Ranking opublikował przed świętami dwutygodnik samorządowy „Wspólnota”. Autorzy wzięli pod uwagę zmianę liczby ludności w latach 2004–2020, wyniki zaprezentowali w procentach i na tej podstawie stworzyli listy rankingowe. Tabele uszeregowali jednak nietypowo – umieszczając na górze jednostki samorządowe z największym spadkiem liczb mieszkańców, czyli zmagające się z problemem depopulacji, a na dole – te z największym przyrostem ludności. Pruszków skategoryzowany został tradycyjnie wśród miast powiatowych i zajął 5. miejsce od dołu ze wskaźnikiem +13,93 proc. Na samym dole, ze wskaźnikiem +45,06 proc., jest Piaseczno, następnie jadąc „w górę” Grodzisk Mazowiecki (+36,97 proc.), Pruszcz Gdański (+34,21) i Wieliczka (+29,49). Jako ciekawostkę można dodać, że spośród miast powiatowych problemem depopulacji najbardziej dotknięta jest Kamienna Góra w woj. dolnośląskim (-14,26 proc.), następnie podlaskie Sejny (-13,86) i warmińsko-mazurskie Szczytno (-12,16).

Pruszków powiększa się dzięki bliskości Warszawy i presji deweloperskiej. Te same czynniki odpowiadają za dodatnie wskaźniki demograficzne niemal wszystkich miast spod stolicy. Liczba ludności rośnie w Wołominie, Otwocku, Brwinowie czy Milanówku. Słowo „niemal” użyte jest celowo, bo wyjątkiem jest Podkowa Leśna, która w badanym okresie minimalnie się skurczyła – wskaźnik zmiany liczby ludności wyniósł tam -0,13 proc. Wytłumaczenie jest proste – w mieście-ogrodzie terenów pod rozwój budownictwa mieszkaniowego jest niewiele, w zasadzie wykluczone jest budownictwo wielorodzinne.

Czy rozwój demograficzny jest korzystny dla Pruszkowa? Z jednej strony tak, bo oznacza wzrost wpływów do budżetu miasta z podatków płaconych przez mieszkańców. Ale z drugiej pociąga za sobą zwiększone wydatki na budowę dróg, przedszkoli, szkół, a z tym władze naszego miasta przez lata nie radziły sobie najlepiej. Efektem są przestarzałe, ciasne szkoły nr 3 (w 2022 roku ta placówka na szczęście doczeka się rozbudowy), nr 4 czy nr 6. Efektem permanentnego niedoboru miejsc w przedszkolach jest kwalifikacja dzieci do placówek nieraz bardzo oddalonych od miejsca zamieszkania. Rejon ulicy Lipowej, Komorowskiej, czy cała dzielnica Bąki to przykłady chaosu urbanistycznego, bo nasze władze nie zapanowały nad ładem przestrzennym. Brakuje skwerów i terenów zielonych, a parki Sokoła czy Potulickich nie zostały wycięte pod nowe bloki zapewne tylko dlatego, że wpisane są do rejestru zabytków.

Tymczasem presja deweloperska nie maleje. Niedawno Konstanty Chodkowski opisał w artykule na zpruszkowa.pl desperacką walkę o ocalenie skwerku przy ul. Dobrej na osiedlu Staszica, który poprzednie władze Pruszkowa z SPP z rozmysłem i mimo protestów mieszkańców również przeznaczyły w planie zagospodarowania pod kolejny blok. W tej chwili inny deweloper stara się przejąć od miasta atrakcyjną działkę z kamienicą przy narożniku Sienkiewicza i Ołówkowej, aby rozebrać ją i postawić tam kolejny tzw. apartamentowiec o gabarytach nieprzystających do pobliskich historycznych kamienic.

Jeśli do tego wszystkiego dodamy zastawione przez parkujące samochody chodniki z powodu niedostatku miejsc parkingowych, dom kultury postawiony na odludziu (na Zniczu) z braku miejskiej działki odpowiedniej wielkości w centrum (bo wszystkie przejęli deweloperzy) – otrzymamy obraz miasta przez całe lata rozwijającego się pod dyktando deweloperki wdzierającej się w każdy zakątek. Piąte miejsce na liście miast z dodatnim saldem demograficznym trudno więc w przypadku Pruszkowa uznać za powód do dumy czy satysfakcji.

Z pełnym rankingiem „Wspólnoty” pt. „Rosną suburbia, miasta tracą” można zapoznać się TUTAJ.