Prezydent Paweł Makuch na ostatniej sesji Rady Miasta Pruszkowa przedstawił radnym projekt uchwały w sprawie nowych stawek podatku od nieruchomości. Średnio zaproponowano wzrost stawek podatku o ok. 5%. Biorąc pod uwagę fakt, że stawki nie zostały zmienione od 2016 r., podwyżkę tę można uznać za symboliczną. Jednak biorąc pod uwagę przebieg głosowania nad uchwałą, bardziej symboliczna wydaje się postawa samych radnych.

Ekipa Pawła Makucha odpowiedzialna za przygotowanie projektu uchwały przewiduje, że nowe stawki przyniosą miastu dodatkowy 1,4 mln zł dochodu. Właściciele nieruchomości mieszkalnych od 2022 r. zapłacą 0,76 zł podatku za metr kwadratowy swojej nieruchomości, co oznacza wzrost stawki o 0,04 zł względem obecnej. Z kolei przedsiębiorcy za swoje nieruchomości zapłacą 23,50 zł podatku od metra kwadratowego, czyli o 1,12 zł więcej niż do tej pory. Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, że nowe stawki podatku od nieruchomości są jeszcze dalekie od stawek maksymalnych.

Naturalne jest, że władza wykonawcza dąży do zwiększenia przychodów zarządzanej przez siebie jednostki – więcej pieniędzy w budżecie to więcej inwestycji oraz szersze możliwości finansowania wydatków bieżących. Naturalne jest też dążenie do zindeksowania realnej wartości wpływów z podatku względem inflacji. Niezrozumiałe jest jednak, że przyjęcie nowych stawek podatku od nieruchomości odbyło się w ciszy, niemal bez dyskusji.

W obecnej sytuacji – rekordowej inflacji i kontrowersji dotyczących zmian podatkowych planowanych w związku z wprowadzeniem Polskiego Ładu – głosowanie w sprawie nowych stawek podatku od nieruchomości powinno być istotnym punktem w porządku obrad sesji. Nie wybrzmiał argument, że nawet przy minimalnej podwyżce podatku ekonomicznie tracą mieszkańcy miasta. Nikt nie zauważył, że indeksowanie stawek podatków wślad za inflacją oznacza wpisanie się w błędne inflacyjne koło. Zmiany po prostu przyjęto. Debata nad uchwałą ograniczyła się do absolutnego minimum. 

Jedynym radnym, który wyraził swój stanowczy sprzeciw wobec podwyżki podatków, był Andrzej Kurzela (niezrzeszony). Zarzucił władzom miasta niegospodarność i domagał się cięcia wydatków miejskich zamiast zwiększania ciężaru danin publicznych. Jako przykłady niegospodarnych działań magistratu wskazał m.in. budowę nowego placu zabaw w parku Kościuszki za niemal 7 mln zł w miejscu poprzedniego, sprawnego i działającego placu. Zdaniem radnego, koszt tej inwestycji był nieproporcjonalnie wysoki w stosunku do osiągniętych celów. Wypowiedź ta oburzyła radnego Kazimierza Mazura (PiS), który wykazywał, że plac zabaw jest dobrze przyjmowany przez rodziny z dziećmy. Radny posunął się nawet do sugestii, że mieszkańcy Pruszkowa inni niż "rodziny z dziećmi" powinni powstrzymywać się od oceny placu zabaw jako że nie są beneficjentami tej inwestycji.

Ostatecznie projekt uchwały o podwyżce podatku od nieruchomości przeszedł głosami radnych PiS, Jacka Rybczyńskiego (SPP), Jakuba Koteleckiego i Grzegorza Szachogłuchowicza. Radni SPP (z wyjątkiem Eugeniusza Kulpy, który zagłosował przeciw) i KO wstrzymali się od głosu. W głosowaniu nie wzięła udziału Katarzyna Wall (SPP).

Zachowanie radnych tzw. większości jest o tyle symboliczne, że zachowali się w nietypowy dla siebie sposób. Radni KO i SPP wielokrotnie udowadniali, że potrafią stawać w obronie (rozumianego przez siebie w określony sposób) interesu mieszkańców. Tymczasem na czwartkowej sesji postanowili "umyć ręce". Uchwała o podwyżce podatku nie stała się pretekstem do szerszej refleksji nad racjonalnością miejskich wydatków.