Pierwszą odsłonę konfliktu mogliśmy obserwować podczas dyskusji nad projektem zagospodarowania brzegów Utraty, zakładającym budowę trasy rowerowej wzdłuż rzeki oraz kilku parków tematycznych. Radny Olgierd Lewan przedstawił postulaty mieszkańców Tworek i Malich dążących do spotkania z Pawłem Makuchem i Konradem Sipierą, o których pisaliśmy już na profilu Jestem z Pruszkowa. Wiceprezydent powtórzył to, co powiedział nam: do spotkania dojdzie, ale dopiero po wyłonieniu wykonawcy projektu. Deklaruje udział w wizji lokalnej z udziałem mieszkańców. Dyskusja ukazała ogromny rozdźwięk pomiędzy radnym Lewanem reprezentującym stronę społeczną, a wiceprezydentem. Posypały się oskarżenia o manipulowanie faktami, przypisywanie drugiej stronie niewłaściwych intencji. Doprawdy, trudno zrozumieć coraz większy upór strony prezydenckiej odmawiającej bezpośredniego spotkania z mieszkańcami jeszcze na etapie przetargu – raptem kilka dni temu Paweł Makuch w mediach społecznościowych zapraszał pruszkowiaków do bezpośrednich kontaktów. Odwlekanie spotkania w sprawie Utraty eskaluje emocje i sprzyja pojawianiu się radykalnych postulatów całkowitego zablokowania projektu. Są mieszkańcy gotowi wzywać na pomoc ekologów z ogólnopolskich organizacji! Unikanie rozmów przez przedstawicieli urzędu miasta to prosta droga do zmaterializowania się protestu, choćby takiego, jaki w 2019 roku odbył się w sprawie budowy megabloku przy parku Potulickich. Czyżby Paweł Makuch i Konrad Sipiera zatracili instynkt samozachowawczy?

Kolejna odsłona konfliktu nastąpiła podczas dyskusji i głosowania poprawek do wieloletniej prognozy finansowej oraz budżetu miasta na 2021 r. Radni oba projekty uchwał zaopiniowali negatywnie! Choć nie wybrzmiało to wprost, powodem była próba przywrócenia przez prezydentów pieniędzy na budowę wodnego placu zabaw w rejonie studni oligoceńskiej przy ul. Lipowej. Radni wybrali jednak niezrozumiały scenariusz. Nie złożyli wniosku o wprowadzenie poprawki, żeby pieniędzy na wodny plac nie przesuwać – choć mogli i wręcz powinni tak zrobić – ale do kosza postanowili wyrzucić projekty uchwał w całości. A były w nich zapisane pieniądze na wiele innych ważnych inwestycji, m.in. na zaprojektowanie i wykonanie terenów zielonych przy budowanym łączniku ulic Dolnej i Piastowskiej w Malichach, na projekt nowego parku przy szpitalu na Wrzesinie z tężnią solankową czy na budowę progów zwalniających na ul. Ireny na Ostoi. Dlaczego radni poszli tak ekstremalną ścieżką? A może po prostu wybrali drogę odwetu za brak uzgadniania przez prezydentów kluczowych projektów? Jakiekolwiek powody by nie były, taka taktyka jest szkodliwa dla mieszkańców, gdyż opóźnia realizację wielu ważnych przedsięwzięć.

Radni już drugi raz postanowili nie wyrazić zgody na przekazanie spółce TBS „Zieleń Miejska” terenu przy ul. Elektrycznej na Gąsinie! Ma tam powstać budynek ze 125 mieszkaniami komunalnymi. Radni mają wątpliwości, że będzie za wysoki. To o tyle dziwne, że teren leży na uboczu, sąsiaduje z elektrownią i zakładem energetycznym. Radni chcą precyzyjnie wiedzieć, czy obiekt będzie miał 8, czy 6 kondygnacji, choć nie ma jeszcze projektu. Konkretny projekt przygotuje TBS w momencie, kiedy stanie się właścicielem działki, a poprzedzony on zostanie analizą urbanistyczną. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sprzeciw radnych SPP i KO nie ma głębszej podbudowy i motywowany jest głównie chęcią kontynuowania wojny z prezydentem, choć tym razem w formie uderzenia w spółkę TBS kierowaną przez byłego radnego PiS Macieja Roszkowskiego.

Urząd miasta nadal forsuje sprzedaż deweloperowi działki w narożniku ulic Sienkiewicza i Ołówkowej przy dworcu PKP, wraz ze stojącą tam kamieniczką. Deweloper, który jest właścicielem dwóch kolejnych działek, chce stawiać duży kompleks mieszkalny o urodzie – jak pokazał na prezentacji na kwietniowej komisji – raczej nienachalnej. Radni mieli uzasadnione wątpliwości. Czy miasto zabezpieczyło lokale zamienne mieszkańcom kamieniczki? Dlaczego deweloper nie zaprojektował zabudowy stylizowanej na przedwojenne kamienice? Czy w ogóle miasto powinno wyzbywać się tej działki? Ogromnym zaskoczeniem jest to, że w tym przypadku nie prezydenci, a radni podeszli z troską do sposobu zagospodarowania przestrzeni publicznej w reprezentacyjnej części Pruszkowa, choć to Paweł Makuch i Konrad Sipiera w kampanii wyborczej obiecywali zmianę polityki względem deweloperów. Ostatecznie radni na poniedziałkowej komisji postanowili nie zajmować się uchwałą o sprzedaży działki do czasu, aż wyklaruje się przyszłość wszystkich mieszkańców kamieniczki. Tej dyskusji emocje nie towarzyszyły, ale po oczach i uszach bił ogromny rozdźwięk w podejściu do polityki urbanistycznej. Dlaczego urząd miasta wydaje się nie interesować wizerunkiem miejsca będącego wizytówką Pruszkowa, które leży tuż przy stacji kolejowej? Dlaczego na barki radnych przerzucił część rozmów z deweloperem na temat architektury planowanej zabudowy? Czyżby dlatego, że prezydenci nie chcą mieć na koncie przegranej sprawy, bo deweloperzy w Pruszkowie i tak w większości robią, co chcą?

Wojna między prezydentami a radnymi weszła na kolejną orbitę. Nie ma rozmów. Nie ma negocjacji stanowisk. Nie ma uprzedzania o planach. Dominuje gra z zaskoczenia. Oskarżenia o manipulacje sypią się na każdej komisji i sesji. Mieszkańcy to widzą i nie dziwi, że w mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się głosy o potrzebie przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta albo rady miasta. Zarówno Paweł Makuch z Konradem Sipierą, jak i rada miasta, której wizerunek budują dwa większościowe ugrupowania SPP i KO, dają coraz więcej argumentów zwolennikom rozpisania nowych wyborów. Mamy raptem połowę kadencji – jak długo ta wojna ma jeszcze trwać?