożywczych. I to właśnie z handlem wiązała się moja późniejsza kariera zawodowa. Przez przeszło 23 lata pracowałem w dwóch dosyć znanych na rynku korporacjach, zarówno w polskich, jak i zagranicznych oddziałach. Piastowałem wówczas stanowiska, które odpowiadały przede wszystkim za poszukiwanie nowych lokalizacji pod otwarcie kolejnych sklepów, negocjacje z właścicielami nieruchomości czy włodarzami miast oraz budowanie od podstaw sieci supermarketów w danym mieście. Mieszkałem wówczas we Francji, w Moskwie (gdzie urodzili się moi dwaj synowie) i w końcu w Polsce, gdzie jak widać, osiadłem na stałe”.

Jak trafił ostatecznie do Pruszkowa? „Szczerze mówiąc, gdyby ktoś wówczas powiedział mi, że kiedyś będę pruszkowiakiem, z pewnością bym nie uwierzył. Nie pomyślałbym nawet, że moje serce będzie kiedyś bić inaczej, kiedy usłyszę np. w radiu, albo gdzie indziej: Pruszków? Moja przygoda z tym miastem, która notabene szczęśliwie trwa do dzisiaj, zaczęła się kilka lat temu, gdy postanowiłem opuścić świat wielkich korporacji i jeszcze większych biznesów, i otworzyć własny biznes, zdecydowanie mniejszy. Pomysłów było kilka, ale ostatecznie zapadła decyzja o powrocie do tradycji rodzinnej, czyli produkcji i sprzedaży świeżych lodów. Swego czasu rodzina we Włoszech eksploatowała lodziarnię, z produkcją lodów na miejscu. Dość znaczna część naszych obecnych receptur pochodzi właśnie z tych czasów. Wprawdzie w latach 80. razem z bratem prowadziłem niewielką cukiernię w Budapeszcie, którą zamknęliśmy, kiedy zdecydowałem się na studia we Francji, ale postanowiliśmy spróbować raz jeszcze. Tym razem w Polsce. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak długo szukałem odpowiedniej lokalizacji w Warszawie. Tak się złożyło, że dokładnie w tym samym czasie próbowałem nawiązać współpracę w zakresie księgowości i taką możliwość znalazłem właśnie w Pruszkowie. Pomyślałem, że skoro kwestie finansowe będziemy prowadzić w tym mieście, to dlaczego by nie otworzyć tu lodziarni? Odpowiedni lokal znaleźliśmy w przeciągu zaledwie dwóch tygodni. Przypadek? Nie sądzę. Potem był czas na remont, który jak to zwykle bywa, wygenerował wyższe koszta, niż zakładaliśmy i trwał dłużej, niż miał. Lodziarnię otworzyliśmy, więc w połowie sezonu lodów i przyznam szczerze, że nie spodziewaliśmy się tak ciepłego i serdecznego przyjęcia. Dziękuję za to każdego dnia!”.

Bertoti nie szczędzi ciepłych słów naszemu miastu. „Lubię to miejsce. Na Pruszków patrzę głównie przez pryzmat osiedla Staszica. Nie tylko dlatego, że tam znajduje się nasza lodziarnia, ale również dlatego, że przez długie lata wychowywałem się na bardzo podobnym osiedlu w Budapeszcie. Może właśnie dzięki temu, niemal od razu poczułem się tu jak u siebie. Poza tym nigdzie indziej nie mam tylu znajomych, co w Pruszkowie. Nie wiem, ile razy w ciągu dnia mówię dzień dobry idąc ulicą, chociażby na targowisko, które z wiadomych powodów jest jednym z moich ulubionych punktów na mapie miasta”.

Lodziarnia „Quattro si” przy ul. Jasnej w Pruszkowie jest czynna sezonowo. W tym roku ma zostać otwarta niedługo po Wielkanocy. Oprócz cenionych już nie tylko w Polsce lodów śliwkowych i z czarnej porzeczki dostępne są typowe włoskie smaki: pistacja, czekolada, śmietankowy, truskawkowy, cytrynowy, kawowy. Bywają lody z czarnej morwy, marakui, a także brzmiące tajemniczo „weneckie marzenie”.

Ranking Gelato Festival oraz wszystkie informacje o tym włoskim projekcie można znaleźć na stronie: www.gelatofestival.com