Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Prezydent i starosta skrócili pracę urzędów, bo upał. Mieszkańcy odpowiedzieli taką falą krytyki, jakiej w historii Pruszkowa jeszcze nie było

Sławomir BUKOWSKI
„Śmiech na sali”, „biurwy”, „nieroby”, „komedia” – mieszkańcy nie zostawili na pracownikach administracji samorządowej suchej nitki. Wiele komentarzy nie nadaje się do cytowania. Regularnie przewijało się też pytanie, czy urzędnicy odrobią skrócone godziny i padała propozycja: w sobotę.
Upał W Urzędzie. Fot. AI
Ilustracja: Upał W Urzędzie. Fot. AI

Przeanalizowaliśmy setki komentarzy, jakie pojawiły się na kilku pruszkowskich forach dyskusyjnych na Facebooku po ogłoszeniu decyzji przez starostę Adriana Ejssymonta i prezydenta Piotra Bąka, że z powodu wysokich temperatur godziny pracy Starostwa Powiatu Pruszkowskiego oraz Urzędu Miasta Pruszkowa zostaną skrócone. Co z nich wynika?

Najczęściej powtarza się zarzut nierównego traktowania różnych grup zawodowych. Mieszkańcy zestawiają sytuację urzędników z warunkami pracy budowlańców, drogowców, rolników, pracowników produkcji, gastronomii, sklepów i kierowców. „Czyli w klimatyzowanym biurze trzeba pracować krócej, ale na budowie w pełnym słońcu tyle samo?” – pyta jeden z internautów. Inni wskazują, że w kuchniach, halach produkcyjnych czy przy układaniu asfaltu temperatura bywa znacznie wyższa, a pracodawcy nie skracają z tego powodu czasu pracy.

Drugim dominującym wątkiem jest klimatyzacja. Dziesiątki osób pytają, czy budynki urzędów nie są chłodzone i jaka rzeczywiście temperatura panuje wewnątrz. Część komentujących zakłada, że urzędnicy pracują w komfortowych warunkach.

Wiele pytań dotyczyło tego, czy skrócone godziny zostaną odpracowane. Padły propozycje, aby urząd zaczynał pracę wcześniej albo wydłużył obsługę mieszkańców w chłodniejsze dni. „Najprostsze rozwiązanie? Skrócić godziny pracy urzędu. Tymczasem można było zacząć pracę o 6.00 i pracować do 14.00 albo odpracować skrócony czas w innym terminie” – czytamy w jednym z komentarzy. Inni zaproponowali wprowadzenie dyżurów, pracy wieczornej albo przerwy w najgorętszej porze dnia i ponowne otwarcie urzędu po południu.

Krytyka dotyczyła również sposobu zakomunikowania zmiany. Jeden z mieszkańców opisał, że po wpisaniu w wyszukiwarce godzin pracy urzędu znalazł informacje o standardowych godzinach otwarcia. Komunikatu o skróceniu godzin nie było w łatwo dostępnym miejscu. Jak zauważył, osoba zwalniająca się wcześniej ze swojej pracy mogła przyjechać do magistratu czy starostwa i pocałować klamkę.

Dyskusja szybko przekroczyła granice rzeczowej krytyki. Pojawiły się obraźliwe określenia urzędników, sugestie, że zamiast pracować układają pasjansa, oraz personalne ataki pod adresem władz miasta i powiatu. W części wpisów decyzję przedstawiano jako symbol oderwania administracji od codziennych problemów mieszkańców.

Trzeba jednak zauważyć, że nie wszystkie wpisy były negatywne. Niektórzy komentujący przypominali, że pracodawca powinien dbać o bezpieczne warunki pracy, a pretensje należy kierować raczej do firm, które nie reagują na upały, niż do urzędników korzystających z decyzji przełożonych. „Pracują w tym urzędzie tacy sami ludzie jak wy, może wasi znajomi, może wasze rodziny” – argumentował jeden z uczestników dyskusji.

Decyzję o skróceniu pracy skrytykowała… urzędniczka!

Na jednym z forów odezwała się pracownica administracji lokalnej (choć nie w Pruszkowie), pani Paulina. Jej komentarz może wydawać się zaskakujący, ale pokazuje problem od drugiej strony:

Sama jestem urzędnikiem (w urzędzie warszawskim) i kompletnie nie rozumiem tego skróconego czasu pracy. Większość urzędów posiada klimatyzatory, co całkowicie rozwiązuje problem odczuwania upału w miejscu pracy. W przypadku braku klimatyzacji wójt/burmistrz/prezydent powinien zaopatrzyć urząd w dobre wentylatory podłogowe, a pracowników w duże ilości wody. Nie odnajduję powodu, dla którego urząd miałby pracować krócej, a sklepy/biura/salony kosmetyczne/poczty i inne usługi normalnie. Takimi decyzjami rządzący napędzają tylko kolejne komentarze mieszkańców na temat zawodu urzędnika, typu pasożyty, święte krowy, na specjalnym traktowaniu. itp. Jest to dla mnie krzywdzące i niesprawiedliwe, a takie sytuacje jak ta dają pole do popisu kolejnym hejterom.

Starosta Adrian Ejssymont na pytania nie odpowiedział

Starostwo Powiatu Pruszkowskiego

Budynek Starostwa Powiatowego w Pruszkowie jest nowoczesny i posiada klimatyzację. Dlaczego więc starosta postanowił skrócić godziny pracy? Jakie przesłanki legły u podstaw tej decyzji?

Niestety, na przesłane pytania prasowe odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

Rzecznik Urzędu Miasta Pruszkowa: Nasz budynek nie ma klimatyzacji

Um Pruszków

Obszerne wyjaśnienie otrzymaliśmy za to od rzecznika miasta Krzysztofa Olszewskiego:

„Decyzja o skróceniu czasu pracy Urzędu Miasta Pruszkowa została podjęta przez Prezydenta Miasta Pruszkowa w celu zapewnienia pracownikom odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny pracy. Budynek Urzędu Miasta czy Urzędu Stanu Cywilnego nie są wyposażone w klimatyzację. W urzędzie jest również bardzo duszno, ponieważ pomieszczenia są słabo wentylowane, a okna nie zapewniają odpowiedniej cyrkulacji powietrza” – czytamy w nadesłanej odpowiedzi.

Rzecznik tłumaczy, że przenośne klimatyzatory znajdują się jedynie w kilku kluczowych pomieszczeniach, w których odbywają się spotkania z gośćmi zewnętrznymi, a zastosowanie większej liczby takich urządzeń nie jest możliwe ze względu na ograniczenia techniczne budynków. W pokojach pracowników stoją przenośne wentylatory, jednak w czasie największych upałów nie zapewniają właściwego chłodzenia, co potwierdziły pomiary Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta (temperatura w większości pomieszczeń wynosi od 28 do 32 stopni).

„Praca przez wiele godzin w takich warunkach może negatywnie wpływać na komfort i bezpieczeństwo pracowników oraz zwiększać ryzyko wystąpienia dolegliwości związanych z wysoką temperaturą. Kierując się obowiązkiem zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy Prezydent Miasta Pruszkowa podjął decyzję o czasowym skróceniu pracy Urzędu w dniach występowania największych upałów. Na podobne rozwiązania zdecydowało się wiele innych samorządów w Polsce, o czym informowała m.in. Polska Agencja Prasowa. Decyzja Prezydenta jest również zgodna z zaleceniami Wojewody Mazowieckiego dotyczącymi organizacji pracy w czasie upałów. Wśród rekomendowanych działań wskazano m.in. możliwość skracania czasu pracy” – dodaje Olszewski.

Na koniec podkreśla, że skrócenie godzin pracy stacjonarnej nie oznacza całkowitego zamknięcia urzędu dla interesantów – przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, mieszkańcy mogą korzystać z elektronicznych form kontaktu, w tym aplikacji mInstytucja, systemu e-Doręczeń oraz portalu e-Urząd. „Za ich pośrednictwem można składać wnioski i pisma oraz uzyskiwać dostęp do informacji i wielu usług urzędowych” – kwituje.

Kawa i pasjans. Co jest prawdą, a co mitem o pracy urzędników?

Urzędnicze Mity

Grafika: AI

Skrócenie godzin pracy pruszkowskich urzędów uruchomiło cały katalog stereotypów dotyczących pracowników administracji. W komentarzach urzędnicy zostali przedstawieni jako uprzywilejowana grupa, siedząca w klimatyzowanych pokojach, leniwa, zajęta piciem kawy i plotkami na papierosie, a jeśli już pracująca to bez większego wysiłku i odpowiedzialności. „Ciężko się w takich warunkach pasjansa układa”, „siedzą w klimie i im ciepło” czy „nie będzie dłuższej przerwy na ciasteczka i kawkę” – to tylko niektóre komentarze zamieszczone pod informacją Miasta Pruszków.

Mit pierwszy: praca biurowa nie jest niebezpieczna podczas upału

Najsilniej wybrzmiało przekonanie, że przed wysoką temperaturą należy chronić wyłącznie osoby wykonujące ciężką pracę fizyczną. Tymczasem przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy nie dzielą pracowników na tych, którym wolno odczuwać upał, oraz tych, którzy powinni go znosić. Państwowa Inspekcja Pracy wskazuje, że wysoka temperatura może powodować odwodnienie, dekoncentrację, spadek wydajności, a nawet omdlenia. Gdy temperatura na stanowisku pracy, spowodowana warunkami atmosferycznymi, przekracza 28°C, a w przypadku pracy na otwartej przestrzeni 25°C, pracodawca musi zapewnić pracownikom nieodpłatne napoje, dostępne przez całą zmianę. Ma także obowiązek zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki pracy, w tym odpowiednią wymianę powietrza oraz ochronę przed nadmiernym nasłonecznieniem i niekorzystnymi warunkami cieplnymi. W okresie szczególnie uciążliwych upałów może wprowadzić dodatkowe przerwy, zmienić organizację pracy lub skrócić czas pracy. Takie rozwiązania nie mogą powodować obniżenia należnego pracownikom wynagrodzenia.

Ochrona pracownika urzędu nie odbiera jednak prawa do ochrony dekarzowi, sprzedawcy czy osobie zatrudnionej na produkcji. Jeżeli pracownicy innych branż przebywają w niebezpiecznych warunkach, problemem jest brak odpowiedniej reakcji ich pracodawców, a nie to, że inny zakład pracy zastosował środki ochronne.

Mit drugi: skoro urząd zamknięto wcześniej, urzędnicy dostali dodatkowe wolne

Godziny obsługi interesantów nie zawsze są tożsame z całym czasem pracy urzędu. Po zamknięciu stanowisk obsługi nadal mogą być przygotowywane decyzje, rozliczenia, umowy, projekty uchwał, odpowiedzi na pisma czy dokumentacja przetargowa. Zasadą wynikającą z kodeksu pracy pozostaje osiem godzin pracy na dobę oraz przeciętnie 40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy. Pracodawca może jednak zmienić organizację pracy, a w szczególnie uciążliwych warunkach skrócić ją ze względów bezpieczeństwa. Samo zastosowanie takiego rozwiązania nie tworzy automatycznie „długu godzin”, który pracownik ma później odpracować. Państwowa Inspekcja Pracy wprost wskazuje, że skrócenie czasu pracy z powodu upału może nastąpić bez zmniejszenia wynagrodzenia.

Nie oznacza to jednak, że urząd powinien ignorować mieszkańców. Zarówno prezydent Pruszkowa, jak i starosta, mogli rozważyć wcześniejsze rozpoczęcie pracy, rotacyjne dyżury, przeniesienie części obsługi do chłodzonych pomieszczeń albo wydłużenie dostępności telefonicznej i elektronicznej. Takie propozycje pojawiły się zresztą w komentarzach mieszkańców.

Mit trzeci: urzędnik tylko siedzi i przekłada dokumenty

Kontakt z interesantem jest najbardziej widoczną częścią działalności urzędu, ale to jedynie fragment pracy administracji. Ustawy przypisują samorządom zadania dotyczące m.in. planowania przestrzennego, nieruchomości, dróg, transportu, wodociągów, odpadów, ochrony środowiska, edukacji, pomocy społecznej, mieszkalnictwa, kultury, sportu i zieleni. Każda inwestycja wymaga przygotowania dokumentacji, zabezpieczenia finansowania, przeprowadzenia zamówień, zawarcia umów, kontroli wykonania oraz rozliczenia wydatków.

Praca urzędnika jest przy tym silnie sformalizowana. Organ administracji może działać wyłącznie na podstawie prawa, musi dokładnie wyjaśnić stan faktyczny i uwzględniać zarówno interes społeczny, jak i słuszny interes obywatela. To jeden z powodów, dla których sprawy nie zawsze można zakończyć podczas jednej wizyty mieszkańca przy okienku. Nie usprawiedliwia to oczywiście nadmiernej biurokracji czy złej organizacji, ale pokazuje, że urzędnik nie może po prostu „załatwić sprawy po swojemu”. 

Mit czwarty: urzędnik nie odpowiada za swoją pracę

Pracownicy samorządowi mają ustawowy obowiązek wykonywać zadania sumiennie, sprawnie i bezstronnie, chronić środki publiczne, udzielać informacji oraz zachowywać uprzejmość wobec mieszkańców. Osoby zatrudnione na stanowiskach urzędniczych podlegają okresowym ocenom. Ponowna negatywna ocena skutkuje rozwiązaniem umowy o pracę z zachowaniem okresu wypowiedzenia.

Dodatkowa odpowiedzialność pojawia się przy gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi. Pracownik, któremu powierzono określone obowiązki finansowe, może odpowiadać za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Sankcje obejmują upomnienie, naganę, karę pieniężną, a w najpoważniejszych przypadkach zakaz pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi.

System odpowiedzialności nie gwarantuje oczywiście, że każdy pracownik zawsze wykonuje swoje obowiązki prawidłowo. Podobnie jak w prywatnych firmach zdarzają się zaniedbania, błędne decyzje i niewłaściwe zachowania. Powinny być one jednak oceniane na podstawie konkretnych spraw, a nie stereotypu całej grupy zawodowej.

Mit piąty: do pracy w urzędzie można dostać się wyłącznie po znajomości

Ustawa przewiduje, że nabór na wolne stanowiska urzędnicze powinien być otwarty i konkurencyjny. Ogłoszenie publikuje się w Biuletynie Informacji Publicznej i na tablicy informacyjnej jednostki. Musi ono wskazywać wymagania, zakres zadań oraz warunki pracy. Z naboru sporządzany jest protokół, a jego wynik wraz z uzasadnieniem również podlega publikacji.

Nie jest to dowód, że w administracji nie dochodzi do nieprawidłowości. Możliwe są także awanse i przeniesienia wewnętrzne, a zatrudnienie na zastępstwo nie wymaga konkursu. Przepisy dają jednak mieszkańcom możliwość sprawdzenia, kogo poszukuje urząd, jakie stawia wymagania i w jaki sposób zakończył postępowanie. Podejrzenia o ustawiony nabór powinny więc opierać się na analizie konkretnego konkursu, a nie na założeniu, że każda osoba zatrudniona w magistracie otrzymała pracę dzięki znajomościom.

Mieszkańcy z możliwości sprawdzenia, kto pracuje w urzędzie i na jakim stanowisku, korzystają. W poprzedniej kadencji w Pruszkowie wiele mówiono na przykład o zakresie obowiązków i odpowiedzialności szefowej Biura Komunikacji i Promocji Małgorzaty Makuch-Twarowskiej, siostry ówczesnego prezydenta Pawła Makucha (prezydent jest kierownikiem całego urzędu, a więc był przełożonym swojej siostry).

W Pruszkowie zawiodła organizacja pracy i polityka informacyjna

Czy Adrian Ejssymont oraz prezydent Piotr Bąk mogli cokolwiek zrobić, żeby nie prowokować tak zmasowanej krytyki, jaka spadła na nich i na urzędników? Oczywiście, że tak. Lista błędów, jakie popełnili, jest długa.

1. Nie wyjaśnili, dlaczego urzędy trzeba było zamknąć wcześniej. Samo hasło „w związku z upałami” to zdecydowanie za mało. Nie podano temperatury w pomieszczeniach, nie wskazano, gdzie nie działa klimatyzacja ani jakie konkretnie warunki zagrażały komfortowi lub bezpieczeństwu pracowników.

2. Nie pokazali, że rzeczywiście wykorzystano inne możliwości. Mieszkańcy nie dowiedzieli się, czy rozważano wcześniejsze rozpoczynanie pracy, rotacyjne dyżury, przenoszenie pracowników do chłodniejszych pomieszczeń czy zmianę organizacji obsługi – zobaczyli jedynie efekt końcowy: urząd będzie czynny krócej.

3. Nie zadbali o interes mieszkańców. W komunikatach zabrakło jasnej informacji, co ma zrobić osoba, która musi załatwić pilną sprawę właśnie po skróceniu godzin pracy. Nie wskazano specjalnych dyżurów ani dodatkowych form kontaktu, które mogłyby ograniczyć skutki decyzji. Nie zaproponowano żadnej rekompensaty. Skoro urząd jednego dnia skraca godziny obsługi, naturalne byłoby pytanie, czy w innym terminie będzie dostępny dłużej. Takiej informacji zabrakło. Mieszkaniec miał po prostu zaakceptować, że urząd tego dnia zamknie drzwi wcześniej.

4. Starosta z prezydentem nie przewidzieli oczywistej reakcji społecznej. W czasach, gdy stereotyp urzędnika siedzącego przy kawie w klimatyzowanym pokoju jest żywy, lakoniczny komunikat o wcześniejszym zakończeniu pracy był idealnym zaproszeniem do fali złośliwych komentarzy. Obaj szefowie urzędów nie obronili własnych pracowników. To być może największy paradoks całej sytuacji. Decyzja miała chronić urzędników przed skutkami upału, ale brak rzetelnego uzasadnienia sprawił, że to właśnie oni stali się głównym celem krytyki mieszkańców.

5. Potraktowano komunikację jak formalność. W administracji publicznej nie wystarczy wydać decyzję i opublikować kilku zdań na stronie internetowej. Jeżeli decyzja wpływa na dostępność urzędu dla mieszkańców, władze powinny jasno powiedzieć: dlaczego ją podjęto, jakie inne warianty rozważono i co zrobiono, aby mieszkańcy jak najmniej ją odczuli.

Starosta i prezydent mieli pełne prawo zadbać o warunki pracy swoich podwładnych. Ale troska o pracownika nie zwalnia władz publicznych z obowiązku troski o mieszkańca. Jedno i drugie da się pogodzić – trzeba tylko dobrze zorganizować pracę i jeszcze lepiej wyjaśnić swoje decyzje. Tym razem nie zrobiono ani jednego, ani drugiego wystarczająco umiejętnie. W efekcie zamiast zrozumienia pojawiła się irytacja, zamiast rzeczowej dyskusji – stereotypy, a zamiast ochrony wizerunku urzędników – fala negatywnych komentarzy pod ich adresem.

Starosta i prezydent chcieli zrobić dobrze swojej kadrze. Sposobem, w jaki przeprowadzili i zakomunikowali tę operację, wyświadczyli jej jednak niedźwiedzią przysługę.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

Walka O Jawność W Powiecie Pruszkowskim Społeczeństwo

Radni Koalicji Obywatelskiej w powiecie pruszkowskim: starania o jawność popierają, ale stanowisko wspierające mieszkańców w tej walce – odrzucają

Sławomir BUKOWSKI

Do niecodziennej sytuacji doszło na ostatniej sesji Rady Powiatu Pruszkowskiego. Radni Koalicji Obywatelskiej odrzucili projekt stanowiska w sprawie transmitowania i archiwizowania posiedzeń komisji, a więc de facto w sprawie działań na rzecz budowy społeczeństwa obywatelskiego. Czy dlatego, że przygotowali je nie oni, lecz radna PiS Magdalena Beyer?

Potulik Ekologia i Środowisko

Park Potulickich – zielony, cuchnący kożuch jest tak gruby, że miejscami nie widać tafli wody. Trudno uwierzyć, że to park miejski

Sławomir BUKOWSKI

Od wielu dni próbujemy ustalić, jak władze Pruszkowa zareagują na to, co dzieje się z przyrodą w najpiękniejszym zakątku miasta. Dostajemy odpowiedzi, z których niewiele wynika. A przecież zimą przeprowadzono tam prace, które miały zmniejszyć zjawisko rozrostu i zakwitu glonów. Czy urząd miasta nie chce przyznać się do porażki?