Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Przegrana bitwa, ale nie wojna. Radny powiatowy obiecuje pomoc

Sławomir BUKOWSKI
Nieoczekiwany zwrot akcji po czwartkowej sesji rady miasta. Dariusz Nowak z PiS, radny powiatu: – Zrobimy wszystko, żeby starosta nie wydał pozwolenia na budowę apartamentowca przy parku Potulickich!

Były tabliczki z hasłami wymierzonymi w wiceprezydenta Pruszkowa Konrada Sipierę, młody człowiek w masce ze zdjęciem Sipiery pozował do zdjęć z kciukami zwróconymi w dół, było dużo emocji i skarg, że urzędnicy nie chcą słuchać mieszkańców. Uczestnicy czwartkowej pikiety na ulicy Hubala odbywającej się równolegle z sesją rady miasta, powtarzali: – Ani władze miasta, ani większość radnych, nie stoją po naszej stronie!

Happening młodych uczestników pikiety.

Małgorzata Kowalska, która na Facebooku prowadzi profil „Ratujmy drzewa w Pruszkowie” i próbuje powstrzymać dewelopera planującego budowę apartamentowca w rejonie ulic Lipowej i Pawiej, mówiła: – Nasz protest trwa od 2014 roku, kiedy rozpoczęły się prace nad miejscowym planem zagospodarowania tego terenu. Projekt planu od pięciu lat z nieznanych nam powodów leży w szufladzie urzędników. Teren, na którym deweloper chce budować, to łąki o najwyższym ryzyku powodziowym, tuż przy zabytku i obszarze chronionym. Z każdego punktu widzenia – społecznego, hydrologicznego i środowiskowego – tej inwestycji nigdy nie powinno tam być. Zebraliśmy 1300 podpisów pod petycją w sprawie jej zablokowania i przekazaliśmy panu wiceprezydentowi Sipierze. Zostały wyrzucone do kosza. Bo wydanie deweloperowi warunków zabudowy oznacza wyrzucenie tych podpisów – mówiła Kowalska do zebranych na ulicy.

Pikietujący trzymając w dłoniach tabliczki weszli na salę, w której obradowali radni. Pod koniec sesji rady za zgodą przewodniczącego głos zabrał Arkadiusz Gębicz, mieszkaniec Tworek, działacz społeczny, współorganizator pikiety. Przypomniał słowa Konrady Sipiery sprzed roku, z czasów kampanii, kiedy polityk ubiegał się o urząd prezydenta Pruszkowa. – Nasze miasto uległo presji deweloperów, poddało się i wywiesiło białą flagę. Mieszkańcy stracili wpływ na wygląd i planowanie rozwoju naszego miasta. Od pierwszego dnia mojej prezydentury Pruszków przestanie być miastem silnym wobec słabych i i jednocześnie słabym i bezradnym wobec silnych. Czas przywrócić mieszkańcom należny im wpływ na miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Dopilnuję, aby zabudowa Pruszkowa odbywała się na warunkach miasta, a nie deweloperów – cytował Gębicz słowa ówczesnego kandydata. – To samo Konrad Sipiera powiedział już jako zastępca prezydenta Pruszkowa, w marcu, w rozmowie z lokalnym dziennikarzem. Wygląda na to, że nas oszukał. Nas, mieszkańców. Z jednej strony deklarował walkę z deweloperami, z drugiej strony z dokumentów, jakie mam przed sobą, wyziera obraz współpracy z deweloperem i braku szacunku dla społeczeństwa. Pytanie, który Konrad Sipiera jest prawdziwy? Ten z kampanii wyborczej i wywiadu w marcu, czy ten, który procedował te dokumenty? – pytał Gębicz, a z miejsc dla publiczności wybuchały oklaski uciszane przez prowadzącego obrady Krzysztofa Biskupskiego (Samorządowe Porozumienie Pruszkowa).

Gębicz mówił, że wydając warunki zabudowy dla inwestycji miasto pozbyło się odpowiedzialności i przerzuciło gorący kartofel do starostwa. – Deklaruję z tego miejsca panu staroście, że będziemy pana wspierać w walce o zablokowanie budowy. Starosta ma podstawy, żeby pozwolenia na budowę nie wydać. Jego poprzednik Maksym Gołoś już raz taką procedurę zatrzymał i co ważne, jego decyzję podtrzymał wojewoda Zdzisław Sipiera. To oznacza, że choć dziś przegraliśmy bitwę, nie przegraliśmy wojny – przekonywał. – Z pruszkowskiego magistratu płynął przekaz, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Prawo jest jedno, ale decyzje wydawane na jego podstawie mogą być diametralnie różne. Wszystko zależy, jak poprowadzi się sprawę. Wbrew temu, co mówi pan wiceprezydent, to gmina kształtuje przestrzeń publiczną. Starostwo może zrobić wyłącznie to, na co mu gmina pozwoli, teraz może jedynie szukać kruczków, aby zablokować realizację zapisów warunków zabudowy.

Społecznik swoje wystąpienie zakończył zdaniem, które wywołało żywiołową reakcję zgromadzonych: – W zaciszu gabinetów jeden człowiek, jednym podpisem, zniszczył siedem tysięcy metrów kwadratowych terenu.

Wiceprezydent Konrad Sipiera bronił się raczej słabo. Jak mantrę powtarzał, że musiał wydać dokument, o który ubiegał się inwestor, bo miasto poniosłoby trudne do oszacowania konsekwencje finansowe. Podkreślał, że teren, o którym mowa, wyłączony jest spod jakiejkolwiek ochrony prawnej. – Prezydent musi myśleć o całym mieście, dlatego nie może narażać się na jakiekolwiek niebezpieczeństwo wypłaty odszkodowania dla inwestora, właściciela tej nieruchomości. Miasto ma gdzie inwestować pieniądze, jesteśmy na końcowym etapie koncepcji zagospodarowania terenu przy ujęciu wody oligoceńskiej przy Lipowej, powstanie tam wodny plac zabaw, z którego będzie korzystał cały Pruszków – tłumaczył.

Walczący z deweloperem mieszkańcy dostali nieoczekiwane wsparcie od Anny Kurek, której wystąpienie zaanonsowała radna Eliza Kurzela przedstawiając ją jako uczestniczkę Powstania Warszawskiego. Kurek opowiadała o swoim życiu, o bliskich, którzy zginęli podczas walk w czasie wojny. Nagle zaapelowała: – Mam 91 lat. Zostałam samiutka. Mój świat to teraz moje okno. Nie zabierajcie mi świata, nie zabudowujcie nas, nie róbcie getta, wy nie macie pojęcia, co znaczy getto. Zostawcie nam troszkę tej zieleni. Nie betonujcie wszystkiego – prosiła.

Anna Kurek na X Sesji Rady Miasta

Punktem kulminacyjnym wczorajszych wydarzeń niespodziewanie stało się przemówienie Pani Anny Kurek – 91-letniej mieszkanki Pruszkowa, uczestniczki Powstania Warszawskiego. Oglądajcie z włączonym dźwiękiem 👇

Opublikowany przez Jestem z Pruszkowa Piątek, 30 sierpnia 2019

Końcówka sesji była nerwowa. Gdy przewodniczący Krzysztof Biskupski usiłował ją zamknąć, mieszkańcy wołali, że nie pozwala im wyrazić swojego zdania. Biskupski groził, że nakaże straży miejskiej usunąć z sali przeszkadzające osoby. – To ja pierwszy się zgłaszam do usunięcia! – odkrzykiwał Antoni Platowski, były pruszkowski radny. – To sesja rady miasta, a więc mieszkańców, dlaczego pan pozbawia nas głosu! Obywatele chcą się wypowiedzieć! – wołano. W końcu Biskupski pozwolił zabrać głos Małgorzacie Kowalskiej. Ta rzeczowo tłumaczyła, dlaczego racja jest po stronie protestujących. – To nie są działki budowlane. Deweloper kupił okazyjnie działki rolne, sklasyfikowane jako łąki trwałe. Jeśli pan prezydent mówi, że nie wydając wuzetki naraża się na odszkodowanie, to nie jest prawda. W wuzetce można ograniczyć możliwość zabudowy do minimum. Budynek, jaki chce stawiać deweloper, będzie drastycznie odbiegał od sąsiedniej zabudowy, a pan mu to podpisał!

Kowalska zaapelowała do radnych o jak najszybsze przystąpienie do sporządzania planu zagospodarowania, aby uchwalić go zanim deweloper dostanie w starostwie prawomocne pozwolenie na budowę. I żeby w tym planie uwzględnić postulaty mieszkańców. – Dotychczas obowiązywała reguła odrzucania wszystkich naszych wniosków i petycji, one nigdy nie były brane pod uwagę. Proszę, żebyśmy zaczęli w tej dyskusji być traktowani jako podmiot – mówiła.

Frekwencja na pikiecie po zakończeniu sesji Rady Miasta.

Po sesji uczestnicy pikiety zebrali się przed budynkiem. Radni raczej wymykali się chyłkiem, jednym z nielicznych, który zamienił z nimi kilka słów, był Olgierd Lewan z SPP. Gdy w końcu pojawił się wiceprezydent, obstąpiła go rozemocjonowana grupa. Antoni Platowski pytał: – Co pan zrobi z tymi setkami dzieci z blokowisk? W jakich szkołach je pan upchnie? – Zapewniam, że każde dziecko znajdzie miejsce w przedszkolu i szkole – odparł Sipiera. – Panie prezydencie: Bóg, honor, ojczyzna. Ma pan honor? Jako mężczyzna? – pytała 91-letnia Anna Kurek. Sipiera: – Oczywiście że tak, mam honor i stosuję się do polskiego prawa. Ale gdy jedna z mieszkanek zaczęła krzyczeć, że miasto powinno wykupić od inwestora teren przy parku, wiceprezydent wycofał się, powiedział zebranym do widzenia i odszedł.

Wtedy na schody budynku wszedł Dariusz Nowak i przedstawił się jako radny powiatu pruszkowskiego z Prawa i Sprawiedliwości: – Serdecznie zapraszam do powiatu, radni zajmą się państwa sprawą – zakomunikował. Czy można to potraktować jako oficjalne zobowiązanie tej partii? – Będziemy jeszcze dyskutować, ale wydaje mi się, że nie powinno być różnicy zdań. Chcemy, żeby starosta nie wydał pozwolenia na budowę. Mówię to publicznie – padła odpowiedź. Czy ta deklaracja nie dyskredytuje działań wiceprezydenta Pruszkowa z PiS? Nowak: – Może nie było możliwości prawnej niewydawania wuzetki, trzeba poruszać się w granicach prawa. Ale teraz piłeczka jest po stronie starosty i jeśli starosta uzna, że te warunki zostały niewłaściwie wydane, to pozwolenia na budowę nie będzie.

Komentarz autora:

Dyskusji podczas sesji przysłuchiwałem się z mieszanymi uczuciami. Spodziewałem się długiej tyrady przedstawicieli urzędu miasta, w której będą przekonywać, że faktycznie mieli związane ręce i wiceprezydent musiał wydać inwestorowi warunki zabudowy, tymczasem padały ogólnikowe zdania, że nie było innej możliwości. Z jednej strony stali mieszańcy przytaczający kolejne argumenty, że zapędy dewelopera można było zahamować bez uszczerbku dla finansów, z drugiej był wiceprezydent powtarzający, że miasto musiałoby wypłacić odszkodowanie. Do zbliżenia stanowisk nie doszło. Pozostała wzajemna nieufność, wręcz wrogość, co nie rokuje dobrze przyszłej współpracy i kładzie się cieniem na zapewnianiach nowej ekipy, że urząd miasta stanie się przyjazny, a presja deweloperska zostanie w tej kadencji zahamowana.

Na koniec ciekawe spostrzeżenie: kto zaoferował mieszkańcom pomoc? Do tej pory najwięcej w ich sprawie robili miejscy radni Koalicji Obywatelskiej. Teraz ofensywę zaczynają powiatowi radni Prawa i Sprawiedliwości. Pomocnej dłoni nie wyciągnęli ani bezpartyjni (co od dawna podkreślają) miejscy radni SPP, ani bezpartyjny prezydent Paweł Makuch, ani bezpartyjny starosta Krzysztof Rymuza, ani dystansujący się od polityki powiatowi radni Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej. Nie mam wątpliwości, że deklaracja radnych PiS jest wynikiem precyzyjnej kalkulacji. Opłaca się pomóc mieszkańcom, żeby w ten sposób postawić pod ścianą starostę. Ale na tym polega uprawianie polityki – na rozpoznawaniu potrzeb i oferowaniu wsparcia tym, którzy są albo mogą stać się przyszłymi wyborcami, aby w konsekwencji wygrać wybory. Prawo i Sprawiedliwość opanowało tę strategię do perfekcji na szczeblu krajowym, teraz politycy tej partii zastosowali ją na gruncie Pruszkowa. To dobrze czy źle? Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć, dla mnie najważniejsze, że wygranymi ostatecznie będą (oby byli) mieszkańcy. Zawsze uważałem, że polityka psuje samorząd, tymczasem w naszym mieście okazuje się, że to przedstawiciele partii politycznych są najbliżej ludzi.

Jestem przeciwnikiem budowy apartamentowca na skraju parku Potulickich, dlatego trzymam kciuki za wszystkich, którzy pomogą zablokować budowę mogącą – w moim przekonaniu – zagrozić ekosystemowi parku. Nieważne, jakie barwy polityczne reprezentują. Ważne, żeby byli skuteczni.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować: