Wymiana zdań, do jakiej doszło we wtorek w mediach społecznościowych, zapisze się w historii – ale raczej jako przykład braku umiejętności zareagowania prezydenta na błąd popełniony przez pracowników urzędu miasta. Arek Gębicz znalazł w Biuletynie Informacji Publicznej (oficjalnym serwisie służącym do publikowania oficjalnych dokumentów administracji publicznej) informację, że koszt kredytu udzielanego Pruszkowowi przez konsorcjum banków wyniesie… 597 mln zł. Koszt, czyli tyle miałaby pochłonąć obsługa kredytu w wysokości 61 mln. Kwota absurdalna i prowadząca do natychmiastowego wniosku, że ktoś się pomylił.

Dyskusja, która rozkręciła się pod postem Gębicza, przepojona niedowierzaniem i kpiną, zmusiła urzędników z Kraszewskiego do ponownego przejrzenia dokumentów. Post z wyjaśnieniem opublikował wkrótce sam prezydent Paweł Makuch. „Doszło do oczywistej omyłki rachunkowej po stronie oferenta. Cała procedura została przeprowadzona zgodnie z prawem zamówień publicznych i wyjaśniona. Nie ma mowy o kwocie 598 mln, a o 5 mln” – napisał.

Sprostowanie zamiast zakończyć sprawę, jeszcze bardziej ją zagmatwało. Internauci szybko odkryli, że nie jest tak, jak podał prezydent – kwota wyrażona w dokumencie jest prawdziwa, to wynik iloczynu kilku składników, służy do wyliczenia wskaźnika pozwalającego porównywać ze sobą oferty składanych przez różne podmioty startujące w przetargu. Nieporozumieniem jest jedynie wyrażanie jej w złotówkach (a tak napisano w BIP), bo mogłoby to sugerować, że miasto zaciąga najdroższy kredyt świata.

O ile więc Arek Gębicz chybił, o tyle o prezydencie można powiedzieć, że nie trafił z kałasznikowa w drzewo stojąc tuż przed nim. Jednak nie to budzi największe zdziwienie. Prezydent swoje „sprostowanie” obudował bowiem stwierdzeniami wprost atakującymi Gębicza. – W związku z pojawieniem się dzisiaj w przestrzeni internetowej informacji o rzekomym koszcie, który Miasto Pruszków poniesie za zaciągnięty kredyt, pragnę Państwa uspokoić, że informacja ta jest ponownie (jak wiele innych publikowanych przez tę samą osobę) NIEPRAWDZIWA. Szanowni Państwo, jeśli chcemy przekazywać do opinii publicznej informacje, to warto być rzetelnym i uczciwym, i tak też podchodzić do publikowanych przez siebie treści. Zanim się coś napisze, warto dowiedzieć się, czy jest to prawdą. Mamy w naszym mieście osoby nazywające się „społecznikami”, które wprowadzają mieszkańców w błąd, więc prospołecznie nie działają – stwierdził Paweł Makuch.

Arek Gębicz znany jest z dosadnych sformułowań, często przesadzonych. Dzień wcześniej wybudowany zgodnie ze sztuką budowlaną most na Utracie nazwał „wieśniackim”, za co spotkała go krytyka z ust wielu mieszkańców. Gębicz prowokuje (co mu wolno), tropi (tak samo), zadaje pytania (uzasadnione), ale też obraża urzędników (to jest naganne), pisząc wprost, że kłamią (potrzeba by twardych dowodów) czy oszukują (naraża się na proces). Nie zmienia to faktu, że działa społecznie, zarejestrował stowarzyszenie Za Pruszków! i jest jego prezesem, podejmuje ważne problemy dotyczące rozwoju infrastruktury i ochrony przyrody. Jak lew broni parku Potulickich – jak chyba nikt w Pruszkowie.

„Śmiem przypuszczać, że wiedział, ale publikując NIEPRAWDZIWY post, miał szansę na chwilowe zaistnienie w internecie” – napisał Paweł Makuch. Gębicz istnieje – nie tylko w internecie – i nic nie wskazuje, żeby miał zniknąć. Jeśli jego post można nazwać nieprawdziwym, to podobnie należałoby ocenić „sprostowanie” prezydenta. Reakcja adekwatna do akcji? No właśnie, nie! Publiczne obrażanie mieszkańca z wysokości zajmowanego stanowiska nie wystawia świadectwa mieszkańcowi, a piastunowi stanowiska. Gębicza można nie znosić, jednak sugerowanie, że jest pseudospołecznikiem celowo uprawiającym dezinformację, jest nie tylko niesmaczne, ale też przekracza granice dopuszczalnej krytyki. Mówiąc krótko: tak się nie robi.