Psie wybiegi chronią przede wszystkim przechodniów

(48)

Według obiegowej opinii psie wybiegi są udogodnieniem służącym przede wszystkim właścicielom czworonogów. Nic bardziej mylnego!

“Biegają bez smyczy i srają gdzie popadnie”, “mówią, że jest grzeczny i nikomu nic nie zrobi, a potem są wielce zaskoczeni, że ich pies kogoś pogryzł” – narzekaniom mieszkańców miast na psy i ich właścicieli nie ma końca. Gdzie nie zajrzeć, na każdym forum internetowym, na każdej miejskiej grupie na facebooku i przy okazji każdej dyskusji o psach w przestrzeni miejskiej znajdziemy te same “postulaty”. Żeby wszystkie psy były wyprowadzane na smyczy i w kagańcu. A najlepiej w klatce na kółkach. Żeby właścicieli surowo i przykładnie karać za szkody wyrządzone przez ich czworonogi (preferowany wymiar kary: kilka lat przymusowych robót publicznych). Żeby “psiarze” mieli zakaz zbliżania się do miejsc, w których przebywają aktualnie małe dzieci. Żeby wyłapywać i  usypiać psy które poliżą czyjąś rękę, powąchają torbę z zakupami lub załatwią się na chodnik. I tak dalej, i tak dalej. Niekończący się potok pogardy to w zasadzie codzienność polskiego Internetu, a temat psów sprawia tylko, że potok ten wzmaga na sile. Problem z hejtem polega na tym, że hejt rzadko kiedy bywa produktywny. “Propozycje” hejterów, nawet gdyby jakimś cudem zostały wcielone w życie, nijak nie rozwiązałyby problemu z psami w przestrzeni miejskiej. A że problem istnieje – nikt nie zaprzeczy.

Z pomocą przychodzi proste, praktyczne i nowoczesne rozwiązanie urbanistyczne – ogrodzone wybiegi dla psów. Według obiegowej opinii są one udogodnieniem projektowanym z myślą o spełnieniu “fanaberii” właścicieli psów. Nic bardziej mylnego! Pierwszym psim parkiem na świecie był The Ohlone Dog Park, (później przemianowany na Martha Scott Benedict Dog Park) w Berkeley, w stanie California, USA. Jak się okazuje, został on utworzony pod koniec lat 70-tych na żądanie mieszkańców… niebędących właścicielami psów (sic!). Miejscowi, w trosce o własny komfort i bezpieczeństwo postanowili zebrać się wyznaczyć właścicielom psów specjalne miejsce do spacerów z pupilami. “Tu macie łazić z psami” – stwierdzili – “resztę parku zostawcie w spokoju”. Wynalazek ten wyrósł więc na kanwie tradycyjnego konfliktu między miłośnikami psów, a tymi, którzy wolą trzymać się od czworonogów z daleka. W przeciwieństwie jednak do internetowych pojedynków na komentarze, spór w Berkeley przyniósł konstruktywne rozwiązanie.

Martha Scott Benedict Dog Park - Berkeley, CA
Tablica witająca gości najstarszego wybiegu dla psów na świecie – Berkeley, CA

Po czterech latach funkcjonowania nieformalnego miejsca schadzek “psiarzy”, wszyscy przyzwyczaili się do nowego stanu rzeczy. Paradoksalnie lokalizacja ta, początkowo brana za “miejsce zsyłki” dla właścicieli psów, zaczęła zyskiwać na popularności. Posiadacze czworonogów, zwabieni informacją, że w tam właśnie znajdą więcej psów, z którymi ich pupile będą mogły się wyszaleć, zaczęli ściągać z całego miasta. Znaleźli się też mieszkańcy, którzy w wydzielonym kawałku parku zaczęli instalować specjalne atrakcje dla psów – labirynty czy tory z przeszkodami. Park Ohlone okazał się niezwykle udanym eksperymentem społecznym, którego rezultaty zaspokoiły potrzeby obu stron konfliktu. “Psiarze” zyskali miejsce, w którym bez stresu mogą spuszczać swoje zwierzęta ze smyczy, a pozostali mieszkańcy odetchnęli z ulgą obserwując radykalny spadek liczby psów wyprowadzanych na spacery poza wyznaczonym do tego miejscem. W końcu, w 1983 roku, przyszła pora na oficjalną legalizację – nie tylko psiego parku w Berkeley, ale i psiego parku jako takiego. Sąd federalny stanu California ogłosił, że w Parku Ohlone powstał pierwszy w Stanach Zjednoczonych (i pierwszy na świecie!) psi wybieg. Od tamtej pory rozwiązanie to zrobiło zawrotną karierę na całym świecie.

Martha Scott Benedict Dog Park - Berkeley, CA
Psy w parku Ohlone – Berkeley, CA

Przenieśmy się teraz do Sofii, stolicy Bułgarii, gdzie przyszło mi spędzić dwa lata z życia. Problem psów rozwiązano tam wzorowo. Władze miasta szybko zdały sobie sprawę, że budowa dużej ilości wybiegów dla psów radykalnie (i relatywnie niedrogo) podnosi komfort i bezpieczeństwo nie tylko właścicieli czworonogów ale przede wszystkim pozostałych mieszkańców miasta. Wybiegi zaczęto więc budować niemal przy każdym większym blokowisku. W efekcie, w promieniu kilometra od mojej klatki schodowej znalazły się aż cztery ogródki dla psów, które efektywnie rozładowywały “psi ruch” w okolicy. Ilość psów biegających samopas po parkach i placach zabaw dla dzieci radykalnie się zmniejszyła, co znacznie wpłynęło na poczucie bezpieczeństwa rodziców spacerujących z dziećmi po podwórkach. Na marginesie pragnę przypomnieć, że nie mówimy tu o Berlinie, Paryżu czy Londynie, lecz o stolicy najbiedniejszego państwa Unii Europejskiej.

Wybieg dla psów w Wiedniu
Wiedeń – psi wybieg o powierzchni 2600 m kw.

Zjawisko to wpisuje się w globalny trend wzrostu popularności tej formy porządkowania przestrzeni publicznej. W Ameryce Północnej buduje się dziś nawet do szesnastu psich parków na każde sto tysięcy mieszkańców miast. W Europie Zachodniej zaś rekordy biją obszary zajmowane przez psie wybiegi – największy z nich znajduje się na obrzeżach Wiednia i zajmuje powierzchnię (uwaga!) 160 tysięcy metrów kwadratowych. Polska na tle reszty Europy wypada całkiem nieźle, jeśli pod uwagę wziąć jedynie stolice województw (przoduje – tu nie powinno być zaskoczenia – jak zwykle Poznań). Tam jednak, gdzie kończą się wielkie aglomeracje, tam kończy się wola cywilizowanego rozwiązywania psich problemów. A te, jak na złość, nie chcą same zniknąć.

Wybieg dla psów w Bułgarii
Grodzony psi wybieg w Sofii (Bułgaria). Na głównym planie: pies autora tekstu 🙂

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA