Prace nad realizacją "Paszkowianki" - drogi mającej połączyć węzły tras S8 (w Paszkowie) i A2 (w Pruszkowie) przyśpieszyły. Wiosną tego roku Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich rozstrzygnął przetarg na wykonanie projektu fragmentu „Paszkowianki” od węzła Paszków na trasie S8 do drogi wojewódzkiej nr 719 w Kaniach. Pierwszy raz od ponad dekady możemy nabrać przekonania, że inwestycja faktycznie ma szansę dojść do finału.

Czy będzie to jednak finał szczęśliwy? Nie wiadomo. "Paszkowianka", z racji na planowaną trasę przebiegu oraz koncepcję realizacji inwestycji wzbudza wiele kontrowersji. To, co jednym może wydawać się rozwiązaniem palących problemów komunikacyjnych, przez innych postrzegane jest jako nieuzasadniona i szkodliwa fanaberia. My zaś postanowiliśmy zapoznać się z racjami i argumentami zarówno zwolenników jak i przeciwników budowy nowej drogi.  

O tym, czy"Paszkowianka" w ogóle jest potrzebna i na jakie straty narażamy mieszkańców i środowisko jeśli zdecydujemy się na realizację inwestycji, rozmawiamy z jej sceptykiem - Przemysławem Szramowskim, Prezesem Stowarzyszenia "Zielona Granica" (druga część publikacji - rozmowa z Arkadiuszem Kosińskim, Burmistrzem Gminy Brwinów i gorącym zwolennikiem "Paszkowianki" - ukaże się jutro na łamach zpruszkowa.pl). 

Konstanty Chodkowski: W jakim celu powstało Stowarzyszenie “Zielona Granica”? 

Przemysław Szramowski: Stowarzyszenie powstało w lipcu 2019 jako odpowiedź na pismo dwóch wójtów do pana Marszałka Struzika. Wspomniane pismo wskazywało na konieczność realizacji drugiego etapu DW “Paszkowianka”, czyli odcinka od węzła Paszków (w okolicach dzisiejszego CH Ptak) do DW 719 (w okolicach zakładu L’Oreal). W piśmie włodarze gmin stwierdzili, że drugi etap jest potrzebny, ponieważ ruszyły już prace projektowe nad pierwszym etapem, czyli od węzła autostrady w Pruszkowie do DW 719 i ten drugi etap usprawni ruch w powiecie Pruszkowskim, który mocno potrzebuje nowych rozwiązań. 

K.Ch.: Rozumiem że z tym stwierdzeniem się nie zgodziliście, tak? 

P.Sz.: Radna z Granicy – Agnieszka Paradowska, zaczęła to analizować i aktywizować lokalną społeczność. Zorganizowaliśmy spotkanie, podczas którego stwierdziliśmy, że jako organizacja pozarządowa niezależna od wszelkich wpływów, chcemy być partnerem do rozmowy z inwestorem, żeby zadawać rzeczowe pytania, zaczynając od tego “po co i komu ta droga jest potrzebna?”. I czy wspomniany argument, który został wylansowany w piśmie z marca 2019, że “z racji ruszenia prac nad etapem pierwszym, potrzebny jest etap drugi”, jest na tyle wystarczający, żeby zrujnować środowisko i realizować ślepo założenia sprzed 40 lat. Tę tezę o potrzebie II etapu Paszkowianki zaczęliśmy poddawać w wątpliwość wskazując, iż nie ma obiektywnych i aktualnych analiz wykazujących na potrzebę jej realizacji. 

K.Ch.: Kto wchodzi w skład Waszej organizacji?  

P.Sz.: Stowarzyszenie składa się z osób z wykształceniem prawniczym, finansowym, technicznym i projektowym oraz z osób stanowiących naszą lokalną społeczność, które doskonale wiedzą, jaką wartością dla mieszkańców jest las i środowisko i dlaczego nowi mieszkańcy w ogóle się tutaj sprowadzają, a lokalni nie widzą powodów dla wyprowadzki. W lipcu 2019 r. zawiązaliśmy stowarzyszenie, w październiku zostaliśmy wpisani do KRS, a w grudniu 2019 stworzyliśmy i wysłaliśmy petycję do pana Marszałka Struzika, który jest w tej kwestii decyzyjny oraz do MZDW, czyli jednostki Województwa, która odpowiada za planowanie i realizację budowy dróg. W petycji zadawaliśmy m. in. pytania, czy nie warto wstrzymać się z pracami związanymi z “Paszkowianką II” do momentu, kiedy nie powstanie obiektywna i rzeczowa analiza odpowiadająca na pytanie, czy ta droga w ogóle jest potrzebna, a jeżeli tak, to w jakiej formie i komu ma ona służyć. Petycję podpisało ponad 800 osób, wśród których byli mieszkańcy Granicy, Nowej Wsi, Strzeniówki i Komorowa. 

K.Ch.: Jaką dostaliście odpowiedź? 

P.Sz.: W odpowiedzi dowiedzieliśmy się, żebyśmy byli spokojni, bo nic nie powstanie w sposób niezgodny z przepisami, również tymi dotyczącymi ochrony środowiska. Oznacza to, że będzie wydana decyzja środowiskowa, która stwierdzi, czy projekt zagraża środowisku, czy nie. Problem w tym, że nam nie  o to pytaliśmy. Dzisiaj mówimy o konkretnych wnioskach, które można wyciągnąć z realizacji podobnych inwestycji w kraju. Jeżeli tzw. Las Komorowski ma mniej więcej 50 ha, a przy obszarze który analizujemy, wycinką objęte jest mniej więcej 10 ha, czyli 1/5 lasu znika i zastępuje go asfalt. Zakładamy, że decyzja środowiska będzie zawierać różne rozwiązania nastawione na ochronę przyrody, jednakże decyzja środowiskowa jest klasycznym etapem inwestycyjnym wydawanym przy każdej dużej inwestycji, zwłaszcza drogowej. W petycji nie prosiliśmy o wydanie decyzji środowiskowej, która i tak musi być wydana, a o wykonanie analiz, które obiektywnie wykażą sens dla realizacji Paszkowianki.  

Przemysław Szramowski (Stowarzyszenie Zielona Granica):  Opierając się na opiniach specjalistów uważamy, że ta droga nie jest panaceum na rozwiązanie jakichkolwiek problemów komunikacyjnych. 

Przy budowie dróg warto odwołać się do sprawdzonego modelu budowy dróg, także w Polsce. W pierwszej kolejności powinno powstać tzw. studium korytarzowe, w tym analizowane są możliwe techniczne korytarze drogi i wstępnie określa dla nich prognozowany ruch drogowy, efektywność ekonomiczną inwestycji – inaczej mówiąc: zasadność budowy drogi, wpływ inwestycji na środowisko i ludzi, Jest to wstępny etap przygotowania inwestycji i to zgromadzona tutaj dokumentacja pozwala decydować na których z rozważanych korytarzy należy skupić się w następnym etapie prac projektowych  

K.Ch.: Czyli najpierw analizujemy i decydujemy, którędy w ogóle ta droga ma przebiegać, rozważając różne możliwości. 

P.Sz.: Najpierw analizujemy czy ta droga w ogóle jest potrzebna, a następnie, jeśli okaże się, że ona jest potrzebna, analizujemy i decydujemy którędy ma przebiegać. Tego w przypadku “Paszkowianki II” nie ma. Tutaj od razu ogłoszono zamówienie publiczne, które wskazuje na sugerowany i pożądany korytarz drogi w określonym pasie, czyli od Paszkowa, przez las, przez nowo wybudowane rondo, wzdłuż ul. Barbary, przez Kanie do DW 719. I to jest fakt, z którym nie można dyskutować, bo wiemy, że korytarz został nakreślony odgórnie, a inne warianty dróg, w rozumieniu analiz korytarzowych w jakiś sensownych odległościach między sobą, nie są brane pod uwagę. Wójtowie i inwestor twierdzą, że to wynika ze studium, ale my twierdzimy, że zaważyła decyzja polityczna. Dlaczego? Ponieważ w jednej z notatek ze spotkania w MZDW z gminami w 2019 r. przyjęto założenie, że MZDW rozpocznie  prace dopiero wówczas, kiedy zainteresowane podmioty wspólnie uzgodnią przebieg drogi. Te podmioty to gminy Nadarzyn, Michałowice, Brwinów, Starostwo Powiatowe w Pruszkowie i miasto Pruszków. Takiego porozumienia nigdy nie było i przebieg drogi nie został między gminami uzgodniony. I nie powstało także obiektywnie opracowane studium korytarzowe. Ale to dopiero pierwsza rzecz.  

Wróćmy do modelu budowania dróg. Kiedy studium korytarzowe jest już gotowe, przychodzi pora na STEŚ (studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe), które ma z dużą szczegółowością wybrane po studium korytarzowym warianty, uzupełnić i jeśli to konieczne uaktualnić prognozę ruchu, przygotować raport o odziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko, ocenić efektywność ekonomiczną wariantów i wykonać analizę wielokryterialną porównującą warianty w celu wskazania optymalnego wariantu.  

Dopiero w tym punkcie powinniśmy planować np. liczbę pasów na drodze i inne szczegółowe rozwiązania techniczne. Następnym krokiem jest uzyskiwanie decyzji środowiskowej. Potem - zgodnie ze sztuką - powinna powstać koncepcja programowa i dopiero na podstawie wszystkich tych dokumentów można starać się o zgodę na realizację inwestycji.  

K.Ch.: Rozumiem, że w tym przypadku było na odwrót, czyli najpierw została podjęta decyzja, a potem włodarze przystąpili do udowadniania jej sensowności? 

P.Sz.: Tutaj inwestor po prostu poszedł na skróty. Połączył trzy pierwsze etapy - studium korytarzowe, STEŚ i koncepcję programową - w jedno zamówienie publiczne pod nazwą opracowanie dokumentacji projektowej i uzyskanie decyzji środowiskowej dla II etapu Paszkowianki. W ten sposób jeden projektant ma opracować wszystko na raz i wykazać, że budowa drogi jest zasadna. Tu nie będzie mowy o żadnym obiektywizmie co do zasadności realizacji drogi, bo skoro ogłoszono zamówienie publiczne z założonymi z góry parametrami, to podmiot zarabiający na tym pieniądze po prostu je wykona. Tu zaznaczam - absolutnie nie stwierdzam, że sam odpowiedzialny za to projektant jest nieobiektywny, bo nie znam efektów jego prac. Problemem jest sama koncepcja realizacji przedsięwzięcia, która nastręcza mnóstwo wątpliwości, czy proces przebiegnie tak, jak powinien przebiec - czyli z pełną świadomością skutków, konsekwencji, ale też zamiarów i potrzeb. Tytułem przykładu: w zamówieniu określono realizację drogi dwujezdniowej (łącznie min 4 pasy plus drogi serwisowe), ale nie wykonano badań prognozowanych pomiarów ruchu, które mają być wykonane w trakcie realizacji zamówienia. A co będzie, jak badania ruchu wykażą, że droga dwujezdniowa jest niepotrzebna? Czy projektant ma wykonać – niezgodnie z zamówieniem – drogę węższą? Oczywiście że nie, więc niezależnie od tego co wyjdzie z pomiarów, opracuje dokumentację na drogę dwujezdniową. To pokazuje po prostu, jak nielogicznie przebiega przygotowanie tej inwestycji, oraz to, że inwestycję nakręca polityka, a nie realna potrzeba jej powstania.  

K.Ch.: Tu mówimy o braku analizy, czy budowa drogi ma w ogóle sens. Czy jest to główny przyczynek do dyskusji, czy są może inne argumenty, dla których jesteście sceptyczni co do Paszkowianki? 

P.Sz.: My po prostu uważamy, że skoro brakuje wspomnianych obiektywnych analiz, to nie powinno zostać ogłoszone zamówienie publiczne. Przede wszystkim nie stwierdzono, po co i komu ta droga jest w ogóle potrzebna i czy będzie rozwiązywać jakiekolwiek problemy komunikacyjne. Oczywiście zakładając, że takie problemy w ogóle istnieją, bo stwierdzenie, że Paszkowianka odkorkuje zapchaną al. Marii Dąbrowskiej w Komorowie i uratuje Nadarzyn, który zdaniem wójta (Dariusza Zwolińskiego - przyp. K.Ch.) jest obecnie “rozjeżdżany” to zwykły mit.  

Według przeprowadzonych przez nas analiz w 2019 r. np. ruch na al. Marii Dąbrowskiej to klasyczny ruch lokalny generowany w przeważającej mierze przez mieszkańców. W związku z tym niezależnie od tego, czy Paszkowianka będzie, czy nie, każdy mieszkaniec Komorowa jadący do Warszawy nadal będzie jechał przez Marii Dąbrowskiej. W przypadku Nadarzyna nie ma żadnych danych, że ruch w Nadarzynie jest tranzytowy, a nie lokalny. Bez odpowiednich pomiarów i analizy ruchu trudno jest więc wskazać, jaki wpływ nowa droga będzie miała na ruch w Nadarzynie. Jeżeli aktualny ruch przeszkadza, to warto podejmować działania w celu rozładowania go prostszymi niż budowa drog rozwiązaniami lub poważnie inwestować w przyjazny transport publiczny.  

W gminie Michałowice zaś ruch jest w dużej mierze rozładowany przez WKD i tutaj warto rozważyć dalsze inwestycje w rozwój dostępności komunikacji publicznej tak, żeby z każdej miejscowości w gminie dało się łatwo dotrzeć właśnie do stacji WKD czy też SKM. Mieszkając parę miesięcy w Anglii doświadczyłem, że właściwie każda miejscowość, nawet taka malutka, wręcz zapomniana przez wszystkich dookoła, ma zapewniony dostęp do transportu publicznego. I jeśli chodzi np. o gminę Nadarzyn, to osobiście widzę tu spore pole do poprawy, bo autobusy jeżdżące co 45 minut to nie jest coś, czego mieszkańcy poszukują i z tych przyczyn przesiądą się z samochodu do transportu zbiorowego. 

Kolejnym wątkiem jest fakt, że droga tranzytowa (jak Paszkowianka) będzie kusiła inwestorów do budowy nowych hal spedycyjnych w jej najbliższej okolicy. Najlepszym przykładem jest gmina Michałowice, gdzie na przestrzeni ostatnich lat dokładnie to się wydarzyło, poprzez rozbudowę S8. Nie tak dawno miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu, gdzie pewien fachowiec zajmujący się budową dróg podał przykład gminy, gdzie po budowie takich hal spedycyjnych przychody z podatku od nieruchomości wzrosły z 2 milionów do 15 milionów złotych. To jest oczywiście ogromna wartość, ale warto wziąć pod uwagę fakt, że gminy zainteresowane budową Paszkowianki to najbogatsze gminy w województwie, a niektóre nawet w całym kraju, więc są to gminy nasycone finansowo, porównując je do innych gmin w Polsce. Nasze gminy nie muszą uczestniczyć w konkursie, u kogo powstanie najwięcej hal spedycyjnych – powinny raczej ścigać się w działaniach ukierunkowanych na zachowanie walorów przyrodniczych i krajobrazowych, bo to są najbardziej cenne wartości, wokół których budowane są społeczności na miarę XXI w. i tworzenia najlepszych warunków życia dla obecnych mieszkańców i przyszłych pokoleń.  

W naszym przekonaniu Paszkowianka nie tylko nie zmniejszy, ale wygeneruje nowy ruch poprzez wspomniane centra spedycyjne i de facto dopiero wtedy gminy będą “rozjeżdżane” przez TIR-y i inne samochody towarowe. Aktualnie naprzeciwko Ptak Expo już powstaje jedno z największych centrów spedycyjnych i narzekanie na “rozjeżdżanie” w tym przypadku gminy Nadarzyn, to w tym przypadku efekt działań samego wójta, który wydaje decyzje środowiskowe umożliwiające powstawanie takich obiektów.  

K.Ch.: Jeśli gmina ma dzięki nowym halom spedycyjnym zwielokrotnić swoje dochody, to czemu nie? To będą kolejne miliony złotych na nowe inwestycje samorządowe.  

P.Sz.: Według ustawy o samorządzie gminnym, gmina to wspólnota osób mieszkających na danym obszarze, osób, ludzi. To człowiek powinien być tutaj na pierwszym miejscu, a nie biznes, czy handel. Gmina nie jest spółką, która ma generować jak największe zyski, tylko wspólnotą, która powinna być uniwersalna i dbać o dobro mieszkańców. A w tym przypadku poza zyskiem dla mieszkańców gminy pojawia się zanieczyszczenie spalinami, zanieczyszczenie światłem czy hałas spowodowany samochodami, jak i samym działaniem takich hal oraz przede wszystkim trwała utrata walorów przyrodniczych. Z resztą docierają do nas głosy, że w okolicach Brwinowa jeden z deweloperów już oferował rozwiązania w tym zakresie. Oczywiście nie jest to informacja oficjalnie potwierdzona i ciężko stwierdzić jej autentyczność, ale z takimi głosami również musimy się liczyć. 

K.Ch.: W jaki sposób mieszkańcy Granicy, Strzeniówki czy Nowej Wsi odczuliby pojawienie się Paszkowianki?  

P.Sz.: Przy wycince 20% powierzchni naszego lasu pojawia się szereg problemów. Pogorszenie jakości powietrza, smog, zaburzenie równowagi hydrologicznej przez zatrzymywanie wód gruntowych oraz obniżanie temperatury otoczenia. Jest też kwestia korytarzy ekologicznych dla zwierząt w tym obszarze. Z jednej strony państwo i samorządy wywierają presję na mieszkańcach, żeby wymieniali piece na bardziej ekologiczne, a z drugiej same proponują rozwiązania, które nieporównanie mocniej oddziałują na środowisko, z tym, że dokładnie odwrotną stronę. Niszczymy zatem naturalnych sprzymierzeńców walki ze smogiem: na Mazowszu co roku umiera z powodu zanieczyszczenia 6 tyś mieszkańców, a jedna dojrzała sosna wytwarza w ciągu doby tlen zaspokający dzienne zapotrzebowanie trzech osób. 

Poza tym nie zapominajmy o wartościach turystycznych i rekreacyjnych - lokalizacje różnych biegów sportowych, miejsca na ogniska czy spacery. No i piękne tereny dla których utworzono Warszawski Obszar Krajobrazu Chronionego czy zespół przyrodniczo – krajobrazowy; tereny którymi chwali się w swoich materiałach marketingowych choćby Warszawska Kolej Dojazdowa. Pamiętajmy też, że ponieważ las jest położony w niewielkiej odległości od miasta powyżej 50 tys. mieszkańców - a takim jest Pruszków - to jest on tzw. lasem ochronnym, a do tego jest częścią zielonego pierścienia wokół Warszawy.  

A to nie wszystko. Są to tereny rynny brwinowskiej – obszaru stanowiącego zabezpieczenie wody pitnej dla aglomeracji warszawskiej. Budowa drogi niesie ryzyko zanieczyszczenia wód podziemnych. Mamy przecież jeszcze tereny Zimnej Wody przy trasie WKD w okolicach ROD Granica, które mają zostać zlikwidowane. Aktualnie są tam mokradła, czyli szczególnie cenne w kontekście suszy. Jeśli zrealizujemy trasę zgodnie z aktualnymi planami, to dokładnie tam powstanie wiadukt nad torami WKD. Według naszych analiz, będzie to około 12 metrów wysokości, czyli tyle, ile mierzy czterokondygnacyjny budynek. W okolicy nie ma takich budynków, więc w efekcie dostaniemy wiadukt górujący nad okolicznymi budynkami, co oprócz szpecenia krajobrazu będzie generowało nieograniczony z żadnej strony hałas. 

I na koniec: nasze miejscowości Granica, Strzeniówka, Kanie, w ramach których jesteśmy sąsiadami, oddzielone są teraz lasem. Okoliczne gminy i powiat realizują inwestycje, które te miejscowości łączą – budowane są co raz częściej przyjazne pieszym i rowerzystom drogi, powstał otwarty basen w Strzeniówce, tworzone są miejsca rekreacji (place zabaw, strefy rekreacji etc.) z których my wszyscy korzystamy; te miejsca odwiedzane są także przez mieszkańców Warszawy, którzy doceniają piękno tych terenów i możliwości, jakie dają. Dziś nasze dzieci samodzielnie mogą chodzić do szkół, jeździć na rowerze po lokalnych drogach, czy uprawiać nawet jazdę konną między otaczającymi nas lasami. Jeśli powstanie Paszkowianka, na naszych ulicach będzie większy ruch. Mieszkańcy Strzeniówki, którzy mieszkają w bliskim sąsiedztwie lasu, zostaną od niego zupełnie odcięci. W znacznej części utracimy zatem to, co teraz mamy, a nasze miejscowości zostaną przedzielone i praktycznie od siebie odseparowane czteropasmową drogą szybkiego ruchu, a życie naszych rodzin - przede wszystkim dzieci - zmieni się diametralnie na niekorzyść.  

K.Ch.: Popularnym argumentem działającym na Waszą niekorzyść jest twierdzenie, że od dawna było wiadomo, że ta droga ma powstać, przez co ceny działek w Waszej okolicy były bardzo niskie. Ludzie z pełną świadomością skorzystali z okazji i osiedlili się w bezpośrednim sąsiedztwie przyszłej Paszkowianki, a teraz nagle się budzą i zaczynają walczyć, żeby jednak nie powstała. 

P.Sz.: To prawda, jest to bardzo popularne zdanie, jednak zbudowane na błędnych przesłankach. Na przestrzeni lat możemy znaleźć co najmniej trzy planowane przebiegi Paszkowianki i te dokumenty bardzo mocno się między sobą różnią. Na pewnym etapie między Nadarzynem i Michałowicami wersje zaczęły się do siebie upodabniać, ale na przykład gmina Brwinów ma zupełnie inną koncepcję praktycznie od samego początku. Bardzo mocnym dowodem tych nieścisłości jest na przykład pismo pana komisarza Nowaka reprezentującego wówczas Nadarzyn, który w 2017 stwierdził, że jest zaniepokojony planowanym przebiegiem Paszkowianki przez drogę 720 i prosi o zmianę założeń dla Paszkowianki. Dlatego ciężko jest tutaj stwierdzić, że przebieg Paszkowianki był znany od dawna, a ludzie mogli to zaplanować albo z drugiej strony - poczuć się oszukani.  

Skoro mówimy o inicjatywach mieszkańców, warto też wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie o sąsiedzkim porozumieniu mieszkańców os. Słonecznego w Kaniach (gm. Brwinów), wsi Kanie (część za rz. Zimna Woda) Granicy i Nowej Wsi (gm. Michałowice), którzy wspólnie wyrazili zdanie, że Paszkowianka jest dla nich zagrożeniem, a nie szansą. Nawet pomimo faktu, że mieszkańcy wymienionych obszarów są administracyjnie zupełnie ze sobą niezwiązani, stanowią społeczność, która potrafi zjednoczyć się w obliczu wspólnego problemu. Dla wszystkich nas tzw. Las Komorowski między Strzeniówką, Komorowem, Granicą, Kaniami, jest dokładnie tak samo ważny i cenny. To jest także kontynuacja protestów, które jeszcze w latach 90 XX w. pojawiały się w lokalnych społecznościach.  

K.Ch.: W świetle wszystkich argumentów i działań oddolnych, pojawia się pytanie - jak wyglądały do tej pory Wasze kontakty z lokalnymi politykami? Czy włodarze słuchają Was i wchodzą z Wami w dyskusję? 

P.Sz.: Gmina Michałowice faktycznie po okresie wyczekiwania podjęła dialog. W efekcie tego argumenty które przedstawiamy, zaczynają pojawiać się w jej pismach kierowanych do innych instytucji. Widać w nich te dwa najważniejsze filary, o które opieramy argumentację, czyli pytanie po co ta droga w ogóle miałaby powstać oraz fakt, że niszczymy bezpowrotnie środowisko i absolutnie bezcenny z tej perspektywy teren. Jeśli natomiast chodzi o pozostałe władze, to byliśmy w 2021 r. na spotkaniu w Starostwie Powiatowym, gdzie mogliśmy zaprezentować nasze stanowisko. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z zależności i faktu, że Powiat Pruszkowski składa się z poszczególnych gmin i tam również pojawiają się wewnętrzne tarcia, które utrudniają możliwość określenia klarownego stanowiska przez Starostwo. Natomiast czysto teoretycznie zostaliśmy wysłuchani. Czy zostaliśmy usłyszani - to już inna kwestia i tu pewności nie mamy. Byliśmy także na spotkaniu w Urzędzie Marszałkowskim w lipcu 2022 r. Na pewno trzeba przyznać, że polemikę z naszymi argumentami podejmuje wójt Zwoliński, zarówno na Facebooku jak i na łamach lokalnych periodyków. My z kolei dostrzegamy tam nie do końca prawdziwe informacje. Takie niewinne wrzutki, które sugerują, że droga jest niezbędna, ale jak wejdziemy w detal, to okazuje się, że argumentacja jest mało merytoryczna.  

K.Ch.: Na przykład? 

P.Sz.: Na przykład twierdzenie pana Wójta, że może faktycznie przyroda ulegnie zniszczeniu, ale można przecież budować drogi, które pochłaniają dwutlenek węgla. I w pierwszej chwili brzmi to jak cudowna inwestycja, ale po pierwsze są to prace badawcze i koncepcyjne, a nie rozwiązania powszechnie stosowane. Po drugie, jeżeli coś takiego miałoby powstać na masową skalę, to pewnie twórca otrzymałby poważną nagrodę naukową, a produkcja na skalę masową raczej nie rozpoczęłaby się od dwudziestu kilometrów podwarszawskiej drogi. Po trzecie: wójt Nadarzyna nie jest inwestorem, więc wpływ na sposób realizacji tej drogi z jego poziomu, na etapie opracowania SIWZ, jest żaden. Poza tym są też kuriozalne słowa, które słyszeliśmy od Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, że zamiast wiaduktu nad Zimną Wodą można tam zrobić tunel. Oczywiście że nie można, bo jest to teren bagnisty o wysokim poziomie wód gruntowych. Na większości tego terenu mieszkańcy Kań w ogóle nie mogą mieć nawet piwnic. 

K.Ch.: Jakie jest wobec tego stanowisko Stowarzyszenia Zielona Granica? 

P.Sz.: Opierając się na opiniach specjalistów uważamy, że ta droga nie jest panaceum na rozwiązanie jakichkolwiek problemów komunikacyjnych. Realizowana jest teraz rozbudowa trasy A50, która przejmie prawdziwy ruch tranzytowy z S7 i S8 do autostrady A2, więc gdyby jeszcze wprowadzić do tego Paszkowiankę, to pojawiają się trzy obwodnice Warszawy, mniej więcej w odległości 20-25 kilometrów. Jest to rozwiązanie podobne do bardzo dużych aglomeracji, w Moskwie czy Paryżu, z tą różnicą że mają one powyżej 10 milionów mieszkańców, czyli o wiele więcej, niż nasza. 

Ale czy to nie jest naturalny rozwój komunikacji? Bardzo podobnie jest przecież z kolejami. W pierwszej kolejności tworzy się rozkład promienisty, a potem w poprzek. Paradoks jest taki, że jeżeli ktoś z Pruszkowa chce się dostać środkami komunikacji publicznej do leżącego w tym samym powiecie Raszyna, to musi przejechać przez Warszawę. Czy Paszkowianka nie jest częścią naturalnej kolei rzeczy w rozwoju takich dróg? 

Jeśli chodzi o komunikację publiczną, być może. Ale w postaci dróg przecież takie rozwiązania już funkcjonują. Na przykład drogi 719 czy 720, na których ruch odbywa się dość sprawnie. To nie jest tak, jak sugeruje wójt Zwoliński, że Paszkowianka wypełniłaby jakąś pustkę, która doskwiera mieszkańcom. Nikt już istniejących dróg nie zabiera, a ponieważ - jak wcześniej wspomnieliśmy - panuje tam głównie ruch lokalny, to lokalni mieszkańcy nadal będą jeździć drogami, do których mają najbliżej. Dlatego jeżeli ktoś uważa, że jest jakiś problem komunikacyjny, to nowa droga go nie rozwiąże, tylko po  prostu wygeneruje nowy ruch poprzez nowe możliwości, jak na przykład wspomniane wcześniej hale spedycyjne, czyli dokładnie to, co wydarzyło się w Sokołowie - ruch się zwiększył.  

K.Ch.: A czy Pruszków nie ma prawa twierdzić, że Paszkowianka rozładuje lokalny wjazd na autostradę? 

P.Sz.: Pierwszy etap Paszkowianki, pomyślany jako obwodnica Pruszkowa, być może taki sens ma, natomiast my uważamy, że konieczność budowania drugiego jej etapu powinna wynikać ze starannych i obiektywnych analiz, a nie z “widzimisię” polityków powstałych na bazie Google Maps, jak miało to miejsce na jednym ze spotkań w Urzędzie. To nie jest przecież narzędzie do planowania nowych dróg. Warto zastanowić się nad innymi rozwiązaniami, jak na przykład takimi o jakich mówiłem wcześniej, zachęcanie mieszkańców do korzystania z transportu zbiorowego, poprawa jakości i ilości tych połączeń, co jest dużo lepszym rozwiązaniem z punktu widzenia ekologii i problemów XXI wieku.  

K.Ch.: Czy wobec tego dopuszczacie jakąkolwiek formę budowy Paszkowianki czy przebieg, na który bylibyście w stanie przystać? 

P.Sz.: Trzy lata temu chcieliśmy rozmawiać, prosiliśmy o analizy i chcieliśmy szukać i argumentów pokazujących alternatywy. Natomiast już w 2022 roku mamy taki mandat społeczny od mieszkańców, że działamy zdecydowanie, bo wiemy, że ponad 2,5 tys. osób mówi “nie”. 

K.Ch.: Skąd to wiemy? Wcześniej mówiliśmy o petycji z 800 podpisami, więc skąd liczba 2,5 tysiąca? 

P.Sz.: Po kolei. Pierwsza petycja w 2019 roku została podpisana przez ok. 800 osób. W 2021 roku ogłoszono zamówienie publiczne. W pierwszym - nie wyłoniono wykonawcy, w drugim się udało. My cały czas obserwowaliśmy ten proces i punktem, który pobudził nas do działania, było podpisanie w czerwcu 2022 r. porozumienia gmin i Województwa Mazowieckiego o współfinansowaniu kosztów opracowania dokumentacji dla Paszkowianki II. My już wcześniej wiedzieliśmy, że każda z gmin daje od siebie po 100 tys. złotych na dokumentację projektową, natomiast zaniepokoiła nas wypowiedź burmistrza Kosińskiego. Jako organ wydający decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach wypowiadał się o Paszkowiance mocno entuzjastycznie, co poddaje w wątpliwość jego obiektywizm i kierowanie się ustalonymi kryteriami, a zgodnie z prawem, Wójt Brwinowa będzie wydawał decyzję środowiskową dla Paszkowianki I, która przesądzi, czy inwestycja nie ingeruje szkodliwe w środowisko. Z jego wypowiedzi wyglądało to tak, jakby decyzja została podjęta wcześniej - na długo przed skompletowaniem wszystkich dokumentów czy argumentów wszystkich stron co do wydania tej decyzji. Wtedy też zawiązała się niepowiązana ze stowarzyszeniem oddolna inicjatywa osób, które do dziś prowadzą forum Paszkowianka.pl. Tam zaczęto coraz głośniej mówić o ryzykach związanych z realizacją tej drogi i coraz silniej przejawiała się wątpliwość, czy ta droga jest w ogóle do czegokolwiek potrzebna. Zorganizowaliśmy petycję elektroniczną, pod którą obecnie mamy ponad 1800 podpisów, natomiast równolegle podpisy drogą tradycyjną zbieramy my. Oddzielną petycję zorganizowali mieszkańcy os. Słonecznego, działkowcy z ROD w Kaniach, a także z ROD w Granicy. W sumie stanowisko przeciwko drodze zajęło ok. 2,5 tys. mieszkańców i stąd ta liczba.  

K.Ch.: Kiedy ostatni raz doszło do jakichkolwiek rozmów między Wami, a przedstawicielami władz samorządowych?  

P.Sz.: Ostatni raz rozmawialiśmy na spotkaniu z Marszałkiem Panem Adamem Struzikiem, dyrektorem MZDW – Panem Tomaszem Dąbrowskim i Wójt Gminy Michałowice – Panią Małgorzatą Pachecką. Pojawiło się ze strony Pana Marszałka zapewnienie, że on nie chce budować dróg, które mają generować konflikty społeczne, jednak z drugiej strony jest presja samorządów, bo od 40 lat ta droga powstać nie może. Tylko że 40 lat temu były zupełnie inne realia. Dziś zmieniła się percepcja interesu społecznego i dzisiejsze stanowisko mieszkańców w naszej ocenie jest ignorowane. Przesunięcie drogi o sto metrów w lewo czy w prawo zupełnie nic nie zmienia i nie może być uznawane za sensowny wariant drogi. Nam zupełnie nie chodzi o to, żeby “podrzucić” drogę spod swojego podwórka sąsiadowi. Jednoczymy się walcząc o coś dużo większego. Stąd też ten opór społeczny, który jest od lat 90 XX wieku. Dlatego na tę chwilę, kiedy jak się wydaje – przesądzony jest ostateczny korytarz przebiegu Paszkowianki i nie są brane pod uwagę inne warianty czy też korytarze, nie widzimy przestrzeni do dyskusji takiej, jak jeszcze w 2019 roku. 

K.Ch.: W takim razie co dalej? Prędzej czy później zostaną wydane decyzje środowiskowe w Brwinowie i Nadarzynie, które zbliżą budowę drogi do realizacji. Jakie będą Wasze dalsze działania? 

P.Sz.: Jesteśmy przygotowani do tego, że będziemy walczyć do samego końca, włącznie z działaniami w Sądzie Administracyjnym. Oczywiście jeszcze nie znamy dokumentów, które dopiero powstaną, ale na pewno będziemy starannie je analizowali i wykazywali błędy, które już na początku przygotowaniu inwestycji są widoczne, o czym była mowa wcześniej. Za chwilę zaczyna się kampania wyborcza będąca dla proekologicznych polityków testem wiarygodności, w czym również pokładamy pewne nadzieje. Będziemy zadawali pytanie “co zrobiłeś w tym temacie i dlaczego chcesz powstania Paszkowianki?”. Samo “chcę” nam nie wystarczy. Testem wiarygodności nie będzie pokazywanie zdjęć z przywiązywania się do drzew w Puszczy Białowiejskiej, a faktyczne działania na naszym obszarze. Oczekujemy merytorycznych argumentów, bo my dzięki naszym analizom i działaniom mieszkańców  jak najbardziej je mamy. 

K.Ch.: Czy przewidujecie własne zaangażowanie polityczne? 

P.Sz.: Ze swojej strony - absolutnie nie, nie słyszałem również od kolegów i koleżanek chęci angażowania się w politykę bardziej aktywnie. Razem z członkami stowarzyszenia chcemy pozostać niezależną organizacją pozarządową. Nadal będziemy się „wpraszać” na spotkania do polityków, patrzeć im na ręce i sprawdzać, czy ich tezy są poważne i czy mają jakiekolwiek merytoryczne argumenty.