Poza urzędem miasta, bez transmisji dla mieszkańców, w sali bez nagłośnienia, radni decydowali o podwyżkach podatków dla Pruszkowian

W Polsce nie ma prawnego obowiązku transmitowania posiedzeń komisji rady miasta (transmitowane są tylko sesje), jednak w poprzedniej kadencji mieszkańcy Pruszkowa, walczący o jawność życia publicznego, walkę o to wygrali. Łatwo nie było. Do prezydenta składano oficjalne petycje o wprowadzenie transmisji. Aktywista Arkadiusz Gębicz przynosił na komisje własną kamerę i wpuszczał sygnał do internetu, ku niezadowoleniu części ówczesnych radnych, których dzięki temu można było oglądać nie tylko, jak głosują, ale też, gdy wymieniają się uwagami niekoniecznie dla uszu mieszkańców przeznaczonymi.
Ponieważ działo się to w końcówce kadencji i zbliżały się wybory, pruszkowscy samorządowcy doszli do wniosku, że prowadzenie wojny z mieszkańcami im się nie opłaca. A nawet sami zaczęli podkreślać, że są za jawnością, transparentnością i budową społeczeństwa obywatelskiego. Ostatecznie urząd miasta kupił kamerę, przeszkolił pracowników z obsługi, a radni zobowiązali się, że transmisje obrad komisji staną się standardem.
W nowej kadencji ten standard szybko zaczął pękać. Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Łukasz Ruszczyk (Pruszków Obywatelski) kilkakrotnie już polecał transmisję wyłączyć, tłumacząc to enigmatycznie koniecznością ochrony danych (jakich – tego nie wiemy). Poza tym modne stały się komisje tzw. wyjazdowe, kiedy radni zbierają się w terenie – szkole czy spółce miejskiej. Transmisji wówczas nie ma. Można zaryzykować twierdzenie, że część radnych woli decydować o sprawach mieszkańców nie czując na sobie oka kamery. Wtedy trudniej ich ocenić, zrecenzować, nie można posłuchać argumentów, jakich używają w dyskusjach dotyczących naszych spraw.
I właśnie takie „wyjazdowe” spotkanie odbyło się we wtorek 22 września. Komisja Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta zamiast w urzędzie – zebrała się w salce konferencyjnej w spółce TBS „Zieleń Miejska” przy ul. Gordziałkowskiego. Dlaczego tam? Bo, jak mówiła przewodnicząca komisji Marzena Wieteska (Pruszkowska Wspólnota Samorządowa – to obecna nazwa klubu radnych dawnej Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej), zaproszenie wystosował prezes spółki Paweł Wiśniewski.
Dodajmu tu, że Wiśniewski, podobnie jak Wieteska, startował w ostatnich wyborach z listy Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, ale on zebrał za mało głosów i do rady się nie dostał. Niedługo po przegranej stanął do konkursu na prezesa TBS (to miejska spółka) i zgodnie z przewidywaniami – oczywiście go wygrał.
Co z tą transmisją dla mieszkańców?
Jeszcze zanim komisja do TBS się udała, redakcja zpruszkowa.pl postanowiła oficjalnie potwierdzić, czy transmisja z obrad będzie zapewniona. Z ważnego powodu: radni mieli opiniować projekt uchwały o podwyżce podatku od nieruchomości. Sprawa dotyczy tak naprawdę wszystkich mieszkańców Pruszkowa i ich pieniędzy.
Wysłaliśmy pytania do prezydenta Piotra Bąka, przewodniczącego Rady Miasta Pruszkowa Karola Chlebińskiego i do przewodniczącej komisji Marzeny Wieteski.
Zarówno Piotr Bąk, jak i Karol Chlebiński odpisali nam za to, że… nie ma prawnego obowiązku transmitowania obrad komisji dla mieszkańców. Zaś pracę komisji organizuje jej przewodnicząca. Prezydent zauważył też, że każdy zainteresowany mieszkaniec może na komisję osobiście przyjść: „Jednocześnie podkreślam, że zasada jawności życia publicznego pozostaje w pełni zachowana. Posiedzenia komisji mają charakter otwarty, a wstęp na nie jest wolny dla wszystkich zainteresowanych mieszkańców oraz przedstawicieli mediów. Protokół z obrad komisji zostanie również udostępniony w Biuletynie Informacji Publicznej” – dodał Piotr Bąk.
Marzena Wieteska na nasze pytania nie odpowiedziała.
Dlaczego ograniczyła pani mieszkańcom Pruszkowa dostęp do informacji?
To pytanie zadaliśmy Marzenie Wietesce już w pierwszej części obrad. Przewodnicząca komisji odparła jednak, że pytanie nie dotyczy aktualnie poruszanego tematu i będzie można zadać je dopiero w ostatnim punkcie pt. „Sprawy różne”. Do „spraw różnych” radni dotarli późną nocą, po blisko pięciu godzinach obrad, po godzinie 22. Wtedy je ponowiliśmy.
– Dostaliśmy zaproszenie od prezesa TBS i z niego skorzystaliśmy. Różne komisje odbywają się w różnych miejscach i uważam, że dobrze, abyśmy jako radni takie miejsca odwiedzali. W poprzednich kadencjach komisje również odbywały się poza urzędem, m.in. w placówkach kulturalnych czy oświatowych. Wiąże się to z wykonywaniem mandatu radnego – odpowiedziała Marzena Wieteska. – W tym miejscu nie mamy technicznych możliwości prowadzenia transmisji. Chcę jednak podkreślić, że jawność posiedzenia jest zachowana. Jest miejsce dla mieszkańców i każdy, kto chce, może przyjść i uczestniczyć w posiedzeniu komisji. Z każdego posiedzenia sporządzany jest również protokół, z którym mieszkańcy mogą się zapoznać.
Dalej radna tłumaczyła, że prawnego obowiązku transmitowania obrad komisji nie ma. A skoro tak, to ma prawo komisje „wyjazdowe” organizować i będzie z tego uprawnienia korzystać.
Tłumaczyliśmy, że wiele miast i gmin w Polsce transmituje wszystkie, bez wyjątku, posiedzenia komisji, że jawność życia publicznego staje się w kraju standardem – i to bez bata w postaci obowiązku zapisanego w ustawie. Tak jest choćby w pobliskich Michałowicach. Przypomnieliśmy, że w urzędzie miasta jest kamera, kupiona z publicznych środków i nie widzimy żadnego uzasadnienia dla unikania transmisji tylko dlatego, że przewodnicząca dostała od kogoś zaproszenie i postanowiła z niego skorzystać.
– Szanuję pana zdanie, oczywiście ma pan do niego prawo. Tak samo ja, kierując pracami komisji, mam prawo korzystać z zaproszeń spółek miejskich i instytucji, które znajdują się w zakresie merytorycznym działania naszej komisji. Rozumiem pana stanowisko, możemy mieć w tej sprawie różne zdania – skwitowała Wieteska.
Nie odpuszczaliśmy. Zwróciliśmy uwagę, że kwestie mieszkaniowe, którymi zajmuje się TBS, zajęły jedynie niewielką część posiedzenia, około 10 proc. Pozostała część dyskusji dotyczyła m.in. podwyżek podatków lokalnych. Tymczasem przewodnicząca pozbawiła mieszkańców Pruszkowa możliwości bieżącego śledzenia dyskusji – albo odtworzenia sobie następnego dnia interesujących jej fragmentów – dotyczących choćby ich pieniędzy. Tłumaczyliśmy, że organizowanie posiedzeń w taki sposób ogranicza mieszkańcom dostęp do informacji.
W odpowiedzi usłyszeliśmy, że o żadnym ograniczaniu dostępu do informacji nie ma mowy.
Radna Włodarczyk: Może pojawić się podejrzenie, że czegoś nie chcemy mieszkańcom pokazać
Nasze stanowisko wsparła radna KO Katarzyna Włodarczyk. – Uważam, że komisje wyjazdowe mają sens wtedy, kiedy chcemy coś obejrzeć, zobaczyć, jak coś funkcjonuje, albo zapoznać się z jakimś nowym rozwiązaniem wdrożonym przez prezesa TBS. Natomiast dzisiaj absolutnie nie widzę potrzeby, żebyśmy spotykali się w TBS, ponieważ niczego nowego tutaj nie zobaczyliśmy. Dzisiaj jesteśmy tutaj bez żadnej konkretnej przyczyny – mówiła Włodarczyk
Radna dodała, że posiedzenie powinno być transmitowane. – Nie sądzę, żeby ktoś, czytając później protokół z posiedzenia, był w stanie dowiedzieć się z niego wszystkiego, co my dzisiaj tutaj usłyszeliśmy – twierdziła. – Dlatego mam gorącą prośbę na przyszłość. Chciałabym, żeby przynajmniej raz w roku każdy prezes miejskiej spółki czy dyrektor jednostki miał możliwość wystąpienia podczas zwykłego, nagrywanego i transmitowanego posiedzenia komisji. Chodzi o to, żeby mieszkańcy mogli go wysłuchać i żeby wszystko odbywało się w sposób transparentny. Dzisiaj nie mam poczucia, że transparentność została w pełni zapewniona. Jeżeli dwie komisje dotyczące tej samej spółki odbywają się bez transmisji, można odnieść takie wrażenie. Panie prezesie (radna zwróciła się do Pawła Wiśniewskiego – przyp. red.), nie mówię tego personalnie pod pana adresem, ale może pojawić się podejrzenie, że czegoś nie chcemy mieszkańcom pokazać.
Radny Chlebiński: Możliwość uczestniczenia w życiu publicznym nie jest ograniczana
Ani postulaty zpruszkowa.pl, ani wystąpienie radnej Włodarczyk, nie spotkały się ze zrozumieniem przewodniczącego rady miasta Karola Chlebińskiego, który zarazem jest członkiem Komisji Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta, jak również klubowym kolegą Marzeny Wieteski.
– Prosiłbym o zaprotokołowanie mojego stanowiska, a także o uwzględnienie go w artykule, który zapewne powstanie na ten temat. Jako przewodniczący rady zapewniam mieszkańców, że w Pruszkowie dostęp do informacji publicznej i możliwość uczestniczenia w życiu publicznym nie są w żaden sposób ograniczane – powiedział Chlebinski. – Chciałbym oficjalnie oświadczyć, że stawianie tezy, iż pruszkowski samorząd w jakikolwiek sposób ogranicza mieszkańcom możliwość uczestniczenia w życiu publicznym, nie znajduje – w mojej ocenie – żadnego uzasadnienia. Według mojej najlepszej wiedzy wszystkie obowiązki wynikające z ustawy o samorządzie gminnym, dotyczące transmisji oraz dostępu mieszkańców do posiedzeń komisji i sesji, są w Pruszkowie wypełniane i nigdy nie były w tym zakresie skutecznie zakwestionowane przez żadną instytucję. Proszę o odnotowanie mojego stanowiska zarówno w protokole z dzisiejszego posiedzenia komisji, jak i w artykule pana redaktora.
Zapytaliśmy Chlebińskiego z nutą oczywistej ironii, czy nie warto w takim razie sprzedać kamery zakupionej z publicznych pieniędzy, skoro część radnych nie widzi potrzeby jej używania. Uzyskane pieniądze mogłyby zasilić budżet miasta i zostać przeznaczone na spłatę rosnącego lawinowo zadłużenia.
– Szanowny panie, kiedy brakuje argumentów, zaczyna się szydzenie. Ja do tego przywykłem, również pracuję z ludźmi. Szanuję pana i pana argumenty. Szanuję każdą osobę znajdującą się w tym pomieszczeniu i każdego mieszkańca. Proszę jednak nie stawiać tezy, że pruszkowski samorząd cokolwiek komukolwiek blokuje albo uniemożliwia – odparł Chlebiński.
O czym mieszkańcy Pruszkowa się nie dowiedzieli
Na wtorkowej komisji poruszane były bardzo ważne dla mieszkańców sprawy.
– Radni pozytywnie zaopiniowali uchwałę o 10-proc. podwyżce od nowego roku podatku od nieruchomości od nowego roku. Z braku transmisji mieszkańcy nie mieli szans wysłuchać wystąpienia radnego Michała Maja (klub KO), który w materiałach towarzyszących uchwale wypatrzył błędy rachunkowe. Ani nie dowiedzieli się, dlaczego radni są za zwiększaniem obciążeń fiskalnych dla mieszkańców.
– Mieszkańcy nie mogli posłuchać o wyznaczaniu w mieście obszaru zdegradowanego i obszaru rewitalizacji oraz o szansach i zagrożeniach dla nich z tym związanych.
– Nie mogli wysłuchać prezesa spółki PKS Gostynin, która wykonuje przewozy na liniach miejskich w Pruszkowie, który odpowiadał na pytania dotyczące mankamentów komunikacji miejskiej.
– Nie mogli na własne uszy usłyszeć, jakich argumentów używa urząd miasta tłumacząc się ze zmniejszenia częstotliwości kursowania autobusów miejskich w niedziele.
– Nie mogli posłuchać o planach inwestycyjnych TBS na najbliższe lata, dotyczących między innymi mieszkań komunalnych, a zwłaszcza o przedsięwzięciach opóźnionych lub odkładanych na lepsze czasy.
Komentarz autora:
W połowie kadencji demokracja lokalna przegrała z Marzeną Wieteską. Przegrała nie dlatego, że radna złamała prawo. Nie złamała. Ustawa nie nakazuje transmitowania posiedzeń komisji rady miasta. Przegrała dlatego, że z dwóch możliwych standardów – minimum wymaganego przez przepisy i większej otwartości na mieszkańców – wybrano ten pierwszy.
Argument, że przepisy transmisji nie wymagają, jest wyjątkowo słaby. Samorząd lokalny nie powinien pytać wyłącznie: „co musimy zrobić?”, ale również: „co możemy zrobić, żeby mieszkańcy wiedzieli więcej o naszych decyzjach?”.
Owszem, każdy zainteresowany miał możliwość przyjść i spędzić czas na komisji od godz. 17:30 do blisko 23:00 (tyle trwała). Tyle że w XXI wieku sprowadzanie jawności do możliwości osobistego stawiennictwa jest poniżej akceptowalnych społecznie standardów. Mieszkańcy pracują, zajmują się dziećmi, chorują, wyjeżdżają. Nie każdy może pozwolić sobie na siedzenie w miejskiej spółce do późnej nocy przy salaterce z landrynkami.
Prawo ustanawia minimum. Nie zabrania samorządowi być bardziej otwartym. Nie zmusza przewodniczącej do organizowania ważnego posiedzenia w miejscu, w którym – jak sama przyznaje – transmisji przeprowadzić się nie da.
Cała ta historia ujawnia sposób myślenia radnych Wieteski i Chlebińskiego o jawności. Można traktować ją jako obowiązek, który trzeba wykonać dokładnie w takim zakresie, w jakim nakazuje ustawa. Ale można też potraktować mieszkańców jak partnerów i umożliwić im obserwowanie pracy ludzi, których wybrali. Tutaj partnerstwa zabrakło.
Demokrację lokalną można osłabiać nie tylko przez zamykanie drzwi przed mieszkańcami. Można to robić znacznie prościej: zostawić drzwi otwarte, ale wyłączyć kamerę i zacząć decydować o ważnych sprawach, nawet o pieniądzach mieszkańców, w środku nocy, gdzieś na mieście, w dowolnie wybranym miejscu, na przykład w salce spółki kierowanej przez zaprzyjaźnionego prezesa.



.jpg?key=thumbnail-jpg)