Czy radny, który głosuje we własnej sprawie, działa etycznie? Czy zatrudnianie w urzędzie miasta członków rodziny jest właściwe? W pruszkowskim samorządzie coraz częściej obserwujemy zachowania mogące budzić niesmak i zażenowanie.

30 stycznia 2020 roku, sesja Rady Miasta Pruszkowa. Radni przegłosowują stanowisko, o które poprosił ich wojewoda mazowiecki, w sprawie podejrzenia złamania przepisów antykorupcyjnych przez radną Elizę Kurzelę. Ta sprawa była już wielokrotnie opisywana. Kurzela po zdobyciu mandatu nie zrezygnowała z zasiadania w zarządzie Stowarzyszenia Wspólnie Pruszków Rozwijamy. Ktoś wysłał do wojewody donos, że stowarzyszenie prowadzi działalność gospodarczą na majątku miasta, a to oznacza, że radna złamała prawo i powinna stracić mandat. Sprawa od początku jest dęta, bo żadne ujawnione dotąd fakty nie potwierdziły tej tezy, jednak wojewoda, żeby wyrobić sobie zdanie, poprosił pruszkowskich radnych o przygotowanie stanowiska. Ci z zadania się wywiązali, a ostateczny dokument – korzystny dla Elizy Kurzeli – mieli przyjąć na sesji. I tak zrobili.

Przeciwko nie był nikt, od głosu wstrzymało się 7 radnych Prawa i Sprawiedliwości oraz SWPR, a „za” rękę podniosło 14 z Samorządowego Porozumienia Pruszkowa i Koalicji Obywatelskiej, w tym… sama zainteresowana Eliza Kurzela (niezależna) oraz jej ojciec Andrzej Kurzela. Oboje nie wyłączyli się z głosowania.

Czy takie postępowanie dopuszczalne? Ustawodawca przewidział podobne sytuacje. Zgodnie z art. 25a ustawy o samorządzie gminnym radny nie może brać udziału w głosowaniu w radzie gminy ani w komisji powołanej przez radę, jeżeli głosowanie dotyczy jego interesu prawnego. Czym jest ów interes prawny? Tutaj prawnicy mają szerokie pole do spekulacji, tym bardziej że orzecznictwo sądów administracyjnych nie jest jednolite. Ale weźmy najprostszy przykład. Jeśli radny jest nauczycielem, a rada miasta głosuje przesunięcia w budżecie, żeby w jego szkole przeprowadzić remont, to nie powinien brać udziału w podejmowaniu decyzji (bo ma interes w tym, żeby akurat ta szkoła dostała pieniądze). Podobnie jeśli głosowanie dotyczy wygaszenia mandatu. Radny zrobi wszystko, żeby mandatu nie tracić, a więc powinien się wyłączyć.

Trudno nie zauważyć interesu prawnego Elizy Kurzeli, żeby do wojewody wysłane zostało korzystne dla niej stanowisko mówiące o niezłamaniu przez nią prawa. Dlaczego więc zagłosowała we własnej sprawie?

– Prawo radnego do głosowania jest moim uprawnieniem. Dlaczego miałabym z niego nie skorzystać także w tym przypadku? Stawianie mi zarzutu, że złamałam prawo lub zasady etyki, ponieważ nie wyłączyłam się z głosowania, jest dla mnie pozbawione sensu. Przede wszystkim dlatego, że moje wyłączenie się i tak nie miałoby wpływu na wynik tego głosowania – tłumaczy Eliza Kurzela. – A poza tym w interpretacji art. 25a ustawy o samorządzie gminnym od lat toczy się spór w doktrynie i nie zanosi się, abyśmy w tej kadencji doczekali się jego rozstrzygnięcia. Co bym przekazała swoim wyborcom wyłączając się z głosowania? Może to, że nie mam zdania w sprawie intrygi, którą uknuły osoby chcące pozbawić mnie mandatu, a tym samym możliwości zadawania im niewygodnych pytań?

Radna uważa, że nie jest najlepszym adresatem pytania, gdyż, jak mówi, z łamaniem prawa i zasad etyki mamy wielokrotnie do czynienia od momentu ogłoszenia wyników wyborów, „co zaczyna być jasne zarówno dla osób związanych z pruszkowskim samorządem, jak i dla zwykłych pruszkowian”. – Natomiast jeżeli nie dla wszystkich jest zrozumiałe to, czemu miało właściwie służyć głosowanie stanowiska rady w tej sprawie, wyjaśniam, że podjęcie uchwały zostało podyktowane przerwaniem dyskusji, która miała miejsce podczas prac połączonych komisji rady 21 stycznia na temat rażących zaniedbań prawnych, jakich dopuściło się stowarzyszenie pana prezydenta w okresie, gdy nie byłam informowana o działalności tego stowarzyszenia, to jest od pierwszej sesji rady miasta. W stanowisku tym rada zawarła wnioski, do których udało się dojść podczas analizy zebranych w sprawie dokumentów oraz wyjaśnień moich i członków zarządu stowarzyszenia – dodaje Eliza Kurzela.

Czym może skutkować złamanie art. 25a ustawy o samorządzie gminnym? Dla radnego nie oznacza żadnych konsekwencji, jednak wojewoda może stwierdzić… nieważność podjętej w taki sposób uchwały. W tym konkretnym przypadku nie miałoby to większego znaczenia – wojewoda dokument, o który prosił pruszkowskich radnych, dostał, co najwyżej uzna, że głosowania nie było. W końcu to on, z zespołem prawników, musi rozstrzygnąć, czy do złamania przepisów antykorupcyjnych przez radną doszło.

Czy jednak decyzja Elizy Kurzeli, by nie wyłączać się z głosowania, jest etycznie właściwa? Czy o obiektywizmie można też mówić w przypadku udziału w głosowaniu jej ojca? Parcie do celu za wszelką cenę, na krawędzi prawa, było uzasadnione? Na te pytania każdy czytelnik musi sobie sam odpowiedzieć. Tym bardziej, że to nie pierwsze zdarzenie budzące tego typu wątpliwości.

W październiku ubiegłego roku pruszkowcy radni głosowali uchwałę przyznającą 150 tys. złotych klubowi MKS Pruszków. Trenerem pierwszoligowej drużyny kobiet jest tam Jacek Rybczyński, radny Samorządowego Porozumienia Pruszkowa. Rybczyński w głosowaniu, a jakże, wziął udział, głosując – oczywiście – za dotacją. O wątpliwościach prawnych z tym związanych pisał już na portalu zpruszkowa.pl Jakub Dorosz. Czy radny złamał artykuł 25a? Ta sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, niż w przypadku Elizy Kurzeli, ale nawet laik jest w stanie dostrzec zależność: w interesie Rybczyńskiego było przyznanie pieniędzy klubowi, z którym ma podpisany kontrakt trenerski. I znów pytanie: a co z etyką?

W połowie 2019 roku media społecznościowe huczały od informacji, że Urząd Miasta Pruszkowa podpisał umowę z kancelarią prawną prowadzoną przez znajomą prezydenta Pawła Makucha. Oboje kiedyś razem pracowali. Prezydent pytany, dlaczego do takiej sytuacji doszło, za każdym razem zapewniał, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem i zasadami. „Czy mam rezygnować ze sprawdzonych osób wyłącznie dlatego, że razem chodziliśmy gdzieś na zajęcia?” – kontratakował.

Ale teraz Paweł Makuch znów może znaleźć się w ogniu krytyki. Eliza Kurzela – ta, która głosowała we własnej sprawie – złożyła interpelację, w której pyta… o kulisy zatrudnienia w urzędzie miasta siostry prezydenta! Interesuje ją, czy i kiedy Małgorzata Makuch-Twarowska złożyła oświadczenie o jednoczesnym prowadzeniu działalności gospodarczej, do czego jest zobowiązana. Przypomina, że urzędnikowi nie wolno wykonywać zajęć pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność. Makuch-Twarowska jest w pruszkowskim urzędzie kierownikiem Biura Promocji i Marketingu, tymczasem, jak zauważa Kurzela, jej działalność gospodarcza związana jest z branżą reklamową.

Trzeba tu zaznaczyć, że Małgorzatę Makuch-Twarowską w urzędzie zatrudnił jeszcze Jan Starzyński, jednak zajmuje kierownicze stanowisko, a jej brat wygrał wybory prezydenckie. Jest więc jego podwładną (prezydent jest kierownikiem całego urzędu miasta), choć bezpośredniej zależności służbowej nie ma. O ile w prywatnych firmach zatrudnianie osób blisko ze sobą spokrewnionych nie budzi większych kontrowersji, o tyle w urzędach, opłacanych z naszych podatków, zawsze prowokuje wiele pytań o rzetelność dysponowania publicznymi środkami. Takich sytuacji lepiej więc unikać.

Prawo i etyka, choć powinny, nie zawsze idą w parze. Zarówno prezydent, jak i niektórzy radni, balansują na cienkiej linie. Na jednej z komisji radny Piotr Bąk mówił, że Polacy są mistrzami świata w kombinowaniu. I choć jego słowa odnosiły się do opłaty śmieciowej, jakże adekwatne wydają się do oceny tego, co robią niektórzy nasi wybrańcy. Czy o to nam chodziło, gdy nominowaliśmy ich do pracy w samorządzie?