Trwa konflikt między firmą Centrum-Bruk prowadzoną przez Rafała Ratyńskiego, a zlecającym mu prace budowlane Urzędem Miasta w Pruszkowie. W październiku 2018 r. Rafał Ratyński wygrał przetarg i podpisał umowę na przebudowę chodników i ścieżek rowerowych w centrum miasta. Kontrakt opiewał na kwotę ponad 800 tysięcy złotych i obejmował m.in. budowę ścieżki rowerowej wzdłuż Al. Wojska Polskiego na odcinku między ulicami Kubusia Puchatka i Kościuszki. Za tą inwestycją od początku ciągną się problemy, przez które wydłuża się okres prowadzenia prac. Dziś, pomimo, że nowa ścieżka rowerowa jest już przejezdna, nadal nie została oddana do użytku.

“Zamawiający nigdy nie był wnioskodawcą tych robót”

Elementem spornym jest m.in. zamówiona grubość warstw asfaltu kładzionych pod powstającą ścieżkę rowerową. Według pruszkowskiego magistratu, wykonawca powinien położyć jedną warstwę o grubości kilku centymetrów. To, o czym nie wspomniano podczas przetargu, to że zarządcą Al. Wojska Polskiego jest Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich, a ten zaś wymaga, aby pod asfaltem ciągów rowerowych znajdujących się wzdłuż jego dróg znajdowała się warstwa wiążąca o grubości 5 centymetrów (niespełnienie tego warunku skutkowałoby odrzuceniem projektu przez zarządcę). Przedsiębiorca Rafał Ratyński, podpierając się dokumentami z MZDW, postanowił spełnić ten wymóg. Problem polega na tym, że poniósł przez to dodatkowe koszty rzędu ok. 100 tysięcy złotych. Te z kolei – jak twierdzi – nie zostały uznane przez pruszkowski magistrat za koszty robót dodatkowych, wobec czego najprawdopodobniej będzie musiał pokryć je z własnej kieszeni.

Kolejnym problemem, na który skarży się wykonawca, jest kwestia nowej nawierzchni chodnikowej, która w toku prac pojawiła się wzdłuż Al. Wojska Polskiego. Początkowo, zgodnie z dokumentacją przetargową, firma Rafała Ratyńskiego miała ograniczyć się do budowy nowej ścieżki rowerowej i wyrównania jej wysokości z pozostałą częścią chodnika. Zgodnie z relacją przedsiębiorcy, w trakcie trwania prac na budowie miał się zjawić wynajmowany przez magistrat inspektor nadzoru polecając mu, aby stary chodnik zastąpił nowym. Ratyński miał przychylić się do jego prośby, na miejscu starego chodnika położyć nowy i – co za tym idzie – ponieść z tego tytułu kolejne koszty. Gdy następnie zwrócił się o ich uwzględnienie do magistratu usłyszał w odpowiedzi… że miasto przecież nie zamawiało nowej nawierzchni chodnikowej.

“Zamawiający nigdy nie był wnioskodawcą tych robót. To Wykonawca ze względu na brak odpowiedniej znajomości sporządzonej we własnym zakresie dokumentacji projektowej, w pierwszej kolejności wykonał wskazane w kosztorysie roboty z własnej i nieprzymuszonej inicjatywy. Następnie po zorientowaniu się, że zakres tych robót wykracza poza podstawowe obowiązki Wykonawcy, zwrócił się on do Zamawiającego z kosztorysem o roboty dodatkowe.” – czytamy w stanowisku magistratu nadesłanym na skrzynkę e-mail redakcji zpruszkowa.pl – “Tak przyjęty przez Wykonawcę schemat postępowania odbierany jest przez Zamawiającego jako próba wymuszenia robót dodatkowych, o których konieczność wykonania Zamawiający nie zwracał się do Wykonawcy.”

Pierwsze słowo do dziennika…”

Problem kolejności zdarzeń można by łatwo odtworzyć korzystając z dziennika budowy jednak i tu pojawiło się zawirowanie. Jak twierdzi Rafał Ratyński – dokument ten został mu odebrany przez pracującego na zlecenie magistratu inspektora nadzoru. Praktyka to dość niespotykana zważywszy, że zgodnie z prawem, dziennik budowy powinien być zawsze na placu budowy, a za jego prowadzenie powinien odpowiadać kierownik budowy (w tym wypadku pracownik wynajmowany przez firmę Centrum-Bruk Rafała Ratyńskiego). Naszej redakcji udało się ustalić, że dziennik faktycznie znajduje się w posiadaniu inspektora nadzoru. Gdy próbowaliśmy dociec jakim cudem tam się znalazł, rozmawiający z nami inspektor rozłączył się w gniewie.

Jeszcze ciekawszą informację na temat zaginionego dziennika pozyskaliśmy od magistratu. Według nadesłanego nam przez wiceprezydenta Pruszkowa Konrada Sipierę maila, cyt. “(…) ów dziennik jest dokumentem wewnętrznym, nie stanowiącym dziennika budowy w rozumieniu przepisów prawa budowlanego, co nie zwalnia oczywiście kierownika budowy/robót z obowiązku jego prawidłowego prowadzenia zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami, jednakże należy go rozpatrywać wyłącznie jako dokument wewnętrzny.” Wiceprezydent tłumaczy, że dziennik budowy (to jest – powtórzmy – nie dziennik budowy, tylko dokument wewnętrzny noszący nazwę “dziennik budowy”, jednak dziennikiem budowy nie będący) został dostarczony inspektorowi nadzoru miesiąc temu w celu dokonania odpowiednich wpisów i wyjaśnień.

Pod koniec marca inspektor nadzoru był w gotowości do zwrócenia dziennika, jednakże kierownik budowy nie pojawił się na umówionym spotkaniu ze względu na urlop. Według relacji przedsiębiorcy, w tym terminie był on nadal na rekonwalescencji po ciężkim przebiegu COVID-19. Chorował zarówno on, jak i większość jego załogi. “Takich rzeczy się nie robi, wszyscy doskonale wiedzieli jaki jest nasz stan”.

Co byśmy znaleźli w dzienniku budowy, gdyby udało się go odzyskać? Rafał Ratyński twierdzi, że najprawdopodobniej potwierdzenie odbioru “nadprogramowo” wybudowanych chodników, a co za tym idzie – prawny przyczynek do uznania kosztów dodatkowych przez magistrat.

Bez odbioru

W miarę upływu czasu konflikt między zamawiającym (Urzędem Miasta) a wykonawcą (Rafałem Ratyńskim) pogłębił się. Co i rusz, w grę wchodzą kolejne wzajemne zarzuty, roszczenia i oskarżenia. Ich szczegółowe opisanie w tym artykule zajęłoby prawdopodobnie zbyt dużo miejsca, by ktokolwiek miał ochotę to czytać. Za każdym razem jednak, gdy Centrum-Bruk żąda od miasta odebrania prac, rozliczenia umowy i przelania wynagrodzenia – po stronie magistratu znajdują się kolejne powody, by umowy nie rozliczyć, a pieniędzy nie przelać. W gąszczu argumentów, wyliczeń, tabel, dokumentów i przepisów prawa budowlanego, po ponad dwóch latach przepychanki, doprawdy trudno określić kto ma rację w całości, kto w części, kto mówi prawdę, a kto się z nią mija.

Pewne jest jedno – Rafała Ratyńskiego, pruszkowskiego przedsiębiorcę realizującego podobne inwestycje od ponad 15 lat, kontrakt podpisany z własnym miastem doprowadził na skraj bankructwa. Jak twierdzi sam zainteresowany – nigdy wcześniej nie spotkał się z podobnymi metodami prowadzenia i rozliczania inwestycji przez jakikolwiek urząd. Zawsze relacje między nim a zamawiającym oparte były na wzajemnym szacunku i zaufaniu. W tym przypadku jednak ma nieodparte wrażenie, że magistrat “robi mu pod górę”.

Zaniepokojony przeciąganymi terminami odbiorów i płatności Ratyński postanawia zwrócić się o pomoc do Rady Miasta. W styczniu złożył skargę na Prezydentem Pruszkowa za niezapłacone faktury. Być może był to skuteczny ruch, ponieważ magistrat przelał pieniądze jeszcze zanim Rada zdążyła rozstrzygnąć zasadność skargi. Opłacone faktury pokryły jednak mniejszą część poniesionych kosztów. Co więcej – formalnie ani chodnik, ani nowa ścieżka rowerowa nie są odebrane.

Ratyński podjął więc kolejne, bardziej desperackie kroki. W ubiegłym tygodniu pojawił się na placu budowy, by w akcie protestu wyłączyć chodnik z ruchu pieszego i rowerowego. Formalnie jest to możliwe, ponieważ obiekty nadal nie są odebrane. Wiadomo jednak, że wielu wykonawców udostępnia drogi użytkownikom jeszcze przed ich oficjalnym odbiorem. Ruch Ratyńskiego miał mieć wydźwięk symboliczny. Przedsiębiorca chciał zmusić władze Pruszkowa do konstruktywnego dialogu.

Czy mu się to udało? Raczej nie. Miasto tylko usztywniło swoje stanowisko. Dwie urzędniczki wysłane w teren przyszły “zbadać, co zostało wykonane”. Wykonawcę ominęły niczym powietrze, choć ten stał tuż obok nich. Jedna z nich, zapytana dlaczego nie porozmawiała z Rafałem Ratyńskim pomimo, że dopiero co go minęła, odgania mnie ruchem podobnym do tego, którym odgania się komary. Informuje mnie, że przecież nie ma obowiązku z nim rozmawiać, idzie dalej.

Zdjęcie z prezydentem

Nietrudno ulec wrażeniu, że wykonawcy robót miejskich dzielą się w Pruszkowie na dwie kategorie. Jedni mogą liczyć na entuzjazm magistratu i dogodne warunki pracy. Inni nie mają tyle szczęścia i – jak w przypadku Centrum-Bruk Rafała Ratyńskiego – wygrywając przetargi, narażają się na nieprzyjemności, ryzyko utraty płynności finansowej czy, w skrajnym przypadku, nawet bankructwa. Pogląd ten sformułował społecznik Arek Gębicz wskazując na firmę As Bud, odpowiedzialną za realizację m.in. przebudowy placu zabaw w Parku Kościuszki (Sokoła) [więcej na ten pisaliśmy tutaj], której wielokrotnie i bez żadnych konsekwencji pozwalano na przedłużenie terminu zakończenia robót.

Według Gębicza, As Bud jest przykładem “tej dobrej” firmy wykonawczej, której magistrat gotów jest iść na rękę za każdym razem, gdy na placu budowy pojawiają się trudności. Jako jej przeciwieństwo prawdopodobnie można wskazać firmę Centrum-Bruk. Jej właściciel, jak sam zaznacza w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl, już teraz wie, że po wykonaniu kontraktu z Pruszkowem na pewno nie wyjdzie na nim “na plusie”. Najprawdopodobniej po prostu straci.

Według anonimowego źródła w Urzędzie Miasta, wśród nowych władz Pruszkowa panuje przekonanie, że Ratyński jest “człowiekiem układu” powiązanym z byłym Prezydentem Janem Starzyńskim oraz politykami z poprzedniego rozdania. Koronnym dowodem popierającym tę tezę miało być zdjęcie przedstawiające właściciela Centrum-Bruk podpisującego umowę z poprzednim gospodarzem miasta. Fotografia miała zostać wykorzystana na potrzeby kampanii wyborczej Jana Starzyńskiego. Zgodnie z relacją informatora, odnalezienie zdjęcia w zakamarkach Internetu przez obecne władze miało stać się źródłem ich niechęci do przedsiębiorcy.

To już jest koniec?

Rafał Ratyński nosi się z zamiarem zerwania umowy z miastem. Czuje się potraktowany niesprawiedliwie stracił nadzieję na możliwość polubownego rozwiązania sporu. O pieniądze za wykonaną pracę najprawdopodobniej będzie się upominał przed sądami. Sprawy jednak będą się ciągnąć latami i zanim zobaczy wynagrodzenie za wykonaną pracę, może być już za późno.

Tymczasem na chwilę obecną Ratyński boryka się z problemami z płynnością finansową, odchodzą od niego kolejni współpracownicy. Przygodę z Pruszkowem kończy “na minusie”, a przecież ma przed sobą do wykonania jeszcze jeden kontrakt z miastem (sic!). Prace mają rozpocząć się niebawem. “Gdybym stając do kolejnych przetargów wiedział to, co wiem dzisiaj, nigdy bym się na nie nie zdecydował” – mówi nam zrozpaczony.