Grupa pruszkowskich aktywistów walczy, żeby konsultacje władz miasta z mieszkańcami stały się zwyczajem. Ludzie mają zyskać możliwość nieskrępowanego wyrażania opinii, a ich zdanie ma być ważną wskazówką dla prezydenta i radnych.

Pamiętacie ankietę na stronie Urzędu Miasta Pruszkowa dotyczącą sylwestrowych fajerwerków? To był prosty formularz i łatwy do oszukania. Jego autorzy nie weryfikowali, ile razy ktoś zagłosował, a można było logować się z komputerów i telefonów. Sondaż od samego początku budził emocje. Przeciwnicy hucznego świętowania nadejścia nowego roku grzmieli, że ankieta jest niemiarodajna i nadaje się do kosza, ale kiedy zaczęli wygrywać – nagle przestali kwestionować wyniki, za to aktywowali się miłośnicy fajerwerków mówiąc, że to skandal. Prezydent Paweł Makuch uznał jednak ostateczny wynik i miejskiego pokazu sztucznych ogni nie urządził. Psy, koty i ich właściciele triumfowali, jednak problem pozostał. Czy ta ankieta była reprezentatywna? Jakie mechanizmy badania opinii mieszkańców należałoby stworzyć, żeby nie dostawać zafałszowanych wyników?

„W każdej społeczności – zwłaszcza tak dużej jak Pruszków – istnieje silna potrzeba dialogu społecznego. Mieszkańcy mają swoje pomysły, pragnienia, potrzeby. Chcielibyśmy, aby były one uwzględniane w decyzjach podejmowanych przez władze naszego miasta.(…)”

Grupa aktywistów doszła do wniosku, że trzeba zebrać się i napisać projekt uchwały, która usankcjonuje profesjonalne konsultacje społeczne. Kim są zapaleńcy? To Piotr Bąk, wybrany przez portal zpruszkowa.pl najlepszym radnym 2019 roku, szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej. Jakub Dorosz, prawnik, redaktor portalu zpruszkowa.pl. Arkadiusz Gębicz, tropiciel miejskich absurdów, prezes nowo powstałego stowarzyszenia Za Pruszków! Małgorzata Kochańska – popularna komentatorka polityczna udzielająca się na fejsbukowym forum Pruszkowa, w ostatnich wyborach kandydatka do rady miasta z ramienia PiS – nie dostała się, ale mogąc niedługo potem objąć mandat po Macieju Roszkowskim, który wygrał konkurs na prezesa TBS, odmówiła, uzasadniając decyzję rozczarowaniem ze sposobu pracy radnych. Eliza Kurzela – radna niezależna, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Pruszkowa, jeden z największych krytyków prezydenta Pawła Makucha. Michał Landowski – wiceprezydent Pruszkowa w czasach Jana Starzyńskiego, społecznik, dziś sekretarz w starostwie powiatu pruszkowskiego. Olgierd Lewan – radny z klubu SPP, jeden z najbardziej pracowitych pruszkowskich radnych, działacz na rzecz Malich. Karol Michalczyk – społecznik, współtworzył Forum Organizacji Pozarządowych Powiatu Pruszkowskiego. Marcel Piątkowski – były prezes Pruszkowskiego Stowarzyszenia na Rzecz Zwierząt, bez powodzenia kandydował do rady miasta z listy SPP, dziś zapalony krytyk prezydenta Makucha. Jasiek Słupski – społecznik z Malich, razem z Arkadiuszem Gębiczem założył stowarzyszenie Za Pruszków. Wreszcie Adrian Zwoliński – inicjator akcji nazwania jednej z ulic w Pruszkowie imieniem Luke’a Skywalkera.

Pomysłodawcy o swojej idei piszą tak: „W każdej społeczności – zwłaszcza tak dużej jak Pruszków – istnieje silna potrzeba dialogu społecznego. Mieszkańcy mają swoje pomysły, pragnienia, potrzeby. Chcielibyśmy, aby były one uwzględniane w decyzjach podejmowanych przez władze naszego miasta. Ale jak to zrobić? Przecież w Pruszkowie mieszka prawie 80 tysięcy ludzi, jak można do nich trafić i zapytać o zdanie w danej sprawie? Jest na to sposób! Istnieją sprawne i przemyślane mechanizmy służące przeprowadzaniu konsultacji społecznych z prawdziwego zdarzenia”.

Tłumaczą, że aby poznać zdanie mieszkańców na jakiś temat, nie wystarczy internetowa ankieta i plakaty w urzędzie miasta. Konieczne jest wybranie prawidłowych metod badawczych, zorganizowanie warsztatów i spotkań, zaproszenie ekspertów, wreszcie przedstawienie kompleksowego raportu. „Po dobrze przeprowadzonych konsultacjach społecznych nie powinny się pojawiać wątpliwości, ani co do ich jakości, ani transparentności” – piszą, mając chyba w pamięci nieszczęsną ankietę na temat fajerwerków.

Domagają się stworzenia kompleksowego narzędzia, które umożliwi przeprowadzanie konsultacji społecznych na jasnych, w pełni transparentnych zasadach. Wykorzystania nowoczesnych narzędzi informatycznych, aby w konsultacjach mógł wziąć udział każdy zainteresowany mieszkaniec. Chcą stworzyć katalog dobrych praktyk na podstawie doświadczeń innych samorządów w Polsce i za granicą. Proponują wreszcie powołanie Rady ds. Konsultacji Społecznych, która będzie ciałem doradczym prezydenta Pruszkowa.

Usiedli i napisali projekt uchwały. Co w niej jest? Na przykład zapis, że konsultacje z mieszkańcami mogą być przeprowadzane z inicjatywy każdego z organów Pruszkowa (czyli na przykład prezydenta, rady miasta); albo na wniosek co najmniej trzech organizacji pozarządowych działających na terenie Pruszkowa; albo na wniosek grupy co najmniej 50 pruszkowiaków. Gdy do prezydenta trafi wniosek, będzie on musiał zasięgnąć opinii Rady ds. Konsultacji Społecznych. Po otrzymaniu opinii określi termin rozpoczęcia i zakończenia konsultacji oraz przeprowadzi je w terminie nie dłuższym niż 3 miesiące. Co ciekawe, konsultacje mogłyby się odbyć nawet, gdyby opinia Rady była negatywna.

A kto miałby wejść do Rady ds. Konsultacji Społecznych? W projekcie uchwały jest to precyzyjnie określone: 3 pracowników urzędu miasta, 3 radnych, 4 mieszkańców zrekrutowanych w drodze naboru, 3 przedstawicieli organizacji pozarządowych, 1 przedstawiciel Młodzieżowej Rady Miasta i 1 z Rady Seniorów. Razem – 15 osób. Ich kadencja ma trwać 5 lat, ze swojego grona wybieraliby przewodniczącego, zastępcę oraz sekretarza.

Co z wynikami konsultacji, gdy już się odbędą? Jak wynika z projektu, „powinny być brane pod uwagę przy rozstrzygnięciach podejmowanych w sprawie stanowiącej przedmiot konsultacji”. A więc nie będą wiążące ani dla prezydenta, ani dla radnych. Staną się jednak ważną wskazówką, czego mieszkańców oczekują – potem można by zarówno prezydenta, jak i radnych rozliczać z tego, jak zareagowali na głosy z miasta.

Informacja o inicjatywie społeczników wywołała spore zainteresowanie, jednak podniosło się kilka krytycznych głosów, choć trzeba przyznać, że były pojedyncze. Na przykład taki, że powołanie Rady ds. Konsultacji wydłuży załatwianie spraw. Poza tym skoro obowiązkiem radnych miejskich jest działanie na rzecz swoich wyborców, jaki jest sens mnożyć byty? – Celem uchwały jest usystematyzowanie i ujednolicenie procesu, jakim są konsultacje społeczne. W tym projekcie Rada ds. Konsultacji jest tylko i wyłącznie ciałem doradczym w zakresie złożonych przez mieszkańców wniosków o przeprowadzenie konsultacji. Żadne inne obowiązki nie są na nią nakładane. Według mnie jej powołanie nie wydłuży czasu załatwiania spraw, bo nie mówimy o dodatkowych sprawach, a tylko i wyłącznie o procesie konsultacji – tłumaczy Piotr Bąk. – Ponadto w uchwale są ustalone ścisłe terminy co do działalności poszczególnych organów na kolejnych etapach postępowania. To ma szansę wręcz przyspieszyć ten proces w porównaniu z dotychczasową praktyką, w której czas nie był określony, co dawało możliwość jego przeciągania.

A co z dotychczasową rolą radnych miejskich? Bąk: – Ona się nie zmienia. Tą uchwałą dajemy mieszkańcom nowy bodziec do samodzielnego podejmowania inicjatyw, a ten bodziec – co ważne – ma gwarancję społecznego nadzoru nad ich realizacją. To szczególnie ważne przy konsultacjach dotyczących spraw trudnych, niewygodnych dla władzy, o których ta władza wolałaby decydować sama – dodaje.

Dlaczego wśród inicjatorów nie ma osób mocno związanych z obozem sprzyjającym prezydentowi Pawłowi Makuchowi, a więc radnych PiS czy SWPR? – Uznaliśmy, że dobrym pomysłem jest zaproszenie do współpracy po jednym reprezentancie z każdego komitetu wyborczego, niezależnie od liczby zdobytych mandatów. Zaproszenie przyjęli Eliza Kurzela, Piotr Bąk, Olgierd Lewan, Maciej Roszkowski. Ten ostatni wziął udział niestety tylko w jednym spotkaniu. Po powołaniu na stanowiska prezesa TBS nie uczestniczył już w pracach, dlatego jego nazwisko nie widnieje na końcowym dokumencie – tłumaczy Marcel Piątkowski.

Czy jednak inicjatywa nie spotka się z zarzutem upolitycznienia? – Ona nie ma nic wspólnego z walką polityczną, projekt ma na celu szukanie rozwiązań ponad podziałami, z dala od lokalnych animozji – odpowiada Michał Landowski. – Rzetelne przeprowadzenie konsultacji społecznych pozwala na szukanie konsensusu w sprawach, gdzie występują sprzeczne interesy różnych lokalnych grup społecznych oraz administracji samorządowej. Uzyskanie informacji zwrotnej i wypracowanie wspólnego rozwiązania w każdej kwestii daje dużo silniejszy mandat do wprowadzenia go w życie jako obowiązującego prawa.

Ale jak przekonać radnych, którzy nie brali udział w pracach nad projektem uchwały, by go poparli? Landowski: – Inicjatywa „Pruszkowskich konsultacji” to próba uporządkowania oraz usprawnienia dialogu lokalnych władz z mieszkańcami. Jej celem jest wzmocnienie mechanizmów partycypacji społecznej oraz podniesienie jakości wzajemnej współpracy pomiędzy mieszkańcami, organizacjami, radnymi oraz prezydentem. Do tworzenia projektu zostały zaproszone osoby z różnych grup społecznych. Jeżeli projekt wzbudził zainteresowanie, warto, żeby inicjatorzy, radni, prezydent oraz urzędnicy pochylili się nad dokumentem i przedyskutowali proponowane rozwiązania – tłumaczy.

Według Landowskiego projekt sam w sobie ma ogromny walor edukacyjny dla mieszkańców. – Radni doskonale wiedzą, że konsultacje społeczne realnie angażują ludzi, dają im wpływ na to, co ich dotyczy, podnoszą wiedzę i świadomość w zakresie spraw publicznych, pełnią również funkcję legitymizującą. Próba usystematyzowania i ujednolicenia procesu, jakim są konsultacje, jest nowym standardem w Pruszkowie, dlatego projekt może wzbudzać polemikę na różnych forach – przyznaje.

Małgorzata Kochańska uważa z kolei, że w Pruszkowie trzeba przełamać impas. – Są kwestie ważne dla mieszkańców, na które radni w zasadzie nie reagują, zwłaszcza na styku kompetencji różnych struktur – mówi. – Warto więc coś zmienić, zwiększyć możliwości inicjatywy po stronie mieszkańców.

Kochańska narzeka, że komisje rady miasta trwają długo, w praktyce ciężko jest tam skutecznie uzyskać jakieś informacje, w godzinach pracy urzędu miasta też nie każdy może przedstawiać ważne dla siebie sprawy. – Liczne przykłady pokazują, że konsultacje są potrzebne, warto zatem włączyć do współpracy zaangażowanych społeczników, aktywnych mieszkańców. Powołanie Społecznej Rady ds. Konsultacji, podkreślam: społecznej, w skład którego wejdą i urzędnicy, i radni, i mieszkańcy, ma dodatkowo wzmocnić jakość i reprezentatywność konsultacji. To jednocześnie droga do większej transparentności zgłaszanych inicjatyw i ich losów – mówi.

Komentatorka dodaje, że i włodarze Pruszkowa, i radni, dzięki konsultacjom mogą dużo zyskać wizerunkowo, a niektóre dyskusje z mediów społecznościowych przeniosą się gdzie indziej. Będzie też jasne, które głosy na forach są odosobnione, a które powszechne, łatwiej więc będzie uniknąć podejmowania niepopularnych decyzji. – Obserwuję fora internetowe. Pruszków to zaangażowane miasto, niech ta energia przynosi pożytki zamiast frustracji – puentuje pani Małgorzata.

Aktywiści założyli profil na Facebooku „Pruszkowskie konsultacje”, tam można się z nimi skontaktować. Zaczęli też zbiórkę podpisów pod projektem uchwały, żeby móc ją oficjalnie złożyć do rozpatrzenia przez radę miasta. Podpisów musi być minimum 300, a więc z ich zgromadzeniem nie powinno być większego problemu.

Czy stworzenie mechanizmu konsultacji to dobry pomysł? Przecież w wyborach mieszkańcy powierzają władzę prezydentowi i radnym po to, aby ich reprezentowali. Moim zdaniem – tak. Radni nie wszystkimi sprawami chcą się zajmować, w podejmowaniu niektórych decyzji kierują się sympatiami politycznymi, a ci w Pruszkowie cierpią – zwłaszcza w tej kadencji – na chroniczną chorobę objawiającą się wstrzymywaniem się od głosu. Poza tym wielu z nich zapatrzonych jest w swoją dzielnicę, bo tam są ich wyborcy, nie zawsze widzą miasto w skali makro. Również prezydent nie jest w stanie na bieżąco identyfikować wszystkich potrzeb. Przez całe lata część ważnych inwestycji w Pruszkowie dochodziła do skutku z opóźnieniem wynikającym z braku dobrego rozeznania, czego tak naprawdę pruszkowiacy chcą. Najprostszy przykład to brak linii autobusowej do Warszawy – poprzednie władze przez lata odpowiadały, że jest niepotrzebna, bo są pociągi i kolejka WKD, a prośby mieszkańców trafiały w próżnię.

System konsultacji z powodzeniem funkcjonuje w wielu miastach w Polsce. Niektórzy prezydenci, na przykład Krzysztof Żuk w Lublinie, wręcz wpisali je na czołową pozycję swoich strategii zarządzania. W Lublinie urząd miasta non-stop pyta ludzi, gdzie tworzyć skwery, ustawiać ławki, jak zagospodarowywać place, jakie imprezy organizować. To nie tylko sprawia, że mieszkańcy mają poczucie współuczestnictwa w procesie podejmowania ważnych decyzji, ale też legitymizuje działania prezydenta, który zawsze może powiedzieć: robię to, czego ode mnie oczekujecie.

W Olsztynie z polecenia prezydenta Piotra Grzymowicza stworzono internetową Platformę Komunikacji Społecznej, aby na bieżąco prowadzić dialog z mieszkańcami, zapoznawać z planowanymi inwestycjami i projektami, a przede wszystkim przekazywać informacje o kolejnych konsultacjach. W urzędzie miasta prowadzeniem konsultacji zajmuje się dedykowany im wydział.

Konsultacje z mieszkańcami na szeroką skalę prowadzą od lat Gdańsk, Gdynia, Łódź, ale też mniejsze miasta, jak Rejowiec Fabryczny, Giżycko, czy Słubice.

W Pruszkowie przez lata mieszkańcy nie mogli przekonać prezydenta do wielu spraw. Teraz mogą dostać do ręki dobre i skuteczne narzędzie. Prezydent z kolei może zyskać dostęp do reprezentatywnego strumienia informacji, które ułatwią mu podejmowanie strategicznych decyzji. Dlatego inicjatywę pruszkowskich społeczników naprawdę warto poprzeć.