Fot.: pruszkow.pl

“Pruszkowskie maseczki” pod lupą

(235)

Powołując się na troskę o zdrowie mieszkańców, Miasto Pruszków postanowiło zakupić kilka partii… no właśnie, czego? Maseczek chroniących przed zarażeniem czy gadżetów reklamowych?

“To reklama, a nie przedmiot sanitarny” – czytamy w komentarzach zamieszczanych pod informacją o pojawieniu się “pruszkowskich maseczek”. “(…) ten pomysł z reklamą miasta średnio mi się podoba w kontekście sytuacji.” – pisze użytkowniczka Facebooka po zlustrowaniu zdjęć kolorowych produktów opatrzonych logo Pruszkowa – “Te maseczki to porażka, ze sztucznego materiału, słabo uszyte, za to świetnie będą robić za reklamę….” – napisała inna internautka. “Ważniejsza reklama niż zdrowie…” – wtórują inni.

W istocie – już na pierwszy rzut oka maseczki zamówione przez Urząd Miasta wzbudzają wątpliwości co do ich zastosowania. Jak pokazują reakcje mieszkańców w mediach społecznościowych, zasadnym stało się pytanie – czy produkty te mają przed czymś chronić, czy tylko coś promować?

Test domowy

Przy okazji przeprowadzania domowych testów maseczek typu “zrób-to-sam” (których efekty możecie obejrzeć tutaj), zwróciliśmy się do naszych czytelników z prośbą o wykonanie podobnych eksperymentów na maseczkach z innych materiałów. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Jeden z naszych czytelników nadesłał film wykonany w podobie do naszego. Los chciał, że przedmiotem testu w jego wykonaniu była słynna, kolorowa “maseczka pruszkowska”. Nagranie z przebiegu eksperymentu możecie obejrzeć poniżej.

Wniosek nasuwa się sam. “Pruszkowska maseczka” przepuszcza aerozol niemal w takim samym stopniu jak maseczka wykonana ze ścierki do kurzu. Ta zaś wypadła najgorzej ze wszystkich przetestowanych przez nas “modeli”. Skąd taki rezultat? To dość proste – maski zakupione przez Urząd Miasta są jednowarstwowe i nie posiadają filtra (ani niczego, co mogłoby posłużyć za jego prowizoryczny zamiennik). Jeśli więc ktoś ubrany w maskę z logo miasta stanąłby w niewielkiej odległości od nas i raczył na nas kichnąć – istnieje spore prawdopodobieństwo, że odczulibyśmy ten fakt nie tylko zmysłem słuchu i wzroku, lecz również dotyku.

Test laboratoryjny

Gdy prezydent Paweł Makuch ogłosił, że oto mieszkańcy Pruszkowa zyskali dostęp do bezpłatnych maseczek ufundowanych przez miasto, fakt ten wzbudził duże zainteresowanie w sieci. Entuzjazm szybko ustąpił rozczarowaniu, gdy produkty trafiły do rąk nielicznych odbiorców. Jak się okazało – maseczki są cienkie i luźne, zapewniając zaledwie minimalny (jeśli nie zerowy) poziom ochrony przed ryzykiem zarażenia “koronawirusem”. Opinie mieszkańców to jednak zbyt mało, by obronić nawet najbardziej oczywiste twierdzenie.

Myśląc w ten sposób, jeden z mieszkańców naszego miasta postanowił na własną rękę zlecić testy laboratoryjne otrzymanej maseczki. Po otrzymaniu rezultatów nawiązał z nami kontakt i udostępnił je naszej redakcji.

Ze względu na ochronę prawa do anonimowości informatora, nie publikujemy tożsamości zleceniodawcy testów ani dokumentu wynikowego w całości (aby nie wskazać w ten sposób na laboratorium, w którym wykonano badania i przez to nie ułatwić dojścia do informatora). To, co możemy zrobić, to zacytować wnioski z doświadczeń przeprowadzonych przez naukowców. Oto one.

[Opis produktu]
Maseczka wielorazowa o nieznanym pochodzeniu, bez znamion producenta, numeru partii oraz serii. Brak deklaracji zgodności, wyrób bez oznakowania CE. Prawdopodobny skład po teście pirotechnicznym: 95% poliester, 5% spandex. Gatunek nieoznaczony. Jakość nieoznaczona.

[Opis czynności]
(Laboranci – przyp. aut.) pobrali do badań model półmaski syntetycznej. Produkt został sprawdzony w certyfikowanym laboratorium biologiczno-chemicznym, czy nie przepuszcza szkodliwych pyłów, a jednocześnie można w nim swobodnie oddychać i właściwie ją dopasować do kształtu twarzy. Test na obecność oraz rozkwit metycylinoopornych szczepów gronkowca złocistego i innych drobnoustrojów chorobotwórczych.

[Wyniki procesów]
a) Materiał nie posiada prawidłowych właściwości dla oporu wdechu.
b) Materiał nie posiada prawidłowych właściwości dla wartości penetracji mgły oleju parafinowego
c) Nieskuteczna filtracja – stopień nieszczelności półmaski, będący wynikiem (zastosowania – przyp. aut.) nieprawidłowego materiału oraz braku zgodnego z normą przylegania półmaski do skóry twarzy.
d) Zbyt mała powierzchnia maski.

Nie chroni, ale nie wywołuje alergii

Jedna z mieszkanek Pruszkowa zamieściła w sieci zdjęcie ulotki załączanej do maseczek dystrybuowanych przez Urząd Miasta Pruszkowa. Stąd dowiadujemy się m.in., że materiał, z którego została wykonana maseczka, posiada certyfikat OEKO-TEX. Brzmi donośnie, ale co to tak naprawdę oznacza?

OEKO-TEX to certyfikat wspierany autorytetem niemieckich instytutów Hohenstein oraz austriackiego Instytutu Ekologii, Technologii i Innowacji ÖTI. Oznakowanie znacznikiem zgodności z normami OEKO-TEX przysługuje produktom szczególnie narażonym na kontakt z ludzką skórą. Jak czytamy na stronie internetowej łódzkiego instytutu włókiennictwa – “Produkty, którym przyznano ten znak (OEKO-TEX – przyp. aut.), są wolne od substancji szkodliwych w stężeniach mających negatywny wpływ na stan zdrowia człowieka m.in. pestycydów, chlorofenoli, formaldehydu, barwników alergizujących, zabronionych barwników azowych i ekstrahowalnych metali ciężkich.” Typowymi podmiotami ubiegającymi się o znak OEKO-TEX są m.in. producenci pościeli czy odzieży, w tym odzieży dziecięcej.

Certyfikat OEKO-TEX (bądź jego brak) mówi nam więc przede wszystkim o tym, czy dany materiał zawiera szkodliwe dla zdrowia substancje. Co ważne dla użytkowników “pruszkowskich maseczek” – certyfikacja tego typu w żaden sposób nie określa stopnia przepuszczalności czy ochrony zapewnianej skórze za sprawą certyfikowanego materiału. OEKO-TEX to sprawdzian zawartości i składu produktu.

Możemy więc być pewni, że w wyniku stosowania pruszkowskich maseczek nie narażamy się na reakcje alergiczne czy podrażnienia skóry.

Czy nadaje się do jedzenia?

Kolejną ciekawostką związaną z pruszkowskimi maseczkami jest oznakowanie, które znajdujemy na dole ulotki załączonej do produktu. Dopiskowi “Maseczki zostały wyprodukowane w Polsce” towarzyszy popularne, znane wszystkim z marketowych półek, logo “produkt polski”.

Jak się okazuje – użycie znaku “produkt polski” obwarowane jest wieloma restrykcyjnymi normami, których “pruszkowskie maseczki” na pewno nie spełniają. A skąd to wiemy? Z obowiązującego w Polsce prawa, które stanowi, że rzeczone logo udostępnia się jedynie producentom wyrobów rolno-spożywczych. Zasady stosowania logo reguluje ustawa o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych z 21 grudnia 2000 roku (z późniejszymi zmianami).

Znalezienie informacji na ten temat wiąże się z wpisaniem do dowolnej wyszukiwarki frazy “logo produkt polski”. Bez względu na to, czy korzystamy z Google, Jandex, Yahoo czy silnika DuckDuckGo – na pierwszym miejscu wśród wyników wyszukania powinna pojawić się ta witryna portalu gov.pl

Nie dla każdego

Informacja o zakupie maseczek dla mieszkańców dotarła do mieszkańców szybciej, niż maseczki. Maseczki zresztą, do większości najprawdopodobniej nie dotrą, gdyż miasto zamówiło ich jedynie 5000. To jest, dla około 7% wszystkich osób zamieszkałych w Pruszkowie.

Niedawno do akcji dołączyło się również TBS “Zieleń Miejska”, fundując dodatkową, kilkutysięczną partię maseczek dla swoich lokatorów. Bez maseczek pozostają jak do tej pory mieszkańcy Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, prywatnych osiedli oraz zabudowań jednorodzinnych. Co ciekawe – lokatorzy obiektów “Zieleni Miejskiej” położonych poza granicami Miasta Pruszkowa zostali wyposażeni w zwykłe, medyczne, wielowarstwowe maseczki filtrujące.

Drodzy Państwo W związku z nowymi obostrzeniami dotyczącymi konieczności noszenia maseczek ochronnych od dnia…

Opublikowany przez TBS Zieleń Miejska w Pruszkowie Piątek, 10 kwietnia 2020

Zagadką pozostaje odpowiedź na pytanie – według jakiego klucza dystrybuowane są maski zakupione przez miasto? A także – czy o kolejności przyznawania masek decydować będzie stopień zapotrzebowania konkretnego mieszkańca (jeśli w ogóle da się to jakoś zmierzyć) czy może wartość ekspozycji reklamowej jego twarzy?

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA